Dane pokazują spadek powołań do zakonów żeńskich. W 2008 roku w zgromadzeniach żeńskich było ponad 22 tys. kobiet, z czego 20,5 tys. w czynnych. Dziś w czynnych jest Was 15 tys., tracą zakony klauzurowe… Jak Siostra ocenia ten trend?
– On trwa co najmniej od końca lat 90. Widać go też u nas: są dwie postulantki i dwie nowicjuszki. Wcześniej w formacji początkowej było 5–10 osób. Z jednej strony to symptom przemian społeczno-kulturowych, z drugiej – problem Kościoła. Ludzie są dziś indywidualistami, nastawionymi na rozwój, karierę, zbieranie doświadczeń. Cenią wolność. Życie konsekrowane jest decyzją na życie w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie Bogu, ale przez wejście w zależność od niedoskonałych ludzi – przełożonych. Młody człowiek boi się radykalnego ograniczenia wolności, postrzega je jako „utratę” szans, a nawet życia. Dochodzi do tego słaby przekaz wiary w domach, mniej stabilne rodziny, zgorszenie z powodu skandali w Kościele. Młodzi ludzie mogą nie dostrzegać w życiu zakonnym sensu.
Moje pytanie dotyczyło stricte spadku powołań do zakonów żeńskich, bo one mają swoją specyfikę. Ale faktycznie, spada wszędzie.
– Życie konsekrowane jest darem Boga dla Kościoła, nie wymysłem Kościoła. Wiele kobiet nadal słyszy zaproszenie Chrystusa, ale brakuje im wsparcia w rozeznawaniu. Strach przed ostatecznymi wyborami robi swoje. Historia jednak mówi, że okresy spadku powołań to zjawisko powtarzalne. Prowadziło do odnowy lub obumarcia tego, co było bezowocne. Także dziś powstają mniejsze, radykalne wspólnoty; wraca się do źródeł charyzmatu. Kościół nie umiera, ale się zmienia.
Nikt nie mówi, że umiera. Od lat słyszę diagnozę: kryzys rodziny, kultura antypowołaniowa, demografia. Jest coraz gorzej, a diagnozy się nie weryfikuje. Konspekty lekcji religii przygotowane w tym roku na Tydzień Modlitw o Powołania pokazują inny kłopot. Siostry „katechizują, prowadzą szpitale, szkoły, domy dziecka, domy opieki itd.”, ale to było ważne, gdy nie było państwowej opieki społecznej, służby zdrowia i edukacji – dziś powołania realizują tu świeccy. Po co iść do zakonu?
– Spotkanie Boga i człowieka to szczególny fakt i tajemnica. Więc po co do zakonu? Żeby żyć z Bogiem-Miłością w wyłącznej, bezpośredniej relacji, oddając się Mu do dyspozycji. Dzięki więzi z Nim uczyć się kochać innych bez zastrzeżeń. Ukazywać Tego, który jest źródłem szczęścia. To fascynująca „całożyciowa” przygoda.
Kiedy podejmowałam tę decyzję, rozważałam fragment Pisma: po śmierci nie będziemy się żenić ani za mąż wychodzić; wszystkim we wszystkich będzie Chrystus. Pomyślałam, że małżeństwo jest drogą doczesną. Po drugiej stronie będzie jednak jakiś niebiański rodzaj konsekracji, gdzie będziemy się wzajemnie miłowali Jego miłością. Po co więc mam czekać do śmierci? Zacznę tym rodzajem życia żyć już teraz. Jeśli człowiek sięga korzenia tej prawdy, syci się „widokiem Pana”, to promieniuje Nim. Życie konsekrowane nie musi „produkować” powołań, ma odsłaniać Tego, który jest i z którym można żyć, służąc innym.
Dla mnie osobista relacja z Bogiem to powołanie świeckie. Kościół za to radykalnie zmienił naukę o kobiecie: głosi równość, potępia dyskryminację. Papieże powierzają dziś siostrom wysokie stanowiska w Kurii Rzymskiej, a Kościół w Polsce udaje, że o zmianach Soboru nie wie. Kobiety są samodzielne, lepiej wykształcone od mężczyzn… Odnajdą się w rolach sprzed Soboru?
– Kiedyś zapytano mnie, jak się czuję jako kobieta w Kościele. Odpowiedziałam, że dobrze. Myślę, że jeśli kobieta czuje się dobrze w sobie samej, to swoją dojrzałą kobiecością będzie promieniować na innych. Nie spotkałam się w Kościele z pogardą wobec siebie jako kobiety i siostry zakonnej, ale to też ma związek z tym, że nie pozwalam przekraczać granic mojej godności. Nie robię tego jednak agresywnie ani się nie upominam o miejsce. To przynosi owoce dojrzalsze niż wszelkie zmiany „zewnętrzne”, strukturalne, bo zmienia odniesienia.
Przywracanie równości to wierność Stolicy Apostolskiej, która rozeznała „znak czasu”.
– Myślę, że kobiety będą podejmować w Kościele różne odpowiedzialności, ale chciałabym, by to było nie na zasadzie „politycznego” parytetu, lecz talentów. Szczytem marzenia dla mnie osobiście nie jest jednak urząd, ale płodne macierzyństwo duchowe, którym mogę promieniować tam, gdzie jestem. Bo to daje życie.
S. Marzena Władowska CHR
Jadwiżanka wawelska, slawistka, teolog, formatorka, koordynatorka Ośrodka Katechumenalnego
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














