Pieczętował się herbem Dąbrowa, a w 1550 roku, kiedy rodzi się przyszły święty, Kostkowie są już rodziną senatorską, wpływową i zamożną. Siedziba rodowa mieściła się w Rostkowie koło Przasnysza, w północnej części Mazowsza. Oprócz kasztelana zakroczymskiego i ojca rodziny, Jana, oraz matki, Małgorzaty z Kryskich, zamieszkiwało tam jeszcze siedmioro ich dzieci (znamy imiona pięciorga); Stanisław był drugim, po najstarszym Pawle.
Troszczono się o staranne wykształcenie dzieci: od 1563 roku domowym nauczycielem młodych Kostków był absolwent Akademii Krakowskiej, Jan Biliński. Wtedy jeszcze był świeckim, w późniejszym wieku przyjął święcenia, a następnie został kanonikiem płockim i pułtuskim. Wykonał świetną pracę jako nauczyciel, gdyż Stanisław po przybyciu do jezuickiego kolegium rozpoczął naukę od razu na trzecim roku gramatyki. Rok przed śmiercią Biliński jeszcze zdążył złożyć zeznania w procesie kanonizacyjnym swojego wychowanka. Mógł o nim powiedzieć wiele także dlatego, że towarzyszył obu synom kasztelana zakroczymskiego jako guwerner podczas ich podróży do Wiednia i pobytu tam.
Za wychowanie, w tym religijne, odpowiadała matka. Najprawdopodobniej to ona wpoiła Stanisławowi szczere oddanie Matce Bożej i głęboką cześć wobec Najświętszego Sakramentu. Obie te postawy były pewnym zabezpieczeniem przed wpływami szerzącego się wtedy intensywnie protestantyzmu, zresztą podobnie jak kult świętych. Dla młodszego Kostki szczególnie ważną postacią stała się z czasem św. Barbara, dziewica i męczennica, należał do bractwa eucharystycznego pod jej patronatem.
Towarzystwo Jezusowe
Jan Kostka wysłał swoich synów w 1565 roku do Wiednia, do jezuickiego kolegium, które już wtedy słynęło z wysokiego poziomu. Zatwierdzone oficjalnie w 1540 roku Societas Iesu było młodym zakonem, ale bardzo szybko zyskało na znaczeniu – należący do niego teologowie brali aktywny udział w Soborze Trydenckim, a potem to właśnie jezuici energicznie zaangażowali się w kontrreformację. W ich kolegiach w planie zajęć znajdowały się oprócz standardowych przedmiotów szkolnych także lekcje m.in. fechtunku i tańca. Kostkowie trafili więc do najlepszej i najbardziej nowoczesnej katolickiej szkoły, zarówno pod względem intelektualnym, jak i duchowym.
Pomiędzy braćmi była jednak różnica w podejściu do religii: młodszy z nich był bardziej zaangażowany i jednoznaczny w swojej wierze. Jak się też wydaje, był także zdecydowanie wrażliwszy. Włożyłabym między stiuki barokowej hagiografii opowieści o jego omdlewaniu, kiedy tylko usłyszał przekleństwo, ale zachowane w aktach procesowych wspomnienia mówią o tym, że duchowe doświadczenia lub treści często sprawiały, że w jego jasnych oczach pojawiały się łzy. Wtedy na szczęście jeszcze mężczyznom wypadało płakać, a ojcowie pustyni pewnie rozpoznaliby w tym fenomenie bardzo przez nich ceniony dar łez.
Przełomem w życiu Kostki była choroba, na którą zapadł w roku rozpoczęcia nauki w Wiedniu. Bracia mieszkali już wtedy w bursie prowadzonej przez luteranina, który nie zgodził się na to, by do chorego przyszedł ksiądz z wiatykiem. Pan Bóg poradził sobie w inny sposób: Stanisław ujrzał w wizji św. Barbarę w otoczeniu aniołów, która przyniosła mu Komunię św. W drugiej wizji przyszła do chłopca Matka Boża z Dzieciątkiem, które położyła mu na rękach. Następnie poleciła mu, by wstąpił do jezuitów. Po tych dwóch mistycznych doświadczeniach nastolatek zaczął szybko wracać do zdrowia i podjął starania o rozpoczęcie nowicjatu. Tu pojawił się problem: konieczna była zgoda rodziców, a było wiadomo, że ojciec – wybuchowy i mający już jasną wizję świeckiej kariery syna – na żaden zakon się nie zgodzi. Stanowiło to realny problem, gdyż Jan był człowiekiem wpływowym i spełnienie jego gróźb szkodzenia jezuitom było jak najbardziej realne.
Uciekinier
Po próbach negocjacji z ojcem, a potem kłótni z bratem Stanisław uznał (co zresztą potem zapisał w swoim notatniku z rekolekcji nowicjackich), że wola Boga jest ważniejsza. Nocą 10 sierpnia 1567 roku opuścił Wiedeń i udał się do Augsburga, do prowincjała Górnych Niemiec, Piotra Kanizjusza. Paweł z Bilińskim puścili się za nim w pościg, wydawało się więc, że uciekający pieszo chłopak nie ma szans. Goniący go jednak najpierw wybrali niewłaściwy szlak (myśleli, że poszedł w stronę Rzymu), a potem okazało się, że młodszy Kostka jest Polakiem z krwi i kości (czyt. umie kombinować) – dość szybko doszedł do wniosku, że zdradza go strój, więc zamienił się ubraniami z żebrakiem. Ponadto szedł bardzo forsownym marszem, po koło 45 km dziennie. Kiedy dotarł do celu, okazało się, że przed nim jeszcze 30 km do Dilingen, do którego prowincjał pojechał z wizytacją.
Kanizjusz nie był zachwycony. Zakładając zapewne, że ma do czynienia z krnąbrnym nastolatkiem o przerośniętym ego, kazał mu przez prawie miesiąc pracować przy sprzątaniu i posługiwać przy stole. Młody szlachcic bez słowa skargi przyjął polecenie i wykonywał swoje obowiązki tak dobrze, że kiedy prowincjał odsyłał go jako kandydata do Rzymu, napisał w liście polecającym, że można się po nim spodziewać wielkich rzeczy.
Ostatni akord
Do siedziby generała zakonu, którym wówczas był Franciszek Borgiasz, chłopiec dotarł w grudniu 1567 roku. Przyjęto go do nowicjatu, w lutym następnego roku odbył pełne rekolekcje ignacjańskie (miesiąc), po czym asygnowano go do domu nowicjackiego św. Andrzeja na Kwirynale. Oznaczało to, że przez osiem miesięcy pobytu w Rzymie trzykrotnie zmienił miejsce zamieszkania, co i tak jest drobiazgiem w zestawieniu z tym, że w tym samym czasie czterokrotnie (!) zmienił się magister nowicjuszy. Każda zmiana to zerwanie ciągłości formacji, nowa osoba nie ma szans poznać tych, których prowadzi, ani oni jej. To mogło mieć wpływ na to, że nie zauważono choroby nowicjusza z Rzeczpospolitej. Nawet więcej, pozwolono mu na forsowne praktyki ascetyczne, w tym samobiczowanie.
Na początku sierpnia 1568 roku Piotr Kanizjusz wygłosił do młodych braci konferencję, której motywem przewodnim był temat niespodziewanej śmierci. Stanisław głęboko się nią przejął i powiedział do jednego z przyjaciół, że umrze w ciągu tego właśnie miesiąca. Jego słowa chyba nie spotkały się z wiarą, bo kiedy 10 sierpnia stan zdrowia Kostki się gwałtownie pogorszył, wzbudziło to pewne zaskoczenie. Wezwano lekarza, ale on także zbagatelizował objawy. Najbliżsi zaczęli jednak tracić złudzenia, szczególnie kiedy 14 sierpnia gorączka się podniosła i nastąpił krwotok z ust.
Stanisław zmarł w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia, i został pochowany w podziemiach kościoła św. Andrzeja na Kwirynale. Jego kult narodził się tuż po śmierci, bardzo szybko też upowszechnił się w Polsce. Ówczesna hagiografia, tak uważam, zrobiła mu krzywdę: został odmalowany w niej jako nadwrażliwy, prawie odcieleśniony. Z tym że jego wrażliwość i pokora to zaledwie połowa obrazu. Drugą jest żelazna wola, dzięki której pozostał wierny do końca i za wszelką cenę temu, co rozpoznał jako wolę Boga, która przyszła do niego przez usta Maryi. W świecie nadmiaru bodźców i rozchwiania Stanisław niesłychanie wyraźnie inspiruje do tego, by mądrze ustalić swoją hierarchię wartości, a przede wszystkim, by przy niej konsekwentnie wytrwać.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















