Droga do spełnienia. Śladami Stanisława Kostki z Wiednia do Rzymu

Stanisław Kostka pielgrzymował podobną trasą pięć wieków temu. Nie chodzi o to, że wędrował przez prawie tysiąc siedemset kilometrów. Dotarł do sensu swojego życia i my też tak możemy.
Czyta się kilka minut
Obraz Brunona Desroche'a aktualizuje scenę biblijną przedstawioną w dziele Caravaggia. Tak jak życie św. Stanisława Kostki pokazuje on, że powołanie każdego człowieka jest tajemnicą i zaczyna się od osobistego spotkania | fot. Materiały prasowe/brunodesroche.fr
Obraz Brunona Desroche'a aktualizuje scenę biblijną przedstawioną w dziele Caravaggia. Tak jak życie św. Stanisława Kostki pokazuje on, że powołanie każdego człowieka jest tajemnicą i zaczyna się od osobistego spotkania | fot. Materiały prasowe/brunodesroche.fr

Wiedeń, rok 1567. Bracia Kostkowie z odległego Mazowsza uczą się w jezuickim kolegium już prawie trzeci rok. Stanisław, dzięki przygotowaniu ks. Jana Bilińskiego, trafił od razu na rok trzeci gramatyki. Na wiosnę 1566 roku, po zamknięciu internatu u jezuitów, zamieszkali u luteranina nazwiskiem Kimberker. To tam rozegrały się dramatyczne wydarzenia z życia Stanisława Kostki i stamtąd rusza pielgrzymka w trzechsetną rocznicę jego śmierci. 

Nad pięknym, modrym Dunajem

Kiedy odwiedzamy Wiedeń, warto się wybrać na Kurrentgasse 2, gdzie mieszkali bracia Kostkowie. W tym miejscu mieści się obecnie rokokowa kaplica z obrazem przedstawiającym w skrócie to, co tam się wydarzyło. Nawiązuje on do dwóch wizji, których doświadczył nastoletni Stanisław. Swojemu koledze zwierzył się bowiem, że widział Matkę Boską z Dzieciątkiem, która to podała mu małego Jezusa na ręce, jako potwierdzenie jego powołania. Natomiast w ciężkiej chorobie komunię świętą miała podać Stanisławowi św. Barbara (choć na wspomnianym obrazie robi to anioł w asyście świętej). Stanisław ma z kolei nienaturalnie dużą głowę, być może niejako obrazującą jego chorobę (np. śmiercionośną wówczas świnkę). W każdym razie to stamtąd wyrusza on w drogę, by zostać jezuitą, i to tam, 15 lat po jego śmierci, ówcześni właściciele organizują kaplicę – w pokoju, w którym mieszkał. 4 lipca 2026 roku stamtąd rusza pielgrzymka w 300-lecie kanonizacji Stanisława, organizowana przez jego „rodzinną” diecezję – płocką; formalnie to na jej terenie znajduje się Rostkowo, miejsce narodzin świętego. Organizatorzy postanowili, by ta wyjątkowa forma uhonorowania miała konkretną intencję: to modlitwa o nowe powołania kapłańskie, zakonne i misyjne. Pielgrzymują jednak nie tylko powołani do tych stanów, ale też świeccy, klerycy, osoby reprezentujące różne pokolenia. Nie jest to też pielgrzymka po całej, liczącej 1698 kilometrów trasie, a sztafeta – kolejne, zorganizowane grupy po około 10-20 osób zmieniają się po tygodniu wędrówki. 

Skąd wiemy, że idziemy po śladach św. Stanisława Kostki? To rzeczywiście kwestia przypuszczeń, ale jest kilka miejsc potwierdzonych, które mają wymiar również symboliczny. Najpierw droga pielgrzymki prowadzi wzdłuż Dunaju, choć pod jego prąd. Pierwszy i drugi tydzień wiedzie przez tereny dzisiejszej Austrii i Niemiec, przez słynne sanktuarium Altötting, najpierw do Augsburga. Tutaj św. Stanisław chciał spotkać Piotra Kanizjusza, prowincjała jezuitów, który jednak przebywał na wizytacji klasztoru w Dillingen nad Dunajem, gdzie w końcu młodzieńcowi z Polski pozwolono odbyć swego rodzaju juniorat, podczas którego służył innym braciom. Po tym czasie odbyła się jego właściwa pielgrzymka do Rzymu. „Otrzymałem list Wielebności Waszej z 23 sierpnia, w którym oznajmiasz mi, że mogę posłać do Rzymu brata Jakóba Lewantego, Genuańczyka. Przyjdzie tam zatem wkrótce z magistrem Fabrycym Reynerem, a do tych dwóch, być może, że przyłączę Stanisława” – pisał Kanizjusz. Dla młodego Polaka „być może” nie istniało i wyruszył do Italii. 

