Królowa Wimbledonu

Rozmowa z Mirosławem Żukowskim
Czyta się kilka minut
Mirosław Żukowski | rys. Zosia Komorowska/PK
Mirosław Żukowski | rys. Zosia Komorowska/PK

Za nami Wimbledon, wygrali go w grze singlowej Iga Świątek i Jannik Sinner – oboje po raz pierwszy. Iga w finale rozniosła Amandę Anisimową, nie oddając jej nawet gema! Czy istnieje mentalność zwycięzcy? Bo kiedy patrzyłam na jej mecz w sobotę, miałam wrażenie, że Iga ją ma…
– Iga ma to niewątpliwie. Dzisiaj jest w modzie, żeby mówić, że dla zawodnika najważniejsza jest sfera psychiczna, co sportowcy nazywają „mentalem”. To ma znaczenie, ale nie należy tego nadużywać. Psychika w rywalizacji sportowej jest ważna, co już zrozumieli teoretycy sportu. Tam są największe rezerwy. Zawodnicy trenują tak samo, mają wielki talent. Najistotniejsza różnica, która czyni zwycięzców, jest w głowie.
Rozumiem jednak trenerów takich jak Tomasz Wiktorowski, poprzedni trener Igi Świątek, a wcześniej Agnieszki Radwańskiej, którego znam od lat. Mówi, że psychika działa tylko na bazie techniki, szybkości, wytrenowania. Najpierw trzeba umieć grać, dopiero później, w czasie gry, się nie załamać. Iga do tej pory nie przegrała żadnego finału. Z drugiej strony, kiedy traci formę tak jak wiosną – gdy psuła serwis, robiła błędy z forhendu, które pomagały przeciwniczkom – nie pomoże nawet żelazna mentalność.

Zgadzam się, że mentalność zalicza się do kompetencji miękkich, które są tzw. wartością dodaną do kompetencji twardych, czyli zawodowych. Tu jednak psychika „zniszczyła” grę Anisimowej, która doszła do finału pokonując przecież Arynę Sabalenkę. W meczu z Igą była jednak bezradna jak dziecko, prawie nic jej nie wychodziło. Zjadł ją stres?
– To banał, który w konkretnej sytuacji być nim przestaje. Anisimowa nie oduczyła się grać w tenisa między półfinałowym meczem z Sabalenką i meczem z Igą. Może też nagle okazało się, że jej trudne życie, różne przejścia, zostawiły ślad? Zmarł ojciec, który był jej trenerem, potem czuła się wypalona i zrezygnowała z gry. Wróciła niedawno. Finał to jest osiągnięcie. Pamiętam ją sprzed kilku lat jako kruchą, wiotką dziewczynkę, która awansowała do półfinału turnieju Roland Garros w Paryżu. Stałem koło niej i wydawało mi się, że za moment wiatr ją przewróci. W tej chwili to dojrzała, potężna kobieta. Ma świadomość, że trudna droga, jaką szła, jest za nią. Wie, gdzie byłaby, gdyby nie życiowe zawirowania.

Płakała po meczu, zwracając się do mamy, która przyleciała ze Stanów Zjednoczonych, żeby ją zobaczyć, przełamując strach przed lataniem. Chciała może wygrać dla niej – może za bardzo?
– Chyba czuła, że to jest „ten moment”, a musiała na niego mocniej zapracować, niż inni, dać z siebie więcej, aby przetrwać. I nie dała rady tego udźwignąć. Czasem w sporcie tak jest. To był stres, sytuacja jest ewidentna. Gdyby przegrała do trzech czy czterech, byłaby walka. Można by powiedzieć – Iga była lepsza. Tak było zresztą w spotkaniu w półfinale z Belindą Bencić, które dla mnie było absolutnie kluczowe dla wygrania Wimbledonu. Wygrała świetna Iga z zawodniczką, która przegrała 2:6, 0:6, ale starała się stawić jej opór. Bencić robiła wszystko, co umie i to nie wystarczyło. To zwycięstwo zbudowało Igę, która w podobny sposób podeszła do finału.

Sukces Igi jest niesamowity dlatego, że po zmianie trenera na Wima Fissette’a miała gorszy okres, ale też z powodu gry na trawie. Wiele razy mówiła, że to sprawia jej kłopot. Czym różni się nawierzchnia ziemna od twardej i gry na trawie?
– Korty trawiaste sprawiają, że piłka odbija się szybciej. Ja jednak jestem zwolennikiem tezy, że Iga nie musi nic w grze zmieniać. Mówi się o tym, że powinna więcej grać przy siatce itp. Może, ale nie musi. Iga ma tak potężne argumenty w tenisie, że trzeba było tylko wrócić do formy. Z jednym technicznym wyjątkiem – forhendu. W jej przypadku ruch forhendowy jest bardzo obszerny. Trzeba było go na trawie skrócić. Odskok piłki jest niższy, zawodnik ma mniej czasu na reakcję. Dziś różnica między kortami ziemnymi, trawą i twardymi ma coraz mniejsze znaczenie. Na trawie można się już ślizgać dochodząc do piłki. Korty ziemne, np. Rolanda Garrosa, stały się szybsze. Iga przełamała schemat myślowy i pokazała: mogę wygrać wszędzie. To jest wielki sukces.

---

Mirosław Żukowski
Przez 27 lat był szefem działu sportowego „Rzeczpospolitej”; wychowawca wielu pokoleń dziennikarzy sportowych; zdobywca prestiżowych nagród: „Złotego Pióra” Klubu Dziennikarzy Sportowych, nagrody im. Bohdana Tomaszewskiego i nagrody Mariusza Waltera

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 29/2025