Logo Przewdonik Katolicki

Młodzi - są i działają

Aleksandra Polewska
Fot.

Młodzi ludzie w Kościele nie tylko wciąż są, ale i prężnie działają. Ich obecność bywa niekiedy nieco przysłonięta rozmaitymi bieżącymi problemami, jednak w przededniu kolejnych Światowych Dni Młodzieży trudno byłoby o nich zapomnieć. Zważywszy, że młodzi katolicy zapomnieć o sobie nikomu nie pozwolą.

 


 

Mówi się, że dzisiejsi młodzi pozostają w Kościele tylko do chwili zawarcia sakramentu małżeństwa. Potem, ewentualnie, szybko chrzczą dzieci i znów znikają. Sporo w tych słowach prawdy, lecz to tylko jedna strona medalu. W Kościele wciąż są młodzi, także ci mający już własne rodziny, którzy o swych rówieśników „z zewnątrz” gotowi są walczyć jak lwy: modlitwą, postem, ewangelizacją czy własnym świadectwem.

Ostatni weekend maja tysiące młodych z polskich wspólnot neokatechumenalnych spędziło, głosząc Ewangelię na ulicach niemieckich miast i zapraszając osobiście swych niemieckich rówieśników na Światowe Dni Młodzieży do Madrytu.  Nie byli w tej akcji osamotnieni, towarzyszyli im licznie rówieśnicy z innych krajów europejskich. Całej akcji udzielił swego błogosławieństwa sam Benedykt XVI, wyrażając wielką radość z faktu, że ewangelizacja  obejmie właśnie jego rodaków. Niecodzienne to wydarzenie zwieńczyło międzynarodowe Spotkanie Powołaniowe w Düsseldorfie, na które, oprócz inicjatorów Drogi Neokatechumenalnej i kard. Joachima Meisnera, przybyło ok. 30 tys. młodych ewangelizatorów. Do organizacji spotkań zainspirował inicjatorów Drogi w 1984 r. kard. Paul Cordes, obecny również na spotkaniu w Düsseldorfie.

Tego rodzaju spotkania od blisko 30. lat pomagają młodym rozeznawać powołania kapłańskie i zakonne oraz odpowiadać na wezwanie Boga. Trudno dziś zliczyć prezbiterów pracujących w rozmaitych częściach świata, zakonników, zakonnice i osoby świeckie pomagające w misjach ewangelizacyjnych, które swe powołanie odkrywały i ogłaszały na tych właśnie spotkaniach. W czasie spotkania w Düsseldorfie swoją chęć wstąpienia do seminariów duchownych wyraziło ok. 750 młodych mężczyzn, a powołanie do życia konsekrowanego zadeklarowało ok. 500 młodych kobiet.

Następne takie wydarzenie będzie miało miejsce tuż po światowym spotkaniu młodych z Benedyktem XVI w Madrycie. Jednak nim do nich obu dojdzie, Europę zaleje jeszcze jedna, tym razem nieporównywalnie liczniejsza, fala młodych głosicieli Dobrej Nowiny z całego świata. W drodze do Madrytu bowiem młodzi neokatechumeni będą głosić Ewangelię na ulicach wszystkich państw naszego kontynentu. Uczą się już języków swoich przyszłych słuchaczy i z ochotą nadłożą drogi do celu. Nawet o tysiąc i więcej kilometrów.

 

Fabryka młodych ewangelizatorów

Wyraźna obecność młodych jest bez wątpienia bardzo silną stroną wspólnot Drogi Neokatechumenalnej. Fakt ten jest o tyle zdumiewający, że neokatechumenat nie ma w swym statucie najkrótszej nawet wzmianki o osobnym programie dla młodzieży. Członkiem wspólnoty neokatechumenalnej można stać się, ukończywszy 14 lat. Nastolatek  we wspólnocie traktowany jest na równi ze swymi dorosłymi współbraćmi i trudno usłyszeć o przypadkach, w których młody neokatechumen czułby się z tego powodu sfrustrowany czy dyskryminowany. Część młodych członków neokatechumenatu przychodzi do wspólnot wprost z ulicy. Druga część, coraz większa w ostatnich latach, to nastoletnie dzieci rodziców zaangażowanych we wspólnotę, a podkreślić należy, że małżeństwa z Drogi nie boją się dużej liczby dzieci. We wspólnotach nikogo nie dziwi sześcioro, ośmioro, dziesięcioro czy nawet i więcej pociech. Tak więc, z jednej tylko rodziny do wspólnot przy parafii trafia np. siedmioro młodych, nowych członków. Często kilka lat później ci młodzi ludzie zawierają – nierzadko między sobą – małżeństwa i wprowadzają do wspólnot swoje dzieci. 

Droga Neokatechumenalna trafiła do Polski w 1975 r., toteż do wspólnot należą już wnuki najstarszych członków. Neokatechumenat w kwestii swoich młodych braci jest w dużej mierze samonapędzającą się maszyną. Cała tajemnica licznej obecności młodzieży we wspólnotach tkwi przede wszystkim w otwarciu na życie w małżeństwie i przekazywaniu wiary dzieciom. Dzieci zaś, wychowywane w orbicie Słowa Bożego, w sposób naturalny przejmują miłość do Boga, Kościoła i angażują się spontanicznie w szeroko pojmowane dzieło ewangelizacji.  To ostatnie realizuje się m.in. przez zapraszanie rówieśników ze szkoły, podwórka, często również spoza Kościoła.

 

Dziewictwo to nie dziwactwo

Rzeczywistość pokazuje, że młodzież – wbrew temu co się mówi – wcale nie boi się wymagań. Dziś, gdy czystość wśród młodych nie tylko przestała być wartością, ale wręcz stała się czasem czymś kompromitującym wśród rówieśników, a o dziewictwie już gimnazjaliści mawiają, że to dziwactwo, prawdziwym dziełem Opatrzności okazuje się Ruch Czystych Serc.

Pomysł narodził się w połowie lat 90. w Stanach Zjednoczonych w odpowiedzi na coraz bardziej krzykliwą swobodę seksualną i skalę jej konsekwencji. Podstawową zasadą Ruchu jest zobowiązanie młodych do zachowania wstrzemięźliwości seksualnej aż do dnia zawarcia sakramentu małżeństwa. Szacuje się, że w samym tylko USA przystąpiło do niego ok. 4 mln młodych, zapoczątkowując modę na życie w czystości nawet wśród młodzieżowych gwiazd show-biznesu. W Polsce RCS zainicjowało czasopismo „Miłujcie się!”, a przewodzi mu jego redaktor naczelny ks. Mieczysław Piotrowski.

RCS ma swoje oddziały w wielu polskich miastach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Tychach, Kielcach czy Częstochowie. Każdego roku w Polsce przystępuje do niego kilkaset nowych osób. Hasłem przyświecającym ruchowi są słowa Jana Pawła II: „Musicie od siebie wymagać, choćby inni od was nie wymagali”. A wymagania stawiane członkom ruchu należą do dość – jak mawia młodzież – hardcorowych. Zwłaszcza jak na dzisiejsze czasy. Wstrzemięźliwość od seksu przedmałżeńskiego to tylko jedno z wymagań stawianych właścicielom Czystych Serc. Żadnej pornografii, alkoholu, narkotyków, hazardu. Bo czystość to także wolność od nałogów. W ruchu pojawia się wiele osób, które mimo bardzo młodego wieku zdążyły uzależnić się od pornografii, masturbacji czy otrzeć się o seksoholizm. Tutaj swojego problemu nie muszą się wstydzić. Znajdują w RCS zrozumienie, modlitwę, pomoc i wsparcie rówieśników, którzy od nałogów zdołali się uwolnić. Znajdują też przyjaciół i bezcenne doświadczenie, że Bóg jest silniejszy niż uzależnienia, a życie w czystości jest życiem szczęśliwym i spełnionym.

 

Holding duszpasterski i formowanie elit

Mówiąc o młodych w polskim Kościele, nie da się przemilczeć fenomenu tzw. holdingu duszpasterskiego Lednica – Jamna – Hermanice o. Jana Góry, który w czerwcu br. zgromadził pod Żelazną Rybą ponad 80 tys. młodych nie tylko z różnych stron Polski, ale i z zagranicy. Dominikanin podkreśla często swoją miłość i przywiązanie do Jana Pawła II, papieża, który przecież był wspaniałym duszpasterzem młodych. Dziś często podnoszony jest zarzut, że mimo istnienia wielu młodzieżowych grup w Kościele, nie przekłada się to na obecność w nim dojrzałych elit katolickich. Wciąż powraca pytanie, co robić, by owo przełożenie stało się faktem. Historia pokazała, że z duszpasterstwa akademickiego prowadzonego najpierw przez ks. Karola Wojtyłę, a potem pod jego biskupim i kardynalskim okiem, wyrósł chociażby Studencki Komitet Solidarności – jedna z pierwszych opozycyjnych instytucji Krakowa i Polski, której członkowie odegrali bardzo istotną rolę w obalaniu systemu komunistycznego. Ojciec Góra wspomina, że często pytał Ojca Świętego, co ma robić jako duszpasterz. „Nie wiem – odpowiadał Jan Paweł II. – Pytaj Ducha Świętego. Ty pytaj, co masz robić w Poznaniu, a ja będę pytał co robić w Kościele”.

Zapewne to samo doradziłby każdemu, kto pytałby, jak zatrzymać młodych w Kościele i jak formować z nich przyszłe elity.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki