Taniec wymaga rozluźnienia, zresztą podobnie jak śpiew czy śmiech, i tu tkwi sedno: kiedy konieczny jest wysiłek albo mierzenie się z trudnościami, mamy to podjąć, ale Nowe Jeruzalem ma być miejscem odpoczynku, nie polem bitwy lub salą treningową. To zaś pokazuje, jak ważne jest, by nauczyć się… zdrowo śmiać. Czy, ogólnie, rozluźniać. Ciekawe, że w polszczyźnie brakuje pojęcia, które by oddawało łacińskie otium. Anglojęzyczni mają leisure, frankofoni – loisir, a my albo próżnujemy, albo pracujemy. Krótko mówiąc, nasz język mówi, że brakuje w naszym doświadczeniu takiego konceptu jak twórcze, spokojne działanie płynące z chęci, a nie z konieczności. A o taki właśnie kontekst chodzi w paschalnej radości: napływ energii i twórcze jej wykorzystanie, choć niezarobkowe. Obraz zasiadania przy powoli spożywanym dobrym posiłku, gdzie nie tyle głównym celem jest smakowanie potraw, ile bycie wśród bliskich i kochanych ludzi, dobra i lekka rozmowa, z towarzyszeniem dobrej muzyki i godziwej rozrywki. Koniecznie w pięknym ogrodzie, w najpiękniejszej chwili dnia oraz takiej właśnie porze roku.
Rekreacja
W Regule św. Benedykta znajdziemy wiele fragmentów, które mogą sugerować, że uważał śmiech czy żarty za coś poniżej godności doświadczonego mnicha, a więc i chrześcijanina (np. 4, 53–54; 7, 59). Kiedy jednak zajrzymy do wskazań na Wielki Post, przeczytamy: „Niech każdy ponad wyznaczoną sobie miarę ofiaruje coś Bogu (…), to znaczy, niechaj odmówi swojemu ciału trochę z jedzenia, picia, snu, rozmów czy żartów” (49, 6–7; podkr. EW). Mówiąc wprost: żart był naturalną częścią życia mnichów, zresztą do dziś funkcjonuje w tym środowisku powiedzenie: „Głupiego znać po śmiechu, to są stare dzieje: jeszcze głupszego po tym znać, że się nie śmieje”. Nie wiem, jak sobie z tym radził słynny bibliotekarz z Imienia róży br. Jorge, zapiekły wróg takich reakcji, ale jego podejście zdecydowanie nie było ortodoksyjne.
Zresztą na powiedzeniach się nie kończy – w każdej wspólnocie zakonnej przynajmniej raz w tygodniu mieszkańcy spotykają się na rekreacji, czyli właśnie czasie pomyślanym jako wspólne odpoczywanie. Owszem, może ono być wyzwaniem, jeśli we wspólnocie są konflikty, ale założenie jest takie, że salka rekreacyjna, podobnie jak ołtarz, to przestrzeń „zawieszenia broni”. W przeróżnych wskazaniach na temat tych spotkań mowa o tym, by przychodzić na nie z jakimiś ciekawostkami, żartami, dobrym słowem, a św. Teresie z Àvili zdarzało się nawet tańczyć flamenco! (św. Augustyn lubi to)
Historię o podobnym podejściu do określonych pór dnia, choć świeckim, bo króla św. Ludwika IX, przekazuje Franciszek Salezy. Otóż pewnego dnia gorliwi (i zapewne bardzo poważni) mnisi chcieli po obiedzie roztrząsać jakieś poważne teologiczne kwestie. Władca uciął te zapędy: „Teraz czas nie do rozumowania, ale do odświeżenia rozumu jakimś niewinnym żartem lub dowcipem; niech każdy mówi grzecznie a mówi, co chce” (Filotea, 27). Biskup Genewy podaje te słowa jako przykład właściwego rozumienia cnoty, którą Grecy nazywali eutrapelia, a św. Tomasz z Akwinu – iucunditas. Brzmi poważnie, w końcu rzucam greką i łaciną, a chodzi o cnotę dobrej zabawy. Wiedzieliście, że mamy coś takiego w zasobach teologii moralnej? Co więcej, że można się w tym ćwiczyć?
Motywacja
Jak zwykle w przypadku potrzeby podjęcia wysiłku, przydatna jest dobra motywacja. Poniżej kilka powodów, poza tym głównym podanym na początku, dlaczego warto.
Żart może być jak przyprawa dodana do ciężkostrawnej potrawy, którą niewątpliwie jest upomnienie. Podobnie też jak z przyprawami, trzeba znać proporcje i sposób podania, żeby efekt był właściwy. Znów przywołam św. Franciszka Salezego: „Można więc przyzwoicie i uprzejmie zabawiać się niekiedy niedoskonałości ludzkiej, ale trzeba w tym wielkiej ostrożności, żeby od niewinnych żartów nie przechodzić do wyśmiewania. Wyśmiewanie pobudza do pogardliwego i poniewierającego bliźnim śmiechu, podczas gdy uprzejma wesołość rozchmurza czoła” (tamże). To mi przypomina historię z Tyńca. Otóż jeden z benedyktynów słynął z dwóch cech: były niesłychanie wybuchowy i uwielbiał skrapiać się dużą ilością wody kolońskiej. Z powodu pierwszej cechy wszyscy bali się zwrócić mu uwagę, ale pewnego dnia o. Leon Knabit dostał mydełko. Przyjrzał się jego opakowaniu, po czym po cichu powiesił je na drzwiach celi wspomnianego na początku mnicha. Cała wspólnota miała sporo radości, czytając charakterystykę: „Intensywny zapach, pieni się obficie”, a brat, który jej odpowiadał, miał szansę przemyślenia tego, jak się zachowuje.
Poczucie humoru wyraża się także w dystansie do siebie samego, ten zaś ułatwia duchowy wzrost. Dzięki tej cesze potrafimy pogodzić się z tym, że jesteśmy słabi i upadamy, przestajemy też oczekiwać od siebie bycia idealnym i nieomylnym. Krąży anegdota o Janie XXIII, dotycząca ogłoszenia przez niego zwołania II Soboru Watykańskiego. Jak wiadomo, zrobił to, zaskakując wszystkich i chyba siebie samego nieco też. W nocy po tym oświadczeniu nie mógł zasnąć, wyobraźnia podsuwała mu przerażające scenariusze, głównie upokorzenia płynącego z porażki. I wtedy Anioł Stróż miał podsunąć papieżowi jedno zdanie: „Oj, Giovanni, Giovanni, czemu bierzesz siebie tak bardzo serio?”, co pomyślawszy, hierarcha spokojnie zapadł w sen.
Zresztą ten, obecnie już święty, słynął z kulturalnych, choć ciętych ripost. Kiedyś na przyjęciu dwie kobiety, nieświadome, że on je słyszy, miały komentować to, iż na papieża wybrano człowieka otyłego. Zapewne nieźle się zdziwiły, kiedy dobiegł je jego spokojny głos: „Drogie panie, konklawe to nie konkurs piękności!”. Przypomina mi to krążącą po Krakowie historię o kardynale Macharskim, słynącym z kolei z bardzo smukłej sylwetki. Miał podobno mawiać, że z jej powodu na jego nagrobku zostanie umieszczony napis: „Zaschnął w Panu”. Co prawda przepowiednia się nie spełniła, ale pomysł zacny. Podobnie jak anegdota o Janie Pawle II i konferencji prasowej. Było to w czasach, kiedy zdrowie papieża zaczęło się już pogarszać i trwały medialne spekulacje na temat tego, jak długo jego pontyfikat jeszcze potrwa. Dlatego jedno z pierwszych pytań, jakie tamtego dnia padły ze strony dziennikarzy, brzmiało: „Jak Ojciec Święty się dziś czuje?”, na co przyszły święty ze spokojem odparł: „Nie wiem, nie czytałem jeszcze dzisiejszych gazet”.
