Siła miniserialu Dojrzewanie polega między innymi na tym, że skutecznie i szybko pozbawia odbiorców naiwnych złudzeń o rzekomej dziecięcej niewinności. Młodzi i bardzo młodzi ludzie mogą być nie tylko pokrzywdzeni przez przemoc ze strony rodziców, nauczycieli czy rówieśników. Nastolatkowie potrafią również stawać się oprawcami – ta wiedza powinna skłaniać dorosłych do odpowiedzialnego działania.
Troska i dysonans
Wygodnie byłoby nam wierzyć, że dzieci są pozbawione tendencji agresywnych, a ich brutalne zachowania należą do absolutnej rzadkości. Taki sposób myślenia dostarcza nam tego, czego jako ludzie bardzo pożądamy: poczucia kontroli. Jeśli rzeczywiście dzieci byłyby zdolne wyłącznie do miłości i dobra, a nie nienawiści i niszczenia drugiego człowieka, moglibyśmy przyjąć, że jeśli odpowiednio je wychowamy i dostarczymy właściwych wzorców, „otrzymamy” takich dorosłych, jakich chcemy i potrzebujemy w społeczeństwie. Jest to jednak – o czym przypomina Dojrzewanie, które można metaforycznie określić współczesną wersją Białej wstążki Hanekego – wyłącznie życzeniowe myślenie. Już Freud, który oczywiście w swoim myśleniu nierzadko błądził, pisał, iż dziecko przychodzi na świat wyposażone w popęd tanatyczny, czyli impulsy agresji i zniszczenia. Tak, tak: ludzkie dziecko nie jest ani białą kartką, ani też „chodzącym dobrem” – a słusznie obecna w naszej cywilizacji troska o młodych ludzi nie powinna przysłaniać nam świadomości, że dzieci także bywają zdolne do strasznych czynów. Wiedza ta wywołuje w nas trudny do uniesienia dysonans: jak mamy pogodzić postrzeganie dzieci i młodzieży jako osób nieporadnych, potrzebujących opieki z dostrzeganiem w ich zachowaniach elementów destrukcyjnych…? Twórcy Dojrzewania pod tym względem nie mają dla widza litości: w pierwszych ujęciach pierwszego odcinka główny bohater, Jamie, jawi się nam jako chłopiec uroczy i bezbronny wobec policyjnej siły – gdy trzynastolatek widzi uzbrojonego policjanta w swoim pokoju, moczy się w spodnie. Parędziesiąt minut później dowiadujemy się jednak, że ów delikatnej budowy, bojący się pobrania krwi młodzieniec w brutalny sposób zamordował swoją koleżankę. Odbiorca miniserialu doznaje więc uczucia splątania i szoku (zapewne podobnego do tego, który był udziałem rodziców i siostry Jamiego, do których domu szturmem wkroczyła policja), a także mierzy się z pytaniem: unde malum? W jaki sposób tak wielkie zło „znalazło dostęp” do tak młodej osoby? W końcu nawet jeśli oswoimy się z myślą, że dzieci również noszą w sobie pierwiastek destrukcyjny, to jednak takie nasilenie agresji zdarza się w ich wykonaniu bardzo rzadko. Po trzynastolatku spodziewamy się może dręczenia kolegi albo buntu wobec nielubianego nauczyciela, ale nie morderstwa popełnionego w bezpośrednim kontakcie z ofiarą.
