Majowy boom w Paryżu

Marzyła o pierwszej setce rankingu, czyli o ciastku, a dostała cały tort. Pracowała na to wiele lat – O sukcesie Mai Chwalińskiej mówi Mirosław Żukowski.
Czyta się kilka minut
Mirosław Żukowski | rys. Zosia Komorowska/PK
Mirosław Żukowski | rys. Zosia Komorowska/PK

W sobotę Maja Chwalińska została wicemistrzynią jednego z czterech najbardziej prestiżowych turniejów tenisowych na świecie – Rollanda Garrosa. Jest Pan w Paryżu, rozmawiamy tuż po finale, w którym przegrała z Mirrą Andriejewą, ale przed turniejem Rosjanka była w rankingu 8., a Polka – 114! Chwalińska musiała grać w kwalifikacjach, by dopuszczono ją do turnieju. Nasza tenisistka budzi zachwyt i podziw. Faktycznie jej sposób gry tak bardzo różni się od innych, jak mówią media?

– Maja nigdy nie będzie miała potężnego serwisu, nie będzie grała tak mocnych piłek jak Iga Świątek, Jelena Rybakina czy Aryna Sabalenka. Bazuje na argumentach innego typu. Zdumiewa fakt, że jej gra nie przynosiła dotąd efektów. My, ludzie interesujący się tenisem, nie dowiedzieliśmy się o istnieniu Chwalińskiej w Paryżu! Ona od lat istnieje w tenisie i wiemy, że gra w ten sposób. Ćwierć wieku temu podobnie grała Martina Hingis, Szwajcarka, która wygrała pięć turniejów wielkoszlemowych, a potem – Agnieszka Radwańska. Trochę też Ashleigh Barty, była liderka rankingu. To są wyjątki. W kobiecym tenisie od lat dominuje gra siłowa. Wyrastają kolejne „klony” słynnych sióstr Williams… Do Rollanda Garrosa wydawało się, że takie tenisistki jak Chwalińska nie mają szans i muszą przegrywać. Nagle się okazało, że jeżeli przyjdzie wysoka forma i okoliczności będą sprzyjać, można zajść na szczyt.

Ogromny wkład w jej sukces ma Maciej Ryszczuk, trener od przygotowania fizycznego, który jest w teamie Igi Świątek, ale współpracuje też z Mają. Iga odpadła w czwartej rundzie i mógł skoncentrować się na jednej z nich. Dlatego mimo kłopotów z nogą i przeziębieniem była w takiej formie, że wygrała 10 meczów z rzędu, grając wręcz niesamowicie przeciwko Dianie Sznajder w półfinale. To był piękny mecz.

Chwalińska gra widowiskowo! Zachwyca u niej różnorodność zagrań i elastyczność. Co jest jej głównym atutem?

– Spokój, chłodna głowa i tzw. dobra ręka. Maja czuje piłkę i kort. Posiada umiejętność analizy tego, co robi przeciwniczka. Bez tych cech nie byłaby nawet setna na świecie. Gra fantastyczne skróty, zmienia rotację piłki. Ona umie ściągnąć przeciwniczkę do siatki, po czym ograć ją wysokim lobem. Generalnie świetnie gra w defensywie, choć musi wiedzieć, jak wykorzystać okazję do ataku. Maja nie zawsze to umie. Czasem robi to rewelacyjnie, a czasem z trudem wygrywa prosty punkt.

Kluczowym atutem jest to, że rywalki – nieprzyzwyczajone do takiego tenisa – na korcie tracą głowę. Trenerzy nie uczą antidotum, bo nikt tak nie grał. Dlatego czołowe zawodniczki nie były w stanie sobie poradzić. Dopiero Andriejewa, dużo silniejsza fizycznie, sprostała jej grze. Końcowy wynik 6:3, 6:2 nie oddaje poziomu finału. Polka wytrzymała dużą presję turnieju. Każdy mecz był „o życie”, sukcesem było już wejście do czwartej rundy.

Andriejewa to trochę „produkt marketingowy”, na sukces pracuje sztab ludzi, stoją za nią wielkie pieniądze. Maja to Kopciuszek. Dziś kobieta nie czeka na księcia z bajki, tylko walczy o swoje puchary…

– Andriejewa od kilu lat mieszka z mamą we Francji, tam trenuje. Od dziecka uważano ją za wielki talent, firmy inwestują w nią wielkie pieniądze. Jej sytuacja i Mai to dwa światy. Dzieli je przepaść. Jednak managerka Mai już jest bombardowana propozycjami od sponsorów, firm produkujących stroje i sprzęt sportowy. Dzięki sukcesowi będzie miała swobodę finansową i spokój, niezbędne dla rozwoju. Zyskała także pewność siebie.

Chwalińska poradziła sobie z depresją, z kontuzjami. Jest wierząca, mówi: módlcie się za mnie. Piotr Szczypka, jej sponsor, zapowiada: chyba pójdę na kolanach do Częstochowy. To w ramach dziękczynienia. Żeby osiągnąć sukces nie wystarczy się modlić, trzeba mieć charakter.

– Maja jest naturalna, skromna. Za to pokochali ją dziennikarze. Pokazuje prawdziwą siebie. Nie jest gwiazdką z Instagrama. Pokonała wiele przeciwności. Marzyła o pierwszej setce rankingu, czyli o ciastku, a dostała cały tort. Pracowała na to wiele lat. Oby tylko ona i team wytrzymali ciśnienie, jakie się wokół wytworzyło, a zagra jeszcze wiele finałów.

Mirosław Żukowski

Przez 27 lat był szefem działu sportowego „Rzeczpospolitej”; wychowawca wielu pokoleń dziennikarzy sportowych; zdobywca prestiżowych nagród: „Złotego Pióra” Klubu Dziennikarzy Sportowych, nagrody im. Bohdana Tomaszewskiego i nagrody Mariusza Waltera

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2026