Okrzyk „nudzi mi się!” z ust dziecka, potrafi zwiastować rodzicielski armagedon. Znudzone dziecko bywa marudne, nerwowe i wymagające skupienia na nim uwagi. Poczucie znudzenia i braku zajęcia jest jednak potrzebne każdemu z nas – niestety, zamiast ten fakt zaakceptować, większość z nas próbuje jak najszybciej ten stan przerwać.
Pokolenie znudzonych
Od kilkudziesięciu lat świat zdecydowanie przyspieszył, a my jesteśmy otoczeni dużo większą liczbą rozpraszaczy, które zawzięcie walczą o naszą uwagę. Pokoleniową zmianę w zakresie zapotrzebowania na dopaminę i podatności na nudę można zaobserwować, analizując dynamikę animowanych filmów sprzed lat oraz tych, które powstają obecnie. Stare bajki, takie jak Miś Uszatek czy Pszczółka Maja, charakteryzowały się wolniejszą akcją i spokojniejszymi dialogami, a napisy często znajdowały się w czołówce. Dla współczesnych kilkulatków takie teksty kultury nie są już angażujące – produkcje typu Psi patrol, uwielbiane przez dzisiejsze przedszkolaki, są zdecydowanie szybsze, głośniejsze i bardziej kolorowe. Obecnie przeciętny człowiek – nie tylko dziecko – łatwiej ulega znudzeniu i po krótszym czasie niż przedstawiciele poprzednich pokoleń zaczyna aktywnie poszukiwać bodźców, mających go przed ową nudą ocalić. Co więcej, walka z nudą stała się dziś zdecydowanie łatwiejsza – wystarczy przecież sięgnąć po smartfona lub uruchomić laptopa, by nasze mózgi zostały nakarmione potężną dawką informacji – a dzieje się to za sprawą algorytmów spreparowanych tak, by wydawały się dla nas jak najbardziej interesujące. Konsekwencje ciągłego przebodźcowania z jednej strony pociągają za sobą nadmiar elementów, które nasze układy nerwowe muszą „przetrawić”, a z drugiej – niedobór stanu nudy, z którego płyną liczne korzyści dla ciała i umysłu. Uciekając przed nudą, uciekamy przed samymi sobą. Nuda stanowi przecież element głębokiej ciszy wewnętrznej, czyli stanu, w którym – z braku bodźców zewnętrznych – niejako z przymusu kierujemy uwagę w stronę świata wewnętrznego. Wejście w nudę wymaga pewnej odwagi – jak bowiem deklarował Jan Sztaudynger „Boję się ciszy, wtedy się własne serce słyszy”. Pozwolenie sobie na nudę to także decyzja o pójściu pod prąd charakterystycznemu dla naszej epoki przekonaniu, że dobrze wykorzystany czas to tylko taki, który przeznaczamy na pracę albo naukę.
Sprzyja samopoznaniu
W rzeczywistości to nie wizja nudy powinna wywoływać w nas niezgodę, a raczej – jej brak. Bezustannie funkcjonowanie w trybie działania oznacza zbyt częste i długotrwałe aktywowanie układu współczulnego, co prowadzi do tzw. przeciążenia allostatycznego. Nasze układy nerwowe nie są „zaprojektowane” tak, by przez cały czas przetwarzać silne bodźce – naturalnym i pożądanym stanem dla człowieka jest ten, gdy okresy wysiłku i nagromadzenia bodźców przeplatają się z okresami spokoju, czyli właśnie – regenerującej nudy. Dla współczesnego człowieka doświadczenie tego typu jest bowiem prawdziwym game changerem, przystankiem podczas długiego, wyczerpującego biegu. Jeśli nie prowadzimy życia w pustelni lub nie osiedliśmy się cichej wsi, to najpewniej jesteśmy przesyceni hałasem, powiadomieniami wylewającymi się ze smartfonów, newsami i poczuciem, że nieustannie powinniśmy „coś” robić. Taki styl życia zaś wyczerpuje, prowadzi do licznych chorób i zaburzeń oraz uniemożliwia głębsze przyjrzenie się samemu sobie. Nie jest to naiwna pochwała „nicnierobienia” – wnioski te opierają się na badaniach neuropsychologicznych dowodzących, że podczas nudy aktywuje się sieć domyślna mózgu, która przekierowuje naszą uwagę na wewnętrzne przemyślenia i introspekcję, a także inne jego struktury: wyspa, która analizuje sygnały z ciała i emocje oraz ciało migdałowate, odpowiedzialne za przetwarzanie negatywnych emocji (czy raczej: nieprzyjemnych, gdyż obecnie w psychologii staramy się unikać podziału na emocje „pozytywne” i „negatywne” – wszystkie są nam w jakiś sposób potrzebne).
Człowiek, w którego życiu regularnie gości nuda, to zwykle człowiek, który potrafi bardziej skutecznie regulować własne emocje, który lepiej rozumie samego siebie, a także taki, który potrafi budować bardziej trwałe i satysfakcjonujące relacje. Nieustanna pogoń za nowościami przekłada się niekiedy na instrumentalne podejście do kontaktów interpersonalnych i traktowaniu ich jako źródła „fabuły” – zgoda na doświadczenie nudy z kolei pozwala doceniać bliskie więzi także wtedy, gdy nie ma w nich „fajerwerków”, a tym, co nas łączy, jest stabilna, spokojna bliskość. Zgoda na przyjmowanie nudy sprzyja także odkrywaniu tego, co kryje się w zaułkach naszego umysłu, których nie sposób eksplorować pośród zgiełku i licznych zajęć. Nudne chwile spędzane w zwyczajnym otoczeniu mogą sprzyjać medytacji, rozwojowi duchowemu i samopoznaniu bardziej niż drogi wyjazd do Tybetu lub Indii. Oczywiście dla kogoś, kto przez lata walczył z obecnością choćby cienia nudy we własnym życiu, pierwsze doświadczenia związane z planowanym wejściem w ten stan mogą wiązać się z dyskomfortem i poczuciem zagubienia – jednak poza tym, co znane i pozornie wygodne, może wziąć początek droga ku bardziej autentycznemu życiu.
Nuda prawem dziecka
Osobami szczególnie „chronionymi” przed brakiem zajęcia są obecnie dzieci, którym od najmłodszych lat wmawiamy, że powinny robić coś, co jako dorośli uznajemy za pożyteczne. Tendencja do rugowania nudy z ich życia ma niestety bardzo konkretne konsekwencje rozwojowe. Brak nudy zabija kreatywność dzieci i spowalnia rozwój ich mowy, a także może sprzyjać występowaniu zaburzeń lękowych i trudności z kontrolą impulsów. Co więcej, utrzymywanie dzieci z dala od nudy ogranicza również ich samodzielność – dziecko, któremu nie wyznaczono zajęć, zwykle po pewnym czasie samo zaczyna organizować sobie zabawy. Jeśli mały człowiek jest nieustająco zajęty atrakcjami wymyślonymi przez dorosłych, to napotkany przez nie patyk nie stanie się różdżką, góra piasku – tworzywem do stworzenia rzeźby, a źdźbło trawy – zaczarowanym instrumentem. Współczesny trend, dający zaobserwować się w przedszkolach oraz na kinder parties, polegający na nieustannym animowaniu dzieciom czasu, daje dorosłym poczucie kontroli (a prowadzącym zajęcia – zarobek), jednak znacząco ogranicza rozwój dziecięcej fantazji. Chroniąc młodych ludzi przed nudą, „chronimy” ich także przed doświadczeniem sprawczości i spontaniczności, które w dzieciństwie przynoszą radość i dumę, a w dorosłości mogą przełożyć się także na sukcesy zawodowe. Nie bez przyczyny menedżerowie jednej z największych firm technologicznych zalecali swoim pracownikom nudzenie się w specjalnie przygotowanych hamakach – to właśnie po „seansach” nudy w ich głowach pojawiały się najciekawsze pomysły. Warto zatem, kiedy dziecko przychodzi do rodzica z komunikatem „nudzi mi się”, nie starać się od razu zapewnić mu rozrywki, ale przyznać, że nam czasami również towarzyszy nuda – i że jej odczuwanie jest jak najbardziej w porządku. To bardzo ważne, że pamiętamy dziś o prawie dziecka do miłości, życia bez przemocy czy edukacji – w imię harmonijnego rozwoju człowieka warto także „oddać” dzieciom prawo do nudy.
Bez idealizowania
Nudy – podobnie jak stanu pobudzenia – nie powinniśmy jednak idealizować. Niedobór stymulacji także zaburza rozwój człowieka (zwłaszcza w okresie dzieciństwa), zatem w pewnych okolicznościach nudę należy, zgodnie ze starym powiedzeniem, zabić. Podczas podróży autem zbyt długo nudzące się pociechy mogą zwyczajnie swoim zachowaniem zacząć rozpraszać kierowcę, co może być niebezpieczne – zaś zbyt długo trwająca nuda podczas wakacji może sprawić, że zakończymy je z poczuciem niewykorzystanego wyjazdu. Nadmiar nudy w codzienności może również powodować drażliwość i, co może wydawać się zaskakujące, uczucie zmęczenia – zgodnie z ludową mądrością mówiącą, że nic tak nie męczy, jak cały dzień leniuchowania. Nadmiar nudy bywa nie mniej szkodliwy jak jej niedobór – nie chodzi zatem o to, by za wszelką cenę wyplenić z życia ekscytację, ale o to, by czasami świadomie zrobić na nudę przestrzeń. Ona przecież nie tyle nas dopada, co raczej łagodnie zagląda do naszego życia – i nie trzeba jej wówczas obsesyjnie zwalczać. Co więcej, przyjmowania nudy można się także nauczyć. Może zatem warto wykorzystać wakacje – lub po prostu spokojniejszy letni weekend – na zaplanowane „wynudzenie się"? Każdy z nas ma zapewne na półce nudną książkę (może niezbyt zgrabnie napisaną powieść detektywistyczną, a może zwyczajny atlas grzybów), a na playliście – niejedną nudną piosenkę. W zależności od zainteresowań nudne może wydawać się nam robienie przetworów, układanie puzzli lub odkurzanie, a nawet – siedzenie na tarasie z kubkiem najzwyklejszej, czarnej herbaty (żadnej ekscytującej matchy ani ube!). Wynudzenie się w towarzystwie leniwie przepływających przez naszą głowę myśli to iście królewskie zajęcie – nasz umysł zwalnia, poziom stresu opada, ciało – jeśli zajmiemy względnie wygodną pozycję – rozluźnia się i staje „cięższe” w pozytywnym znaczeniu tego wyrażenia. Warto także zauważyć, że w baśniach wykonywanie nudnych – a jednocześnie wymagających uważności – zajęć, takich jak słynne przebieranie ziaren piasku i maku, stanowi zwiastun poważnych życiowych zmian. Dla nas, współczesnych ludzi upojonych dopaminą, aż tak żmudne zajęcie mogłoby stanowić torturę – warto zaufać jednak mądrości pokoleń obecnej w baśniowych przekazach i uwierzyć, że nie można przez całe życie przebywać na balu. Każdy z nas potrzebuje zarówno momentów niezwykłości, reprezentowanych przez lśniącą karocę i zaczarowane myszy, jak i nudnej, powtarzalnej roboty, za sprawą której można należycie docenić chwile pełne blasku, a także przygotować się do życiowych przełomów i zmian.
Bez opuszczenia balu o odpowiedniej porze – i powrotu do nudnej codzienności – możemy przegapić własną szansę na zgubienie pantofelka i późniejsze spełnienie najskrytszych marzeń.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.














