W otchłani beznadziei. Czym jest przemoc nihilistyczna

Zamachy nożowników, które w ostatnim czasie wydarzyły się w różnych miejscach Polski, są przerażające nie tylko dlatego, że doprowadziły do krzywdy wielu niewinnych osób. Tym, co mrozi krew w żyłach, jest sama motywacja sprawców, którą z dużym prawdopodobieństwem stanowi niszczenie dla niszczenia.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut

Prawo polskie i międzynarodowe w zdecydowanej większości przypadków piętnuje przemoc. Nasze wewnętrzne kompasy moralne także wskazują, że niszczenie drugiego człowieka jest złem. Niemniej, choć przemoc w większości przypadków potępiamy, to jednak – gdy słyszymy o jej przejawach – jesteśmy w stanie pojąć, co kierowało sprawcą i co stanowiło podłoże niegodziwego działania. Zrozumienie przemocy sprawia, że czujemy się choć odrobinę bezpiecznej w świecie, w którym ten rodzaj zła jest obecny – mieści się on w naszych poznawczych kategoriach, a zatem (choć często złudnie) mamy wrażenie, że jesteśmy w stanie jej uniknąć.

Wbrew instynktowi

Przemoc nihilistyczna – czyli taka, która ma na celu po prostu niszczenie – to z kolei psychologiczne jądro ciemności. Stanowi ona działanie podjęte wbrew instynktowi stadnemu człowieka, a często także wbrew instynktowi samozachowawczemu – zamachy nihilistów nierzadko kończą się bowiem samobójstwem. Ktoś, kto zabija z zazdrości, w celu pomszczenia bliskiego albo dla pieniędzy może wywoływać pogardę, niechęć, a czasem nawet uznanie czy fascynację – ale osoba, która zabija, żeby zabijać, zadaje cios naszej logice pojmowania świata i zasad nim rządzących. Jedną z podstawowych zasad każdej cywilizacji jest uznawanie wartości ludzkiego życia (co oczywiście nie oznacza, że zawsze i wszędzie to życie było i jest odpowiednio chronione i że każda istota ludzka była postrzegana jako mająca te same prawa). Likwidacja ludzi bez żadnego uzasadnienia, bez chęci osiągnięcia czegokolwiek, to pójście w poprzek reguł obecnych w zbiorowej świadomości od tysiącleci.

Przemoc, w której chodzi wyłącznie o destrukcję, nie stanowi oczywiście „nowości”, bo w istocie ludzie od zarania dziejów popełniają zbrodnie z najróżniejszych powodów. Znakiem czasów jest natomiast zwiększone natężenie tego rodzaju aktów. Kiedy podejmujemy próby zrozumienia „standardowych” aktów przemocy, zazwyczaj pytamy o ich motywację. W przypadku nihilistycznego szału możemy raczej pytać o demotywację – czyli o to, co sprawiło, że sprawca tak bardzo nienawidzi świata i samego siebie, że postanawia okaleczyć lub pozbawić życia innych i narazić się na poważne konsekwencje.

Uderzające jest również to, że typowymi sprawcami „przemocy demotywowanej” w Polsce i wielu innych miejscach świata nie są ludzie starsi ani nawet w średnim wieku, którzy „swoje przeżyli”. Sprawcy szkolnych ataków i bezcelowych napaści to w większości ludzie młodzi – uczniowie i osoby wchodzące w dorosłość. Niezrozumienie przyczyn ich działań oraz rozerwanie skojarzenia młodości z witalnością i pasją życia budzi w obserwatorach śmiertelne przerażenie, które przechodzi obecnie w zbiorową panikę moralną. „Zabranie” młodym ludziom internetu, wbrew pomysłom niektórych komentujących, nie stanowi adekwatnego rozwiązania problemu. Owszem, sieć może przyczyniać się do radykalizacji – jednak chwycenie za nóż lub broń palną jest także efektem długotrwałej samotności, tłumionego gniewu i pustki moralnej.

