Logo Przewdonik Katolicki

Zróbmy pierwszy krok

Kasper Kaproń OFM, Cochabamba (Boliwia)
FOT. LUIS RABAYO/AFP-EASTNEWS. Druk materiałów promocyjnych na cieszącą się ogromnym zainteresowaniem Kolumbijczyków wizyte Papieża Franciszka. Cali, 15 sierpnia

Mimo trwającej pół wieku wojny domowej jej mieszkańcy są trzecim najbardziej szczęśliwym narodem świata. Jaka jest Kolumbia, do której w dniach 6–10 września udaje się papież Franciszek?

Kolumbia w pewnym sensie stanowi centrum religijnego życia południowej Ameryki i jest syntezą złożoności problemów nie tylko tego kontynentu, ale i całego współczesnego świata.
 
Latynoski Watykan
Kolumbia zwana jest często latynoskim Watykanem. To w tym kraju ma swoją siedzibę zarówno Rada Biskupów Ameryki Łacińskiej (CELAM), jak i Konferencja Latynoamerykańska Zakonów (CLAR). To tu działają najważniejsze uczelnie teologiczne Ameryki Łacińskiej (np. jezuicki Uniwersytet Javeriana czy franciszkański Uniwersytet św. Bonawentury). Papież Paweł VI do kolumbijskiego Medellin zwołał w 1968 r. II Konferencję Episkopatów Ameryki Łacińskiej, która była próbą recepcji nauki Soboru Watykańskiego II w rzeczywistość Kościoła Ameryki Łacińskiej. Konferencja ta na długie dziesięciolecia wyznaczyła kierunek działań i teologiczną refleksję Kościoła tego regionu, bowiem jej głównym tematem był problem posługi Kościoła wobec ubogich. Kościół niosąc Dobrą Nowinę ubogim – stwierdzili wówczas biskupi – nie może nie dostrzegać krzywd i społecznej niesprawiedliwości. To także Kolumbia była celem pierwszej w historii wizyty Ojca Świętego w Ameryce Łacińskiej, jaką w 1968 r. odbył właśnie bł. Paweł VI, a która to wpisała się w kontekst wspomnianej konferencji. Papież Montini swoją wizytą dał wyraz poparcia dla zaangażowania miejscowego Kościoła na rzecz ubogich. W jednym ze swoich przemówień nazwał ubogich „sakramentem – świętym znakiem obecności Chrystusa na świecie” i krytycznie oceniając panujące w Kolumbii stosunki społeczne, stanowczo napiętnował „liberalny kapitalizm”, który czynił zysk istotnym motorem postępu gospodarczego bez względu na konsekwencje społeczne.
Kolumbia jest więc pewnym symbolem społecznego zaangażowania Kościoła, a panujące tu do dziś napięcia i konflikty czynią z tego kraju symbol współczesnego podzielonego świata, gdzie trudno jednoznacznie wskazać winnych i gdzie trudno jest o proste rozwiązania.
 
