Sztuczna inteligencja (AI, od angielskiego artificial intelligence) stała się już dostępna niemal dla każdego. Kluczowe dla zmian, jakie dany wynalazek wprowadza w życie, jest nie samo wymyślenie innowacji, lecz udostępnienie jej zwykłemu człowiekowi. Boimy się dziś, że treści generowane przez AI zmienią komunikację, a więc i nasze relacje. Pojawiła się możliwość łatwego kreowania fikcji, zalewania świata kłamstwami. Z używaniem AI wiążą się więc zagrożenia. Ale AI ma też zalety w komunikacji. W czym nam pomaga?
– AI faktycznie nie jest już niedostępna, przeznaczona tylko dla osób niejako „wybranych”. Każdy może się nauczyć, jak jej używać. Bardzo mi się podoba to, co pisze Yuval Noah Harari w książce 21 lekcji na XXI wiek – kiedyś było tak, że kiedy coś nam nie wychodziło, mieliśmy wrażenie, że to kara boska czy coś w tym stylu. Obecnie mamy poczucie sprawczości, która wiąże się ze skutecznością działania, z poczuciem wpływu na sytuację. Coś nam nie wyszło? Po prostu sami gdzieś zawaliliśmy. Kiedy wyjdzie, jest to także nasza zasługa, a nie jakiś przypadek. Dla mnie największym plusem sztucznej inteligencji jest to, że człowiek nie może już się usprawiedliwić: „nie umiem napisać eseju”. Jeśli potrafi go zrobić AI, to każdy może się nauczyć pisać esej, to kwestia techniki. To jest pierwsza zaleta. Poza tym myślę, że AI uczy uważności. Nie oceniałabym jej w kategoriach dobra i zła. Chodzi mi zwłaszcza o podejście do przekazu mediów.
Jakiś przykład?
– Rozmawiałam kiedyś przez telefon z Wojciechem Bojanowskim z TVN24, który relacjonował wtedy wybór papieża przez konklawe. W pewnym momencie się rozłączył, a ja dostałam informację z TikToka: „Habemus papam!”. Od razu, prywatnie, w dobrej wierze, podałam ją do znajomych. Wojtek się odezwał: nie ma papieża, sprawdzaj takie rzeczy na stronie Watykanu! Po tym doświadczeniu nie puszczę już dalej żadnej informacji jako newsa, dopóki go nie sprawdzę, nawet prywatnie. Więc nie tyle sztuczna inteligencja, ile w ogóle kwestia fake newsów i manipulowania opinią publiczną uczą nas przede wszystkim braku zaufania do mediów społecznościowych. Ujęłabym to nawet, że redefiniuje zaufanie.
Od kiedy upowszechniły się radio i telewizja, był problem kształtowania kultury masowej, zagrożenia manipulacją. Potem doszedł internet, który jeszcze bardziej skomplikował sytuację, bo bardzo utrudnia weryfikację źródeł. A news niesie się błyskawicznie. AI można chyba uznać za ostatni element procesu, wisienkę na torcie utraty zaufania. Nie uciekniemy od nowych technologii, bo nie mamy dokąd! Musimy się nauczyć żyć z brakiem zaufania, wiedząc, jak łatwe jest generowanie kłamstw, półprawd itp.
– Tak. Dochodzi jeszcze jedna rzecz. Niby korzystamy z tych samych portali internetowych, ale przecież – przykładowo – mój Onet i Pani Onet są zupełnie inne. Informacje, które tam widzimy, dobierają nam algorytmy, pod kątem konkretnej osoby. Odbieram to jako wtórną samoświadomość, jaki sygnał wysyłam światu, korzystając z internetu, że dobiera mi takie akurat treści? To było dobrze widać choćby podczas ostatnich wyborów prezydenckich. W niedzielę media podały wynik badania exit poll, według którego wygrał Rafał Trzaskowski. Czemu tak się stało? Prawdopodobnie część wyborców Karola Nawrockiego zadeklarowała w badaniu, że głosowała inaczej, niż faktycznie było. To zafałszowało wynik (mieścił się w granicach błędu statystycznego). Tak się dzieje, kiedy przestrzeń wirtualna czasem weryfikuje prawdę, zmieniając wypowiedzi na takie, które są oczekiwane.
Jeżeli zamawiam przez internet niezdrowe jedzenie, on to zapamiętuje. Algorytm podsuwa mi potem informacje o takich przepisach, barach, restauracjach, co mnie tylko utwierdza w moich nawykach. Dlatego jeżeli algorytm podsuwa mi dziwne reklamy i treści, zaczynam się zastanawiać, w jaki sposób sama to wywołałam. Bo on się wygenerował poprzez moje wyszukiwanie pewnych rzeczy. To dla mnie bardzo ciekawe zjawisko. Zaufanie do tego, co komunikuje nam internet, musi więc być ograniczone. Wkład AI to potęguje. Muszę się przy tym uczyć większego zaufania do siebie.
AI i nowe technologie stawiają nam wysokie wymagania. Są wyzwaniem, któremu musimy sprostać, jeśli nie chcemy dać sobą manipulować.
– Mądrość człowieka polega na pewnej elastyczności. W dawnych wiekach musieliśmy się zmagać z głodem, zarazą, z częstymi wojnami. W XX wieku trzeba było sobie poradzić z II wojną światową, a potem z komunizmem. Od początku ludzkości człowiek doświadczał bardzo różnych zagrożeń. Dziś mamy na przykład ogromny postęp medycyny, który wiele problemów zdrowotnych rozwiązał, jednak nie nadąża za nim etyka. I można zapytać – kto jest odpowiedzialny za osoby zaburzone, uzależnione od szkodliwych dla zdrowia operacji plastycznych? Czy prawo powinno to regulować? Nie ma odpowiedzi, bo nie nadążamy za zmianą z zadawaniem pytań aksjologicznych w reakcji na to, co wokół się dzieje.
Podkreślam – nie powiedziałabym, że dziś jest lepiej czy gorzej niż kiedyś. Jest inaczej. I tak naprawdę chodzi o to, żebyśmy mieli narzędzia, które pozwolą sobie z tym radzić. Dla mnie jest nim język algorytmów, który podpowiada, co się ze mną dzieje. Jeżeli w „moim” internecie pojawiają mi się nagle śmieszne kotki, to może jestem dziś w dobrym humorze i obejrzałam jakiś śmieszny filmik? Jeśli pojawiają się informacje o nowych typach broni (dość uważnie śledzę to, co się dzieje w Izraelu), to algorytm widzi mój strach. On czyta po prostu moje emocje i wzmacnia mi to, co przeżywam. Mam wybór: albo się poddam temu, że maszyna decyduje, co mam czytać, co jeść, w co się ubierać, jakich kosmetyków używać, albo nauczę się jej sposobu działania. Muszę mieć świadomość, że to nie są moje wybory, tylko sztuczne! Nie muszę się nimi sugerować.
Bardzo nie lubię demonizowania nowych technologii, bo one są dla ludzi. Może oni siedzą w telefonach i już ze sobą nie rozmawiają twarzą w twarz, ale to dlatego, że nie nauczyli się z nich korzystać! A każdy człowiek jest w stanie to zrobić.
Problem leży też w tym, że dzieci i młodzież błyskawicznie uczą się korzystania z technologii. Szybko i chętnie przyswajają sobie nowe funkcje, ale nie ma ich kto uczyć mądrości, gdyż rodzice i dziadkowie mogą nawet nie wiedzieć, czym są AI lub algorytm. A przynajmniej nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo one zdominowały komunikację. Podczas ostatniej edycji konferencji „Brand new(s). Technologiczna rewolucja w mediach” odbył się panel dyskusyjny z udziałem kilku redaktorów naczelnych znanych mediów „Czy algorytmy zabiły dziennikarstwo?” i „Czy sztuczna inteligencja je pogrzebie”? Opinie były różne, ale przeważa taka, że mamy do czynienia z kolejnym wyzwaniem, a nie katastrofą.
– Na pewno internet, w tym algorytmy, zabijają tradycyjne dziennikarstwo, bo coraz mniej ludzi kupuje papierowe wydania gazet. Algorytmy i polityka reklam decydują o tym, jak są obecnie konstruowane wiadomości. To jest wiedza operacyjna. Myślę jednak, że wybitne dziennikarstwo się obroni. Osoby takie jak Hanna Krall nie muszą się bać. Natomiast tanie, łatwe, szybkie, kiepskie dziennikarstwo też będzie istnieć. Tak jest w każdym zawodzie.
