Moda na słuchanie opowieści mówionych może sugerować, że chcemy dziś odzyskać cenną umiejętność uważnego słuchania, a jednocześnie stanowi przejaw postępującej indywidualizacji doświadczenia kulturalnego.
Nowe medium towarzyszące
W dyskusji na temat (niskiego) poziomu czytelnictwa w Polsce niemal zawsze przywołany zostaje argument, że czytanie dużej ilości książek to przywilej zarezerwowany dla osób, które posiadają wystarczająco dużo wolnego czasu. Rzeczywiście, zanurzenie się w lekturze – zwłaszcza nieco bardziej ambitnej – wymaga chwili wolnej od innych obowiązków, względnie wypoczętego umysłu oraz przestrzeni. Słowa Virginii Woolf, która twierdziła, że pisarki, aby móc tworzyć, potrzebują własnego pokoju, można odnieść także to czytelnictwa: trudno jest bowiem skupić się na treści książki podczas dziesięciominutowej przerwy w pracy lub nawet we własnym domu, gdy podczas prób czytania na kolana wdrapują się małe dzieci. Osobom, którym czasu sam na sam z lekturą czy filmem brakuje, z pomocą przychodzą twórcy podcastów. Opowiadane przez nich historie – podobnie jak dźwięki płynące z radia – stają się medium towarzyszącym nam w codzienności. Podcastów o seryjnych mordercach, geopolityce czy historii Europy możemy słuchać podczas gotowania, jazdy samochodem lub opieki nad zależnymi członkami rodziny (choć, oczywiście, podcastów z tej pierwszej grupy nie powinniśmy „odpalać” przy dzieciach). Wiecznie ścigające raczkujące latorośle młode matki, kierowcy spędzający długie godziny w trasie czy nawet osoby chore, przebywające na szpitalnym oddziale, za sprawą podcastów mają poczucie, że robią coś dla siebie, poszerzają swoje horyzonty, a często także czują się mniej samotne. Spokojny, melodyjny głos ulubionego i znanego storytellera daje namiastkę obecności drugiego człowieka, który dzieli się z nami swoimi przemyśleniami i któremu zależy na naszej opinii. Niektórym osobom podcasty ułatwiają także zasypianie – można powiedzieć, że opowieści prezentowane przez podcasterów stały się nowym rodzajem mówionych „dobranocek” dla osób dorosłych. Siła podcastów tkwi również w ich szerokiej dostępności – słuchać tego rodzaju opowieści można na niemal każdym urządzeniu z dostępem do internetu, a w dodatku – bardzo wiele z nich dostępne jest zupełnie za darmo. Za sprawą audioopowieści uczestnictwo w kulturze staje się więc osiągalne również dla osób uboższych, gorzej widzących (i przez to mających trudności z czytaniem) czy wykluczonych komunikacyjne, które nie mogą np. dotrzeć do kina czy biblioteki. Można oczywiście postawić pytanie, gdzie leży granica dopuszczalnego czerpania przez podcasterów z książek i opracowań, które przecież stanowią owoc pracy ich autorów. Wprawdzie podcasterzy coraz częściej podejmują współpracę z wydawnictwami czy nawet reklamują książki, które pomogły im w przygotowaniu odcinka – jednak na ten moment trudno ocenić, w jaki sposób popularność podcastów wpłynie na rynek książek (w tym audiobooków) w Polsce.
