Szkoła z internatem może być dla młodego człowieka wspaniałą przygodą, a czas w niej spędzony – czasem odkrywania własnego potencjału. Należy przy tym pamiętać, że nie dla każdego dziecka i nie dla każdej rodziny nauka z dala od domu stanowi bezpieczne rozwiązanie.
Fantazje o wolności
W popularnych – teraz lub przed laty – tekstach kultury szkoły z internatem jawią się jako miejsca, w których przeżywa się niezwykłe przygody, nawiązuje trwałe przyjaźnie oraz buduje własną asertywność. Internat w zbiorowej wyobraźni stanowi swoistą ziemię niczyją – nie sięga tam autorytet rodziców, a zasady tworzone przez nauczycieli aż proszą się o to, by próbować je złamać. Korytarze internatów w Tajemnicy Abigel, Buszującym w zbożu, Dziwnych przypadkach w Black Holsey High czy wreszcie sadze o przygodach Harrego Pottera tętnią skrywaną przed dorosłymi popędowością, młodzieńczymi sekretami i konfliktami, które „ustawiają” nieformalną hierarchię między uczniami. Szkoły z internatem nierzadko fascynują dzieci, niepokoją dorosłych i pociągają młodzież, która pobyt w tego typu placówkach postrzega jako rodzaj legalnej ucieczki od domowych obowiązków, rodzicielskiego nadzoru i samotności. Mało które inne miejsce jawi się przecież jako tak „gęste” od relacji, jak właśnie internat – przybytek młodości, swobody i postępującej z każdym rokiem niezależności. Jednak na przekór młodzieńczym fantazjom (i dorosłym lękom) szkoły z internatem zawierają w sobie również to, przed czym wielu młodych ludzi chciałoby uciec: powtarzalną codzienność, dyscyplinę oraz konieczność nauki.
Nadmiar samodzielności
Jedna z najbardziej znanych polskich influencerek wyznała na jednym ze swoich stories, że do szkoły z internatem trafiła jako sześcioletnia (!) dziewczynka. Kobieta opowiadała, że dzięki temu nauczyła się perfekcyjnie języka obcego (bo językiem wykładowym w szkole był niemiecki) i nauczyła się zaradności – podkreśla jednak, że sama nie wysłałaby swoich dzieci w tak młodym wieku do tego typu placówki. Te słowa są ciekawym głosem w dyskusji na temat znaczenia pobytu dziecka w szkole z internatem. Z jednej strony bowiem nie sposób odmówić tym placówkom pewnych zalet: młody człowiek otrzymuje w nich często edukacyjną szansę, jakiej nie miałby np. w swojej szkole rejonowej lub położonej w pobliżu miejsca zamieszkania. Wiele szkół artystycznych (np. państwowe szkoły baletowe) oferuje miejsca w internatach uczniom z całej Polski – bez nich pewne ścieżki edukacyjne zarezerwowane byłyby wyłącznie dla dzieci pochodzących z największych miast. Internat bywa także okazją do rozwoju umiejętności społecznych – w grupie rówieśników trzeba się przecież dogadać i znaleźć własne miejsce, co w dobie smartfonów i relacji online jest dla młodych ludzi nawet trudniejsze niż jeszcze w latach 90. Jednak nauka połączona z mieszkaniem pod obcym dachem – i to nie w mieszkaniu krewnych, lecz de facto w instytucji – dla wielu osób stanowi znaczące obciążenie psychiczne. Z punktu widzenia współczesnej psychologii i pedagogiki dziecko na etapie nauczania wczesnoszkolnego nie jest gotowe do rozłąki z rodzicami. Nawet najczulszy wychowawca i najbardziej wyrozumiały nauczyciel nie zastąpi siedmiolatkowi codziennych pocałunków na dobranoc i porannego przytulania przez mamę, tatę lub dziadków.
