Przeszłość, o której tu mówimy, to głównie okres międzywojenny. Generalnie uznać go należy za smutny owoc ponadstuletniej niewoli,...
Przywykli do narzekań czasami mówimy: z kulturą biblijną było źle, jest niewiele lepiej, a powinno być bardzo dobrze. Jest w tym coś z prawdy, choć rzeczywistość okazuje się o wiele bardziej złożona. Czy my czytamy Biblię, czy tylko ją posiadamy?
Przeszłość, o której tu mówimy, to głównie okres międzywojenny. Generalnie uznać go należy za smutny owoc ponadstuletniej niewoli, ale też za czas podejmowania pewnych prób, także w zakresie pogłębiania i upowszechniania wśród katolików kultury biblijnej.
Na początku brak popytu na Biblię
Ogólnie ze znajomością Biblii nie było w tym czasie dobrze, przy czym w środowiskach małomiasteczkowych i miejskich nieco lepiej niż w parafiach typowo wiejskich. Przyczyn takiego stanu rzeczy było wiele. Oto niektóre z nich.
Wśród ludności wiejskiej niemały procent stanowili analfabeci. Trudno było więc takich ludzi zachęcać do czytania Biblii. Posiadanie Pisma Świętego przez wiernych umiejących czytać też nie należało do zjawisk częstych nawet w najpobożniejszych rodzinach wiejskich, głównie dlatego, że kupowanie książek przez te osoby wiązało się z "luksusowym" wydatkiem.
A w ogóle jakoś to nikomu nie przychodziło do głowy. Zdarzały się w niektórych rodzinach żywoty świętych, śpiewniki, zwłaszcza kolęd i pieśni wielkopostnych oraz maryjnych. Prawie zawsze bywały też w domu malutkie książeczki do nabożeństwa, z tekstami, które po cichu odczytywało się w czasie Mszy Świętej. I to całe święte słowa drukowane naszych zacnych ojców i dziadków.
Ale Pismo Święte nie było też tak bardzo znowu dostępne na rynku wydawniczym. Brakowało go zwłaszcza w małych, podręcznych formatach w zwykłych księgarniach, zaś kiosków przykościelnych z dewocjonaliami prawie wcale jeszcze nie było. Tekstów Pisma Świętego nie drukowano, bo nie było na nie zapotrzebowania. Wzajemna zależność podaży od popytu opiera się zawsze na tych samych zasadach.
Biskupi i profesorowie za katechizmem
Jako ostatnią przyczynę potraktujmy łącznie międzywojenną postawę biskupów, profesorów Pisma Świętego w seminariach duchownych i zwykłych duszpasterzy, do których zaliczamy także nauczających religii w szkołach różnych poziomów. Wśród biskupów polskich z okresu międzywojennego trudno byłoby znaleźć kilku, którym leżałby szczególniej na sercu apostolat biblijny. Liczył się bardziej katechizm, nauka społeczna Kościoła, duże, niekiedy bardzo piękne akcje spółdzielczo-charytatywne, Akcja Katolicka, ale jakoś wcale nie duszpasterstwo biblijne.
W seminariach duchownych Pismo Święte powinni nauczać kapłani posiadający przynajmniej rzymski licencjat nauk biblijnych. I takich trochę było, jednak chyba większość korzystała z dyspensy od tego wymogu. Nieczęsto się więc zdarzało, że klerycy w naszych seminariach bywali "zapalani" do ewentualnie dalszych studiów biblijnych, tym bardziej, że studia owe należały zawsze do bardziej pracochłonnych. I ostatnie słowo o profesorach: do roku 1960 Polska posiadała tylko jednego doktora nauk biblijnych. Przedwojenni absolwenci Papieskiego Instytutu Biblijnego zazwyczaj wracali do kraju po licencjacie. Na uniwersyteckich wydziałach teologicznych, w Krakowie, we Lwowie, w Wilnie, Lublinie i Warszawie były zespoły odpowiednio przygotowywanych biblistów, ale wydziały uniwersyteckie zawsze miały to do siebie, że nie bardzo interesowały się na co dzień tak zwanym terenem duszpasterskim.
Kazania niebiblijne
I teraz właśnie ten teren, czyli nasze duszpasterstwo parafialne... W niedzielno-świątecznych kazaniach tamtych czasów niewiele było Pisma Świętego. Wykładało się głównie Dekalog według sławnych kazań Th. Totha i abp. Teodorowicza - przypominało się naukę Kościoła o występkach i cnotach i korzystało obficie z przykładów. Posiadanie zbiorów tych ostatnich było przedmiotem marzeń większości kleryków z ostatnich lat pobytu w seminarium. Ludzie bardzo chętnie słuchali przykładów, bardziej niż jakichkolwiek abstrakcyjnych, wymagających wysiłku myślowego pouczeń. Takie było zapotrzebowanie społeczne; znów działało jakby prawo pobytu i podaży.
Warszawscy znawcy Biblii
Zaczynało się natomiast dziać coś dobrego w zakresie upowszechniania i pogłębiania wiedzy biblijnej wśród studentów objętych duszpasterstwem akademickim. Warszawskich duszpasterzy akademickich z tamtych czasów, księży Szwejnica i Detkensa, żyjący jeszcze dziś nieliczni już ich podopieczni wspominają jako wielkich miłośników i znawców Biblii. Czytaniem i komentowaniem tekstów Pisma Świętego otwierało się zazwyczaj każde spotkanie studentów.
