Wszyscy widzieliśmy te obrazki. To, co zaszło w Ceucie 30 i 31 lipca, przekroczyło swoim dramatyzmem nawet pamiętną falę migrantów z 2015 roku po słynnym „Damy radę!” Angeli Merkel. Tam uchodźców było więcej, jednak tutaj prawie 80 tys. ludzi (dane hiszpańskich służb) w jednym momencie wdarło się na obszar zamieszkany przez niewiele więcej osób (około 85 tys.). Jeden na jednego. Chociaż przybysze byli uśmiechnięci i, jeśli niezatrzymywani, nie zachowywali się agresywnie, zważywszy owe proporcje, trudno ich przybycie określić inaczej niż najazd. Tak przynajmniej odebrali to mieszkańcy, którzy przerażeni zabarykadowali się w domach. My też byśmy tak się zachowali.
Tysiące ludzi ruszyły wpław do Hiszpanii
Wszystko to przypominało trochę apokaliptyczne sceny ze sławnej, futurystycznej powieści Obóz świętych Jeana Raspaila. Autor, swego czasu niesłusznie oskarżany o rasizm, okazał się tutaj pośmiertnym prorokiem.
Ceuta jest maleńką hiszpańską eksklawą na północnym wybrzeżu Afryki, oddzieloną od macierzystej ziemi kilkunastokilometrowym dystansem Morza Śródziemnego. Od strony lądu otoczona jest terytorium królestwa Maroka. Tej granicy strzegą dobrze kontrolowane zasieki, natomiast od strony morza, przy sprzyjających prądach, dopłynąć tam można z Maroka nawet wpław.
W czwartek 30 lipca Maroko obchodziło święto państwowe, Święto Tronu. Na ulicach Al-Funajdik, miasta sąsiadującego od południa z Ceutą, nie widziano tego dnia policjantów ani żandarmów. Natomiast tysiące ludzi uczciło tam monarchię na swój sposób, rzucając się do morza, by przepłynąć na terytorium Hiszpanii. Niektórych dowieziono łodziami: ludzie wyskakiwali z nich dosłownie na kilkanaście metrów przed plażą, by bez większego trudu pokonać ten ostatni odcinek, wiosłując rękami. Zdecydowana większość zdecydowała się jednak popłynąć wpław całą drogę: na dmuchanych pontonach, w samochodowych dętkach czy po prostu tak, jak stali nad brzegiem, czyli w samych szortach. Wyglądało to na zbiorowe szaleństwo.
Tyle że od strony wody oddziela Ceutę od Maroka falochron. Każdy, komu zdarzyło się pływać w morzu blisko falochronu, wie, że to zabawa niebezpieczna, ze względu na odbijające się tam fale. Efekt? Jak dotąd wyłowiono z wody lub zebrano na brzegu ciała 141 topielców. Liczba ofiar tego wyścigu do ułudy szczęścia jest jednak z pewnością wyższa.
Dlaczego nagle ruszyli do Ceuty?
To dobre pytanie. Królestwo Maroka, mimo że nie jest wzorem demokracji, to jednak nie jest też bynajmniej jakimś reżimem, z którego warto uciekać nawet na ślepo, ryzykując życiem. Madryt obwinia rząd w Rabacie o sprowokowanie tej awantury, lecz gołym okiem widać, że zafundowała ją sobie sama Hiszpania. A konkretnie socjaldemokratyczny gabinet Pedro Sancheza.
Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE), rządząca krajem już sporo lat, ma na tym koncie konsekwentną zasługę. Już w 2005 roku poprzednik Sancheza Jose Zapatero doprowadził do bezprecedensowej legalizacji ponad pół miliona migrantów, głównie z Maroka, jeśli ci potrafili udowodnić półroczny pobyt na terenie Hiszpanii oraz wykazali się posiadaniem umów o pracę. Natomiast wiosną tego roku rząd Sancheza „skłonił” Sąd Najwyższy Hiszpanii do uznania, że podobne prawo przysługuje wszystkim kolejnym, dotąd nielegalnym przybyszom. Jedynym warunkiem, oprócz co najmniej pół roku pobytu, jest zaświadczenie o niekaralności. W ten sposób, za jednym zamachem, zalegalizowano kolejne pół miliona osób.
Ale to dopiero początek. Jeszcze w listopadzie 2024 roku niejaki Candido, Algierczyk, został zatrzymany na wodach terytorialnych Ceuty przez hiszpańskie służby, które uznały go za nielegalnego intruza. Candido, doskonale czując, jakie wiatry wieją na lądzie polityki Madrytu, wytoczył sprawę przeciw hiszpańskiemu państwu przed hiszpańskim sądem i wygrał: 29 czerwca tego roku Sąd Najwyższy ogłosił (tu upraszczam zawiłą sentencję wyroku), że obywatel Algierii miał prawo przybyć bez zezwolenia do Hiszpanii, jeśli tylko próbował dostać się tam od strony morza. Bo nie musiał przeskakiwać przez barierki albo forsować zasieków, co przecież wygląda brutalnie na filmach. A wodą? To tak, jak gdyby gondolier, z pieśnią na ustach, przybił do nabrzeża weneckiego Canale Grande.
Polityka Madrytu otworzyła furtkę
8 lipca ten sam sąd potwierdził kazus Candido wobec wszystkich migrantów przybywających morzem na terytorium Hiszpanii. I to właśnie stało się bezpośrednią zachętą dla dziesiątków tysięcy zdezorientowanych ludzi w Maroku, którzy od dawna pragnęli zaznać lepszego życia w kraju Unii Europejskiej, uznawanej w Afryce za raj dobrobytu. Media społecznościowe (dzisiaj nawet marokański biedak posiada komórkę) błyskawicznie zalała plotka o rzekomo bezwarunkowym otwarciu granic Hiszpanii. Granice lądowe są co prawda nadal strzeżone, ale to zapewne przez niedopatrzenie. Płyńcie do brzegu, tam przywitają was z otwartymi ramionami! Skołowani ludzie nie zastanawiali się nad sensownością tego przekazu.

Jednak przecież nie sami właściciele łodzi – z których, jak już wiemy, nie skorzystała walna część migrantów – byli inicjatorami tej akcji. Zastanawia dobór popleczników: z jednej strony hiszpańska komunistka Yolanda Diaz z partii Sumar (na lewo od PSOE), która otwarcie wzywa do zmiany „zastarzałej” struktury społecznej Hiszpanii poprzez zastrzyk świeżej marokańskiej krwi, z drugiej – premier Izraela Benjamin Netanjahu, który już od dwóch lat namawia Marokańczyków do migranckiej inwazji na Hiszpanię. Przeciwnie, niż chciałaby Diaz, bo po to, by Hiszpanom zaszkodzić. Madryt jest przecież najostrzejszym w UE krytykiem postępowania Izraela wobec Palestyńczyków.
Jakkolwiek by było, zdecydowana większość nagłych przybyszów do Ceuty szybko zorientowała się, że została zrobiona w konia. Jednak lepiej jest szlifować marokańskie bruki, niż sterczeć w samych gaciach po hiszpańskiej stronie ze statusem wolnego człowieka, z którym nie wiadomo co zrobić. W ciągu dnia-dwóch po przypłynięciu ponad 90 proc. wróciło do Maroka.
Prawdziwe ofiary zostały po drugiej stronie
Ceuta, starożytna kolonia Fenicjan, była od wieków portem europejskich kupców. Od 1415 roku należała do Portugalii, od 1688 roku do dzisiaj jest częścią Hiszpanii. Lądowi Hiszpanie przez wieki patrzyli na to miasto jak na bastion chrześcijaństwa w Afryce. Dlatego aż do początków XX stulecia w Ceucie nie było prawie Arabów czy w ogóle muzułmanów. To znaczy byli – berberyjscy korsarze, pochwyceni i odsiadujący wyroki w więziennych basztach. Marokańczycy zaczęli tam przybywać dopiero po 1912 roku, kiedy to Hiszpania objęła kolonialnym protektoratem północą część Maroka. Paradoksalnie z korzyścią dla marokańskiej sprawy, gdyż otwarto wtedy lądowe granice. Dziś obywatele Ceuty dzielą się pół na pół: rodowici Hiszpanie z potomkami przybyszów z południa.
Melilla jest drugą, obok Ceuty, eksklawą Hiszpanii otoczoną marokańskim terytorium. Media, zafrapowane przypadkiem Ceuty, całkowicie pomijają jednak ten kierunek. Czyżby w krytycznych dniach nic tam się nie działo? Nieprawda, 400 osób próbowało tam szturmować granicę. Od strony lądu, gdyż skaliste wybrzeże nie nadaje się do powtórzenia akcji z Ceuty. Zostali zdecydowanie odparci przez marokańskie służby.
Ceuta może zmienić politykę całej Unii
Wśród tych czterystu większość stanowili uchodźcy z Sahary Zachodniej. To terytorium leżące na południe od Maroka, które Maroko, wbrew prawu międzynarodowemu, okupuje. Saharyjczycy – gdyby tylko udało im się dostać do Hiszpanii – mieliby pełne prawo być uznanymi za politycznych uchodźców. Ale stało się inaczej. Tysiące warchołów i oportunistów, zachęconych przez Madryt, zdecydowało się na dwudniową, tyleż ryzykowną co niepotrzebną wycieczkę, podczas gdy ci, którzy najbardziej tego potrzebowali, zostali od granicy odepchnięci. I niestety, tacy jak oni, będą prawdziwymi ofiarami tego, co stanie się z Europą po Ceucie. Unia, przestraszona możliwością nieograniczonego transferu migrantów do kolejnych krajów wspólnoty, a także powoli wyciągająca wnioski z narastającego społecznego buntu przeciw hurraoptymistycznej polityce migracyjnej Brukseli, będzie się uszczelniać. I wahadło otwartości szybko przechyli się w przeciwnym kierunku.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.