Powołanie na trzy palce 

Jak to bywa w życiu różnych bohaterów, ich prywatne doświadczenia splatają się z wielką historią. Z domu luteranina Kostka wyruszył do Augsburga – miejsca początku działalności Lutra. Stamtąd przez Trydent, miasto początku kontrreformacji, rusza do Rzymu, by tam zrealizować swoje powołanie. Losy zmieniającego się po kryzysie Kościoła nałożyły się na los św. Stanisława, który wbrew wszystkiemu, a przede wszystkim woli swoich rodziców, stał się częścią ówczesnej odnowy. Odnowy, która nie podobała się światu, bo przodujący w niej jezuici za chwilę wpadną w niełaski władców. Pierwszy objaw tej niechęci miał miejsce już w Wiedniu, w którym cesarz Maksymilian zamknął internat klasztorny. Do kasaty zakonu dojdzie dopiero dwa wieki później, ale już wtedy prężne i zdyscyplinowane zgromadzenie, bezgranicznie oddane papiestwu, wzbudzało w niektórych niepokój. W młodym Stanisławie był to niepokój wiary, pragnienie takiego oddania się Bogu i Kościołowi. 

Na współczesne niepokoje młodych ludzi organizatorzy tegorocznej pielgrzymki odpowiadają pewnym obrazem. Jest to dzieło francuskiego malarza Brunona Desroche. W scenie wzorowanej na Powołaniu św. Mateusza Caravaggia artysta umieścił  współczesne postaci. Przy stole siedzą chłopacy, którzy piją wino i zaglądają w smartfony. Obok nich stoi Carlo Acutis, który pochyla się nad gromadką i próbuje im coś tłumaczyć, na bluzie kolejnego znajduje się podobizna św. Stanisława Kostki. Przed siedzącymi widzimy Jezusa, który palcem wskazuje na jednego z nich. Ten, ze zdziwioną miną, pokazuje palcem na siebie, jakby pytał: czy o mnie myślisz? Obok Jezusa stoi ksiądz, który też palcem wskazuje na chłopaka – w oryginale z Jezusem stoi św. Piotr, więc jest to postać symbolizująca Kościół. Organizatorzy chcą w ten sposób pokazać, co składa się na powołanie – to spotkanie owych trzech palców: palca powołanego, palca Jezusa i palca Kościoła. Potrzebny jest wpierw wybór Jezusa, do tego osobisty wybór drogi powołania i potwierdzenie jej przez Kościół. Dlatego pielgrzymom będzie towarzyszyć kufer wykonany z drewna dębowego, z umieszczonym w nim wspomnianym obrazem. Pielgrzymi nie niosą go ze sobą, ale towarzyszy on porannej mszy świętej i wieczornej modlitwie. Pierwsza taka walizka na świecie, pobłogosławiona przez papieża Leona XIV, wędruje po Francji i inspiruje do modlitwy o powołania. Jest także poruszającym symbolem tego, że na powołanie zbiera się suma naszego życia, którą często nazywamy „bagażem doświadczeń”.

Wielki mały człowiek 

Pielgrzymka otrzymała błogosławieństwo Leona XIV. Podczas audiencji 27 maja papież zapoznał się z ideą przedsięwzięcia, pobłogosławił walizkę-relikwiarz, która będzie towarzyszyć pielgrzymom, oraz zapalił pierwszy wirtualny płomień modlitwy w intencji powołań. To pomysł na aplikację, w której zaznaczyć można swoją modlitwę o nowe powołania, a także zostawić widzialny znak na mapie – właśnie płonącą świecę. Po dziesięciu tygodniach pielgrzymki pątnicy dotrą tam, gdzie przybył św. Stanisław, do Kościoła św. Andrzeja na Kwirynale. Tradycja mówi, że dotarł tam 28 października, zwyczajowo przyjmuje się też, że to dzień jego urodzin – data nie jest pewna, bo znamy z zapisów jedynie jego chrzest pod koniec października. Niezwykły to jednak zbieg okoliczności, że w dniu, gdy rozpoczął swoje ziemskie życie, św. Stanisław rozpoczyna nowe, zakonne. Jak wiemy, nie trwa ono długo, ale chyba nie o staż w tym wszystkim chodzi. Nawet nie jest istotne to, że wbrew wszystkiemu osiągnął cel, co do którego był przekonany. Kogoś mogłoby poruszyć młode życie naznaczone chorobą i cierpieniem, nie tylko duchowym czy egzystencjalnym, ale właśnie fizycznym. Świadectwa towarzyszy jego życia i późniejsze wskazują jednak, że wszystko to znosił z pokorą. Pisał o nim mistrz nowicjatu: „Był dla wszystkich wzorem i zwierciadłem doskonałości zakonnej. Niezwykle pokorny, pełen wzgardy względem zaszczytów świata, skromności przedziwnej, w posłuszeństwie dokładny, bez żadnego sprzeciwu względem rozkazów, bez oporu i wahania tak wykonywał otrzymane zlecenia, jak gdyby wyszły z ust samego Boga”. Takie słowa wydawały mi się barokowo przesadzone, tym bardziej że autor kontynuuje: „Słodki względem innych, twardy i surowy był względem siebie”. Wbrew powszechnej ikonografii, sugerującej delikatność i ową „słodkość” Kostki, jego droga potwierdza, że potrafił podjąć się wielkiej dla siebie rzeczy. Że znalazł spełnienie, tam gdzie przypuszczał, że może je znaleźć. Taką drogę podejmują nie tylko uczestnicy trwającej pielgrzymki, ale to także ścieżka, niezbyt szeroka, warta przebycia przez nas. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 29/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Droga do spełnienia