Umieranie generała

Czyta się kilka minut
fot. Materiay prasowe
fot. Materiay prasowe

Są tacy pisarze, którzy uwodzą słowem i stylem. Mam takiego: już pierwsze zdania wciągają w świat, który odurza zapachami. Tak jest zawsze, za każdym razem, gdy sięgam po jego książkę, dzieje się to samo: przepadam. Teraz, kiedy myślałam, że już nic nowego mi nie zaoferuje, bo przecież przeczytałam już wszystko, a on nie żyje, okazało się, że – niespodzianka! – coś mnie jednak ominęło. Książka wydana w 1989 roku, przyniesiona przez mojego męża z antykwariatu czy też kupiona na Vinted, wydana w kultowej serii PIW, nosi tytuł Generał w labiryncie. No a ten autor to oczywiście Gabriel Garcia Márquez.

Bohaterem jest generał Simon Bolivar, który w XIX wieku wyzwolił Amerykę Łacińską spod panowania Hiszpanów. Wielki bohater, uwielbiany i czczony niczym święty, na końcu życia został wypędzony z kraju. Nie lubię fabularyzowanych opowieści o prawdziwych ludziach. Wydają mi się zawsze zbyt sztuczne i naciągane. Márquez jednak jest mistrzem, bo jego Generał oparty na faktach jest czymś pomiędzy fiction a non-fiction. Spotyka go w tym najokrutniejszym okresie, kiedy ze swoją świtą błąka się po kraju, zawieszony pomiędzy życiem a śmiercią, zdecydowanie bliżej tej drugiej. Schorowany, samotny, cierpiący, pozbawiony nadziei, z dręczącą go gorączką, bólem i wspomnieniami. Tak oto Márquez rozpoczyna tę opowieść: „José Palacios, jego najstarszy sługa, zastał go leżącego bezwładnie w wannie, nagiego, z otwartymi oczyma, i pomyślał, że się utopił”. Ach, jak wspaniały początek. Ileż to zdanie nam opowiada, jaką bardzo rozbudza wyobraźnię i smak na ciąg dalszy. A dalej jest bezsenność wśród odurzających zapachów nocy, krzyki zagubionych ptaków, wspomnienie pełnej namiętności i tęsknoty miłości, bukiety przywiędłych tuberoz, czarny muł o złotych zębach ze snu w gorączce, kołdra gnijących liści nad brzegiem Magdaleny, kreolskie śniadania i letnie kąpiele w naparze z rumianku i odpoczynek w cieniu drzew kapokowych. Mogłabym tak dalej, bo wsiąkam w tę opowieść właśnie z powodu tego magicznego języka znanego ze Stu lat samotności, Kroniki zapowiedzianej śmierci czy Złej godziny. Nie znam się na historii i polityce Ameryki Łacińskiej, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, Bolivara znam już doskonale, a przynajmniej Bolivara, którego namalował Márquez. 

To niejedyny raz, kiedy Márquez pochwycił temat non-fiction. Czytałam kiedyś Raport z pewnego porwania, który jest właściwie reportażem, ale reportaż pióra Márqueza to po prostu Márquez. To opowieść o dramatycznych wydarzeniach, jakie miały miejsce w Kolumbii na początku lat 90., porwaniach, narkotykach, Eskobarze i rozpętanej przez niego wojnie. Napisana nerwowym stylem, innym niż ten typowy, w którym zatopiona jestem w tej chwili.

Podczas, gdy generał Bolivar umiera wśród szeptów ryb i otaczających plotek, ja cieszę się na wiadomość o drugim sezonie serialu Macondo na Netfliksie. Hura, bo pierwszy sezon naprawdę mi się podobał, a taką wielbicielkę Stu lat samotności jak ja trudno było zadowolić. Otóż czytam, że dalszy ciąg historii z Macondo ma pojawić się na ekranie na początku sierpnia, a sezon zakończyć się ma pełnometrażowym odcinkiem specjalnym.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2026