Środowisko do remontu
Nie jest tajemnicą, że zdecydowana większość dzieci, które dopuszczają się naprawdę odrażających czynów wobec innych, to osoby, które same doświadczyły różnych form przemocy. Osobowość młodego człowieka, który dopuszcza się ciężkiego pobicia, długotrwałego dręczenia kolegi (tzw. bullyingu), molestowania seksualnego czy wreszcie – jak serialowy Jamie – morderstwa, nie rozwija się harmonijnie. Elementem, który zwykle przyczynia się do zaburzenia rozwoju psychicznego dziecka, jest doświadczenie stresu, który zwykle wynika właśnie z nadużyć na wczesnym etapie rozwoju. Dzieci objęte procesem resocjalizacji w historii swojego życia mają zwykle przemoc fizyczną, psychiczną lub seksualną, zaniedbanie emocjonalne, porzucenie przez opiekuna – albo też same były świadkami przemocy, np. ojca wobec matki. U dziecka w akcie „psychologicznej obrony własnej” uruchamia się wtedy mechanizm identyfikacji projekcyjnej z oprawcą – uczy się ono, że albo jest się bitym, albo bijącym, wobec czego dziecko „wybiera” tę drugą możliwość. W jego mniemaniu taka postawa – bycie silnym, dominującym, budzącym strach człowiekiem – ustawia osobę „po właściwej stronie kija”, a tym samym – gwarantuje bezpieczeństwo. Co więcej, w otoczeniu dzieci doświadczających przemocy bardzo często jest ona na tyle powszechna, że dorastający człowiek nie zdaje sobie sprawy, że istnieją inne sposoby na budowanie więzi międzyludzkich niż poniżanie innych i dążenie do podporządkowania sobie otoczenia. Dla chłopca, który widzi, jak jego ojciec gwałci matkę, i który słyszy, jak dziadek urąga babci, dotykanie ciała koleżanki wbrew jej woli nie jest niczym niezwykłym – ot, po prostu „prawo” silniejszego, „przywilej” prawdziwego mężczyzny. Przemocowe zachowania w wykonaniu dziecka zawsze są dla psychologa czy pedagoga sygnałem, że trzeba przyjrzeć się całej jego rodzinie – poza pracą z samym dzieckiem konieczne jest np. objęcie rodziny nadzorem kuratorskim, podjęcie przez dorosłych sprawców terapii dla sprawców przemocy oraz odpowiedzialność karna sprawców krzywd. „Zabranie” dziecka z pełnego przemocy domu jest szansą nie tylko dla niego samego, ale także dla społeczeństwa: właściwa reedukacja i resocjalizacja dziecka chronią nas przed potencjalnymi aktami przemocy z jego strony, które mogłyby mieć miejsce w ciągu paru miesięcy czy lat.
Nie tylko przemoc domowa
W tym miejscu Czytelnik może poczuć się wprowadzony w błąd: Jamie Miller dorastał przecież w zwyczajnej rodzinie, nic nam nie wiadomo o tym, by jego rodzice czy np. dziadkowie się nad nim znęcali! I tutaj dochodzimy do konstatacji, że chociaż środowisko rodzinne kształtuje człowieka w największym stopniu, to jednak rodzice nie mają „monopolu” na wychowanie swojego dziecka. I tak, czynów przekraczających możliwą do wyobrażenia skalę okrucieństwa czasami dopuszczają się również nastolatkowie, którzy w swoich rodzinach pochodzenia mieli przyzwoite warunki do życia: zarówno serialowy Jamie, wspierany i kochany przez rodziców i siostrę, jak i np. nastoletni sprawcy głośnej zbrodni w Rakowiskach w którymś momencie przekroczyli wszelkie granice. Dlaczego? Zapewne z powodu splotu wielu czynników ryzyka: obecnych elementów narcystyczno-wrogiej lub dyssocjalnej (kiedyś zwanej psychopatyczną) osobowości, wpływu innych osób – zarówno tych działających w internecie, jak i tych z bliskiego, fizycznego otoczenia, a także przeświadczenia o tym, że inni wyrządzają nam krzywdę – Jamie czuł się skrzywdzony przez koleżankę, która mu się podobała, zaś Zuzanna M. z Rakowisk nie mogła znieść tego, że rodzice jej wybranka nie akceptują ich związku. Nie bez znaczenia jest także to, że młodzi mordercy zwykle są w swoich zbrodniczych planach wspierani: Jamie otrzymał nóż od kolegi (jego stwierdzenie, że chodziło tylko o nastraszenie dziewczyny, niewiele tu zmienia), zaś para zabójców z Rakowisk w planowanej wspólnie zbrodni widziała akt cementujący ich relację. Podatność młodych ludzi na wpływ innych – co jest przecież typowe dla okresu dojrzewania – czasami wybiega poza chęć noszenia ubrań i dodatków podobnych do tych wybieranych przez idola. W rzadkich przypadkach przemocowe zachowania młodego (starszego zresztą również) człowieka mogą mieć przyczyny organiczne, np. związane z urazami mózgu lub specyficznymi nowotworami. Najprawdopodobniej nie dowiemy się nigdy, czy i w jaki sposób do zbrodni dokonanych przez będącego na granicy pełnoletności Karola Kota z Krakowa przyczyniła się obecność w jego mózgu rozległego guza. Informacja o chorobie została pozyskana dopiero podczas sekcji zwłok mordercy, na którym – przypomnijmy – wykonano wyrok śmierci.
