Druga szansa dla związku. Kiedy warto spróbować ponownie?

Rozstanie nie zawsze musi oznaczać definitywny koniec. Czasem można odbudować relację, ale nie da się po prostu wrócić do tego, co było.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
Il. Jan Kałużny
Il. Jan Kałużny

Nie każde zakończenie związku – również takie, któremu towarzyszą silne emocje i wzajemne wyrzuty – musi być definitywne. Jeśli jednak powrót do siebie ma przynieść satysfakcję i bezpieczeństwo, należy najpierw zastanowić się nad tym, co doprowadziło do naszego rozstania – oraz czego dokładnie oczekujemy od partnera po ponownym zostaniu parą.

Ta sama rzeka, ale nie ten sam związek

„Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” to chyba najczęściej – i w dodatku zupełnie błędnie – parafrazowana starożytna sentencja. Osoby wypowiadające to zdanie mają na myśli to, by nie wracać do relacji z eks, podczas gdy „oryginalne” słowa o tym, że do tej samej rzeki nie sposób wstąpić dwa razy, odnoszą się do niemożności zatrzymania czasu, a nie do relacji romantycznych. Można jednak pokusić się o stwierdzenie, że skoro antyczna sentencja (po zniekształceniu) jest wykorzystywana w taki właśnie sposób, to jej nowa wersja zawiera pewną społeczną intuicję: wszelkie próby „cofnięcia się w czasie” są skazane na niepowodzenie. Co ciekawe, w temacie związków zarówno „tuningowana”, jak i starożytna wersja porzekadła, korespondują ze sobą: otóż pod względem psychologicznym powrót do tej samej osoby nie jest powrotem do tej samej relacji. Więzi międzyludzkie nie są niezmienne – podobnie jak biegi rzek. Raz zakończona relacja w pewnym sensie pozostaje zamknięta na zawsze. Ale to nie oznacza, że z tą samą osobą nie możemy zbudować związku na nowo.

Dlaczego właściwie chcemy wrócić?

Aby jednak było to możliwe, warto zadać samemu sobie oraz wybrankowi kilka bardzo istotnych pytań. Po pierwsze, warto zapytać siebie samego, jaka jest nasza motywacja do powrotu do eks. Czasami bowiem rzeczywiście po pewnym okresie trwania w samotności – lub nawet w relacji z inną osobą – dociera do nas, że to właśnie osoba, z którą kiedyś łączyła nas romantyczna więź, jest tą, z którą chcemy dalej iść przez życie. Nie od dziś wiadomo przecież, że pewne rzeczy najbardziej doceniamy wtedy, gdy je tracimy. Relacja, która była nieidealna może być przez nas uznana za wystarczająco dobrą i cenną po czasie gorączkowych poszukiwań ideału, które z natury skazane są na niepowodzenie. Czasami jednak za pomysłem powrotu do byłego partnera ukrywa się nie tyle docenienie określonej więzi i osoby, ile kryzys egzystencjalny i płochy sentyment. Próby powrotu do „tego samego” kończą  się zwykle „tym samym”, czyli w tym przypadku rozstaniem lub wzajemnym krzywdzeniem się. A przecież, jak doskonale wiemy, bo cytat ten zrobił zawrotną karierę w sieci, „szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Powrót do byłego partnera wymaga zarówno skonfrontowania się z przeszłością, jak i przytomnego spojrzenia w przyszłość, które nie zostanie przesłonięte przez opary sentymentu ani desperacji.

Co doprowadziło do rozstania?

Aby kontynuacja związku „po przerwie” nie zakończyła się kolejnym rozstaniem, ani też nie sprawiła, ze będziemy czuć się oszukani przez partnera i samych siebie, powinniśmy – jakkolwiek autorytarnie to brzmi – zastanowić się z partnerem oraz samym sobą, dlaczego doszło do wcześniejszego zerwania. Czy na drodze do wspólnego budowania przyszłości stanęły nam silne emocje, których nie byliśmy w stanie regulować i pod których wypływem powiedzieliśmy o parę słów za dużo? Może była to absolutna, niedająca się pogodzić rozbieżność życiowych planów? Albo też poróżniły nas poglądy religijne, etyczne, społeczne? Od tego typu tematów nie sposób jest uciekać, jeśli zależy nam na zbudowaniu trwałego i harmonijnie rozwijającego się związku. Ważne jest również to, aby wykazać się swego rodzaju pokorą i uznać, że my również w jakiś sposób przyczyniliśmy się do zakończenia relacji – jeśli odpowiedzialność za wcześniejsze rozstanie będziemy przypisywać wyłącznie partnerowi, istnieje ryzyko, że zapętlimy się we wzajemnych oskarżeniach i „krzywdowinach”, zamiast pracować nad budowaniem bliskości.

Druga szansa wymaga nowych zasad

Konieczne jest także zastanowienie się, w jakim kierunku chcemy zmierzać: czy dążymy do budowania rodziny, wspólnego biznesu, czy zależy nam na reaktywowaniu dawnych wspólnych znajomości? Kluczowym momentem „drogi powrotnej” jest zadanie sobie pytania, co tak naprawdę skłania nas do tej decyzji: może jest to chęć poczucia „tego czegoś”, co czuliśmy przy dawnym partnerze, a może szczery żal i tęsknota za wciąż kochaną osobą, lub też chęć podjęcia walki o małżeństwo, które – zgodnie z katolicką wiarą – mimo rozejścia się osób tworzących parę nadal trwa i może zostać uratowane? Odpowiedzi mogą być zaskakujące, a także niełatwe do przyjęcia: czasami bowiem już na etapie planowania okazuje się, że to, czego chcemy od naszej relacji, to tak naprawdę wyłącznie indywidualne projekcje, które nanosimy na wizję dalszego bycia razem. Powrót do osoby niegdyś bliskiej nie „odda” nam młodości.

Kiedy bliscy nie akceptują naszego powrotu

Pary wracające do siebie po przerwie czeka także zadanie, którego potencjalna realizacja czasami wywołuje silny lęk i chęć prokrastynacji: poinformowanie rodziny, przyjaciół i znajomych (a w przypadku osób znanych: również fanów i hejterów) o naszej decyzji. Reakcje na „zejście się” rzadko bywają wyłącznie pozytywne. Niekiedy członkowie rodziny osoby wracającej do eks zarzucają jej niestabilność emocjonalną i niedojrzałość, kiedy indziej – deklarują, że nie przebaczą nowemu-staremu partnerowi ukochanej osoby popełnionych niegdyś błędów i nie zaakceptują go w swoim gronie. Stawia to parę w trudnej sytuacji konfliktu lojalności, który na szczęście zwykle z czasem słabnie. Obawy otoczenia niekiedy drogą internalizacji (czyli uwewnętrznienia) udzielają się również samym osobom próbującym reaktywować związek. Zwłaszcza w chwilach kryzysu – a takie są przecież nieuniknione! – mogą wybrzmiewać pretensje, żale i wyrzuty sprzed lat. Niezbędne jest zatem określenie, czy jesteśmy w stanie dać szansę partnerowi i sobie bez nieustannego powracania do najtrudniejszych momentów wspólnej historii. Bez tego związek stanie się pasmem niekończących się rozliczeń, które doprowadzi nas co najwyżej do poczucia porażki.

Wreszcie, wyzwanie stanowi ułożenie sobie relacji z partnerami, z którymi byliśmy związani w „przerwie” od bycia z kimś, do kogo planujemy powrócić. Osoby, z którymi przez pewien czas łączyła nas romantyczna więź, mogą w takiej sytuacji poczuć się wykorzystane i „przegrane” – dlatego ważne jest, aby naszą decyzję przedstawić z łagodną stanowczością, ale także szacunkiem dla uczuć drugiej strony. Słowa przypominające te śpiewane przez Roberta Gawlińskiego: „To już koniec baby/ skończyło się love story/ jestem już zmęczony/ wracam dziś do żony” mogą dać nam poczucie chwilowej moralnej wyższości, ale jednocześnie potrafią głęboko zranić drugiego człowieka.

