Oddali życie, ale nie zdradzili. Historie trzech salezjanów z „Dziewiątki”

Arystokrata, który dobrowolnie poszedł do więzienia za współbrata. Kapłan zamordowany za dochowanie tajemnicy spowiedzi. Przełożony, który mimo tortur nie zgodził się na współpracę z Niemcami. Druga część historii Salezjańskiej Dziewiątki pokazuje losy trzech zakonników beatyfikowanych za męczeństwo w czasie II wojny światowej.
Czyta się kilka minut
Wnętrze dawnej katowni Gestapo „Palace” w Zakopanem (obecnie muzeum). W lipcu 1942 r. był tu więziony i torturowany ks. Włodzimierz Szembek | fot. Paweł Murzyn/East News
Wnętrze dawnej katowni Gestapo „Palace” w Zakopanem (obecnie muzeum). W lipcu 1942 r. był tu więziony i torturowany ks. Włodzimierz Szembek | fot. Paweł Murzyn/East News

To druga część historii Salezjańskiej Dziewiątki — dziewięciu salezjanów zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej. W poprzednim numerze opisaliśmy dramatyczne losy sześciu zakonników z krakowskich Dębnik.

Ojciec Włodzimierz Szembek, jak wskazuje nazwisko, wywodził się z arystokracji: jego ojcem był hrabia Zygmunt, a matką Klementyna z Dzieduszyckich. Został nie tylko dobrze i religijnie wychowany, ale otrzymał także staranne wykształcenie. Znał dziesięć języków, ale nie specjalizował się w językoznawstwie. Wprost przeciwnie i przyziemnie: został inżynierem rolnictwa, a otrzymaną wiedzę uzupełnił o doświadczenie, zarządzając kilkutysięcznym majątkiem na Podkarpaciu, który w posagu wniosła jego matka. 

Arystokratyczna wielkoduszność

Już wtedy dał się poznać jako ktoś, kto ceni prostotę i nie potrzebuje wiele do życia. Cenił sobie towarzystwo prostych ludzi, przesiadywał ze służbą i nie miał problemu, żeby porozumieć się z osobami z niższych warstw społecznych. Może to była kwestia talentów językowych, a może po prostu pokora, czyli świadomość, że w Chrystusie wszyscy jesteśmy równi. Dla hrabiego Szembeka nie był to slogan, bo słynął także z zaangażowania w świecki apostolat, który uzupełniał o hojne jałmużny. Wspierał zakony, ich dzieła charytatywne, głównie sierocińce i placówki wychowawcze, zapewne przy tej okazji poznał charyzmat salezjański. O tym jednak, że chce wstąpić do Towarzystwa św. Franciszka Salezego, zdecydował już jako człowiek dojrzały, bo czterdziestoczteroletni. Pojechał najpierw do Oświęcimia, żeby się upewnić co do wyboru, i wizja lokalna najwyraźniej była zadowalająca dla obu stron, gdyż w 1929 roku złożył śluby, a w 1934 roku został wyświęcony przez arcybiskupa krakowskiego Adama Sapiehę. Pełnił następnie funkcję sekretarza inspektorii, zgromadzenie wykorzystywało także jego wiedzę specjalistyczną, powierzając mu rolę ekonoma. 

W czasie wojny pracował w Skawie koło Rabki. Gestapo weszło tam do domu salezjanów 9 lipca 1942 roku. Chcieli aresztować przełożonego, ks. Walentego Kozaka, w odwecie za to, że jednemu z salezjańskich wychowanków udało się wymknąć Niemcom z rąk. Ksiądz Włodzimierz dobrowolnie zgłosił się, że pójdzie do więzienia za dyrektora. Uwięziono na wszelki wypadek obu, ale ks. Kozaka po dwóch tygodniach zwolniono (może uznano, że skoro ma 72 lata, to i tak już długo nie pożyje), zaś ks. Szembek trafił najpierw do Nowego Targu, a potem do cieszącej się złą sławą willi Palace w Zakopanem, gdzie była katownia gestapo. Tam zaczęto go torturować, jako główny zarzut stawiając to, że za pomocą kazań oszukuje ludzi. Upokarzano go, przykuwano kajdankami do słupa, wyłamano ręce z barków, połamano żebra, a kiedy po miesiącu okazało się, że nie tylko się nie załamał, ale jeszcze namawiał współwięźniów do modlitwy za oprawców, wywieziono go do Tarnowa, a potem do Auschwitz. Tu tego poharatanego człowieka przeznaczono do ciągnięcia walca ubijającego nawierzchnię placu. Zmarł 18 września 1942 roku w wyniku spowodowanego torturami i warunkami w obozie wyniszczenia.

Wojenny Jan Nepomucen

Niemcy zakazywali żołnierzom przyjmowania posługi, szczególnie spowiedzi, od innych księży niż ci oficjalnie wyznaczeni na kapelanów w Wehrmachcie. Prawdopodobnie ci ostatni współpracowali z dowódcami, może nawet łamali tajemnicę spowiedzi. Ksiądz z zewnątrz był zawsze „elementem niepewnym”, że tak zacytuję komunistyczną nowomowę. Do tego, kim jest Polak, a więc ktoś niższy rasowo, by miał rozgrzeszać Niemca? Ten wstęp jest potrzebny, aby zrozumieć, dlaczego ks. Karol Golda (ur. 1914), najmłodszy z grona męczenników, został zabity.

Urodził się w Tychach, a więc jako Ślązak był osłuchany z językiem niemieckim, oprócz tego znał jeszcze trzy inne języki obce. Do szkoły salezjańskiej w Oświęcimiu zdawał kilka razy, więc dostanie się tam, a potem wstąpienie do zgromadzenia, było z pewnością dla niego źródłem wielkiej radości. Jego krótkie charakterystyki brzmią bardzo śląsko: pobożny, sumienny, pracowity, serdeczny. A do tego wszystkiego wysportowany i potrafiący pasję do ruchu zaszczepić innym. Wychowankowie zapamiętali, że umiał rozruszać najbardziej sztywnych i nieruchawych chłopców, nikogo nie wyśmiewał, zbyt powolnych aktywizował, zbyt rozedrganych – wyciszał. Miał też pewien rzadki talent: potrafił upominać skutecznie, choć bez sprawiania przykrości lub upokarzania. 

Na studia wysłano go do Rzymu, na Gregorianę. Ukończył ją i w lipcu 1939 roku wrócił do kraju. Asygnowano go do Poznania, a potem do Lądu. Kiedy wybuchła wojna, zaangażował się w tajne seminarium duchowne i organizowanie paczek dla więźniów w Auschwitz. Dość szybko odnaleźli go niemieccy żołnierze, którzy szukali spowiednika, a on, wiedząc, czym to może grozić, mimo wszystko udzielał im tego sakramentu. Jego penitentem stał się Bawarczyk, który przed wojną chciał wstąpić do seminarium, ale na przeszkodzie stanął sprzeciw ojca. Niestety, ktoś wyśledził lub po prostu doniósł na ks. Karola. Aresztowano go 31 grudnia 1941 roku w szkole w Oświęcimiu i przewieziono na śledztwo do Katowic, a jego penitent trafił na front wschodni. Na początku maja 1942 roku stanął przed sądem we Wrocławiu i był sądzony za… zhańbienie niemieckiego munduru, skazano go na obóz koncentracyjny. Trafił do Auschwitz, gdzie skierowano go do bloku śmierci i zamordowano 14 maja. Razem z nim trafiła do więźniów informacja, którą powtarzali też SS-mani, że zginął, bo odmówił złamania tajemnicy spowiedzi.

Przełożony 

Ksiądz Franciszek Miśka (ur. 1898) wywodził się z głęboko religijnej i zaangażowanej w życie wiarą śląskiej rodziny. Nowicjat odbył w Pleszewie, studia zaś w Turynie. Pracował potem w Przemyślu, Wilnie i Jaciążku, wojna zastała go w Lądzie, jako przełożonego małego seminarium. W styczniu 1941 roku okupanci postanowili przekształcić je w więzienie dla kleryków i księży (przetrzymywano tam m.in. bp. Michała Kozala, także męczennika). Księdzu Miśce złożyli ofertę (prawie) nie do odrzucenia: jeśli pójdzie z nimi na współpracę jako przełożony, pozwolą mu przeżyć i wyjechać. Przełożonym został, ale na współpracę się nie zgodził, nawet jeśli potem próbowano go do niej zmusić, wywożąc do dwukrotnie do katowni i bijąc tam do utraty przytomności. Nawet więcej, potrafił w tajemnicy ochrzcić syna jednego z niemieckich żołnierzy, mimo wspomnianego przeze mnie wyżej zakazu. 

Jako przełożony mediował, organizował pomoc, dbał o innych, czasem własnym kosztem. Stworzył także tajne seminarium duchowne. Więzienie w Lądzie zlikwidowano po kilku miesiącach, wywożąc więźniów do obozów zagłady. Ksiądz Miśka trafił do Dachau, gdzie pomimo głodu, zimna i katorżniczej pracy pozostawał jednym ze świadków siły wiary. Jego sytuacja stała się krytyczna, kiedy podczas przenoszenia ciężkiego garnka z zupą złamał rękę. Wdało się powikłanie i zmarł 30 maja 1942 roku w obozowym szpitalu. 

Odmowa

Kiedy czytałam biogramy tych wspaniałych zakonników, moją pierwszą reakcją był gniew na oprawców. Potem jednak przyszła refleksja, że pójście za tym uczuciem jest zgodą na wejście w proponowaną mi przez nich rolę. Chrystus zaleca co innego: spojrzenie z perspektywy tego, że dla chrześcijan nie ma śmierci a męczeństwo to de facto bilet VIP-owski do nieba. To bardzo wyzwalająca perspektywa, choć ekstremalnie trudna do przyjęcia. Z pomocą Ducha Świętego jednak, jak widać na przykładzie Salezjańskiej Dziewiątki, jest ono jak najbardziej możliwe. Przyjęcie łaski i odmowa wejścia w narzuconą przez przemoc rolę ofiary lub mściciela.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Salezjańska Dziewiątka (II)