Kara nie wystarczy
Młody wiek nie stanowi immunitetu – również niepełnoletni sprawca musi ponieść karę za swój czyn. Jest to ważne nie tylko z uwagi na konieczność izolowania sprawcy i społeczną potrzebę sprawiedliwości, której powinno się wówczas uczynić zadość, ale także dlatego, że kara ma – a przynajmniej powinna mieć – charakter wychowawczy i odstraszający. W pełnych przemocy grach i filmach, po które sięgają nierzadko młodzi ludzie, sprawca przemocy często zostaje „bohaterem” – ważne więc, by młodzi ludzie wiedzieli, że w prawdziwym życiu zbrodnia spotyka się z karą. Samo karanie jednak nie wystarczy, by młoda osoba za pewien czas mogła „powrócić” do społeczeństwa. Potrzebna jest jej głęboka praca terapeutyczno-resocjalizacyjna, opieka psychiatry i dostęp do edukacji, dzięki której człowiek ten w odpowiednim czasie będzie mógł podjąć uczciwą pracę zarobkową. Wsparcia potrzebują również bliscy młodocianego sprawcy. Zazwyczaj ze współczuciem spotykają się rodziny ofiar, co jest zupełnie zrozumiałe – chcemy pocieszyć tych, których najbardziej skrzywdzono. Jednak z nie mniejszym cierpieniem (jeśli w ogóle da się to zmierzyć) mierzą się czasami rodzice dziecka, które dopuściło się ciężkiego pobicia, gwałtu czy zabójstwa. Osoby te czyn dziecka przeżywają czasem jako osobistą winę i porażkę (w poruszającej ostatniej sekwencji Dojrzewania ojciec Jamiego przepraszał swojego syna za to, że nie postarał się bardziej), a niekiedy nawet traumę. Rodzice młodego przestępcy potrzebują szybkiej pomocy interwenta kryzysowego i często terapeuty, a nie obwiniania ich za czyny ich dziecka – ocena funkcjonowania środowiska rodzinnego sprawcy to zadanie dla biegłych, a nie sąsiadów i internautów. Ważne jest również to, byśmy rozmawiali z naszymi dziećmi o internecie, o ich ulubionych influencerach i znajomych z portali społecznościowych. Świat internetu jest światem realnym – z czego, niestety, nie do końca zdawali sobie sprawę serialowi państwo Millerowie. Zadaniem rodziców i nauczycieli jest także zwracanie uwagi na niepokojące sygnały, obecne w zachowaniu dziecka (np. nieumiejętność odnalezienia się w grupie rówieśniczej, znęcanie się nad zwierzętami, poszukiwanie autorytetów wśród influencerów prezentujących poglądy ociekające nienawiścią, aktywność w manosferze). Dzieci z zaburzeniami zachowania czy regulacji emocji możemy dzisiaj skutecznie leczyć za pomocą psycho- i farmakoterapii, a także uczestnictwa w treningach umiejętności społecznych. Ważne jest, byśmy nie czekali biernie na to, aż dziecko „zmądrzeje”. Z pewnych problemów dzieci nie wyrastają – narastają w ich natomiast zaburzenia i patologiczne schematy funkcjonowania.
Dziecko, którego problemy w porę zostają zauważone i zrozumiane, ma większą szansę na uniknięcie najpoważniejszych błędów w swoim życiu.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













