Randki ze sobą. Celebrowanie egoizmu czy powrót do siebie?

Wszyscy potrzebujemy chwil, gdy zostajemy sam na sam z własnym umysłem – nawet jeśli nie „kupujemy” określenia „randka ze sobą”, a angielskie nazwy typu „metime” wywołują w nas irytację.
Czyta się kilka minut
Il. Agnieszka Sozańska
Il. Agnieszka Sozańska

Relacja, w której będziemy aż do końca swoich dni, to ta, którą tworzymy sami ze sobą. Niektórzy z nas – zwłaszcza ludzie bardzo młodzi – fetują tę relację, chodząc na „randki” samemu ze sobą. Dla niejednej osoby mającej dziś ponad trzydzieści lat określenie „randka ze sobą” brzmi nie tylko jak kompletny paradoks, ale także – trudno znaleźć lepsze określenie – cringe, który jest zarezerwowany dla osób samotnych i sfrustrowanych. Warto jednak mieć na uwadze, że słowo „randka” od pewnego czasu rozszerza swój zakres.

Nieromantyczne randki

Część Polaków posługuje się nim nie tylko do opisywania spotkań o charakterze romantycznym, lecz także wyjścia „jeden na jeden” z przyjacielem, własnym dzieckiem czy nawet potencjalnym przełożonym („randka z karierą”). Do niedawna jednak randką zawsze nazywaliśmy to, co wiązało się ze spotkaniem z drugim człowiekiem – wyjście poza tę zasadę mówi coś ważnego o naszym społeczeństwie i o tym, jaką rangę nadajemy poszczególnym relacjom w swoim życiu. Bez wątpienia obecność w codziennym życiu Polaków elementów kultury terapeutycznej przyczyniła się do tego, że część z nas zrozumiała, iż relacja z własnym „ja” jest istotna dla zachowania zdrowia psychicznego (a nawet – że ona w ogóle istnieje) oraz że zapragnęliśmy „wrócić do siebie”. Zwracanie uwagi na swój dobrostan  – przynajmniej w niektórych formach – weszło do medialnego i lifestyle'owego głównego nurtu. Zwłaszcza przedstawiciele młodszych pokoleń coraz mniej wstydzą się tego, że czasami chcą zrobić coś wyłącznie dla siebie i nie potrzebują towarzystwa znajomych, by spędzić miły wieczór. Dla wielu „zetek” wyjście solo do kawiarni lub nawet samodzielny wyjazd na zorganizowane wczasy nie stanowi powodu do zażenowania, lecz naturalny element życia, w którym można realizować własne pomysły nawet wtedy, gdy nie ma się partnera, znajomi nie mają czasu na wspólne wyjście, a rodzeństwo mieszka na drugim końcu kraju.

Postępujący indywidualizm i normalizacja codziennego funkcjonowania w pojedynkę, połączone z leksykalnym zmianami, doprowadziły do tego, że określenie „randka ze sobą” (zwana też niekiedy metime) stała się dość popularnym sposobem spędzania wolnego czasu zwłaszcza przez młodych dorosłych. Formy tych randek są bardzo zróżnicowane: może to być samotny spacer, udanie się na wykwintny posiłek, ale także trening siłowy (w końcu zdrowie ciała jest ściśle związane z naszym życiem emocjonalnym) czy układanie puzzli przy sojowej świecy. Kluczowym elementem – przynajmniej deklaratywnie – tych spotkań ze sobą jest zadbanie o własne potrzeby, odzyskanie prawa do przyjemności oraz nauka traktowania siebie samego z taką samą czułością, z jaką traktujemy najbliższe naszemu sercu osoby z rodziny czy grupy przyjaciół. Trend randkowania samemu ze sobą przypomina, że w głośnym świecie wiecznie napiętych harmonogramów potrzebujemy zadbać również o spotkanie z często zagłuszaną, wrażliwą częścią siebie. Bez wątpienia niemal wszyscy potrzebujemy chwil, gdy zostajemy sam na sam z własnym umysłem – nawet jeśli nie „kupujemy” określenia „randka ze sobą”, a angielskie nazwy typu metime wywołują w nas irytację. Nazewnictwo ma oczywiście ogromne znaczenie, jednak w przypadku mody na „randkowanie solo” istotny jest przede wszystkim powrót do doceniania tych chwil, które możemy przeznaczyć na refleksję nad własnym życiem, których nie spędzamy na głośnej imprezie i w których wiele możemy, ale niewiele musimy.