Polscy active killers

Przemoc, którą znamy, zwykle ma jasno sprecyzowany cel: sprawca chce się wzbogacić, depcząc prawo własności innej osoby; dąży do podboju określonych ziem i dlatego najeżdża tereny zamieszkiwane przez rdzenną ludność; chce dokonać zemsty albo wiedzony amokiem bije bądź morduje kogoś, kogo uważa za wroga. Również zabójstwa dokonane w stanie psychozy mają swoją specyficzną logikę: sprawca zbrodni znanej jako „ukrzyżowanie w Starej Słupi” zamordował sąsiada, gdyż był przekonany, że ten jest diabłem, przed którym należy chronić społeczność. Wreszcie, nawet największy atak terrorystyczny w w dziejach, czyli zamach z 11 września 2001 roku, nie stanowił aktu przemocy nihilistycznej, mimo że wiązał się z samobójczą śmiercią sprawców: zamachowcy uważali, że mają „misję” rzucenia wrogiej Ameryki na kolana, a po śmierci jako męczennicy trafią do raju.

Nożownicy, którzy ostatnio atakowali w polskich miastach, a także liczni sprawcy strzelanin np. w szkołach w USA, nie liczą ani na raj, ani na podbój czegokolwiek. Ich celem jest obrócenie w nicość świata, którego zasady jawią im się jako opresyjne. Informacje o aktywnych zabójcach (active killers), którzy podpalają świat z czystej pogardy wobec niego, budzi w nas pierwotny lęk przed unicestwieniem: konfrontujemy się bowiem ze świadomością, że my i nasi bliscy bez żadnej przyczyny nagle możemy zostać „usunięci” przez sfrustrowanego sprawcę. Nie jesteśmy także w stanie odeprzeć (choćby we własnej wyobraźni) ataku poprzez spełnienie żądań albo podporządkowanie się agresorom – bo oni niczego się przecież nie domagają. Dla osoby pogrążanej w nihilistycznej wściekłości niemal nic na świecie nie ma już znaczenia – ani prawo, ani zasady etyczne, ani jego własna przyszłość, którą widzi wyłącznie w czarnych barwach.

Stan umysłu zamachowca tego typu to mieszanka gniewu, poczucia odrzucenia, braku perspektyw oraz przekonania o doświadczanej niesprawiedliwości. Osobie zdrowej może być trudno wyobrazić sobie tak wielki poziom nienawiści do otoczenia – i niewielu z nas tak naprawdę chce taki mindset zrozumieć. Mentalizacja uczuć pogrążonego w mroku człowieka, dla którego nie istnieją już żadne granice, może być emocjonalnie trudna do udźwignięcia. Człowiek może przywołać we własnej wyobraźni obraz wściekłego czy żądnego zemsty samego siebie – jednak wyobrażenie sobie wewnętrznej pustki i bezgranicznego żalu to coś, przed czym instynktownie się wzbraniamy.

Zabójcze poczucie krzywdy

Niewiele tekstów kultury przedstawia zagadnienie nihilistycznej przemocy w przekonujący sposób. Jednym z nich jest z pewnością porażający film Michaela Hanekego Funny games. W tej produkcji dwóch młodych mężczyzn, będących tajemniczymi antybohaterami, przez długi czas torturuje, a w końcu zabija spokojną rodzinę. Mordercom nie chodzi o prosty rabunek, zaspokojenie żądz seksualnych czy zemstę – para przestępców krzywdzi, gdyż ma taką ochotę. Razem z bezbronną rodziną „torturowany” jest oniemiały widz, któremu austriacki wirtuoz kina nie szczędzi dosłownych obrazów przemocy. Możemy jednak przypuszczać, że do dzieła zniszczenia Petera i Paula popchnęło poczucie krzywdy i niesprawiedliwości; na pewno wiemy zaś, że żaden z nich nie wzbogacił się ani nie naprawił swojego wewnętrznego świata poprzez zabicie swoich ofiar. Długotrwały spektakl zła nie doprowadził do żadnej puenty, widz nie otrzymał żadnego wyjaśnienia, co cierpienie małżeństwa w średnim wieku oraz ich psa miałoby zmienić.

Z dzisiejszej perspektywy możemy powiedzieć, że film Hanekego był obrazem proroczym: przemoc nihilistyczna, w której nie chodzi o „naprawę” świata, lecz o jego dewastację, nie stanowi dzisiaj jedynie mrocznej fantazji twórców ani ułamka promila wszystkich działań przemocowych. Środowiskiem, które wręcz  podżega do tego rodzaju aktów, jest manosfera i infelosfera – czyli internetowe przestrzenie skupiające mężczyzn mających poważne trudności w relacjach z kobietami i tych pozostających w „mimowolnym celibacie”.

