W 1940 r., w pierwszym transporcie ze Śląska do obozu koncentracyjnego w Auschwitz trafił 16-letni Wilhelm Żelazny. Chłopiec pochodził z Chorzowa i został skazany za działalność konspiracyjną. Był młody i silny, toteż niemal od razu Niemcy przydzielili mu funkcję sztubowego. Jego zadaniem było dbać o zachowanie czystości w baraku. Któregoś dnia kontrolujący porządek w barakach hitlerowcy, stwierdziwszy że Wilhelm źle się spisuje jako stróż czystości, połamali mu żebra. Ból był nie do zniesienia, złamania zrastały się opornie, a głód, wyczerpująca praca i ogólne osłabienie organizmu spowodowały dalsze komplikacje: ciężkie, przewlekłe zapalenie płuc. Pomimo to więzień zmuszany był do pracy, jak gdyby był zupełnie zdrowy. Przez pewien czas wytrzymywał, jednak któregoś dnia nastąpił kryzys, załamanie. Zwierzył się jednemu z towarzyszy niedoli, że nie widzi już ani odrobiny sensu w dalszym życiu. – Pójdę na druty – oświadczył na koniec. Jak wiadomo teren obozu otoczony był drutem kolczastym pod wysokim napięciem. Wskutek kontaktu z nim tracili życie nie tylko więźniowie, którzy próbowali uciec, ale i ci, którzy chcieli umrzeć śmiercią samobójczą. Więzień, który wysłuchał Wilhelma, zasugerował mu, by nim rzuci się na owo śmiercionośne ogrodzenie, porozmawiał z pewnym księdzem, franciszkaninem przywiezionym do Auschwitz w 1941 r. Nazywał się Maksymilian Kolbe.
Doszło do rozmowy, a na zakończenie o. Kolbe wyjął ukryty pod pasiakiem mały woreczek i podał go Wilhelmowi. W woreczku był różaniec. – Odmawiaj go codziennie, tak długo, aż twoja rozpacz minie. Kiedy poczujesz się lepiej, oddasz mi go – powiedział. Dodał jeszcze, że miał ten różaniec przy sobie, będąc więźniem na Pawiaku. Był poddany torturom, dlatego różaniec jest trochę uszkodzony. Słowa zakonnika poruszyły młodego więźnia. Mimo że początkowo wątpił w moc modlitwy, codziennie odmawiał Różaniec. Myśli samobójcze pojawiały się coraz rzadziej, wreszcie znikły, za to pojawiła się wola życia, siły do przetrwania. Postanowił odszukać o. Maksymiliana i oddać mu różaniec. Wtedy dowiedział się, że franciszkanin kona w celi śmierci, do której zgłosił się z własnej woli, po to, by ocalić życie innego więźnia.
Odtąd chłopak pilnował różańca jak źrenicy oka. Nie dlatego, by przeczuwał, że kiedyś o. Kolbe zostanie ogłoszony świętym. Po prostu czuł, był pewien, że ksiądz, który uratował go przed samobójstwem, a później oddał życie, by inny mógł zachować swoje, musiał być kimś wyjątkowym, niezwykłym. Tak postępować w piekle Auschwitz mógł tylko anioł. Wiosną 1942 r. Wilhelm został zwolniony z obozu. Z różańcem nie rozstał się aż do lat 90., kiedy przekazał go parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Oświęcimiu.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













