Logo Przewdonik Katolicki

Różaniec z piekła

Aleksandra Polewska
Fot.

Rok Wiary zachęca nas do przypominania postaci świętych. Chlubą diecezji włocławskiej jest m.in. pochodzący ze Zduńskiej Woli o. Maksymilian Maria Kolbe OFM Conv. Beatyfikowany 17 października 1971 r., kanonizowany 10 października 1982 r. Zatem w październiku, miesiącu różańcowym, poznajmy historię relikwii: różańca św. Maksymiliana.

 

 

W 1940 r., w pierwszym transporcie ze Śląska do obozu koncentracyjnego w Auschwitz trafił 16-letni Wilhelm Żelazny. Chłopiec pochodził z Chorzowa i został skazany za działalność konspiracyjną. Był młody i silny, toteż niemal od razu Niemcy przydzielili mu funkcję sztubowego. Jego zadaniem było dbać o zachowanie czystości w baraku. Któregoś dnia kontrolujący porządek w barakach hitlerowcy, stwierdziwszy że Wilhelm źle się spisuje jako  stróż czystości, połamali mu żebra. Ból był nie do zniesienia, złamania zrastały się opornie, a głód, wyczerpująca praca i ogólne osłabienie organizmu spowodowały dalsze komplikacje: ciężkie, przewlekłe zapalenie płuc. Pomimo to więzień zmuszany był do pracy, jak gdyby był zupełnie zdrowy. Przez pewien czas wytrzymywał, jednak któregoś dnia nastąpił kryzys, załamanie. Zwierzył się jednemu z towarzyszy niedoli, że nie widzi już ani odrobiny sensu w dalszym życiu. – Pójdę na druty – oświadczył na koniec. Jak wiadomo teren obozu otoczony był drutem kolczastym pod wysokim napięciem. Wskutek kontaktu z nim tracili życie nie tylko więźniowie, którzy próbowali uciec, ale i ci, którzy chcieli umrzeć śmiercią samobójczą. Więzień, który wysłuchał Wilhelma, zasugerował mu, by nim rzuci się na owo śmiercionośne ogrodzenie, porozmawiał z pewnym księdzem, franciszkaninem przywiezionym  do Auschwitz w 1941 r. Nazywał się Maksymilian Kolbe.

Doszło do rozmowy, a na zakończenie o. Kolbe wyjął ukryty pod pasiakiem mały woreczek i podał go Wilhelmowi. W woreczku był różaniec. – Odmawiaj go codziennie, tak długo, aż twoja rozpacz minie. Kiedy poczujesz się lepiej, oddasz mi go – powiedział. Dodał jeszcze, że miał ten różaniec  przy sobie, będąc więźniem na Pawiaku. Był poddany torturom, dlatego różaniec jest trochę uszkodzony. Słowa zakonnika poruszyły młodego więźnia. Mimo że  początkowo wątpił w moc modlitwy, codziennie odmawiał Różaniec. Myśli samobójcze pojawiały się coraz rzadziej, wreszcie znikły, za to pojawiła się wola życia, siły do przetrwania. Postanowił odszukać o. Maksymiliana i oddać mu różaniec. Wtedy dowiedział się, że franciszkanin kona w celi śmierci, do której zgłosił się z własnej woli, po to, by ocalić życie innego więźnia.

Odtąd chłopak pilnował różańca jak źrenicy oka. Nie dlatego, by przeczuwał, że kiedyś o. Kolbe zostanie ogłoszony świętym. Po prostu czuł, był pewien, że ksiądz, który uratował go przed samobójstwem, a później oddał życie, by inny mógł zachować swoje, musiał być kimś wyjątkowym, niezwykłym. Tak postępować w piekle Auschwitz mógł tylko anioł. Wiosną 1942 r. Wilhelm został zwolniony z obozu. Z różańcem nie rozstał się aż do lat 90., kiedy przekazał go parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Oświęcimiu.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki