Po co ludzie wymyślili i stworzyli sztuczną inteligencję?
Po pierwsze, i myślę – warto to podkreślać, nie ma jednej oficjalnej definicji sztucznej inteligencji. Niektóre definicje zakładają, że tworzymy te systemy po to, by zastępować lub naśladować inteligentne działania człowieka. Inne, że chodzi o budowanie modeli możliwych do zaimplementowania w maszynie, które za pomocą środków obliczeniowych będą rozwiązywać problemy podobne do tych, z jakimi mierzymy się jako ludzie.
To najprostsza odpowiedź, wynikająca z tego, w jaki sposób te technologie w ogóle się pojawiły. Chcemy mieć maszyny, które na poziomie kognitywnym robią takie rzeczy, do jakich zdolni są myślący ludzie. Są oczywiście również inne możliwe spojrzenia.
Mnie jakoś urzeka także to zaproponowane przez profesora Paola Benantiego. Odwołuje się on do biologicznej klasyfikacji człowieka: znamy różne rzędy i rodziny, ale w przypadku rodzaju Homo zostaliśmy sami: mamy w nim wyłącznie gatunek sapiens. Benanti wysnuwa myśl, że sztuczną inteligencję stworzyliśmy być może także z tej „gatunkowej” samotności.
To trochę taka zabawa w Boga, szczególnie odnosząc się do tej ostatniej definicji, że człowiek, który czuje się samotny w swoim gatunku, sobie coś „dotwarza”.
Bardzo podoba mi się wątek, który pojawia się na samym początku encykliki papieża Leona XIV – ten, w którym Leon mówi, że stoimy przed wyborem: albo budowanie wieży Babel, albo wspólnego miasta. Kiedy mówimy o technologii, pytamy właśnie o to: na ile jest ona już emanacją naszego pragnienia, by być homo deus, a na ile czymś, co pomaga ludziom osiągać pełnię potencjału i mieści się w biblijnej misji, byśmy byli mieszkańcami i opiekunami tego świata.
Coraz więcej ludzi potrafi korzystać z AI, na przykład generując teksty, obrazy a nawet filmy w botach, których marek nie będę wymieniał. Papież przestrzega, że to nie tylko niewinna zabawa, ale coś, co niesie poważne konsekwencje: ekologiczne, albo na przykład w wykorzystaniu danych o nas samych.
W debacie publicznej od kilku lat widać próbę przeformułowania rozmowy o sztucznej inteligencja, ku temu, że nie mamy do czynienia wyłącznie z samą technologią. Sztuczna inteligencja jest zjawiskiem socjotechnologicznym. A więc nie sama technologia, ale także sposób jej wprowadzenia do kontekstu społecznego. Niektórzy argumentują, że technologie są neutralne: oto maszyna, która coś oblicza – obrazowo mówiąc – jest jak nóż. Ode mnie zależy, jak go użyję: czy posmaruję sobie chleb, czy zrobię komuś krzywdę.
To, co takie dyskusje często pomijają, to fakt, że rzeczy, które wytwarzamy, są nasycone wartościami. Nie chodzi tylko o to, że mamy przed sobą jakiś produkt, jakieś narzędzie, ale o cały system, który doprowadził do jego powstania.
Za narzędziem stoją projektanci. Oni mają swoje cele i sposoby ich osiągania. Kiedy wchodzimy w interakcję na przykład z chatbotem, większość z nas może nie mieć świadomości, jak wiele danych jest zbieranych i jak potężne są algorytmy, które z tych danych potrafią wywnioskować, kim jest dana osoba i jak na nią wpływać.
Wróćmy do noża: mogę go zaprojektować jako nóż taktyczny do zadawania ran albo przedstawić taki projekt, by był wyłącznie narzędziem do smarowania pieczywa. Papież pokazuje sztuczną inteligencję właśnie w tym szerszym kontekście: to nie tylko technologia, ale także zjawisko społeczne.
Czy można dojść w ogóle do jakiejś konkretnej osoby, kogoś pociągnąć do odpowiedzialności, za stworzenie jakiegoś narzędzia sztucznej inteligencji?
Jest coraz trudniej dojść do konkretnej osoby, ponieważ wielkie firmy technologiczne, również z powodów marketingowych i ekonomicznych, prowadzą narrację, która to uniemożliwia. Odsuwają od siebie odpowiedzialność. Także wszystkie te opowieści o sztucznej inteligencji, która ma nam odebrać pracę albo grozić zagładą ludzkości, to język sugerujący, że mamy do czynienia z jakimiś samodzielnymi bytami. Działa to na korzyść korporacji technologicznych: im potężniejsze i groźniejsze wydają się te narzędzia, tym bardziej wartościowe są ekonomicznie. W tym sensie, sztuczna inteligencja ma już ogromny potencjał przemiany świata, w którym żyjemy, niezależnie od możliwości samej technologii, ale także ze względu na siłę tej narracji.
Złożoność obecnych systemów utrudnia jednoznaczne stwierdzenie, kto odpowiada za ich działanie. Programista? Ten, kto wybrał dane? A przecież każdy wybór dokonywany podczas budowania takiego systemu jest wyborem etycznym. Moją decyzją jest dobór danych, na których wytrenuję algorytm. Chatbotom często zarzuca się, że są zbyt pochlebne: to również czyjś wybór. Gdy jedna z firm, OpenAI, chciała się z tego wycofać, ludzie się oburzyli, bo lubili, kiedy chatbot mówił: „Szymonie, to wspaniały pomysł, świetnie, że na to wpadłeś!”.
Druga rzecz, absolutnie kluczowa, to fakt, że mamy do czynienia z narzędziami koncentracji władzy. Każde narzędzie, każdy artefakt technologiczny jest narzędziem koncentracji władzy, a jego umiejscowienie w kontekście społecznym ma daleko idące konsekwencje etyczne. Jeśli buduję sieć kolejową, to dla mieszkańców poszczególnych miejscowości ogromne znaczenie ma to, gdzie umieszczę przystanki, bo to oni odniosą największe korzyści z funkcjonowania linii kolejowej.
W tej encyklice bardzo nośny jest dla mnie tytuł jednego z rozdziałów: Culture of Power vs. Civilization of Love. Używam angielskiego brzmienia, bo polskie tłumaczenie oddało słowo „power” jako „potęga”, podczas gdy chodzi jeszcze o władzę, o siłę i przewagę. I rzeczywiście chodzi o konflikt na poziomie kulturowym i cywilizacyjnym.
Mówi się też dużo o tym, że państwo miałoby regulować tworzenie sztucznej inteligencji.
To się dzieje na świecie, ale widzimy, że korporacje są tak wpływowe, iż potrafią oddziaływać nawet na same procesy legislacyjne.
Mamy do czynienia z wyraźnym osłabieniem AI Act w Europie. Dodatkowym kontrargumentem bywa ryzyko przeregulowania tego rynku. Co ciekawe, papież wzywa, by również w tej dziedzinie porzucić „wyścig zbrojeń”. Regulacje trudno jest zresztą wyegzekwować w skali światowej. Jednym z miejsc, w których AI podlega najsilniejszym regulacjom, są, o czym być może mało kto wie, Chiny. Tyle że tam obowiązują inne systemy etyczne, inne systemy wartości.
Poza tym musimy budować odpowiednią wiedzę. Istnieje coś takiego jak AI literacy, rozumiana jako umiejętność świadomego, odpowiedzialnego i krytycznego korzystania z systemów opartych na sztucznej inteligencji. Musimy zdawać sobie np. sprawę, że już kilka „lajków” na platformach społecznościowych może pomóc algorytmowi pokazać nam idealnie skrojoną pod nas reklamę.
Inny przykład naszego wpływu: była swego czasu sytuacja, gdy Google miało podpisać umowę z Pentagonem na wykorzystanie algorytmów sztucznej inteligencji do klasyfikacji obrazów celem używania tej technologii w dronach bojowych. I co się stało? Pojawił się ogromny opór pracowników: inżynierów, projektantów, badaczy. Powiedzieli: albo moja praca nie będzie wykorzystywana militarnie, albo odchodzę. Google się wtedy z tego wycofało.
Papież Leon pisze w encyklice kilkukrotnie, że na przykład sztuczna inteligencja podejmie decyzję w sprawie kredytu. Moje pytanie jest o ubogich. Czy sztuczna inteligencja to narzędzie, z którego mogą korzystać tylko bogaci, które przynosi korzyść tylko ludziom zamożnym?
Myślę, że zasadniczo sprzyja ona tym, którzy już mają środki. Bardzo często słyszy się, że to narzędzie demokratyzacji. Załóżmy: nie umiem pisać po angielsku, ale z translatorem napiszę artykuł w tym języku. Nie muszę wydawać mnóstwa pieniędzy na tłumacza ani przechodzić przez żmudny proces. Mogę po prostu poprosić o przekład albo od razu o to, by tekst powstał po angielsku lub w innym, nieznanym mi języku. Na pierwszy rzut oka wygląda więc na to, że te technologie demokratyzują: rzeczy, których sami nie potrafiliśmy, mogą być wykonywane przez algorytmy i że to daje wszystkim równość. Tyle że w praktyce dostęp do takich rozwiązań ma niewielka grupa. Nie wszyscy mają dostęp do najlepszych modeli, ich używanie wiąże się z ogromnymi kosztami. Właśnie dlatego narzędziem dominacji staje się moc obliczeniowa.