Zasięg ogólnopolski, z mocnymi ośrodkami we Lwowie i w Wilnie, stanowiły także przedwojenne akademickie organizacje takie jak "Odrodzenie" oraz "Juventus Christiana", w których duchowość biblijna zajmowała niepoślednie miejsce. Biblia i liturgia to były także podstawy całego nauczania ks. A. Komiłowicza i skupiających się wokół niego ludzi w podwarszawskich Laskach.
Powrót do źródeł
Czasy powojenne, a dokładniej mówiąc posoborowe, odznaczają się także u nas powrotem do źródeł, a w tym przede wszystkim do Biblii. Przyczyny nowego stanu rzeczy wymienia się na ogół dwie. Pierwsza z nich to Sobór Watykański II, w którego pracach zaznaczyło się kilku znakomitych biblistów. Choć powtarza się jeszcze dziś zarzut kierowany głównie pod adresem Prymasa Tysiąclecia, że opóźniał celowo wprowadzenie reform soborowych do Kościoła polskiego, to jednak nauczanie soborowe do nas również przenikało.
Marny papier przebitkowy
Przyczyna druga to pojawianie się wspólnot modlitewno-formacyjnych. Wiele z nich powstawało jakby przez analogie do istniejących już wcześniej ruchów w środowiskach protestanckich, które, jak wiadomo, w swym nauczaniu i praktykach modlitewnych bazują prawie wyłącznie na Biblii.
Cztery wydania "Słownika teologii biblijnej" rozeszły się w Polsce w większej ilości egzemplarzy niż francuski oryginał tego dzieła we Francji. Jego nabywcami są u nas ciągle przedstawiciele Drogi Neokatechumenalnej, członkowie Ruchu Odnowy w Duchu Świętym itp. Z czasem przy wielu, zwłaszcza wielkomiejskich parafiach, powstawały kółka biblijne, grupy modlitewne, kultywujące lekturę Pisma Świętego jako jedną z głównych praktyk ascetyczno-modlitewnych.
Wdzięczność za upowszechnianie Pisma Świętego należy się tym grupom także dlatego, że rozpoczynały swoją działalność mimo ustawicznego braku tekstów biblijnych, na wydawanie których w wystarczającym nakładzie państwo nie udzielało zezwoleń. W tych warunkach na wspólne czytanie i wyjaśnianie Biblii przynoszono teksty przepisywane na maszynach do pisania, na marnym papierze przebitkowym. Prymas Tysiąclecia mawiał nieraz: "Polsce potrzeba Pisma Świętego może bardziej niż codziennego chleba".
Biblię się posiada, ale nie czyta
Po upadku komunizmu nie było już żadnych problemów z dostępem do Pisma Świętego w różnych przekładach. Zaczęto wprowadzać w niektórych parafiach zwyczaj wręczania Pisma Świętego jako upominku pierwszokomunijnego czy ślubnego.
Biblia jest dziś chyba w większości katolickich rodzin polskich. Zaczyna się jednak i u nas sprawdzać powiedzenie: "Biblia jest ciągle wydawniczym bestsellerem, niestety, stosunkowo rzadko czytanym; Biblię się posiada, ale nie czyta. Bestseller bez czytelników".
Jak kształtować naszą kulturę biblijną?
Brakuje nam ogólnopolskiego ośrodka apostolatu biblijnego, takiego, jak te, które działają od lat w Austrii (Klostemeuburg), Niemczech (Stuttgart) czy w Szwajcarii (Zurich). Ośrodki te posiadają własne wydawnictwa, poprzez które dostarczają duszpasterzom ciągle nowych materiałów drukowanych do prowadzenia apostolatu biblijnego.
Bardzo ważną formą działalności tych ośrodków jest organizowanie całorocznych, a zwłaszcza wakacyjnych kursów biblijnych. Cieszą się one ciągle niesłabnącym zainteresowaniem i to wcale nie emerytów, a zwłaszcza młodych małżeństw. Od wielu lat ośrodki te prowadzą również korespondencyjne kursy biblijne. Kursy trwają trzy lata. Chętnych do udziału w nich podobno ciągle przybywa. Wszystkie te ośrodki specjalizują się też w organizowaniu starannie przygotowanych pielgrzymek do Ziemi Świętej. Przewodnikami pielgrzymek są zazwyczaj profesorowie Pisma Świętego, a sama wędrówka po Ziemi Świętej ma charakter "biblijnych rekolekcji".
Szkoda, że nie ma dotychczas ogólnopolskiego ośrodka apostolatu biblijnego: należałoby to ubolewanie kierować do biskupów biblistów, zarówno diecezjalnych (jest ich obecnie dziewięciu), jak i pomocniczych (sześciu).
Nie tylko inwencja
Tak wiele można by również zrobić dla apostolatu biblijnego w ramach całorocznego duszpasterstwa parafialnego. Chodzi tu przede wszystkim głoszenie homilii. Konstytucja soborowa "O Bożym Objawieniu" przypomina o potrzebie treściowego wiązania tej formy duszpasterskiego nauczania z czytaniami biblijnymi, przypadającymi na daną niedzielę czy święto. Homilia ma oczywiście, tak jak wszelkie głoszenie Słowa Bożego, poruszać serce słuchacza, ale w pierwszym rzędzie ma wzbogacać jego umysł.
Miejscem bardzo stosownym do uprawiania apostolatu biblijnego jest kancelaria parafialna, konfesjonał, kolęda, katecheza, zebrania grup duszpasterskich. Wszystko zależy jednak nie tylko od inwencji duszpasterza, lecz przede wszystkim od jego rzeczywistego rozmiłowania w Biblii.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!








