Chyba nigdzie na świecie wybory głowy państwa nie obudziły ostatnio aż takich nadziei. Świętują nie tylko zwolennicy zwycięzcy – nieskrywaną radość okazuje chociażby duża część medialnych sprawozdawców. Wynik drugiej tury wyborów prezydenckich, przeprowadzonej w niedzielę 21 czerwca, nie pozostawia wątpliwości: Abelardo de la Espriella zostanie kolejnym prezydentem Kolumbii, choć wygrał minimalną większością głosów. Kim jest ten adwokat bez politycznego doświadczenia, który porwał serca milionów Kolumbijczyków?
Liczy się geografia
Espriellę wybrała dokładnie połowa Kolumbijczyków, bez drobnego ułamka. Prawie tyle samo – znów: tylko o odrobinę mniej – oddało swoje głosy na jego rywala, Ivana Cepedę. Poparcie dla reszty kandydatów mieści się w granicach statystycznego błędu. Zwycięstwo Esprielli, choć zdobyte głosami mas, nie jest więc wyrazem ogólnej woli narodu.
Podzielona na pół Kolumbia to zjawisko nienowe. Pod względem politycznej geografii można ją porównać do Polski, z Ziemiami Zachodnimi głosującymi na „partie postępu” oraz Małopolską i byłym zaborem rosyjskim (Królestwo Kongresowe), gdzie większy wpływ mają stronnictwa prawicowe i klerykalne. Kolumbijską „Kongresówką” są w tym przypadku regiony centralne, położone na andyjskich wyżynach. To obszary najwcześniej skolonizowane i najbardziej zurbanizowane. Mieszkają tu głównie Metysi, mieszańcy ludności białej oraz indiańskiej. Społeczny ton nadaje im klasa średnia, z najliczniejszą warstwą niższą w postaci drobnych przedsiębiorców i sklepikarzy. Ci, zmęczeni plagą zabójstw (o tym za chwilę) oraz powszechną korupcją, tradycyjnie głosują na polityków operujących hasłami sprzeciwu wobec panującego systemu. A skoro system w Kolumbii od czterech lat ma barwę lewicową, sprzeciw naturalnie przybiera hasła kojarzone z prawicą. Jak na przykład partia Obrońcy Ojczyzny, z której wywodzi się Espriella, ruszający w wyborcze szranki z chwytliwym sloganem „przywrócenia prawa i porządku”.
Zewnętrzne okręgi kraju – na zachodzie wybrzeże Pacyfiku oraz rozległa amazońska nizina na wschodzie – to miejsca mniej zaludnione, społecznie mniej stabilne oraz nasycone ludnością niebiałą: Indianami oraz Murzynami. Tam z kolei rzeczywistość w dużej mierze określa „gospodarka cienia”, z uprawami halucynogenów oraz nielegalnymi kopalniami włącznie. Kolumbia, która od dawna słynęła jako importer kokainy, w ostatnich latach niechlubnie wybiła się tu jako pierwsza na światowej liście. Przez dekady ekonomiczne podziemie działało pod egidą marksistowskiej partyzantki FARC, jednak jakiś czas temu zawarła ona „historyczne” porozumienie z centrolewicową władzą. Co z tego, skoro z FARC wyodrębnili się dysydenci, którzy gwiżdżą sobie na ten układ i w cieniu tropikalnych drzew nadal czerpią zyski z produkcji narkotyków. Efektem jest degeneracja całego systemu oraz wspomniana plaga morderstw.
Make Colombia Great Again!
Kolejne rządy, mimo wzniosłych deklaracji, nie mogą sobie z tym poradzić. Złu nie może dać rady również rządzący od czterech lat prezydent Gustavo Petro, którego bliskim współpracownikiem jest Ivan Cepeda. Ten syn przywódcy kolumbijskiej partii komunistycznej imię zawdzięcza rodzicielskiej fascynacji Rosją, a dzieciństwo spędził w Czechosłowacji Alexandra Dubčeka. Dziś działa jako obrońca praw człowieka i nie grzeszy nadmierną surowością wobec kolegów-marksistów z FARC, którzy hasła wyzwolenia ludu zgrabnie łączą z wezwaniem do bogacenia się na produkcji kokainy.
Jest jeszcze jeden kolumbijski region – najmniejszy, a zatem umykający analitykom makroekonomii: to Costa zwane też Atlantico, czyli wybrzeże północne. To również teren zurbanizowany, domena metyskiej klasy średniej. Największym miastem jest tutaj Barranquilla, skąd pochodzi obecny zwycięzca noszący imię średniowiecznego filozofa. Espriella, rodowity costeño (w wolnym tłumaczeniu „ziomal z atlantyckiego wybrzeża”), świetnie zna ten teren, który uczynił główną bazą Obrońców Ojczyzny. Tutaj też wygłosił pierwsze przemówienie po wygranych wyborach.
Costa, poprzez swoje porty i karaibskie wyspy, jest też kolumbijskim regionem najbliższym Stanom Zjednoczonym. Espriella, jak wielu jego kolegów, dorobił się majątku w Miami na Florydzie, skąd wrócił do ojczyzny jako człowiek zamożny, choć nie mający żadnego oparcia ani doświadczenia w układach politycznych elit Kolumbii. Tę słabą stronę powetował sobie dobrymi układami z... prezydentem Donaldem Trumpem, który nie kryje zadowolenia po jego wygranej. A costeño, w odróżnieniu od mieszkańców innych obszarów, raczej lubią Jankesów, potocznie zwanych przez Latynoamerykanów gringos. Hasłem Obrońców Ojczyzny stała się nawet trawestacja amerykańskiego sloganu, w formie „Make Colombia Great Again!”. Sam Espriella od trzech lat jest także obywatelem USA.
Na wzór Salwadoru
Nowo wybrany prezydent (48 lat) nosi bródkę na wzór kolegi po fachu, Nayiba Bukele. Prezydent Salwadoru – kraju, który do niedawna był pierwszy na światowej liście zabójstw – obecnie rządzi państwem uchodzącym za najbezpieczniejsze. Dość powiedzieć że od marca 2022 roku liczba morderstw spadła tam pięćdziesięciokrotnie. To nie pomyłka autora, statystyka jest tutaj wyraźna. Jak mu się to udało? Otóż w prosty sposób: Bukele zawiesił prawa obywatelskie, włącznie z prawem do adwokata, następnie zaś pozamykał w nowowybudowanych, pilnie strzeżonych megawięzieniach wszystkich przestępców. Wszystkich, to znaczy: łapanych wprost z ulicy, za sam wygląd. Ilu niewinnych znalazło się w ten sposób w salwadorskich obozach koncentracyjnych (bo tak je trzeba nazwać), Bóg jeden wie. Ale faktem jest, że odtąd po tamtejszych ulicach można spacerować nawet nocą. I zwykłym ludziom to właśnie się podoba.
Espriella zapowiada, że uczyni to samo. Jego obietnica znalazła odzew wśród tych Kolumbijczyków, którzy nad mgliste ideały praw człowieka przedkładają proste zasady bezpieczeństwa i dobrobytu. Mano dura (hiszp. „twarda ręka”) – oto czego według nich potrzeba dziś Kolumbii. Nowemu prezydentowi brak politycznego doświadczenia? Tym lepiej – odpowiadają. Nie uzależni się od miejscowych sitw.
To argumenty jednej strony. Jej przeciwnicy powiadają, że przecież Petro – prezydent dotychczasowy – uczynił niemało dla zwalczania gospodarczego podziemia. Dowodem ma być wielka operacja wojskowa, przeprowadzona przed rokiem na pograniczu z Wenezuelą, a wymierzona przeciw narkotykowym plantatorom. W rzeczywistości przyniosła ona skutek jedynie połowiczny, za to powiększyła chaos, wypędzając z prymitywnych chat dziesiątki tysięcy indiańskich wieśniaków.
Także „niezależność” Esprielli ma swoją cienistą stronę. Jako adwokat, dziwnym zbiegiem przypadków, bronił on takich typów jak zausznik dyktatora Wenezueli Nicolasa Maduro, czy też największy kolumbijski defraudant. Przeciwnicy podejrzewają, że w istocie dorobił się majątku na kryciu procederu prania brudnych pieniędzy. Także jego umiłowanie gringos nie wszystkim się podoba. W niedzielę, na pierwsze wieści o sukcesie Esprielli, w Cali, trzecim co do wielkości mieście Kolumbii, wybuchły zamieszki, a zagniewani ludzie podpalali flagi USA. Czy nowemu prezydentowi uda się „uczynić Kolumbię znowu wielką”? Realne rządy jego starszego kolegi, Trumpa, bynajmniej na to nie wskazują.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