Teoretycznie wszyscy mają dostęp do internetu, istnieją publiczne zasoby, więc dane do trenowania tych modeli są w pewnym stopniu dostępne dla każdego. Czego natomiast nie mają wszyscy? Co ma tylko kilka firm? Właśnie moc obliczeniową.
Kiedy na to patrzę, moja ekonomiczna wyobraźnia wysiada. Jeśli te firmy mówią: kiedyś będziecie wykupywać „abonament na życie”, bo AI wszystkim się zajmie, to z czego będziemy mieli na to środki? Czy ludziom nie podoba się sztuczna inteligencja? Nie. Zwykle, gdy widzą te narzędzia, są zachwyceni. Niepokój budzi co innego: kto za tym stoi i kto na tym zyskuje.
„Kolonizują wyobraźnię zbiorową, szczególnie za pośrednictwem mediów i sieci społecznościowych, wzbudzając entuzjazm dla nowych technologii przez futurystyczną wizję «człowieka wzmocnionego» albo «człowieka zhybrydyzowanego» z maszyną” – pisze papież o post- i transhumanizmie. Gdzie jest granica entuzjazmu wobec nich?
A czy gdy biorę tabletkę na ból głowy, to jest już transhumanizm? Przecież używam wówczas zewnętrznego środka do poprawy swojego stanu, a może on mieć jakieś skutki uboczne.
Idźmy dalej: mogę stracić rękę w wypadku i zastąpić ją protezą: wtedy mówimy, że technologia uratowała mi życie. Ale jeśli odetnę sobie zdrową rękę, żeby wstawić tę samą robotyczną protezę, czy to dokładnie to samo? Takie pytania będą wymagały konkretnego rozeznania, to jedna rzecz. Druga, o której mówi też Leon, dotyczy tego, jak myślimy o człowieku: czy jego kruchość, słabość i starość to choroba do wyleczenia, czy może coś, co pomaga mu osiągać pełnię tego, kim jest, i realizować swoje przeznaczenie. Leon zauważa na przykład, że chatboty eksploatują naszą samotność. Wyobrażam sobie kogoś dogłębnie, boleśnie samotnego, kto rozmawia z takim chatbotem i komu to pomaga. Rośnie też popularność zjawiska zwanego post-mortem avatars: można wgrać dane zmarłych bliskich do takich systemów, a potem porozmawiać ze zmarłym tatą czy mężem. Czy to dobre, czy złe? Odpowiedź brzmi: to zależy od tego, jak zaprojektujemy te narzędzia i w jaki sposób wprowadzimy je do użytku. Jeśli ktoś przeżywa głęboką stratę i cierpi, a ma mu to pomóc przejść żałobę, wesprzeć go w procesie terapeutycznym, wydaje się to w porządku.
Niestety, jest także coraz bardziej prawdopodobny scenariusz, w którym ktoś wykorzystuje naszą kruchość, żeby nas uzależnić i podnosić abonament: „słuchaj, jak nie zapłacisz, skasujemy ci tatę”. Ludzie coraz częściej wchodzą w wirtualne związki, dają się złapać na to, że mogą powierzyć awatarowi wszystkie swoje fantazje. A przecież chodzi tu o zniwelowanie poczucia samotności.
Istnieją pewne mierniki, nazywamy je benchmarkami, którymi oceniamy skuteczność tych narzędzi. Są już naukowcy, którzy postulują, by mierzyć nie tylko to, jak dobrze algorytmy liczą, rozwiązują równania matematyczne, programują czy piszą teksty, ale też to, w jaki sposób pomagają ludziom rozwijać ich potencjał. Wielu spodziewało się zapewne, że Magnifica humanitas będzie encykliką orzekającą, że taka czy inna technologia jest zła. Tymczasem to bardzo pozytywna wizja tego, co można robić, a przede wszystkim wielka afirmacja człowieczeństwa, i tego, że ciągle wiele od nas zależy.
Maciej Mróz
Doktor teologii, informatyk. Autor pracy doktorskiej o etyce sztucznej inteligencji. Zawodowo rozwija systemy sztucznej inteligencji w globalnej korporacji finansowej z listy Fortune 500
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