Szansa na edukacyjny sukces
Oferty szkół z internatem bywają bardzo kuszące: niektóre spośród nich umożliwiają uczniom korzystanie z licznych zajęć praktycznych, nęcą nowoczesnym i atrakcyjnym wizualnie wnętrzem i deklarują gotowość do wspierania uzdolnień uczniów również poza standardowymi godzinami lekcyjnymi. Niektóre spośród nich – zwłaszcza szkoły wyznaniowe – wydają się także ciekawym rozwiązaniem dla tych rodziców, którym zależy na wychowaniu własnych dzieci w zgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami. Internat rozwiązuje również niektóre problemy codziennego życia rodzin. Rodzic, który wie, że jego dziecko musiałby spędzać niemal dwie godziny dziennie na dojazdach do szkoły i który ma pracę zmianową, a zatem nie zawsze może doglądać swojej pociechy, czasami postrzega placówkę z internatem jako ciekawą i bezpieczną opcję kształcenia. Rzeczywiście, zapisanie dziecka do szkoły z internatem, w której pracuje wykwalifikowany personel oraz która posiada bogate zaplecze dydaktyczne, może być dla dziecka wręcz edukacyjnym odpowiednikiem zdobycia Złotego Biletu do magicznej fabryki czekolady Willego Wonki. Jednocześnie internat – choć sam w sobie wydaje się miejscem nadzorowanym – nie musi oznaczać psychologicznego bezpieczeństwa dziecka. Nie każdy nastolatek – nawet taki, który początkowo wykazywał entuzjazm wobec pomysłu życia w internecie – czuje się w nim komfortowo. Część młodych ludzi doskonale odnajduje się w codzienności, której rytm wyznaczają nie rodzice, lecz wychowawcy – dla części młodzieży jednak życie w internacie bywa prawdziwą katorgą, cyklem zdarzeń powodujących wręcz traumę. Może to dotyczyć dzieci w spektrum autyzmu, tych z zaburzeniami opozycyjno-buntowniczymi (osoby te nie z własnej woli mają trudności w dostosowaniu się do narzuconych z zewnątrz zasad), mniej otwartych na nowe towarzystwo czy takich, dla których samodzielna organizacja czasu stanowi wyzwanie. Istnieje także grupa dzieci, która w wieku kilkunastu lat po prostu nie jest gotowa na życie z dala od rodziców, rodzeństwa czy dziadków – i nie musi to być oznaka niczego niepokojącego. Młodzi ludzie osiągają psychologiczną niezależność w bardzo różnym czasie – umieszczenie niegotowego na separację piętnastolatka w internacie raczej nie przyspieszy jego dorastania, a może być dla jego psychiki okaleczające i sprawić, że będzie on czuł się rodzinnym banitą. Wracając do porównania z Charliem i fabryką czekolady – Złoty Bilet do niej nie ucieszy i nie będzie stanowił szansy dla osoby, która ma uczulenie na kakao.
Chciwość i chęć naprawy
Niektórzy uczniowie i absolwenci szkół z internatem deklarują, że czas spędzony w tego typu placówce był jednym z najbardziej rozwijających i barwnych w całym ich życiu. Dotyczy to przede wszystkim tych osób, które same chciały uczyć się w szkołach tego typu i które były do tego odpowiednio przygotowane: miały możliwość wcześniejszego poznania chociaż części kadry (a na pewno wychowawcy), rozumiały, co dana placówka ma im dać (np. możliwość artystycznego rozwoju) i wiedziały, że jeśli coś pójdzie nie tak, będą mogły wrócić do domu. Komunikat wystosowany do dziecka, że skoro wybrało daną szkołę, to ma ją skończyć, nie dodaje młodemu człowiekowi otuchy, a raczej zwiększa stres i napięcie. Rodzice, którzy rozważają zapisanie swojego dziecka do szkoły z internatem czy bursą powinni przedstawić mu również w miarę adekwatny obraz życia, które staje się udziałem uczniów: dziecko musi wiedzieć, że szkoła to nie kolonie i że będzie tam miało swoje obowiązki, a pojawiająca się czasami tęsknota za domem jest czymś