Ci ludzie zawiedli nasze zaufanie i zaufanie wiernych. Obiecujemy ich solidne rozliczenie” – komunikat skarbnika świątyni Ramy w Ayodhya jest jednoznaczny. Specjalnie powołany zespół śledczy doprowadził do aresztowania ośmiu członków zarządu funduszu powierniczego sanktuarium, zaś 6 lipca zdymisjonowany został jego szef, Champat Rai. Człowiek, który obok premiera Narendry Modiego jest symbolem narodowo-religijnego ruchu Hindusów.
Stronnictwo rządzące największym pod względem zaludnienia państwem świata zafundowało sobie aferę, przy której bledną nasze emocje związane z warszawskim Szpitalem Południowym. Bo tam nie tylko o politykę chodzi, ale i o wiarę. Co więcej, o najbardziej dzisiaj wrażliwy indyjski symbol religijny.
Indyjskie Betlejem
Ayodhya (angielski jest w Indiach jednym z języków oficjalnych, więc tak zapisujemy tamtejsze, mniej znane w Polsce nazwy) to miasto nad Ghaghrą, dopływem Gangesu. Można je nazwać indyjskim Betlejem – tu bowiem przyszedł na świat Rama, jedno z najważniejszych bóstw hinduskiego panteonu. Był synem miejscowego księcia, bardzo przystojnym, a jednocześnie niezwykle roztropnym. „Królewska sztuka rządzenia nie ma dlań tajemnic, a mowa jego pełna uroku, serca ludzkie zdobywa” – mówi o nim epos Ramajana. Najważniejsze jednak że „słaby i pognębiony w nim obrońcę znajduje, bowiem dobro każdej istoty leży mu na sercu”. Hindusi uznali w nim siódmy awatar, czyli wcielenie boga Wisznu, który w ich religii, razem z Brahmą i Śiwą, stanowi trójcę najwyższych objawień Absolutu. Ósmym awatarem jest Kryszna.
Przez wieki rodowy zameczek ojca Ramy czczony był jako miejsce narodzin sprawiedliwego młodzieńca. Jednak zburzyli go Mogołowie – dynastia muzułmańska, która przez trzy i pół stulecia panowała nad Indiami. Na miejscu kultu hinduskiego boga stanął meczet. Przez wyznawców tradycyjnie nazywany był Meczetem Babura, od imienia pierwszego władcy z tej dynastii, zmarłego w 1530 roku. Wszystko wskazuje na to, że burzycielem sanktuarium Ramy był Aurangzeb – szósty mogolski padyszach. Stało się to około 1660 roku, w każdym razie w 12 lat później meczet, jako już istniejący, wspomniany jest źródłowo. Niemiecki jezuita, który zajechał do Ayodhya w 1767 roku, zanotował, że miejscowi hinduiści, którzy liczbowo znacznie górowali nad panującymi muzułmanami, doskonale pamiętają kogo tutaj czczono, zanim w tym miejscu stanął islamski dom modlitwy.
Rozebrany gołymi rękami
Gdy w połowie XIX wieku Anglicy przejęli w Indiach pełnię władzy, odbierając ją ostatnim, słabiutkim już Mogołom, wyznawcy islamu utracili uprzywilejowany status. Hinduiści od razu zaczęli napierać na meczet, chcąc przywrócić go rodzimemu kultowi. W 1859 roku rząd w Delhi dokonał podziału, wpuszczając wyznawców Ramy do dziedzińca zewnętrznego, wewnętrzny zaś pozostawiając muzułmanom. Napięcia to oczywiście nie wygasiło. W 1949 roku, niedługo po podziale perły w koronie brytyjskich kolonii na dwa niepodległe państwa: hinduskie Indie oraz muzułmański Pakistan, hinduistyczny tłum wdarł się do części islamskiej, wyrzucając stamtąd muzułmanów. W rok później państwo zalegalizowało ten akt gwałtu, nie pozwalając wyznawcom Mahometa na odwiedzanie świątyni. Ona sama, majestatyczna w swoim kształcie, stała jednak nienaruszona.