Jakościowy czas ze sobą

Randka ze sobą może stanowić także jedno z narzędzi potrzebnych do wykonania diagnozy psychologicznej. Nieumiejętność bycia samemu ze sobą to zjawisko bardzo niepokojące i wydaje się, że w dobie smartfonozy coraz bardziej powszechne. Jeśli ktoś nie potrafi wytrzymać w swoim własnym towarzystwie dwudziestu minut, bo niemal od razu zaczyna odczuwać rozdrażnienie, zalewający smutek albo obsesyjną chęć sięgnięcia po telefon, to często jest to oznaka jakiegoś rodzaju psychopatologii. Chroniczne „uciekanie przed sobą” może iść w parze np. z uzależnieniami, kompulsjami, niektórymi zaburzeniami osobowości czy nawet zespołem stresu pourazowego (PTSD). Trend spędzania czasu sam na sam ze sobą stanowi zatem przypomnienie, że czasami potrzebujemy odłączyć się od nawet najbardziej zgranej rodziny czy grupy znajomych i przyjrzeć się sobie. Jeśli podczas metime zwrócimy również uwagę na to, jakie myśli i uczucia pojawiają się w naszej przestrzeni mentalnej oraz na sygnały płynące z ciała, możemy lepiej zrozumieć siebie i wychwycić ewentualne sygnały świadczące o możliwym zachwianiu emocjonalnej homeostazy.

Nie każdy czas spędzony w pojedynkę można jednak określić mianem randki ze sobą. Wpasowanie się w ten trend wymaga, by tego typu aktywność świadomie celebrować, a najlepiej zaplanować wcześniej – mają to być chwile jakościowe (quality time), dzięki którym poczujemy, że my także – a nie tylko współmałżonek, dzieci czy współpracownicy – jesteśmy ważni w swoim życiu. Wygospodarowanie czasu, w którym chcemy zrobić coś, co zwyczajnie sprawia nam przyjemność, można interpretować jako cenny przejaw szacunku do samego siebie – ale z drugiej strony warto również zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście głównym beneficjentem randki ze sobą jest osoba „randkująca”, czy może jednak korporacje monetyzujące potrzebę relaksu i zwolnienia. W mediach społecznościowych pod hasłami „randka ze sobą”, metime i selfcare znajdziemy zdjęcia ze zwykłych chwil spędzonych z kubkiem herbaty pitej na własnym, małym balkonie w bloku – jednak tego typu niewyjściowe zdjęcia toną w zalewie starannie wystudiowanych obrazków stanowiących (czasami wbrew prawu – nieoznaczoną) reklamę.

Dbaj o siebie, czyli kupuj

Na trendzie randkowania wzbogacić mogą się producenci herbat, mat z kolcami i tych do ćwiczeń, kosmetyków, książek i sprzętów kuchennych (bo czemu by nie zorganizować randki ze sobą polegającej na wracającym do łask robieniem przetworów, do którego „potrzebujemy” tuzina modnych akcesoriów?). Oczywiście to, że ktoś pragnący spędzić czas w towarzystwie siebie samego, dokona zakupu przedmiotu, który może uczynić ten czas przyjemniejszym, nie oznacza, że jego wolność została pochłonięta przez konsumpcjonizm. Jeśli jednak randkowanie ze sobą „wymaga” od nas nieustannego wyposażania się, to nie miejmy złudzeń: nasz metime zamienił się w corporation time. Randkowanie ze sobą oparte na wydawaniu pieniędzy to tragikomiczna parodia ważnej idei dbania o siebie: zakupienie gadżetów do odpoczywania nie tylko nie jest w stanie tego wytchnienia nam zagwarantować, a dodatkowo wpadnięcie w spiralę zakupów po pewnym czasie może skończyć się problemami finansowymi, napięciem, wyrzutami sumienia i… frustrującym zagraceniem przestrzeni, z którym będziemy musieli sobie poradzić, poświęcając na to swój wolny czas.

Istotne jest także to, by podczas planowania czasu w pojedynkę skupić się naprawdę na sobie, a nie na opiniach i reakcjach potencjalnych obserwatorów – innymi słowy, kluczowe jest, aby metime nie był po prostu czasem, który spędzimy ze smartfonem w ręku. Obecnie prawdziwe zadbanie o siebie dla większości z nas oznacza ograniczenie docierających do nas bodźców, zdystansowanie się od mediów społecznościowych i zaprzestanie konsumowania ogromnej ilości treści, które są przecież sprofilowane tak, by wywołać w nas silne emocje. Randka ze sobą nie musi wiązać się ze realizowaniem żadnego konkretnego modnego scenariusza – aby czas dla siebie był owocny, powinien przede wszystkim być poświęcony na to, czego w danej chwili najbardziej potrzebujemy, za czym tęsknimy i na co zazwyczaj brakuje nam przestrzeni. Nie musi ona także być zaplanowana dużo wcześniej, choć oczywiście, jeśli istnieje taka możliwość, to czas dla samego siebie warto uwzględnić przy planowaniu tygodnia lub miesiąca.

Nie można przy tym zapomnieć – co „zdarza się” niektórym coachom i piewcom selfcare – że możliwość częstego randkowania solo stanowi przywilej. Nie zawsze mamy możliwość, aby postawić swoje potrzeby na szczycie listy priorytetów. Rodzice małych dzieci (zwłaszcza w sezonie jesiennego „urodzaju” wirusów), osoby współdzielące wynajmowane pokoje czy wreszcie chorzy, wymagający opieki, mają mniejsze możliwości w zakresie zorganizowania chwil dedykowanych trosce o siebie. Owszem, każdy z nas ich potrzebuje – ale niemożność znalezienia czasu na medytację czy lepienie ceramiki nie musi oznaczać słabej organizacji. Czasami oznacza po prostu wyjątkowo dynamiczny lub trudny etap życia.

Świętowanie izolacji

Być może zabrzmi to banalnie, jednak sądzę, że w dobie epidemii samotności należy o tym nieustająco przypominać: owszem, umiejętność spędzania czasu sam na sam ze sobą i dbanie o relacje z własnym „ja” jest istotne – jednak nigdy nie powinno stanowić alternatywy dla pielęgnowania więzi międzyludzkich. Randki samemu ze sobą mogą pomóc odzyskać lub utrzymać wewnętrzną równowagę i stawać się okazją do przemyślenia najistotniejszych spraw we własnym życiu. Fundowanie sobie samemu drobnych przyjemności, takich jak wyjście na kawę solo czy na spacer nad wijącą się w okolicy rzekę to bardzo ważny element docenienia samego siebie i pracy, którą wykonujemy każdego dnia. Jednak człowiek ukierunkowany wyłącznie na relacje ze sobą i stroniący od innych wchodzi w stan, który określiłabym mianem psychotycznej mizantropii. Takie położenie nie zwiększa dobrostanu, lecz powoduje przewlekłą frustrację. Bez wątpienia potrzebujemy chwil – a nawet godzin – podczas których czujemy, że to nasze potrzeby są najważniejsze, a świat zewnętrzny może poczekać. Nie powinniśmy jednak ulec złudzeniu, że taki układ może stać się „ustawieniem domyślnym” rzeczywistości.

Randki ze sobą nie powinny, a nawet nie mogą stać się lekarstwem na relacyjne niepowodzenia, samotność czy poczucie opuszczenia. Jeśli bowiem nasze relacje z rodziną, przyjaciółmi i kolegami się sypią, a my czujemy, że coraz trudniej przychodzi nam bycie z ludźmi, to swoje kroki powinniśmy skierować do gabinetu terapeutycznego, a nie modnej knajpki. Wyobcowania nie leczy się matchą podaną w filiżance z napisem „self love”, lecz wglądem w świat własnych uczuć i historię własnych więzi oraz próbami – czasem żmudnymi – budowania wystarczająco dobrych relacji z nieidealnymi ludźmi żyjącymi wokół nas. Spędzanie czasu sam na sam ze sobą – niezależnie od tego, czy nazwiemy je „randkowaniem”, „chwilami wytchnienia” czy chillowaniem w pojedynkę – nie musi być oznaką zanurzenia się w izolacji ani stanowić wstępu do sologamii, czyli niepokojącego trendu zawierania „ślubu” z samym sobą. Aby jednak chwile spędzone w towarzystwie siebie samego właściwie spełniały swoją funkcję, niezbędna jest codzienna troska o relacje rodzinne, przyjacielskie i koleżeńskie. Można zatem powiedzieć, że jeśli randki ze sobą są jedynymi, na jakie chodzimy (co oczywiście nie dotyczy np. osób żyjących w celibacie i nielubiących nazywania „randkami” spotkań innych niż romantyczne), to znaczy, że potrzebne jest nam nie tyle więcej czasu dla siebie, ile pielęgnowania relacji. Nikt z nas nie jest w stanie zbudować siebie ani swojego szczęścia w oderwaniu od radości, ale także i frustracji, które wynikają z życia w sieci międzyludzkich więzi.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Randka z samym sobą