Porażka jest naturalnym elementem życia, i to potencjalnie korzystnym dla nas. Jednak najczęściej, doświadczywszy porażki, reagujemy albo starając się o niej jak najszybciej zapomnieć, albo zamartwiając się nią i pogrążając w snuciu potencjalnych alternatywnych scenariuszy: „Gdybym tylko wtedy…”.
Oba podejścia są szkodliwe. Uciekamy od problemu, skazując się na powtarzanie go, albo pozwalamy, by pogłębiał nasze poczucie winy, bezwartościowości, braku kompetencji.
Jak sobie z tym poradzić? Temat ten podjęli liczni psycholodzy i terapeuci, ja dziś chciałabym przybliżyć dwa uzupełniające się podejścia, które wydają się zwyczajnie praktyczne.
Pierwsze opisał Guy Winch w książce Emocjonalne SOS, a drugie wielokrotnie przy różnych okazjach opisuje Nassim Taleb, autor m.in. książki Antykruchość.
Porażka jak przeziębienie
Guy Winch proponuje, by patrzeć na porażkę jak na „emocjonalne przeziębienie”. Jeśli próbujemy wmówić sobie, że jej nie było i nie myśleć o niej wcale, lub właśnie wciąż na nowo przeżywamy, zamartwiając się tym, co mogliśmy zrobić a nie zrobiliśmy, może rozwinąć się w coś znacznie poważniejszego – w stan przewlekłej bezradności, głęboki wstyd, a w skrajnych przypadkach w depresję.
Niepowodzenie może się wydawać po prostu chwilowym dyskomfortem. Jest jednak czymś więcej – zadaje konkretną ranę psychiczną. Uderza w samoocenę i zmienia sposób postrzegania świata. Przestajemy widzieć swoje życiowe cele jako osiągalne, a my sami czujemy się gorsi i mniej kompetentni.
Badania przywoływane przez Wincha pokazują, że osoby po porażce dosłownie inaczej oceniają wyzwania. Sportowcy, którym nie wyszedł rzut, widzą bramkę jako węższą i bardziej odległą, niż jest w rzeczywistości. Poczucie niepowodzenia zniekształca percepcję.
Podobny proces zachodzi w odniesieniu do własnej osoby. Prowadzi to do negatywnego generalizowania. Jedno niezdane kolokwium prowadzi do przekonania: „Jestem głupi, nic z tego nie rozumiem”. Nieudana rozmowa kwalifikacyjna zmienia się w wewnętrzne oskarżenie: „Nic mi nie wychodzi”. Dochodzi do negatywnego uogólnienia, które obejmuje już nie konkretną sytuację porażki, lecz ocenę swojego charakteru.
Takie „morderstwo na własnym charakterze” sprawia, że stajemy się nadwrażliwi na kolejne niepowodzenia. Każde następne potknięcie potwierdza zniekształcony obraz.
Mechanizm bezradności
Porażka podkopuje poczucie sprawczości. Jeżeli uznamy, że jej przyczyną są nasze niezmienne braki, przestajemy próbować. Doświadczamy motywacyjnego paraliżu.
Z kolei brak podejmowania kolejnych prób gwarantuje następne niepowodzenie, w sytuacji gdy jesteśmy zmuszeni do działania, co z kolei interpretujemy jako dowód własnej niezdolności, nie zaś jako konsekwencję wycofania się. Rezultatem jest samospełniające się proroctwo – uznając, że jesteśmy beznadziejni, wszystko, co się wydarza, odczytujemy jako dowód na to.
Typowym przykładem jest osoba poszukująca pracy, która po kolejnych porażkach zwyczajnie przestaje poszukiwać ogłoszeń o rekrutacji, dochodząc do wniosku, że nie nadaje się do niczego.
Samoutrudnianie – subtelny sabotaż
Jeszcze bardziej podstępną reakcją na lęk przed porażką jest mechanizm samoutrudniania. Chroni on nasze ego przed wstydem, lecz odbywa się kosztem sabotowania realnych szans powodzenia.
Jeśli obawiamy się, że niepowodzenie obnaży nasze rzekome braki, nieświadomie tworzymy sobie wymówki, przeszkody. Spóźniamy się na ważne spotkanie, zostawiamy zbyt mało czasu, by przygotować się rzetelnie do egzaminu itp. W razie porażki możemy wówczas wskazać zewnętrzną przyczynę: zmęczenie, brak czasu, trudne okoliczności.
Winch opisuje w swojej książce przypadek Lydii, która sabotowała kolejne rozmowy kwalifikacyjne. W przeddzień spotkania zajmowała się pieczeniem ciastek zamiast przygotowaniem merytorycznym, wdawała się w konflikty, zapominała dokumentów. Każde niepowodzenie utwierdzało ją w przekonaniu o własnej niekompetencji, choć prawdziwy mechanizm pozostawał poza jej świadomością.
Cena takiego sabotażu jest wysoka. Uniemożliwia on uczciwą analizę błędów i realne uczenie się na nich. Rzeczywista przyczyna porażki zostaje ukryta.
Kuracja według Wincha
Winch podkreśla, że użalanie się nad sobą, choć daje chwilową ulgę, nie rozwiązuje problemu. Potrzebna jest dwuetapowa reakcja.
Najpierw konieczne jest wsparcie emocjonalne – uznanie bólu, przeżycie straty, ale z życzliwością wobec siebie, danie sobie czasu, by emocje opadły. Zlekceważony, stłumiony wstyd czy rozczarowanie nie znikają, lecz narastają. Potrzebujemy przeżyć „żałobę” po porażce. Przydatne w tym może być wsparcie drugiego człowieka, który z nami szczerze poempatuje: „Rzeczywiście fatalnie wyszło, wiem jak się czujesz”. Co ważne – to nie powinna być osoba, która będzie nas jeszcze bardziej zawstydzać („A nie mówiłem, ty musisz zawsze wszystko zepsuć”) lub bagatelizować problem („oj tam, oj tam, przecież nic się nie stało, nie histeryzuj”). Chodzi o kogoś, kto szczerze wysłucha, powspółczuje i powie: „rozumiem, co czujesz”.
Kolejnym krokiem jest realistyczna analiza porażki. Najlepiej zrobić to według Wincha w formie pisemnej, bo wtedy łatwiej zachować obiektywizm i unikamy wpadnięcia w pułapkę rozczulania się nad sobą, spychania wszystkiego na kwestię „pecha” i „gdybania”, co by się wydarzyło, gdyby… Należy spisać wnioski płynące z niepowodzenia, czego nas to nauczyło, jaki był obiektywnie wpływ czynników zewnętrznych, a co zrobiliśmy źle my sami.
W historii wielu wynalazców i przedsiębiorców porażki okazywały się etapem koniecznym do sukcesu. Thomas Edison mówił, że nie poniósł porażki, lecz odkrył tysiące sposobów, które nie działają. Upadek pierwszych firm Henry’ego Forda poprzedził stworzenie linii montażowej w kolejnej, której zawdzięcza swój spektakularny sukces rynkowy.
Co ważne – takie spojrzenie nie polega na zaprzeczaniu faktom ani na samousprawiedliwianiu. Jest próbą zobaczenia procesu, nie – jedynie wyniku.
Winch zwraca również uwagę na konieczność odzyskania wpływu poprzez konkretne, realistyczne planowanie. Cele powinny być precyzyjne i podzielone na etapy, które stanowią wyzwanie, lecz nie paraliżują człowieka. Skupienie się na działaniach zależnych od nas – na procesie, nie na rezultacie – przywraca poczucie sprawczości. A zatem końcowy etap to zastanowienie się, co mogę zrobić, by zadziałać lepiej w przyszłości i sformułowanie tego w postaci konkretnego planu typu: „Jeśli się wydarzy to, to mam takie opcje: a, b, c”.
Antykruchość – zmiana perspektywy
Nassim Taleb proponuje jeszcze głębszą zmianę spojrzenia, która może pomóc w lepszej analizie porażek. W jego koncepcji istnieją systemy kruche, które pod wpływem wstrząsu pękają, odporne – które wytrzymują nacisk, oraz antykruche – które dzięki wstrząsom stają się silniejsze.
Przeniesienie tej metafory na życie człowieka oznacza uznanie, że trudne doświadczenia mogą zwiększać naszą zdolność adaptacji. Zamiast rozpamiętywać przeszłość w kategoriach „Gdybym mógł cofnąć czas…”, warto zadać pytanie: czego to doświadczenie mnie nauczyło? Być może konflikt w pracy wyostrzył umiejętność rozpoznawania pierwszych sygnałów napięcia. Być może porażka nauczyła szybszej korekty błędnych decyzji. Taleb proponuje, by zawsze kierowała nami postawa otwartej ciekawości: „Czego mnie to doświadczenie nauczyło? Jakie dobro z niego wyniknęło?”.
Zmiana perspektywy nie unieważnia bólu. Pozwala dostrzec w nim również informację. Taleb zachęca wręcz, by planując jakieś działania dopuszczać małe, odwracalne błędy. Eksperymentowanie w bezpiecznych granicach buduje elastyczność. Działanie i bieżąca korekta rozwijają zdolność radzenia sobie w zmiennych warunkach skuteczniej niż nadmierne planowanie, które zakłada stabilność świata.
Materiał do wzrostu
Porażka może nas osłabić, jeśli pozostanie nieprzepracowana. Może także stać się materiałem do rozwoju, jeżeli zostanie potraktowana adekwatnie, jako pożyteczne doświadczenie życiowe wymagające opatrzenia, analizy i korekty.
Kluczem sukcesu w porażce jest przyjrzenie się mechanizmom, które uruchamiają się w nas po niepowodzeniu, oraz o świadome budowanie postawy, która pozwala uczyć się z własnych błędów.
Dobrze wykorzystana porażka staje się jednym z elementów drogi, która – paradoksalnie – może uczynić nas bardziej sprawczymi i dojrzalszymi niż pasmo łatwych sukcesów.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













