Egzekucje na żywo. Dlaczego intryguje nas kara śmierci

Nieudana, czyli niezakończona zgonem, egzekucja Christy Pike przykuła w ostatnim czasie uwagę milionów ludzi na całym świecie – zarówno zwolenników kary śmierci, jak i jej zadeklarowanych przeciwników. Kara ostateczna budzi w nas grozę, ale także pewną perwersyjną fascynację.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
fot. Bernd Obermann/Getty Images
fot. Bernd Obermann/Getty Images

Teoretycznie publiczne wykonywanie kary śmierci należy już do zamierzchłej przeszłości. Wystawianie szubienic, gilotyn lub innych urządzeń niosących śmierć w majestacie prawa na głównych placach miast znamy dzisiaj głównie z programów historycznych, seriali fantasty, przeplatających sceny egzekucji z sekwencjami ukazującymi walki ze smokami, lub – ewentualnie – z doniesień o poczynaniach odległych od Europy reżimów. W internetowej kulturze podglądactwa jednak niemal każdy wykonywany wyrok śmierci staje się publiczny. 

Szafot znów publiczny 

Już parę godzin po dwukrotnej próbie uśmiercenia Christy Pike, amerykańskiej morderczyni, świat obiegły szczegółowe informacje o tym, co działo się z jej ciałem po otrzymaniu zastrzyku z pentobarbitalem; w opartym na faktach filmie Norymberga z 2025 roku ukazano realistyczne sceny wieszania nazistów, zaś Pentagon w ostatnim czasie wystąpił z kontrowersyjnym pomysłem transmitowania na żywo egzekucji przez rozstrzelanie Nidala Hasana. Osoby o różnych poziomach dojrzałości i wrażliwości mogą zatem „być na bieżąco” z pozbawianiem innych ludzi życia, chłonąć makabryczne szczegóły i w pewnym stopniu dzielić emocje tych, którzy bezpośrednio zaangażowani są w procedurę uśmiercania. Uczestnictwo w krwawym spektaklu zwykle nie pozostaje jednak obojętne dla widza. Albert Camus, który w swoich utworach niejednokrotnie podejmował temat sprawiedliwości społecznej, wspominał, że przyglądanie się egzekucji stanowiło uraz psychiczny, a może nawet doświadczenie traumatyzujące dla jego ojca: „Tuż przed pierwszą wojną światową mój ojciec wybrał się na egzekucję wyjątkowo odrażającego mordercy dzieci. Kiedy wrócił, nie powiedział ani słowa, położył się na łóżku i nagle zwymiotował. (…) Odkrył rzeczywistość ukrytą za maskującymi ją wielkimi słowami. Zamiast myśleć o zabitych dzieciach, mógł już tylko myśleć o tym ciele bez tchu, które rzucono na deskę, aby mu uciąć głowę" (Rozważania o gilotynie).

Oczywiście nie wszyscy, którzy śledzą dziś z zapartym tchem losy skazańców, mają odruch wymiotny bądź doświadczają współczucia wobec osób dokonujących żywota na szafocie. Zdaje się, że nieustanna obecność przemocy na ekranach sprawiła, że nasza wrażliwość nieco osłabła. Obecnie nie trzeba być miłośnikiem filmów typu gore ani mieć dostępu do darknetu, by napotkać obrazy okrucieństwa. Twórcy filmów i seriali za pomocą scen przemocy i śmierci utrzymują naszą uwagę; na YouTube i w wielu innych miejscach można bez większego problemu znaleźć nagrania z wypadków drogowych, bójek czy nawet ataków nożowników. Tabuizacja tematu ludzkiej śmiertelności nie sprawiła, że straciliśmy zainteresowanie mroczną stroną ludzkiej natury. To, że nie umiemy o czymś spokojnie rozmawiać, nie oznacza, że nie chcemy tego oglądać. Przyglądanie się egzekucjom część z nas traktuje obecnie niemal tak samo, jak uczestniczenie w seansach thrillerów.