Węzeł gordyjski
Współczesna Kolumbia jest bowiem krajem wielu kontrastów i sprzeczności tworzących prawdziwy węzeł gordyjski. Jest to rzeczywistość, której nie da się sprowadzić do uproszczeń, jakim był przykładowo film Dominika Tarczyńskiego Kolumbia – świadectwo dla świata, prezentujący niemalże bajkowy obraz państwa pod rządami Álvaro Uribe. Ten prezydent co prawda starał się rozprawić ze zbrodniczą partyzantką, jednak czynił to z pomocą organizacji paramilitarnych, które według statystyk zamordowały nawet więcej osób, przede wszystkim cywilów, niż w tym samym okresie lewicowe partyzantki.
Skomplikowaną sytuację tego państwa chyba najlepiej oddają słowa św. Pawła z Listu do Rzymian: „Pragnę postępować dobrze, ale nie potrafię tego wykonać! Nie czynię dobra, którego pragnę, ale popełniam zło, którego nie chcę! Widzę więc taką prawidłowość: chcę dobra, a narzuca mi się zło” (Rz 7, 18–21). Kraj ten jest niczym żywy organizm, w którym ciągle dokonuje się wewnętrzna walka przeciwieństw. To przecież tutaj żył Pablo Escobar, najbardziej bezwzględny i brutalny baron narkotykowy w historii, który przez wielu, szczególnie ubogich, traktowany jest do dzisiaj niczym święty. W latach, w których państwo zupełnie nie interesowało się losem ubogich, to on sponsorował ośrodki zdrowia i szkoły, kluby piłkarskie dla młodzieży, a nawet kościoły, stwarzając swój image jako współczesnego Robin Hooda. Czy może zatem dziwić, że w rewanżu miejscowa ludność często pomagała Escobarowi ukrywać się przed policją?
O sprzeczności Kolumbii świadczy jeszcze jeden fakt. Kraj jest targany od 53 lat krwawą wojną domową, w wyniku której zginęło blisko 260 tys. osób, miliony zostało przesiedlonych, a ponad pięć tysięcy mieszkańców zaginęło. Mimo to Kolumbijczycy każdego roku plasują się na samym szczycie Światowego Indeksu Szczęścia (Happy Planet Index). Ten raport ONZ analizuje nie tylko zamożność obywateli danego kraju, ale także ich samopoczucie, długość życia oraz ślad ekologiczny, czyli wpływ gospodarki danego kraju na środowisko naturalne. Kolumbia znajduje się na 3. miejscu tejże listy, a Polska – na 62. Potwierdzają to zresztą spotkania z Kolumbijczykami, którzy są ludźmi nadzwyczaj otwartymi, tryskają optymizmem, radością życia i wielkim poczuciem humoru.
 
Wojna domowa
Największym problemem Kolumbii jest wspomniana wojna domowa, rozpoczęta w 1964 r. pomiędzy militarnymi i paramilitarnymi siłami kolumbijskiego rządu a partyzantami zrzeszonymi w organizacjach takich jak Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii (FARC) i Armia Wyzwolenia Narodowego (ELN). Wojna ta posiada swe źródła w próbach reorganizacji gospodarki rolnej z początku lat 60., co doprowadziło do tego, że większość ubogich rolników została zepchnięta ze wsi i zmuszona do migracji do ośrodków miejskich, gdzie zasilili grono bezrobotnych. Kryzys pogłębił się dodatkowo z powodu braku podstawowej opieki medycznej i niedożywienia, co przyczyniło się do wzrostu śmiertelności wśród ubogich. Cele i powody walki oczywiście każda ze stron stara się usprawiedliwić. FARC i inne ruchy partyzanckie deklarują, że walczyły o prawa biednych, chroniły je przed przemocą rządu i chciały zapewnić im minimum sprawiedliwości społecznej. Kolumbijski rząd twierdzi, że walczył o zaprowadzenie porządku i stabilności, chronił prawa i interesy obywateli. Grupy paramilitarne uważają, że reagowały na zagrożenie ze strony ruchów partyzanckich. Wobec każdej ze stron konfliktu wysuwane są jednak podobne zarzuty: udział w handlu narkotykami, terroryzm i naruszenia praw człowieka. Rozpoczęty w 2012 r. proces pokojowy, silnie wspierany przez kolumbijskich biskupów, doprowadził do podpisania przez prezydenta Kolumbii Juana Manuela Santosa i dowódcę lewicowej partyzantki FARC w Hawanie 26 września 2016 r. porozumienia kończącego definitywnie wojnę domową. Porozumienie nie weszło jednak w życie, na skutek jego odrzucenia przez społeczeństwo w referendum. Zdaniem przeciwników porozumienia zapisy umowy pozwalały rebeliantom uniknąć kary za morderstwa. Byli partyzanci mieliby także otrzymywać stałą pensję, a tym, którzy chcieliby otworzyć własny biznes, zapewniona byłaby pomoc państwa. Dodatkowo członkowie FARC mieli mieć zagwarantowane dziesięć miejsc w parlamencie w wyborach w 2018 i 2022 r. Część Kolumbijczyków przeciwnych umowie twierdziło również, że nie ufają oni grupie FARC: według nich rebelianci za jakiś czas mogliby znowu wszcząć konflikt. Sytuacja ciągle jest więc napięta i złożona.
 
Zróbmy pierwszy krok
To właśnie do takiego kraju przybywa papież Franciszek, wzywając: „Zróbmy pierwszy krok” – jak głosi oficjalne hasło pielgrzymki. Poprzez te słowa Episkopat Kolumbii pragnie odnieść się do ewangelicznej sceny po zmartwychwstaniu, kiedy to Piotr i Jan, usłyszawszy od Marii Magdaleny radosną nowinę, udali się do grobu. Jan uprzedził Piotra, jednak przybywszy na miejsce, nie wszedł tam, gdzie było złożone ciało Jezusa, lecz czekał na Piotra, który jako pierwszy znalazł się w pustym grobie (por. J 20, 4–6). To Piotr czyni pierwszy krok, gdyż jest on tym, którego Jezus wybrał, aby umacniać braci w wierze. Jeżeli więc chcemy wejść w nową rzeczywistość, musimy wejść w nią, idąc śladem Piotra. Papież Franciszek przybywa, aby zrobić pierwszy krok w kierunku pojednania i pokoju, czyniąc możliwym przebaczenie po latach cierpienia, bólu i łez. Uczynić ten krok znaczy wejść w to miejsce, którym jest pusty grób, doświadczając, że ostatnie słowo nie należy do śmierci, lecz do życia. To spotkać się ze Zmartwychwstałym, który wzywa do nowego życia. Jak piszą kolumbijscy biskupi w orędziu przygotowującym papieską wizytę: „Papieska podróż jest zaproszeniem, abyśmy jako Kolumbijczycy spojrzeli na siebie z nadzieją i abyśmy dali pierwszy krok w kierunku, jakim jest: UZNANIE cierpienia brata, którego skrzywdziliśmy; PRZEBACZENIE tym, którzy nas zranili; ponownego SPOTKANIA z tymi, z którymi tworzymy jeden naród; ZROZUMIENIA bólu, którzy został zadany; UZDROWIENIA serc i wspólnego TWORZENIA narodu, o jakim zawsze marzyliśmy”.
Czyż nie to droga, którą powinny iść także inne społeczeństwa, które doświadczają podziałów? Papieska pielgrzymka do Kolumbii powinna zainteresować także i nas, Polaków. Zróbmy pierwszy krok.



Kolumbia czeka na papieża

To będzie trzecia papieska pielgrzymka do tego południowoamerykańskiego kraju. Wcześniej w Kolumbii gościli Paweł VI w 1968 r. i Jan Paweł II w 1986 r.

Na czas wizyty Franciszka partyzanci z Armii Wyzwolenia Narodowego (ELN) zapowiedzieli jednostronne zawieszenie broni. Licząca około 1500 członków ELN jest ostatnią aktywną partyzantką w Kolumbii. Chce jednak zawrzeć porozumienie pokojowe, tak jak zrobiły to w listopadzie ubiegłego roku Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii (FARC).

W Kolumbii papież będzie miał do dyspozycji trzy papamobile, wyprodukowane specjalnie na tę okazję. Te same pojazdy prawdopodobnie posłużą mu także podczas wizyty w Peru i Chile w styczniu 2018 r. oraz rok później podczas Światowych Dni Młodzieży w Panamie.

Przybycie Franciszka do Bogoty, stolicy Kolumbii, poprzedzi inauguracja festiwalu muzyki sakralnej z udziałem 600 artystów z 20 państw świata. Festiwal po raz drugi z rzędu rozpocznie Krzysztof Penderecki.

Grupa muzyków nagrała teledysk promujący wizytę Franciszka. Został on ogłoszony oficjalnym hymnem papieskiej pielgrzymki, a wybrano go spośród 465 propozycji.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki