W 2008 roku Stany Zjednoczone miały jedne z największych zbiorów pszenicy w historii. Taką informację zamieścił argentyński dziennikarz i pisarz Martín Caparrós w swojej słynnej książce Głód. „Urodzaj był tak wielki, że po kresie sprzedaży departament rolnictwa rządu federalnego poinformował, że farmerzy trzymają jeszcze 18 milionów ton pszenicy. Padł absolutny rekord” – przypomniał. Zwrócił jednak uwagę, że podczas gdy ceny rosły i rozszerzał się głód, gromadzono zboże w spichlerzach środkowego zachodu USA albo sprzedawano je dla zwierząt. „Co się zwracało” – zauważył reporter. „Ceny rosły, głód był coraz większy, ale tego roku w samych Stanach Zjednoczonych sprzedano 55 milionów ton pszenicy na tuczenie zwierząt” – dodał.
Ceny spadły poniżej zera
W pierwszej połowie kwietnia jedna z polskich rozgłośni radiowych informowała, że Europa ugina się pod ciężarem… ziemniaków. „Jest ich tak dużo, że zalegają w magazynach jak kontynent długi i szeroki, nie omijając Polski, a ich ceny na rynkach spadły w okolice, a nawet poniżej zera!” – alarmowała stacja. Wyjaśniała też, że „kartoflana góra” to efekt niedawnej hossy. „Jeszcze kilka lat temu świat prosił się o europejskie ziemniaki, bo sam był w kryzysie, w którym w Azji reglamentowano nawet frytki. Europejscy rolnicy zwietrzyli więc ziemniaczany interes i przez trzy lata liczyli kasę ze sprzedaży tych warzyw i sadzili je gdzie się da. Aż przyszła klęska urodzaju i Europa wyprodukowała tyle ziemniaków, że nie da się ich ani zjeść, ani przerobić, ani nakarmić nimi zwierząt” – można przeczytać na stronie radiostacji.
W tym samym czasie, według dostępnych danych, w Afryce z głodem zmaga się ponad 20 proc. populacji. Jest on w znacznej mierze skutkiem nieurodzajów spowodowanych powtarzającymi się suszami. W serwisie Misje Sercanów można znaleźć opis sytuacji w Zambii, kraju położonym w południowej części Afryki, którego mieszkańcy w większości utrzymują się z rolnictwa, uprawiając kukurydzę, słodkie ziemniaki i fasolę tylko na własne potrzeby. „Los rolników całkowicie zależy od natury, a dokładniej – od pory deszczowej” – napisali autorzy apelu o wsparcie akcji dożywiania dzieci w tym kraju. Wyjaśnili, że jeśli w porze deszczowej zabraknie deszczu, nieurodzaj niemal natychmiast prowadzi do niedożywienia i głodu. Przypomnieli, że w 2024 roku susza była wyjątkowo długa. Kukurydza – podstawowe źródło pożywienia – uschła na polach. W 2025 roku pojawiły się już lepsze zbiory, ale wciąż zbyt małe, by zapewnić przetrwanie mieszkańcom…
Amon, Demeter, Ceres i inni
Caparrós we wspomnianej książce opisał m.in. średniowieczny Zachód, zwracając uwagę, że w świecie, w którym każda okolica musiała wyżywić się sama, a komunikacja i transport stanowiły rzadki luksus, wystarczyło, że w jakimś regionie zapanował nieurodzaj, aby jego mieszkańcy tysiącami umierali z głodu. Czy opisana wyżej sytuacja w Zambii nie wydaje się pod pewnymi względami podobna?
Ludzie bardzo dawno zorientowali się, że wysokość plonów, a także liczebność hodowanych zwierząt, nie zależy tylko od nich, od ich zapobiegliwości, ciężkiej pracy, pomysłów mających zwiększyć jej efektywność. Szybko doszli do wniosku, że potrzebują dodatkowego wsparcia, wykraczającego poza możliwości człowieka. Nie bez powodu starożytni Egipcjanie oddawali cześć Amonowi, widząc w nim m.in. sprawcę urodzaju i płodności, oraz Ozyrysowi, panującemu nad wylewami Nilu. Grecy oddawali cześć Demeter, bogini płodności, urodzaju, zbóż, ziemi uprawnej i Dionizosa, też łączonego z płodnością, którego szczególnej opiece podlegała winna latorośl. Rzymianie mieli odpowiednie bóstwa: Ceres i Libera. Swoich bogów, mających troszczyć się o urodzaje, mieli Majowie, Celtowie, Germanie, Słowianie. W Japonii wciąż dużej czci doznaje Inari – bóstwo płodności, ryżu, rolnictwa, lisów, przemysłu i powodzenia.
Czy ta wyliczanka dowodzi, że modlitwy o urodzaje to domena religii politeistycznych? Nic podobnego. O dobre plony (a zwłaszcza o niezbędny dla nich deszcz) modlą się od tysiącleci wyznawcy judaizmu. Nie zapominają też dziękować Bogu za dary ziemi. Również wyznawcy islamu modlą się o konieczny dla dobrych zbiorów deszcz, proszą o błogosławieństwo dla pracy na roli i dziękują Bogu za urodzaje. Byłoby dziwne, gdyby o dobre plony nie modlili się chrześcijanie.
Chleba naszego powszedniego
Wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, że o dobre plony prosi za każdym razem podczas odmawiania modlitwy Ojcze nasz, której nauczył nas Jezus. W prośbie „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” zawarta jest prośba nie tylko o to, aby nie zabrakło pieczywa, lecz również o to, by było pod dostatkiem produktów rolnych, będących wciąż podstawą ludzkiego pożywienia.
Według zawartego w Księdze Rodzaju opisu stworzenia świata przez Boga, już trzeciego dnia padły słowa: „Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona”. Natomiast zwierzęta, w tym także te hodowlane, Bóg uczynił dopiero szóstego dnia, tuż przed stworzeniem człowieka. A powołanym do istnienia ludziom powierzył „panowanie” nad zwierzętami. Zaznaczył też: „Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem”. Ta sama księga biblijna mówi o tym, że Bóg umieścił człowieka w ogrodzie Eden, „aby go uprawiał i doglądał”. Całe Pismo Święte raz po raz przypomina, że to Bóg zsyła na ziemię deszcz i słońce, niezbędne do uprawy ziemi.
Nie tylko w Modlitwie Pańskiej Kościół prosi Boga o dobre plony. Wśród formularzy mszalnych przeznaczonych na „Różne okoliczności życia publicznego” znajduje się „Msza w okresie zasiewów”, w której wprost przyznajemy i prosimy „Boże, nasz Ojcze, ufając w Twoją pomoc rzucamy ziarna w ziemię, nasza praca nie może jednak zapewnić plonów, spraw, aby zasiane ziarna wzrosły i hojnie obrodziły”. Podkreślamy, że to Bóg jest „prawdziwym Twórcą owoców ziemi i darów nieba”. Jest też „Msza po zebraniu plonów ziemi”, w której celebrans powiada słowa: „Boże, Ty nam dajesz obfite plony doczesne”.
Nie cztery marchewki, lecz pięć?
To nie wszystko. W kalendarzu liturgicznym są specjalne dni, w których wierni modlą się o urodzaje – święto św. Marka Ewangelisty (25 kwietnia) oraz tzw. Dni Krzyżowe, trwające (zgodnie z kalendarzem umieszczonym w Mszale rzymskim dla diecezji polskich) od szóstej Niedzieli Wielkanocnej do środy przed uroczystością Wniebowstąpienia Pańskiego (często można się spotkać z praktyką ich obchodzenia dopiero od poniedziałku). Odbywają się wtedy procesje do okolicznych krzyży, przy których odprawiane są nabożeństwa o dobre plony, ale też o pokój i błogosławieństwo w pracy.
Niektórzy dziwią się, że modlitwy o urodzaje odprawiane są nie tylko na wsiach, ale również w miastach. Żartobliwie pytają, czy chodzi o to, aby w przydomowych ogródkach albo w Rodzinnych Ogrodach Działkowych wyrosły nie cztery marchewki, lecz pięć. W rzeczywistości sprawa jest poważna i ma głęboki sens. Dzisiaj, w dobie globalizacji i błyskawicznego obiegu informacji, szczególnie wyraźnie widać, jak bardzo ludzie w różnych miejscach ziemskiego globu w tak podstawowych kwestiach jak wyżywienie są od siebie uzależnieni.
W trzeciej dekadzie XXI wieku, modląc się o dobre zbiory, łatwiej mieć świadomość, że nie prosimy tylko o urodzaj w naszym ogródku lub na polach wsi, w której mieszkamy (niekoniecznie prowadząc gospodarstwo rolne). Urodzaj lub nieurodzaj w jednym miejscu swymi skutkami może dotknąć mieszkańców odległych krajów. Dlatego udział w modlitwach o urodzaje to nie jakiś (jak twierdzą niektórzy) „pogański zwyczaj pokropiony wodą święconą”, lecz raczej dowód odpowiedzialności za innych i miłości do wszystkich bliźnich, gdziekolwiek mieszkają. Bo nie wystarczy, że Bóg da urodzaj. Równie ważne jest to, co my, ludzie, z tymi dobrymi zbiorami zrobimy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