Algorytm tylko zbiera dane. Człowiek musi umieć nimi zarządzać, wybierać temat. I dobry dziennikarz sobie z tym radzi. Nie czytamy papierowych gazet? To czytamy coś innego. I nic strasznego się nie dzieje. Ci, którzy mają potrzebę dialogu intelektualnego, przeczytają sobie Jacques’a Derridę na czytniku lub tablecie. Nie chce mi się już myśleć, „jak powinno być”! Dużo bardziej interesuje mnie, „jak jest”. Patrzę, co z tego wynika. Przyglądając się mediom społecznościowym, widzę na przykład, że wynika z nich bardzo złudne poczucie wspólnoty, co się dzieje kosztem bazowego poczucia wspólnoty. Czyli ludziom się wydaje, że gdzieś przynależą, natomiast ta pierwotna, głęboka potrzeba bezpiecznego wiązania się z drugim, doświadczenia różnej gamy uczuć – także trudnych – jest na Facebooku ignorowana. To jest w tym ciekawe! Jakie są konsekwencje owego „jak jest”? Co z tego dla człowieka wyniknie? Wtedy mam wpływ, zyskuję poczucie sprawczości. Mogę coś z tym zrobić.
To byłaby świetna lekcja dla Kościoła, bo dominuje w nim postawa „jak powinno być”, która w dodatku często myli się z „jak jest”. To prowadzi do błędów w ocenie danej sytuacji, no i do narzekania. Opis faktów to nie jest moralizowanie, „jak ma być, żeby było lepiej”. Przykład? W mediach świetnie się sprzedają konflikt i agresja. Nie zobaczymy, jak prowadzi się negocjacje, bo te są długie i nudne. Przez obserwację i naśladownictwo uczymy się więc tego, że normą w rozwiązywaniu konfliktów są rozwiązania siłowe. A moglibyśmy przyłożyć większą wagę do nauki nowych kompetencji komunikacyjnych, oferowanych na licznych warsztatach i szkoleniach, wolimy jednak narzekać na złe media. To wymaga od nas mądrości, tylko trzeba podjąć pewien wysiłek i wyjść z przestrzeni komfortu…
– W internecie jest mnóstwo podcastów psychologicznych i innych materiałów. Jeżeli ktoś się zorientuje, że strategie rozwiązywania konfliktów, jakie stosuje do tej pory, nie działają lub są mało satysfakcjonujące, ma ogromne możliwości. Może sięgnąć po nową wiedzę i nabywać nowe umiejętności. Te rzeczy też są łatwo dostępne, internet daje nam dobre narzędzia bez względu na to, czy mieszkamy w mieście, czy na wsi. Największe niebezpieczeństwo polega na tym, że ktoś nie wie, czego mu w życiu brakuje.
Piszę o tym w książce Zacznij mówić własnym głosem. I odbuduj siebie o osobach uzależnionych. Użyłam metafory: „Każdy z nas potrzebuje mieć bezpieczne miejsce przy ogniu”. Jeśli zapyta Pani dowolną osobę, od nastolatka po bezdomnego żebraka pod sklepem: „Czy masz swoje miejsce przy ogniu?”, często odpowiada, że nie ma ani jednej osoby, która byłaby dla niego tym miejscem. To jest moment wglądu w siebie i zobaczenia: potrzebuję znaleźć, zbudować taką relację. Jeżeli do tej pory takie relacje mi nie wychodziły, to zaczynam szukać odpowiedzi: dlaczego? Jak mogę to zmienić? To nie jest tak, że internet to tylko AI i media jako odpowiednik tabloidów. Tam jest wszystko! Problem polega na tym, że bardziej się przebijają treści agresywne, takie, które dają nam silniejsze bodźce i mocniej wyzwalają w organizmie dopaminę. Na pewno lepiej to zrobi ostrzał Iranu niż spokojna rozmowa, jak negocjować spór z sąsiadem. Ale nie jesteśmy tak głupi, żeby w pewnym momencie nie zauważyć, że coś nam w życiu nie działa. Jeśli komuś rozpadają się związki, nie umie budować bliskich relacji, to nie ucieka od tego, tylko stara się szukać rozwiązania. Najpierw jednak musi sobie postawić właściwe pytanie, żeby ustalić, co w ogóle jest problemem.
No właśnie. Nowe technologie, w tym AI, mają ogromny wpływ nie tylko na komunikację, ale też na nasze relacje. Zresztą wszystkie relacje międzyludzkie są zapośredniczone przez komunikowanie. Prof. Sherry Turkle z USA bada tę kwestię od przełomu lat 70. i 80. Pisze, że nowe technologie zmieniają funkcjonowanie ludzkiego mózgu, który przyzwyczaja się do krótkich komunikatów typu SMS czy posty na portalach społecznościowych. Mózg młodych nie umie koncentrować się już na dłuższej, linearnej narracji. Dzieci rosną w świecie, gdzie główną wartością jest autentyczność, a nie potrafią budować autentycznych relacji. Co możemy z tym zrobić?
– Problem jest szczególnie z myśleniem przyczynowo-skutkowym. Nasz mózg odzwyczaja się od długiej narracji. Ale proszę zobaczyć, jeśli mam świadomość, że tak to działa, taki jest wpływ smartfona czy AI, muszę po prostu dokonać wyboru: albo się skoncentruję na krótkich informacjach, albo uczynię pewien wysiłek i postaram się nauczyć koncentracji w inny sposób.
Wydaje mi się, że my bardzo nie doceniamy aspektu komunikacji, który może brzmi trochę okrutnie: czy nam się „opłaca” rozmawiać z drugim człowiekiem? Jeżeli gdzieś wybucha wojna albo w Polsce odbywają się wybory, to mamy potrzebę wymiany myśli. A ja akurat byłam ciekawa, co powie mi jedna czy druga konkretna osoba. Nie chciało mi się jednak rozmawiać z innymi, bo wiedziałam, że usłyszę kopę banałów. I to jest opowieść na temat relacji, nie na temat opinii. Jeśli chcę z ludźmi budować pomosty intelektualne, to uważnie patrzę na to, co mnie karmi, a co nie! Ktoś może mieć tytuł naukowy, a nie jest w stanie powiedzieć nic nowego, więc go unikam. Jeśli natomiast jest tak, że od kogoś dostaję mądry tekst – różnego typu, bo to może być choćby kazanie – to do niego potem wracam.
Dla mnie ważne są kazania nieżyjącego Andrzeja Hołowatego OP. Te homilie wciąż są narzędziami kreatywności, uruchamiają we mnie twórcze myślenie. Pamiętam jedno, w którym dominikanin tłumaczy wyjątkowość relacji z Bogiem poprzez pryzmat jazzu i szukania własnej, niepowtarzalnej drogi. Dla mnie to genialne. Nie ma tu znaczenia, czy jestem wierząca, czy nie. W metaforze ekonomicznej mnie się „opłaca” słuchać Andrzeja Hołowatego. Wracać do tego, co mówił.
Musimy wybierać ze swoistego chaosu, dżungli informacji, relacji i narzędzi tylko to, co nam służy. Trzeba podchodzić do sztucznej inteligencji odważnie, krytycznie i świadomie, żeby to ona służyła mnie, a nie zdominowała technicznie moją osobę!
– Doba ma tylko 24 godziny, każdy z nas ma tyle samo czasu. To nie jest zadanie ponad nasze siły. To ja jestem podmiotem, dokonuję wyboru, z kim rozmawiam, jak, po co. Jeśli polecił mnie Pani nasz wspólny znajomy profesor psychologii, a Pani ceni jego zdanie, to dzwoni Pani do mnie z prośbą o wywiad. Nie każdą osobę pytamy o opinię, zapraszamy do relacji.
To samo dotyczy AI. Każdy musi sobie zadać pytanie: do czego AI jest mi potrzebna? Czym mnie karmi? Do czego jej chcę użyć? Jak wpływa na moje relacje? Czego mnie uczy? Nie jest ważne to, czy ona powinna być, czy nie. Jest dostępna. Najważniejsze jest to, co z tego dla mnie będzie wynikać.
---
Dr Małgorzata Majewska
Pracuje w Zakładzie Nowych Mediów w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej zainteresowania badawcze to: komunikacja werbalna i niewerbalna w mediach, język mediów oraz media społecznościowe
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














