W Wielki Czwartek rano lub przed południem w katolickich katedrach całego świata gromadzą się księża, by wraz ze swoim biskupem celebrować mszę krzyżma, nazywaną też czasem mszą olejów. Obydwie nazwy są trafne, ponieważ podczas tej mszy św., odprawianej raz w roku, biskup błogosławi olej chorych, olej katechumenów i konsekruje krzyżmo, czyli olej używany podczas udzielania sakramentów chrztu, bierzmowania i podczas święceń. To właśnie podczas tej mszy św. (a nie, jak można by się spodziewać podczas wieczornej wielkoczwartkowej mszy wieczerzy Pańskiej) ma miejsce odnowienie przyrzeczeń kapłańskich. Odbywa się ono zaraz po homilii, w której – według zaleceń – biskup wzywa wyświęconych do zachowania wierności powołaniu i zaprasza ich do publicznego odnowienia przyrzeczeń złożonych w dniu święceń.
Pytanie, którego nie ma
Zwracając się do każdego księdza z osobna, biskup pyta najpierw o to, czy chce odnowić przyrzeczenia, a następnie czy chce pobożnie i z wiarą odprawiać misteria Chrystusa na chwałę Boga i dla uświęcenia ludu chrześcijańskiego zgodnie z tradycją Kościoła. Kolejne pytanie dotyczy gotowości pilnego i mądrego spełniania posługi słowa, głoszenia Ewangelii i wykładania prawd katolickiej wiary. W przedostatnim pytaniu jest mowa o naśladowaniu przykładu Chrystusa, Dobrego Pasterza, i o nieszukaniu własnej korzyści oraz trosce o zbawienie ludzi. Ostatnie pytanie brzmi: „Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, i razem z Nim samego siebie poświęcić Bogu za zbawienie ludzi?”. Po każdym z pytań wyświęceni odpowiadają „Chcę”. Po ostatnim dodają „Chcę, z Bożą pomocą”.
Łatwo dostrzec, że w tle całego odnawiania przyrzeczeń kapłańskich znajdują się kwestie stałości, wierności, wytrwałości, dotrzymywania złożonych obietnic. Zadawane przez biskupa pytania dotyczą nie tylko sposobu wypełniania posługi, ale także kształtu życia, które wyświęceni przez Kościół prowadzą. Nie ma natomiast, wydawałoby się, kluczowego pytania – czy nadal chcą znajdować się w gronie tych, którzy przyjęli sakrament święceń. Nie bez powodu.
Naznaczyły go na zawsze
„Święcenia raz ważnie przyjęte nigdy nie tracą ważności” – stwierdza Kodeks prawa kanonicznego (KPK) w kanonie 290. Katechizm Kościoła katolickiego, powołując się na Sobór Trydencki (1545–1563) i Sobór Watykański II (1962–1965), omawia skutki sakramentu święceń i wyjaśnia: „Jak w przypadku chrztu i bierzmowania, to uczestnictwo w funkcji Chrystusa jest udzielane raz na zawsze. Sakrament święceń wyciska również niezatarty charakter duchowy i nie może być powtarzany ani udzielany tylko na pewien czas” (KKK 1582).
Czy to oznacza, że nie da się przestać „być księdzem”? W Katechizmie jest odpowiedź na tak postawione pytanie. Według niej, kto został wyświęcony w sposób ważny, „może oczywiście z ważnych powodów zostać zwolniony z obowiązków i funkcji związanych ze święceniami lub otrzymać zakaz ich wykonywania, nie może jednak stać się człowiekiem świeckim w ścisłym sensie, ponieważ charakter wyciśnięty przez święcenia jest nieusuwalny”. Po prostu powołanie i posłanie otrzymane w dniu święceń naznaczyły go na zawsze (KKK 1583).
Kodeks Prawa Kanonicznego precyzuje, że chociaż ważnie przyjęte święcenia nigdy nie tracą ważności, to jednak duchowny może stracić stan duchowny albo przez stwierdzenie nieważności święceń, albo przez karę wydalenia wymierzoną zgodnie z przepisami prawa lub przez reskrypt Stolicy Apostolskiej, który udzielany może być diakonom tylko z poważnych przyczyn, a prezbiterom z bardzo poważnych (kan. 290). Do tej trzeciej grupy należą księża, o których potocznie mówi się, że „zrezygnowali z kapłaństwa”.
Oprócz nagłośnionych przypadków
Od czasu do czasu zdarzają się w Polsce odejścia znanych i popularnych duchownych. W mediach ich decyzje pokazywane są niejednokrotnie w tonie sensacji. Komentarze do takich wiadomości mieszczą się między pełnym zrozumieniem, nawet wsparciem z jednej strony a potępieniem i zarzutami zdrady z drugiej. Dość często sygnalizowane jest rozczarowanie, że oto ktoś, kto przez czasami długie lata prowadził innych do zbawienia, zostawia ich i radykalnie zmienia swoje życie. Wierni skarżą się, że czują się opuszczeni i zawiedzeni, że ktoś, komu zaufali, przestaje być ich duszpasterzem i przewodnikiem. Mają wrażenie, jakby zostali sami w połowie drogi.