Powrót do słuchania
Pozytywną stroną popularności podcastów jest to, że za ich sprawą część z nas na nowo odkrywa trudną sztukę zaangażowanego słuchania. Odkąd telewizja wyprzedziła radio w wyścigu o główne medium w naszych domach, dźwięk stał się jedynie dodatkiem, przypisem objaśniającym obraz. Być może to, że tak ochoczo konsumujemy podcasty, jest wyrazem naszej zbiorowej tęsknoty za słowem mówionym – podcaster staje się współczesną wersją gawędziarza, który za pomocą mowy przybliża nam stare (lub nieco nowsze) dzieje. Prawdziwe słuchanie wymaga zaś choć odrobiny skupienia i uruchomienia wyobraźni, a jednocześnie powoduje mniej przebodźcowania niż obserwowanie szybko zmieniających się obrazów na ekranie. Uzasadnione jest jednak pytanie, jak wielu z nas świadomie „zanurza się” w opowieść podcastera. Jednym z modeli konsumowania podcastów jest bowiem słuchanie przy jednoczesnym scrollowaniu telefonu albo robieniu zakupów w sklepach internetowych. Takie działania są nie tylko męczące dla naszych układów nerwowych, ale także mogą „przytępiać” wrażliwość słuchaczy. Jeśli bowiem słuchamy podcastu o wojnie, katastrofalnym trzęsieniu ziemi czy krwawej działalności seryjnego zabójcy przy jednoczesnym oglądaniu rolek z uroczymi psiakami, to mimowolnie trywializujemy makabrę i ludzkie cierpienie. Różnorodność podcastów wiąże się także z innym, dość niepokojącym zjawiskiem społecznym: indywidualizacją korzystania z kultury. Zdarza się, że dwie osoby żyjące pod jednym dachem (nawet te będące małżeństwem) pozornie spędzają czas razem, jednak w istocie w słuchawkach każdego z nich rozbrzmiewa inna opowieść, przedstawiająca zupełnie odmienny obraz świata. Słuchanie podcastów na słuchawkach może nie tylko nie zbliżać do siebie domowników, ale wręcz ich od siebie oddalać – kiedy każdy członek rodziny zamyka się w swojej bańce, trudno jest o wspólne doświadczenie kulturalne, a odcinek podcastu nie staje się pretekstem do rozmowy. Słuchamy tego, czego, kiedy i jak chcemy – co z jednej strony umożliwia nam rozwój własnych zainteresowań nawet wtedy, gdy nie podzielają ich nasi współlokatorzy, zaś z drugiej – za sprawą podcastów coraz głębiej zanurzamy się w sprofilowanej dla nas medialnej rzeczywistości. Algorytmy podcastowe znają nas przecież doskonale i wiedzą, jakie treści mają nam polecić po przesłuchaniu konkretnego odcinka.
Patopodcasty pod kontrolą
Ogromna popularność podcastów z jednej strony wynika z trybu życia „obywateli” późnego kapitalizmu: jesteśmy zajęci, zapracowani i spędzamy wiele czasu w autach, zatem bardzo często potrzebujemy „czegoś do posłuchania” w tle. Z drugiej strony podcast jest projektem stosunkowo łatwym w realizacji: aby go uruchomić, nie potrzeba ani wielkich nakładów finansowych, ani żadnego zezwolenia czy uprawnień. Tworzyć podcasty może zatem każdy – czasami posiadanie własnego podcastu staje się wręcz powinnością, której muszą sprostać osoby znane czy tradycyjne media. Oczywiście, szanujący się podcasterzy, których kanały cieszą się popularnością, wykonują imponującą pracę: gromadzenie i analiza źródeł, nagranie odcinka odpowiedniej jakości, działania postprodukcyjne oraz promocja własnej twórczości to wysiłek nie mniejszy od tego, który staje się udziałem pracowników znaczących redakcji. Pewien publicysta postawił niedawno ciekawą komparatystyczną tezę: stwierdził, że kiedyś – czyli kilkadziesiąt lat temu – młody, sfrustrowany chłopak brał do ręki gitarę i próbował stworzyć swój zespół, dziś z kolei niezadowolony z życia młody człowiek zakłada podcast o hipergamii kobiet (popularnej w manosferze teorii, jakoby kobiety szukały mężczyzn „lepszych” od siebie pod względem intelektualnym i finansowym). Wypowiedź ta jest oczywiście uproszczeniem, kieruje nas jednak na ciekawy trop: wiele podcastów stanowi po prostu ujście dla trudnych, wylewających się emocji ich twórców, a dodatkowo – nagrywane przez najróżniejsze osoby audycje nie są w żaden sposób weryfikowane ani kontrolowane. Na antenie szacownej rozgłośni radiowej treści ulegają selekcji i – choć oczywiście nie zawsze wystarczającemu – fact-checkingowi. Markę mediów bardziej tradycyjnych buduje się latami, a nad tym, co oferują one swoim odbiorcom, czuwa Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Nie do obronienia jest rzecz jasna teza, że radio czy telewizja są na tyle monitorowane, że nie znajdą się w nich treści pseudonaukowe, wulgarne czy wręcz obsceniczne. Jednak w porównaniu z niedoskonałymi systemami nadzoru nad radiem czy telewizją świat podcastów stanowi niekiedy prawdziwy Dziki Zachód (czy może bardziej Wschód, jeśli weźmiemy pod uwagę obecność w niektórych „niepoprawnych politycznie” podcastach kremlowskiej propagandy). Światem podcastów nie rządzą rady nadzorcze, programowe ani etyka danego domu medialnego: w tej części eteru liczy się słuchalność, klikalność i silne emocje odbiorców, które uzyskuje się poprzez generowanie coraz bardziej radykalnych treści. Trafienie w podcastosferze na twórców nawołujących do przemocy, głoszących potencjalnie szkodliwe dla zdrowia, sprzeczne z nauką tezy czy gloryfikujących zbrodniarzy nie jest zarezerwowane wyłącznie dla wtajemniczonych lub dla wytrawnych badaczy internetu: od głębin niemoralnych treści wielu z nas oddziela jedynie kilka kliknięć w sugerowane hiperłącza. Możemy też przypuszczać, że treści budzących niepokój – a czasami wręcz grozę – będzie przybywało za sprawą rozwoju sztucznej inteligencji. Wygenerowanie realistycznie wyglądających prowadzących oraz gości i włożenie im w cyfrowe usta własnych poglądów jest o wiele szybsze niż przygotowanie merytorycznej rozmowy w studiu, co dodatkowo utrudnia pociągnięcie twórców do odpowiedzialności. W strefie podcastów także znajdują się – i prawdopodobnie będą się znajdowały coraz częściej – „odpowiedniki” patostreamów, czyli szkodliwe społecznie patopodcasty.
Dźwięki, które łączą
Pomimo tego, że boom podcastowy wiąże się z indywidualizacją korzystania z kultury, ich potęga może także łączyć ludzi. Wokół wielu tytułów wyrastają fora internetowe i grupy w mediach społecznościowych, na których fani wymieniają opinie nie tylko na temat kolejnych odcinków. Bardzo często grupy zawiązujące się wokół podcastów stają się platformą do dyskusji dla osób o zbliżonych poglądach bądź – siłą rzeczy – zainteresowaniach. Nawet jeśli większość tych znajomości nie wychodzi poza internet, to jednak wciąż konwersacja z realną osobą jest dla człowieka zdrowsza, niż pseudorozmowa z chatem GPT. Miłośnicy podcastów mają także możliwość uczestniczenia w wydarzeniach poza siecią – odbywające się gale połączone z wręczaniem nagród ulubionym twórcom, spotkania dla miłośników danej tematyki prowadzone przez podcasterów (przykładowo, Renata z Worka Kości, podcasterka true crime, organizuje w swoim lokalu wykłady na temat kryminologii i kryminalistyki) czy wreszcie eventy takie jak BlastCast! Podcast Festival (pierwszy w Polsce festiwal podcastów, który łączy twórców i słuchaczy) stanowią zachętę do tego, by zdjąć słuchawki, wyjść z domu i spotkać się z ludźmi twarzą w twarz. Nie musimy jednak udawać się na festiwal, aby doświadczyć spajającej relacje mocy dźwięku: wystarczy przekroczyć własny indywidualizm i – choćby czasami – posłuchać podcastów wspólnie z domownikami lub przyjaciółmi, a następnie porozmawiać o tym, co myślimy i czujemy w związku z danym odcinkiem. Zamiast zostawiać dzieci same z odcinkiem podcastu dla najmłodszych (który może być bardzo wartościowy!) wysłuchajmy go razem z latoroślą i porozmawiajmy o jego treści. Nie zastępujmy także podcastami czytania dzieciom przez rodzica – bliskość mamy i taty, wybrzmiewająca również w ich głosach, jest dziecku potrzebna bardziej, niż wartka opowieść płynąca ze smartfona.
W świecie podcastów znajdziemy zarówno audialne dzieła sztuki, jak i mówione, szkodliwe manifesty ich twórców. Pamiętajmy zatem, że gdy wciskamy przycisk „play”, obdarowując twórcę nasza uwagą, wzmacniamy jego zasięgi i poniekąd legitymizujemy tworzone przez niego treści.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