Powrót do przemocy nie jest nowym początkiem

Nie zawsze jednak silna tęsknota za byłym partnerem i chęć powrotu do relacji stanowi przejaw romantycznego dopasowania. W relacjach przemocowych i takich, w których występuje silne uwikłanie (np. wynikające z uzależnienia drugiej osoby) naprzemienne „fazy” rozstawania się i wracania do siebie są wręcz wpisane w patologiczną dynamikę związku. Komuś, kto nie był w tego typu relacji, może być trudno w to uwierzyć, jednak w rzeczywistości myśl, by wrócić do relacji z własnym oprawcą, pojawia się u bardzo wielu osób, które – w przypływie rozpaczy lub chęci ratowania samego siebie – dopiero co próbowały zakończyć wyniszczający związek. Toksyczne relacje zwykle o wiele trudniej jest „zamknąć”, niż takie, które rozwijają się spokojnie – nieustanny rollercoaster emocjonalny silnie wiąże parterów, osłabione poczucie własnej wartości sprawia, że pokrzywdzony nie wierzy w to, że mógłby poradzić sobie w życiu bez „silniejszego” partnera, a dodatkowo wiele osób krzywdzonych podejmuje się „misji” uzdrowienia krzywdzącej je osoby. Braniu na siebie odpowiedzialności za „wychowanie” przemocowca lub osoby tkwiącej w aktywnym uzależnieniu sprzyjają zresztą również przekazy popkulturowe, obecne zarówno w Pięknej i Bestii, jak i Pięćdziesięciu twarzach Grey’a. Ani baśniowa Bella, ani Anastasia z sagi o miliarderze-sadyście, ostatecznie nie uciekły od swoich oprawców – w swoich uniwersach otrzymały wręcz nagrodę za lojalność wobec agresywnych partnerów, co w prawdziwym życiu de facto się nie wydarza. Powrót do związku z przemocowcem może być bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia, a nawet życia.

Kiedy powrót może być bezpieczny?

Nie oznacza to, że ktoś, kto był oprawcą, traci wartość jako człowiek i nigdy już nie będzie mógł stworzyć związku. Jednak osoba, która stosowała przemoc lub która jest uwikłana w nałóg, potrzebuje przejść terapię, nauczyć się regulować własne emocje i wziąć odpowiedzialność za wyrządzone krzywdy. Co istotne, podejście takie promują również duszpasterze pracujący z małżeństwami w kryzysie – katolik nie powinien wracać do życia pod jednym dachem z przemocowym małżonkiem, dopóki ten nie przejdzie głębokiej przemiany. W chrześcijańskiej koncepcji małżeństwa nie ma miejsca na znęcanie się nad drugą osobą, a człowiek krzywdzony ma prawo (np. poprzez separację, powiadomienie organów ścigania i ustanowienie rozdzielności majątkowej) chronić siebie i ewentualne potomstwo. Powrót do toksycznej relacji nie jest nigdy nowym otwarciem – jest to raczej kolejna odsłona cyklu przemocy, w którym fazy ostrej agresji przeplatają się z fazami narastania napięcia i miesiąca miodowego, czyli czasu, w którym sprawca próbuje udawać własną przemianę. Większość osób podczas prób zakończenia głęboko dysfunkcyjnych związków potrzebuje wsparcia i psychoedukacji (a często także interwencji kryzysowej), aby zauważyć obecność tego typu elementów we własnym życiu i „przepracować” impulsy popychające pokrzywdzonego z powrotem w pozornie bezpieczne ramiona przemocowca. Impuls do powrotu do relacji z przemocowcem można porównać do syreniego śpiewu – aby nie dać się mu zwieść, warto poprosić o pomoc własną „załogę”, czyli osoby, które są świadome ryzyka i którym zależy na naszym dobru.

Powrót do Itaki

Odyseusz, wracając do ukochanej Penelopy, musiał skonfrontować się ze świadomością, że zarówno Itaka, jak i jego żona, przez lata jego nieobecności nieodwracalnie się zmienili. Nowa adaptacja Odysei, stworzona przez Christophera Nolana, przypomina nam nie tylko o znaczeniu sprytu i odwagi, ale także o tym, że choć powroty po latach są możliwe, to wagi tych zmian nie można bagatelizować. Nieuniknionym efektem tułaczki – zarówno  geograficznej, jak i relacyjnej – jest także metamorfoza nas samych. Jeśli wchodząc w nowy-stary związek uwzględnimy tę dynamikę, mamy szansę stworzyć więź, dzięki której będziemy chcieli być ze sobą nie tylko przez całe lato, ale przez długie lata.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 33/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Czy dawanie drugiej szansy ma sens?