Jeden z badaczy tego zjawiska zwraca uwagę na fakt, że pseudopsychologiczne teorie rozpowszechnione wśród sfrustrowanych młodych mężczyzn sprzyjają aktom agresji i autoagresji, gdyż młodzi internauci są „karmieni” poczuciem bezsensu własnej egzystencji. „Żadne działania, zmiany społeczno-polityczne, ewentualne regulacje prawne przywracające ≪naturalny porządek rzeczy≫ i męską dominację nie będą i nie mogą być skuteczne; żadne rady, szkolenia, trening technik uwodzenia nie pomogą i nie poprawią losu inceli, albowiem został on określony prawami biologii i genetyki (…) jedyne, co pozostaje, to wściekłość, pragnienie zemsty, przemoc wobec siebie lub innych. Wyjściem może być więc samobójstwo, ale i zamach terrorystyczny w imię incelosfery. ≪Czarna pigułka≫ egzemplifikuje w istocie nihilistyczną rozpacz inceli, uświadamia niezmienność świata, a co za tym idzie, niemożność wyrwania się ze swojego położenia i zmiany istniejących hierarchii” – napisał w artykule Dokąd prowadzi królicza nora? ≪Skrzywdzeni≫  mężczyźni manosfery i przemoc wobec kobiet opublikowanym w „Teorii polityki” dr Paweł Ścigaj.

Praca terapeutyczna i resocjalizacyjna z osobą, która dopuszcza się nihilistycznej przemocy, bywa bardzo trudna – a pierwsza przeszkoda pojawia się już na potencjalnym starcie procesu uzdrawiania. Dla agresywnego nihilisty psychoterapeuta, psychiatra czy pedagog to osoby stanowiące część „opresyjnego” systemu, a zatem wrogowie, z którymi nie ma sensu rozmawiać.

Dostrzec wykluczonych

Obecność nihilistycznej przemocy w społeczeństwie nie oznacza bynajmniej, że powinniśmy zanurzyć się w defetyzmie. Leczenie osób dopuszczających się takich aktów – często pogrążanych w depresji, doświadczających braku miłości i zainteresowania ze strony własnej rodziny – stanowi wyzwanie, ale nie jest niemożliwe. Istotne jest zrozumienie wewnętrznego świata pacjenta oraz wpieranie go w nauce – często powolnej – kompetencji społecznych.

Przemocy tego rodzaju możemy także zapobiegać. Przede wszystkim niezbędne jest zwrócenie uwagi na treści, jakie za sprawą internetu konsumują nasi bliscy. Jeśli ktoś bliski interesuje się bronią, postaciami morderców, przyswaja teorie manosfery i chłonie teksty nawołujące do ekstremizmu, potrzebna jest rozmowa, próba nakłonienia danej osoby do skorzystania z pomocy i – w razie ryzyka agresji – powiadomienie organów ścigania. Oczywiście, potrzebne jest także prawo, które zabraniałoby publikowania w sieci niebezpiecznego contentu, a także promocja tych materiałów, które wykazują potencjał edukacyjny i ochronny.

Jedną z najlepiej zrealizowanych kampanii ukazujących problem przemocy nihilistycznej jest spot przygotowany przez agencję BBDO New York. Co ważne – i niezwykle przejmujące – film powstał na zamówienie organizacji Sandy Hook Promise, stworzonej przez rodziców dzieci, które zginęły w szkolnej strzelaninie. Krótki spot pozornie opowiada o rozwijającym się szkolnym zauroczeniu – w istocie jednak odbiorca jest świadkiem procesu radykalizacji przyszłego agresora, który pojawia się niejako w tle: na jego problemy w relacjach i krwawe zainteresowania zwracamy uwagę dopiero wtedy, gdy historia jest wyświetlana ponownie. Spot oddaje wstydliwą część (nie tylko amerykańskiej) rzeczywistości: nauczyciele czy rówieśnicy częściej zwracają uwagę na to, co dzieje się w życiu uczniów popularnych i „jakoś sobie radzących” niż tych milczących i odrzucanych. Tymczasem to właśnie w ich głowach pojawiają się często budzące grozę antyidee i chęć „pomszczenia” własnych krzywd.

Interwencja i rozmowa z uczniem, który jest wyśmiewany, lekceważony i samotny, chroni więc nie tylko jego samego – choć oczywiście dręczone dziecko w pełni na taką ochronę zasługuje. Obejmując wsparciem wykluczonych, zwiększamy bezpieczeństwo całej społeczności – zapobiegamy bowiem radykalizacji młodego człowieka. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł