Poszerzać horyzont

Biblia nie opisuje niebios i nie jest eposem z czasów starożytnych. Jest odpowiedzią na najbardziej nurtujące pytania – z ks. Wojciechem Wasiakiem rozmawia Szymon Bojdo.
Czyta się kilka minut
fot. Fred de Noyelle/getty images
fot. Fred de Noyelle/getty images

Tegoroczny raport Biblioteki Narodowej pokazuje, że w 2025 roku 41 proc. Polek i Polaków przeczytało co najmniej jedną książkę. Najczęściej czytają osoby młode i uczące się (aż 64 proc. z nich sięga po książki), częściej czytają kobiety niż mężczyźni. Niektórzy odczytują te dane jako bardzo optymistyczne. Czy w przypadku Biblii statystyki byłyby podobne?

– Przynajmniej jeśli chodzi o ludzi wierzących, to czytelnictwo powinno być nieco większe. A jeśli chodzi o Biblię, to myślę, że przeżywamy odnowienie zainteresowania nią.

Widzi Ksiądz tego przejawy w swojej codziennej pracy?

– Rozmawiałem z kolegami z Lublina, którzy mówili, że kilkanaście osób zapisało się na kierunek biblijny, a to są bardzo specjalistyczne studia. Zainteresowało ich to, co o Biblii zobaczyli w filmie, w internecie czy usłyszeli w podcaście. Takie studia skierowane są szczególnie do tych, którzy mają zainteresowanie, pasję. Biblistyka nie przygotowuje do uczenia katechezy, sprawy katechetyczno-pedagogiczne są w programie takich studiów marginalne. Jest tylko czysta teologia. Zdarzają się studenci, którzy zapisują się na konkretny wykład (np. geografia i archeologia biblijna). Prowadząc kurs biblijny w parafii, słyszę podczas dyskusji różne argumenty zaczerpnięte na przykład z podcastów. Bywają one ciekawym pretekstem do polemiki, bo trzeba je czasem prostować. Nie chcę tu wchodzić w socjologię, ale widzę tego efekty.

Przez wiele wieków ludzie mieli możliwość obcowania ze słowem Bożym wyłącznie dzięki słuchaniu Pisma Świętego w Kościele, a zachęcanie do samodzielnego czytania to w perspektywie historii Kościoła nowinka. Czy według Księdza wpłynęło to jakoś na duszpasterstwo i szerszą obecność Biblii w naszym codziennym życiu?

– To jest bardzo ciekawa historia. Nie możemy patrzeć anachronicznie na poprzednie czasy. Ja z tym walczę cały czas. Nawet dzisiaj, na wykładzie z geografii archeologii, rozmowa zeszła na słynną zasadę oko za oko, ząb za ząb i instytucję tzw. mściciela krwi. Nam się to wydaje szczytem okrucieństwa, mówimy, jakie to były prymitywne czasy. Szczerze? Jeśli wgryziemy się w temat, w zasadzie okazuje się, że tam nie było nic prymitywnego. Tam nie było instancji zewnętrznej, do której można by się upomnieć o sprawiedliwość. To nie była zemsta, dlatego że ludzie mieli sadystyczne zdążenia. Pomyślmy: to, co spajało ludzi, to był pewien klan, który musiał zapewnić bezpieczeństwo. I taki goel, czyli mściciel, właściwie gwarantował sprawiedliwość. Co więcej – gwarantował, że jeśli ktoś chciałby skrzywdzić biedne, słabsze osoby w klanie, to się zastanowi, bo wie, że skoro jest mściciel krwi, będzie zemsta. Nie możemy patrzeć na te wcześniejsze czasy naszymi oczami.

Podobnie z czytaniem Biblii. Mamy kilka kapitalnych przykładów na to, jak dbano, by prawidłowo odczytywać Pismo Święte. W Toskanii kiedyś zwiedzaliśmy ciekawe kościoły, a jeden z nich nazywano Pieve. W dodatku na księdza tej parafii mówiono pievone. Zastanawialiśmy się, co to znaczy, kim był ów pievone? Okazało się, że w okolicach było kilka parafii, ale chrzczono tylko w tej. Dlaczego? Bo tam był najbardziej wykształcony ksiądz. Był odpowiedzialny za przygotowanie do chrztu, za katechezę, a także za zapoznanie katechumenów z Biblią. Kościół tutaj gwarantował, że ludzie otrzymają rzetelną wiedzę, rzetelną strawę, prawda? Nigdy nie było zakazu czytania Pisma Świętego, ale była pewna rezerwa. Nawet w dekretach Soboru Trydenckiego widać, że były nakazy dla drukarzy: trzeba mieć imprimatur. Stwierdzono, że nie każdy drukarz może dowolnie wydrukować jakiś tekst i na przykład ogłosić, że jest częścią Pisma Świętego.

Teraz rzeczywiście jest ogromna otwartość na lekturę Biblii i mówienie o niej. Wrócę do tematu youtuberów. Z jednej strony to jest bardzo dobre zjawisko. Dlaczego? Bo z tego żyjemy. Kościół żyje z propagowania wiary, jeśli w ten sposób treści docierają do ludzi, to bardzo dobrze, bo gorsza byłaby obojętność.

Gdzie wady?

– To, co nazywam youtuberstwem, przykuwa uwagę, ale trzeba zadbać o to, by treści tam publikowane nie zatrzymały się tylko na powierzchownych sprawach. Oto idealny temat, który rozniesie się po internecie: „W Ewangelii Marka nie ma opisu zmartwychwstania”. Temat przykuwający uwagę, clickbaitowy. Ale po pierwsze: żaden ewangelista nie opisał zmartwychwstania. Osoba, która opowiada o tym w dłuższym wykładzie, wyjaśni, co Ewangelie piszą o tym, co działo się po śmierci Jezusa. Z tego wycina się do krótkiego filmiku czy rolki kilkadziesiąt sekund i jest szansa, że ktoś się na tym zatrzyma.

Kościół właściwie zawsze posługiwał się jakimiś technologiami służącymi temu, żeby to Słowo przybliżać. Mieliśmy też Biblię pauperum dla tych, którzy nie czytali właśnie.

– Kościół zawsze czuwał nad tym, aby Biblia była dobrze interpretowana, żeby czytać Biblię w całości jego nauczania. Brałem udział w ciekawej dyskusji z protestantami na ten temat. Zgodziliśmy się, że Pismo Święte jest źródłem teologii, zastanawialiśmy się, czy samoistnym, czy zależnym od całej tradycji i nauczania Kościoła. I co więcej, nawet dzisiaj protestanci mówią, że tradycja poprzedza teologię. Częścią tej tradycji jest właśnie Pismo Święte. W tym kontekście, w tym sztafażu całej teologii należy czytać Biblię. Biblista mógłby łatwo okopać się w jednej dziedzinie, w swojej specjalizacji, a tu trzeba walczyć o całość. Jak to mówił Hegel, wszystko jest prawdą, całość jest prawdą. Nie chodzi też o to, że nauczanie Kościoła, teologia jest monolitem, który trzeba przepchać, jak taranem, przez historię. Tak właśnie, przez wieki, Biblia była różnorodnie obecna w życiu wierzących.

Chciałem wrócić do sytuacji przeciętnego czytelnika Biblii. Czy wystarczy lektura samej Biblii, czy są potrzebne lektury pomocnicze?

– To zależy, jak czytamy. Pewien profesor tłumaczył nam, że może być to czytanie pobożne, na klęczkach, może być też czytanie w stylu proboszcza przed kazaniem: czyta fragment i zastanawia się: co ja powiem? Może być też oczywiście czytanie naukowe. Myślę, że generalnie warto rozszerzać pole widzenia, to znaczy czytać więcej, czytać opracowanie Biblii, nie koncentrować tylko na jednej scenie, na jednym słowie, chyba że ktoś ma pewną wiedzę i to jedno słowo jest rzeczywiście bardzo znaczące. Patrzeć na konteksty w ramach Biblii, nawet poza Biblią w ramach literatury, porównywać, szukać, wchodzić w teologię. Generalnie traktować czytanie Biblii jako pewien proces poszukiwania. Niektórzy mogą się tego obawiać, zastanowią się: a co, jeśli przez to moje badanie znajdę w tych tekstach coś sprzecznego z nauczaniem Kościoła? Mój profesor dawał na to jedną radę: czytać dalej. Szukać dalej, poszerzyć horyzont, czyli nie myśleć od razu, że jak coś odkryłem, to wywróciłem wszystko do góry nogami i teraz nagle coś się nowego zaczyna. W lekturze Pisma Świętego trzeba mieć trochę pokory, bo ciągle się uczymy.

Można więc zajrzeć do komentarza czy też znaleźć jakieś popularne opracowanie. Może dobre byłoby znalezienie jakiegoś schematu: czytać od początku do końca czy na wyrywki, czy może tylko Nowy Testament. Są takie popularne metody lektury?

– Mam taki Fantastyczny Kurs Biblijny w parafii, który prowadzę już piąty rok. Różne były formy tego kursu, w tym roku zacząłem nowy format. Rzeczywiście on się bardzo dobrze przyjął: spotkania są cykliczne i gromadzą nawet do 50 osób. I co robię? Wziąłem księgę, która jest mało znana: Dzieje Apostolskie czytamy lectio continua, czyli fragment po fragmencie, ale nietypowe jest to, że pokazuję właśnie te motywy, które się zaczynają gdzieś na początku, jak one się przewijają w kontekście całej księgi, a nawet w Ewangeliach, albo nawet jeszcze w Starym Testamencie. Weźmy zesłanie Ducha Świętego. Przy okazji tej sceny pokazałem, że jeszcze były cztery inne zesłania Ducha Świętego w Dziejach Apostolskich. Albo porównanie Pięćdziesiątnicy z Wieżą Babel. Gdy się zestawi to wszystko, to daje do myślenia. Po dłuższym czytaniu Pisma Świętego można już zacząć szukać takich analogii samemu. Warto o to zadbać, bo w codziennym użytku, na przykład we mszy św., Pismo Święte dociera do nas we fragmentach (czasami czytana perykopa zaczyna się niemal w połowie sceny). Można wtedy przeczytać w domu, co wydarzyło się wcześniej albo później.

Przed nami Narodowy Dzień Czytania Pisma Świętego i Tydzień Biblijny. Co jeszcze można zaproponować tym, którzy chcą mieć częstszy kontakt z Pismem Świętym?

– Inicjatyw rzeczywiście jest dużo. Jestem akurat wicemoderatorem Dzieła Biblijnego w archidiecezji poznańskiej. Te zajęcia odbywają się raz w miesiącu, spotykamy się ze specjalistami z różnych dziedzin, zazwyczaj odbywają się trzy wykłady, jest to bardzo systematyczne. Różnie bywa z frekwencją, przyjeżdża czasami 20 albo 30 osób, ale ja cieszę się, gdy mogę spotkać się nawet z dwiema zainteresowanymi osobami i zgłębić z nimi jakiś temat.

Po drugie mamy oczywiście Wydział Teologiczny. Na nim studiować można nietypowy na skalę Polski kierunek teologia biblijna i praktyczna, zajęcia odbywają się zaocznie w piątki i soboty. W programie jest na przykład przedmiot „Zasady katolickiej interpretacji Biblii”. Zebranie takiej wiedzy pod jednym kątem było fascynujące, także dla mnie.

Ciekawe spotkania odbywają się na poznańskim Morasku, i to propozycja dla tych, którzy chcą połączyć poznawanie Pisma Świętego z modlitwą, mianowicie organizowane są tam sesje z lectio divina. Przybliża ją na przykład o. Krzysztof Wons, przyjechać ma także włoski kameduła i propagator tej metody o. Innocenzo Gargano. Obaj są dobrze zakorzenieni w biblistyce i pokazują wartość duchową tej lektury. Lectio divina uświadamia, że jest to Słowo życia, pomaga je aplikować do codzienności.

Jest też wiele lokalnych pomysłów, dni Biblii organizowane przez parafie w różnych częściach roku, kręgi biblijne. Osobiście polecam też projekt, w który jestem zaangażowany – Kuźnia Teologicznych Inspiracji – na którą zapraszamy z wykładami także biblistów. W czerwcu o wyzwaniach dla współczesnej teologii i biblistyki opowie nam ks. prof. Waldemar Chrostowski.

Żyjemy w bardzo przebodźcowanym, pełnym przemocy i niepokoju świecie. Zastanawiam się, w jaki sposób Pismo Święte działa na ludzi. Czy odnajdujemy swoją historię w tej biblijnej historii?

– Pamiętam świadectwo pewnej Amerykanki, która cierpiała na ciężką chorobę. Mówiła, że nie chciałaby słyszeć o cudach itd., za to bardzo ją interesuje walka Jakuba, bo ona sama to przeżywa. I to jest piękne w Biblii. Niektórzy mówią, że jest w niej wiele okrucieństwa, ale w tym jest ona jakoś odbiciem naszego życia. W obliczu doświadczania okrucieństwa przez wielu ludzi, na przykład w Gazie, Biblia byłaby jakoś niepełna, gdyby nie zderzała się z tym problemem. Więc w tym sensie w Biblii możemy znaleźć wszystko, wszystkie niemalże doświadczenia ludzkie. Co więcej, można powiedzieć, że Biblia powstaje. Cytując poznańską biblistkę, prof. Teresę Stanek, Biblia nie opisuje nieba, Biblia nie opisuje eposów z tamtych czasów, walki bogów. Ona odpowiada na problem zła i cierpienia. Daje odpowiedzi, skąd to się wzięło, jak człowiek powinien się ustosunkować do tych ważnych rzeczy. Biblia odpowiada na najważniejsze pytania dotyczące ludzkiej egzystencji i dlatego jak najbardziej trzeba ją czytać, by zaznać takiego wewnętrznego pokoju.


Ks. Wojciech Wasiak

Doktor nauk biblijnych, prowadzi zajęcia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, przedmiot jego specjalizacji to Dwudzieło Łukaszowe (Ewangelia i Dzieje Apostolskie) oraz Ewangelie Synoptyczne; prowadzi Kuźnię Teologicznych Inspiracji.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 16/2026