Żarty pomagają także skupić się, choć na moment, na jaśniejszej stronie życia, a czasem po prostu ją dostrzec. Idealnym przykładem jest opowieść o św. Wawrzyńcu. Jak wszyscy wiemy, torturowano go, przypalając na ruszcie (niektórzy twierdzą, że dlatego powinien być patronem grilla). Władze chciały z niego wydobyć informację, gdzie ukrył bogactwa Kościoła, którymi zarządzał jako diakon. Zamiast niej oprawcy usłyszeli jedynie, żeby go przełożyć na drugi bok, bo ten pierwszy już się odpowiednio przypiekł.
Wreszcie dowcipnym stwierdzeniem, nawet niezamierzonym, można rozładować ciężką atmosferę. Kardynał Stefan Wyszyński często opowiadał, jak podczas jednej z biskupich wizytacji komitet powitalny reprezentował pewien bardzo zdenerwowany parafianin. Kiedy wreszcie przyszła kolej na jego powitanie, wypalił: „Najprzewielebniejsza Ewidencjo!”. Przez tłum przebiegł chichot, witany się uśmiechnął i od razu zrobiło się jakoś lżej.
Wpadki liturgiczne
Czasem jednak założenie jest takie, że ma być dostojnie i poważnie, a wychodzi jak zawsze. Słabym punktem bywa najczęściej śpiew, bo, jak zauważył już bł. o. Kolumban Marmion w rozmowie z jedną z benedyktynek: „Widzisz, moja droga siostro, pewne osoby śpiewają tak, jakby naśladowały anioły, inne zaś tak, jakby miały przepłoszyć demony”. Pewnie dlatego jedna z moich znajomych mawia, że rodzony brat uratował jej życie podczas liturgii, bo… przestał śpiewać. Wpadki zdarzają zresztą nawet najlepszym – słusznie ceniony organista u krakowskich dominikanów, Henryk Krawczyk, kiedyś dopiero po zaśpiewaniu pierwszej sylaby zorientował się, że melodia, którą gra, jest do innych części stałych. Dzięki temu wierni ku swemu zdziwieniu mieli okazję usłyszeć z chóru zaśpiewane mocnym głosem: „Święctus”.
W tym samym kościele był kiedyś ojciec, który niezbyt dokładnie wymawiał zbitki spółgłosek. W praktyce oznaczało to, że początek Gloria w jego wykonaniu brzmiał: „Chała na wysokości”. Do dziś niektórzy twierdzą, że była to podprogowa krytyka sposobu sprawowania liturgii przez niektórych, analogiczna do stwierdzenia, że schola to grupa „oprawców liturgicznych”. A skoro o śpiewających mowa: pewna solistka śpiewająca sopranem miała tendencje do spóźniania się, i to porządnego, na próby. Kiedy zrobiła to przed liturgią Wielkiego Piątku, na wejściu przywitał ją męski chór, śpiewając fragment z Pasji: „Nie rozdzierajmy jej, lecz rzućmy losy, do kogo ma należeć”. Nic mi nie wiadomo, czy występ odniósł pożądany skutek, ale pomysł doceniam.
Dobra praktyka
Dominikanie podtrzymują zwyczaj, że w czasie kazań wielkanocnych wierni powinni choć raz głośno się roześmiać. Zwykle w przypadku homilii braci kaznodziejów śmiech rozlega się częściej i uważam, że to dobrze. Dobry, celny żart i wspólna radość z niego skutecznie jednoczą ludzi, a jaki znamy w roku lepszy moment na dowcipkowanie niż okres wielkanocny? Moment, kiedy Bóg wystrychnął diabła i śmierć na dudka, a nam dał życie wieczne? Cieszmy się, do tego zostaliśmy odkupieni, żeby celebrować wieczną eutrapelię w Jego królestwie.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