Jednak oprócz tych pojedynczych nagłaśnianych przypadków, wiele odejść z posługi prezbitera odbywa się po cichu, bez kamer, mikrofonów, oświadczeń i tysięcy komentarzy w serwisach społecznościowych. Ci wyświęceni nie znikają z powierzchni ziemi. Większość z nich nie tylko deklaruje swoją wiarę, ale także przynależność do Kościoła i pragnienie życia zgodnie z jego nauczaniem. Przyznają, że popełnili błąd, jednak starają się nie siać zgorszenia. Starają się uregulować swoją sytuację i na przykład uzyskują możliwość zawarcia sakramentalnego małżeństwa. Niejeden z nich chciałby dalej służyć wspólnocie Kościoła.
Biskup nie może zapomnieć
Czy biskup diecezji, do której byli inkardynowani, powinien się nimi nadal interesować? Św. Jan Paweł II w książce Wstańcie, chodźmy!, opublikowanej w roku 2004, opisując liczne zatroskania biskupa, napisał: „Mówiąc o tej trosce, nie sposób nie wspomnieć o tych, którzy porzucili kapłaństwo. Również o nich biskup nie może zapomnieć – również oni mają prawo do miejsca w sercu biskupa. Ich dramaty czasami wskazują na zaniedbania formacji kapłańskiej”. Dodał, że należy do niej m.in. „odważne dawanie upomnienia braterskiego”, a także gotowość jego przyjęcia.
Papież Polak nie wdawał się w szczegóły, jakie inne zaniedbania w formacji kapłańskiej miał na myśli. Praktyka pokazuje, że niejednokrotnie dotyczą one już jej bardzo wczesnego etapu, przygotowania do święceń. Wśród rezygnujących z posługi czasami można spotkać takich, którzy w świetle dzisiejszej wiedzy nie powinni być do nich dopuszczeni.
11 listopada 2016 roku papież Franciszek spotkał się z siedmioma rodzinami założonymi przez „byłych księży”. Watykańskie media wyjaśniały, że chciał zapewnić o swej bliskości i miłości ludzi, którzy „podjęli decyzję, z jaką często nie mogą pogodzić się ich dawni współbracia w kapłaństwie oraz rodziny”. Warto zwrócić uwagę na ton, jakim opisana została sytuacja tych wyświęconych. Komunikat Stolicy Apostolskiej stwierdzał, że po latach poświęconych posłudze kapłańskiej w parafiach „wydarzyło się to, że samotność, niezrozumienie, zmęczenie wielkim zadaniem odpowiedzialności duszpasterskiej sprawiły, iż ich kapłaństwo znalazło się w kryzysie”. Informacja mówiła też o miesiącach i latach niepewności oraz wątpliwości, które doprowadziły do uznania, że kapłaństwo było błędnym wyborem. „Obecni usłyszeli nie osąd papieża dotyczący ich wyboru, ale odczuli bliskość i miłość” – podkreślały watykańskie media.
Po drugiej stronie ołtarza
„Bardzo bym nie chciał, żeby moją tożsamością było określenie «były ksiądz»” – powiedział w grudniu 2024 roku Szymon Antczak w rozmowie z portalem misyjne.pl. Tłumaczył, że stoi po drugiej stronie ołtarza, ale od strony wiary zbyt wiele się nie zmieniło.
Już ponad dwadzieścia lat temu pojawiały się informacje, że na Zachodzie, gdzie brakuje prezbiterów, biskupi korzystają z pomocy „byłych księży”, dopuszczając ich do niektórych funkcji w Kościele, w tym nawet do nauczania religii na niektórych poziomach. W 2019 roku „Przewodnik Katolicki” zwracał uwagę, że w reskryptach, które otrzymują księża rezygnujący z posługi, pojawiły się zmiany w stosunku do wcześniejszych rozwiązań. Ich istotą jest włączanie „byłych księży” we wspólnoty, np. parafialne. Dającą do myślenia zmianą jest uznanie za obowiązek udzielenia rozgrzeszenia komuś w niebezpieczeństwie śmierci. „Były ksiądz” musi w takich okolicznościach przyznać się, że otrzymał święcenia i zaproponować spowiedź.
Redaktor Tomasz Krzyżak od lat zwraca uwagę, że problemem Kościoła w Polsce jest nie tylko niewielka liczba idących do seminariów duchownych, ale również ci, którzy rezygnują z posługi czasami niewiele lat po przyjęciu święceń. To w zdecydowanej większości nie są ludzie straceni dla Kościoła. I nie chodzi tylko o ich „zagospodarowanie” we wspólnotach, ale przede wszystkim o to, aby ich nie wykluczać i nie przekreślać.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















