Oczywiście autor czytanej przeze mnie książki uważał potępienie angielskiego tłumacza za przejaw typowo katolickiej awersji do udostępnienia tekstu biblijnego maluczkim, którzy nie znają hebrajskiego, greki ani nawet łaciny. I ani słowem nie zająknął się o tym, że kard. Wolsey nie potępił tego, że przekład został dokonany, ale to, w jakiej formie. Precyzyjnie zaś chodziło o opatrzenie tekstu luterańskimi w wydźwięku komentarzami (translacji dokonano w latach 20. XVI wieku, a więc już po wystąpieniu Marcina Lutra) i takim przekładem, który te koncepcje teologiczne potwierdzał. Sprawy nie ułatwiało to, że wcześniej Tyndall opublikował dzieło, w którym twierdził, że jedynym słusznym podejściem do władzy nad Kościołem jest cezaropapizm (czyt. w każdym kraju to król powinien sprawować władzę nad tamtejszą wspólnotą wiernych, które to idee zresztą stały się fundamentem dla struktury przyjętej w anglikanizmie po zerwaniu przez Henryka VIII jedności z Rzymem). Został więc uduszony, a następnie jego ciało spalono nie dlatego, że tłumaczył, ale jak to zrobił, a dokładnie za szerzenie herezji luterańskiej – powtórzę dla utrwalenia.
Jego nazwisko jest często łączone na jednym oddechu ze stwierdzeniem, że potem (wyrok na Tyndallu wykonano w 1536 roku, a sesja soboru, o której będę pisać niżej, odbyła się w 1546 roku) Sobór Trydencki zakazał wiernym świeckim czytania Biblii. Bardzo bym chciała, żeby ci, którzy tak twierdzą, podali mi konkretny numer orzeczenia soborowego zawierającego taki zakaz. Więcej, ułatwię im pracę: sesja ta opisana jest w tomie XII dokumentów Trydentu, jest nawet ich świetny przekład na język polski, wydany przez WAM, więc nie trzeba znać łaciny. Może jak przejrzą te materiały, przestaną powielać niemające podstaw w danych tezy, bezmyślnie powtarzane nawet na katolickich wydziałach teologicznych (sic!).
Była taka idea
Prawdą jest, że pomysł zakazu sporządzania i udostępniania tłumaczeń Pisma Świętego w językach ludowych był dyskutowany na soborze. W końcu Luter i Kalwin oparli swoje tezy właśnie na odmiennym niż przyjęte przez Magisterium odczytaniu tekstu biblijnego, naciskali na to, by nauczanie opierać tylko na słowie Bożym (słynne sola scriptura – tylko Pismo), środowiska protestanckie drukowały i upowszechniały Biblię. Część ojców soborowych uznała więc, że problemem jest tłumaczenie i popularyzacja jej tekstu.
Na szczęście nie zabrakło na ówczesnej sesji ludzi, którzy zachowali zdrowy rozsądek, przydała się też ich wiedza historyczna. O tyle ważna w tym kontekście, że odwołanie do tradycji było bardzo mocnym argumentem w sytuacji, kiedy ci, których nauczanie odrzucano, negowali wartość dotychczas przyjętych rozwiązań.
Jak wskazywano, już przekład na łacinę, szeroko przecież używany w liturgii, nie bez powodu nosił nazwę Wulgata (dosł. vulgata versio). Pochodzi ona od łacińskiego vulgaris, czyli „ludowy”, bo św. Hieronim i jemu podobni „zwulagryzowali” teksty pisane w językach oryginalnych, aby dać dostęp do słowa Bożego jak najszerszej grupie ludzi. Jeśli sobór chciałby być konsekwentny, musiałby odrzucić teksty używane w liturgii, bo były translacją na ówczesny język ludowy. Musiałby też zaprzeczyć tradycji tworzenia przekładów, żywej w nim od dawna, w końcu na pracy Hieronima ze Strydonu i łacinie się nie skończyło – chociażby Cyryl i Metody nie tylko przetłumaczyli Biblię na język słowiański, ale nawet stworzyli nowy alfabet, aby ją zapisać. Zresztą jeśli spojrzymy tylko na spolszczenia, to pierwsze kompletne tłumaczenie, tzw. Biblia szaroszpatacka (królowej Zofii), pochodzi z XV wieku, a wcześniej przekładane były chociażby psalmy (np. Psałterz floriański z XIV wieku).
Nie ma tu miejsca, by przytoczyć wszystkie argumenty, które padły na tamtej sesji, ale zostawię tu jeszcze co najmniej dwa, według mnie najciekawsze. Przytaczam je za artykułem ks. Piotra Stacha, opublikowanym w 1946 roku, więc polszczyzna trąci tamtą epoką, ale nie ma to wpływu na merytorykę wypowiedzi. Szczególnie na decyzji soboru zaważyły wypowiedzi dwóch występujących: kard. Krzysztofa Madrutiusa i teologa Gentianusa Hervetusa (doradcy kard. Marcelego Cervina).
Obaj wskazali na to, że zakazanie dostępu do tekstu Biblii ludziom prostym jest pozbawianiem ich jednego ze źródeł wzrostu w wierze. Kardynał grzmiał: „Więcej herezyj, jak to z historii i z soborów wiadomo i nasze czasy o tym mówią, zrodziła nam erudycja i nauka, aniżeli prostota i ignorancja ludzi bez wykształcenia, a nigdy jednak z tego powodu nie zakazano ani nie potępiono nauki! (…) Język bowiem ludowy jest także darem Ducha Świętego i Jezusa Chrystusa, który w swojej łaskawości jest z nami aż do skończenia świata. I żaden wiek, żadna płeć, w ogóle nikt niech nie doznaje przeszkody w czytaniu Pisma św. Dusza bowiem każdego sprawiedliwego jest siedzibą mądrości i każde pobożne serce, każdy miłośnik Chrystusa, może być Jego biblioteką”.
Z kolei Hervetus kupił moje serce najpierw oburzeniem na argument, że upowszechnianie przekładów ludowych jest nazywane przez niektórych „oświeconych” rzucaniem pereł przed wieprze („jak gdyby wieprzami należało nazywać tych, którzy odkupieni krwią Chrystusa na nowo narodzili się przez świętą wodę odrodzenia”), a potem klarowną diagnozą przyczyn tak szybkiego upowszechniania się protestantyzmu, nazwanego przez niego sektą: „prawdziwa jej przyczyna i początek leży głównie w tym, że bardzo mało biskupów spełniało swoje obowiązki, że kazaniami i napomnieniami nie utrzymywali ludu w jego obowiązkach, nie wiedzieli nieraz, gdzie właściwie ich trzoda się znajduje, kapłani zaś odrzucili naukę Pańską i nie głosili wcale kazań albo na kazaniach zamiast uczyć nauki Chrystusa, nauczali świeckiej filozofii albo bajek babskich…”.
Przyjęte rozwiązanie
Ojcowie soborowi ostatecznie uznali, że można tłumaczyć Biblię na języki ludowe. Zastrzeżono jednak, że translacji mają dokonywać ludzie odpowiednio do tego przygotowani, gotowy przekład ma zostać sprawdzony przez cenzora oraz zatwierdzony przez biskupa i adnotacja o tym ma się znaleźć w tomie. Nadto trudniejsze miejsca należy opatrzyć komentarzami, zaś biskupi i kapłani mają w kazaniach komentować tekst biblijny, tak aby czytający go prywatnie wierni mogli z niego odnieść większy pożytek. Dowodem tego, że zakazu nie wprowadzono, jest zresztą fakt, że jeden z najpopularniejszych polskich przekładów, czyli Biblia ks. Jakuba Wujka, ukazał się przecież po soborze, w 1599 roku (pełna wersja).
Późniejsi papieże wydawali dokumenty ograniczające dostęp do przekładów, ale jedynie w konkretnych regionach i nie wprowadzając pełnego zakazu, a jedynie zaostrzając wymogi dotyczące osoby tłumacza, kontroli tekstu oraz tego, kto drukuje (bo w druku, a potem dystrybucji też możliwe były nadużycia). Tu trzeba jednak dodać, że mimo takiego a nie innego rozwiązania przyjętego na soborze nieufność, jeśli chodzi o popularyzację tekstu biblijnego, pozostała. W duszpasterstwie położono większy nacisk na życie sakramentalne, także z tego powodu, że większość wiernych była niepiśmienna. Może właśnie to sprawiło, że mit o zakazie tłumaczeń tak dobrze się przyjął i niestety wciąż trwa.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