naturalnym. Bardzo krzywdzące jest natomiast traktowanie szkoły z internatem jako miejsca, do którego dziecko ma zostać wysłane za karę – młody człowiek, który czuje się odrzucony, może stać się jeszcze bardziej sfrustrowany, przez co trudne zachowania mogą wręcz przybrać na sile. Co więcej, szkoła z internatem to nie miejsce „naprawy” dla dzieci. Nauczyciele czy wychowawcy w tych placówkach nie zajmują się resocjalizacją, o czym opowiada Ewa, nauczycielka z kilkudziesięcioletnim stażem, która pracowała również w jednej z mazowieckich szkół z internatem. – Uczyłam w szkole z internatem przez ponad dekadę i uważam, że tym, co niszczy sens istnienia tych miejsc, jest chciwość – mówi. – Technikum, w którym pracowałam, znajdowało się w dość małej miejscowości i kusiło bliskością natury, zajęciami na świeżym powietrzu i małymi klasami. Część uczniów przychodziła do nas, bo tego chciała. To byli dobrzy, zorganizowani uczniowie, którzy chcieli zdobyć zawód i być finansowo samodzielni. Taki siedemnastolatek mógł mieć stypendium, uczyć się i wygodnie żyć. Ale byli też uczniowie z tak zwanymi trudnościami. Oni nie powinni być w szkole z internatem, tylko pod czujnym okiem rodziców. To była młodzież, która miała za sobą już doświadczenia z narkotykami, alkoholem, czasem nawet na koncie ucieczki z domu. Rodzice przysyłali takie dzieci do nas, bo sobie z nimi w domu nie radzili, albo nie chcieli, żeby takie dziecko demoralizowało młodsze rodzeństwo czy przynosiło wstyd całej rodzinie. Powtarzam: takie osoby nie powinny być w internacie, my nie byliśmy w stanie „naprawić” dzieciaka, który ewidentnie szedł w złą stronę. I dyrekcja wiedziała, że z takimi osobami są problemy, że one uciekają, próbują wnosić alkohol. Na spotkaniu z rodzicami i kandydatami było widać, kto i po co chciał przyjść do naszej szkoły. Ale dla dyrekcji liczyły się chyba głównie pieniądze i prawie wszyscy zainteresowani byli przyjmowani. Ani taka młodzież nie była zainteresowana nauką, ani my nie mogliśmy jej do tej nauki skłonić. Rodzice po prostu zrzucali na nas problem i oczekiwali, że nauczymy ich dzieci dyscypliny – podsumowanie z żalem.
Uczęszczanie przez dziecko do szkoły z internatem może stać się szansą dla całej rodziny: noclegi blisko szkoły mogą ułatwić logistykę i umożliwić młodemu człowiekowi „rozwinięcie skrzydeł”, co przekłada się na dumę dorosłych. Czasami rodzice są zdumieni i wzruszeni tym, jak doskonałe dziecko radzi sobie w nowej sytuacji: niekiedy nastolatek, który wcześniej żył w nadmiernej bliskości z matką czy ojcem (niekiedy wręcz w symbiozie z rodzicami), zaczyna się za sprawą internatu w rozsądny sposób usamodzielniać, przez co w rodzinie pojawiają się zdrowe granice. Niemniej żadna szkoła – ani z internatem, ani bez – nie zastąpi obecności rodziców w procesie wychowania dziecka. Liceum czy technikum (oby nie podstawówka!) z internatem może być sprzymierzeńcem rodziny w procesie kształtowania młodego człowieka – ale nie powinno stawać się substytutem rodzicielskiego zainteresowania życiem córki lub syna.
Ani żyjące w internacie, ani nawet akademiku dziecko nie przestaje potrzebować swoich rodziców i poczucia, że jest przez nich kochane. Latorośli, która uczy się z dala od domu, warto okazać, że jest dla nas ważna, dbając o przytulny i pełen ciepłych rozmów klimat podczas jej powrotów. Młody człowiek „naładowany" bliskością łatwiej stawia czoła wyzwaniom związanym z czasową rozłąką i – szerzej – całym wymagającym procesem dorastania.
Niektóre szczegóły wypowiedzi Ewy zostały zmienione.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.