Katechizm i prawo Unii

To, co dzieje się w celach śmierci i jak przebiegają egzekucje, w magnetyczny sposób przyciąga uwagę zarówno zwolenników, jak i przeciwników karania śmiercią. W tym miejscu warto przypomnieć, że w większość Polaków jest przeciwna karze ostatecznej: według sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej" z 2023 roku to 54,1 proc. respondentów. Być może wpływ na podejście Polaków do tego tematu miała zmiana, którą do Katechizmu Kościoła katolickiego w 2018 roku wprowadził papież Franciszek: nazwał on karę śmierci niedopuszczalną, stanowiącą „zamach na nienaruszalność i godność osoby”. Sprzeciw większości Polaków wobec kary głównej może również wynikać ze świadomości, iż w Unii Europejskiej ta forma kary nie może być stosowana, a także przekonanie, że karanie śmiercią nie odstrasza ludzi od popełniania zbrodni, zaś nawet w dobie rozwiniętej kryminalistyki istnieje możliwość pomyłki sądowej i stracenia niewinnej osoby. Zwolennicy kary śmierci powołują się niekiedy na wcześniejsze nauczenie Kościoła, który dopuszczał karanie śmiercią – np. św. Tomasz uważał, że eliminacja zbrodniarza jest uzasadniona, podobnie jak usunięcie chorej części ciała. Do zmian w katolickim podejściu przyczynił się między innymi rozwój więziennictwa – dziś możemy skutecznie izolować osoby niebezpieczne bez odbierania im życia, a dzięki wiedzy psychologicznej i pedagogicznej części z nich jesteśmy w stanie zaproponować skuteczną resocjalizację. Żaden dokument międzynarodowy ani żaden system penitencjarny nie jest jednak w stanie zakazać ani znieść ludzkiego zainteresowania tematem najwyższego wymiaru kary. Stan zdrowia Christy Pike po próbie przeprowadzenia na niej egzekucji był przez miliony internautów śledzony z taką samą gorliwością, co statusy związkowe celebrytów, zaś pierwotnie przejmujące kadry z filmu Zielona mila bądź Piraci z Karaibów (te ukazujące wieszanie korsarzy) na stałe zagościły w memosferze i są wykorzystane jako nośniki treści humorystycznych.

Laleczki i sygnalizowanie cnoty 

Z ewolucyjnego punktu widzenia fascynacja ludzi karą śmierci – a nawet chęć jej „podglądania” – nie powinna dziwić. Mózgi homo sapiens są bowiem zaprojektowane tak, aby zwracać uwagę na niebezpieczeństwo. Analiza zagrożenia – czyli również śmierci innych – dostarcza nam informacji o tym, co powinniśmy robić, a czego unikać, aby siebie i swoje potomstwo uchronić przed podobnym losem. Śledzenie informacji o ostatnich chwilach skazańca zaspokaja naszą tzw. makabryczną ciekawość (ang. morbid curiosity) w sposób bezpieczny i – choć niezręcznie jest tu używać tego słowa – wygodny: transmisję, lekturę lub podcast poświęcony tej tematyce możemy przyswajać, siedząc na własnej kanapie i dysponując przywilejem zakończenia „seansu”, gdy przyjdzie nam na to ochota. Obserwowanie egzekucji wielu ludziom dostarcza także moralnej satysfakcji – oto uczestniczymy przecież w procesie karania zła. Śmierć osoby skazanej za morderstwo przynosi podobny rodzaj ulgi i zadowolenia, co oglądanie śmierci Skazy z Króla Lwa bądź Joffreya z Gry o tron. Śledzenie informacji o tym, kto i jak zostaje stracony, pozwala także sygnalizować własną cnotę (ang. virtue signalling), czyli podkreślać, że sami stoimy po stronie „tych dobrych”, których od skazańca oddziela gruba szyba, tysiące kilometrów oraz ukształtowanie sumienia. Nie oznacza to oczywiście, że wobec osób skazanych na śmierć nie odczuwamy współczucia – wręcz przeciwnie! Czasami postacie morderców budzą empatię, a nawet… wywołują uczucia romantyczne. W znakomitym reportażu Laleczki skazańców Linda Polman opisuje związki (nawiązywane i utrzymywane głównie listownie) tworzone przez osoby skazane na śmierć oraz zakochane w nich „fanki”. Śledzenie losów skazańca to więcej niż odskocznia od własnej codzienności – w optyce niektórych osób to wręcz rodzaj misji. Historie tych, którzy trafiają do cel śmierci, nierzadko są zresztą pełne doznanych krzywd i osobistych dramatów – niejedna osoba interesującą się psychologią czy resocjalizacją podczas śledzenia losów zbrodniarzy podejmuje refleksję nad tym, na ile dany człowiek samodzielnie wybrał drogę zła, a w jakim stopniu był to efekt oddziaływania środowiska lub nawet zaburzeń psychicznych. Fascynacja historią kary śmierci oraz współczesnymi wyrokami pozwala też dzielić świat na ludzi okrutnych oraz tych zasługujących na współczucie. W zależności od poglądów na karę główną, w roli barbarzyńców możemy „obsadzać” zdegenerowanych więźniów z wyrokiem śmierci lub tych, którzy karę odebrania życia zasądzają i wykonują. Przez chwilę świat staje się prosty, a my, ludzie uważający się za cywilizowanych, mamy poczucie moralnej wyższości – często zarówno nad skazanym, jak i nad katem. W Krótkim filmie o zabijaniu jedna z ostatnich sekwencji (czyli sceny od wyprowadzenia skazańca z celi do zgonu na szubienicy) nacisk położony jest na okrucieństwo państwa, które zabija w imię porządku. W scenach śmierci nazistów z dramatu biograficznego Pierrepoint: ostatni kat natomiast podkreślony zostaje humanitaryzm brytyjskiego kata i absolutna degeneracja hitlerowców. Nawet liczne teksty kultury poświęcone tematyce kary głównej pozwalają zatem widzom empatyzować z określoną grupą i jednocześnie pogardzać drugą stroną. Eksplorowanie tematyki kary śmierci niekiedy może więc cementować polaryzację.

Nadal człowiek 

Śledząc losy niektórych ludzi skazanych na karę eliminacyjną, łatwo jest ulec tendencji do ich dehumanizacji. Zbrodnie, za które w świecie Globalnej Północy można otrzymać wyrok śmierci, należą do tych szczególnie potępianych przez społeczeństwo. Mordercy – szczególnie ci seryjni bądź krzywdzący dzieci lub inne bezbronne osoby – budzą w wielu z nas odrazę, a czasem nawet nienawiść. W dniu stracenia seryjnego zabójcy Teda Bundy’ego, w okolicach więzienia, w którym przebywał, urządzono niemalże festyn z okazji odbywającej się egzekucji: rzesze ludzi śpiewały i tańczyły, skandowały hasła w stylu „Płoń, Bundy!”, a handlarze oferowali zgromadzonym pamiątkowe (!) koszulki. Z chrześcijańskiego punktu widzenia jednak nawet osoba skazana za najohydniejsze zbrodnie nie przestaje być człowiekiem, a jej winy nie uprawniają nikogo do deptania jej godności. Przejmująco pisał o tym Jacques Fesch, młody Francuz skazany przed laty na śmierć za zabójstwo policjanta. Mężczyzna, który zresztą być może zostanie beatyfikowany z uwagi na swoje niezwykłe nawrócenie (czego życzyłabym sobie i całemu Kościołowi) w swoim więziennym dzienniku umieścił następujące słowa: „Jeśli zły człowiek jest prześladowany przez uczciwego, Bóg staje po stronie człowieka złego, po prostu dlatego, że jest prześladowany. Bóg ma słabość do najsłabszego. Pociąga go nieodparcie ten, kto jest w gorszej sytuacji, kto nosi krzyż. Nie może mu się oprzeć" (Za pięć godzin zobaczę Jezusa).

Nie wydaje się możliwe, aby w ciągu najbliższych dziesięcioleci kara śmierci przestała być stosowana na całym świecie. Istotne jest zatem, aby pamiętać, że osoby na nią skazane otrzymały wyrok pozbawienia życia, ale nie pozbawienia człowieczeństwa. Ktoś, kto dopuścił się nawet najcięższych zbrodni, otrzymuje wyrok zgodny z kodeksem karnym kraju, w którym żyje – ale nikt nie ma prawa stosować wobec skazańca celowego upokarzania, dehumanizacji i tortur.

Być może właśnie jedną z tortur jest również nachalne zaglądanie za mury cel śmierci.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 45/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Dlaczego fascynują nas egzekucje