6 grudnia 1992 roku 150-tysięczny tłum hinduskich nacjonalistów otoczył meczet, skandując religijne hasła. Ayodhya przykuła wtedy uwagę mediów całego świata. Na oczach setek milionów telewidzów, przez ponad miesiąc, meczet został zburzony. Mało powiedzieć „zburzony” – on został rozebrany, kilofami, a nawet gołymi rękami, przez ludzi, którzy jak mrówki oblepili łuki i kopuły świątyni. Taka jest siła religijnego fanatyzmu. Mimo protestów świata islamskiego Meczet Babura rozebrano do gołego gruntu. Jednym z rozbierających był Champat Rai, właśnie zdymisjonowany prezes funduszu powierniczego świątyni Ramy.
Władze długo zastanawiały się, co z tym fantem zrobić. Wreszcie w 2019 roku zapadła decyzja najwyższego sądu Indii: na miejscu meczetu, zgodnie w wolą olbrzymiej większości hinduistów, powstanie nowa świątynia Ramy. Już znacznie większa od swojej poprzedniczki sprzed 360 lat. Wystrój wnętrza powierzono rodzinie Sompura (ojciec i synowie), która, jak liczą, już od co najmniej piętnastu pokoleń zajmuje się upiększaniem najważniejszych świątyń hinduizmu. Latem 2020 roku w gotowym już budynku nastąpiła uroczystość bhumi pujan – wmurowanie kamienia węgielnego, odpowiadające raczej naszej konsekracji kościoła. Odtąd świątynia Ramy w Ayodhya, po wiekach, znowu służy wiernym.
Prawdziwy skandal
Bhumi pujan to skomplikowana celebra. Najpierw trzeba przeprosić Matkę Ziemię za to, że stawiając ściany, naruszyło się jej integralność. Na przeprosiny do zagłębienia w posadzce wkłada się monety, ziarna i kwiaty. Potem wmurowuje się kamień, a na koniec, przed zamurowaniem, dół spryskiwany jest święconą wodą. I Indiach zna tę ceremonię każdy wierzący hinduista, który kiedykolwiek budował własny dom. Nic dziwnego, że uroczystość w Ayodhya była w oczach milionów wiernych czymś wzruszającym, bo znanym z najbardziej intymnego, rodzinnego doświadczenia.
Celebransem który modlił się nad zagłębieniem, wkładał tam kwiaty i ostatecznie wmurował kamień, był nie kto inny, jak Narendra Modi – premier od 2014 roku, obecnie rządzący już trzecią kadencję. Lider nacjonalistycznego stronnictwa Bharatiya Janata Party (Indyjska Partia Ludowa), której zwolennicy niegdyś unicestwili Meczet Babura. Od tej pory świątynię odwiedza 50 mln pielgrzymów rocznie. Wierni, oprócz darów w naturze, zostawiają tam datki pieniężne, którymi dysponuje wspomniany fundusz powierniczy. Pieniądze zbierane do kartonowych pudeł są liczone i księgowane. Teraz okazało się, że z sześciu miliardów rupii (równowartość ponad 60 milionów dolarów USA) zabrakło 70 milionów. Jeden zaginiony procent, cóż to jest! Przyjedźcie do Polski, to zobaczycie jak to się robi u nas – mógłby wykrzyknąć cynik. Ale bądźmy poważni: dobrze że Indyjska Partia Ludowa, mimo że na co dzień znana jest z grubych naruszeń praw człowieka, wzięła się za tę aferę.
Jednak prawdziwym skandalem jest co innego. Dwadzieścia kilometrów na zachód od Ayodhya leży miasto Dhannipur. Tam, mocą wspomnianego werdyktu sądu najwyższego, pozwolono indyjskim muzułmanom postawić meczet nowy, w zamian za utracony w Ayodhya. Ma się nazywać Meczetem Mahometa. Mija już siedem lat od tej decyzji i co? Na „placu budowy” w Dhannipurze pasą się krowy i leżą sterty śmieci. Rząd, mimo wysiłków wspólnoty muzułmańskiej, blokuje start budowy, mnożąc biurokratyczne trudności. Czy taki stan rzeczy podobałby się młodemu księciu Ramie, „obrońcy słabych i pognębionych”?
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















