W każdą niedzielę po południu grupa licealistów z Nowego Jorku robi coś, co w świecie nieustannego bycia online wydaje się anachroniczne. Spotykają się na łonie przyrody. Przechodzą razem przez Prospect Park, niosą koce, książki, termosy, gry planszowe, kredki, szkicowniki. Siadają w kręgu, gdy jest ciepło, rozwieszają między drzewami hamaki, czasem siadają na pniach. Rozmawiają. Czytają. Szkicują, grają w planszówki. Najważniejsze jest to, czego nie robią: nie wyciągają smartfonów. Nie sprawdzają powiadomień. Nie nagrywają. Nie dokumentują. Nie wrzucają swoich spotkań na TikToka. Nazwali się Klubem Luddystów.
Nazwa ta ma swoją historię. Ruch luddystów z początku XIX wieku sprzeciwiał się wykorzystaniu maszyn tkackich, które zmieniały sposób pracy i niszczyły dotychczasowy porządek życia. Buntownicy byli rzemieślnikami, tkaczami, ludźmi, którzy uważali, że nowe technologie odbierają im nie tylko źródło utrzymania, ale także sens życia i tożsamość. Niszczyli maszyny, pragnęli cofnąć rewolucję technologiczną. Nazwa pochodzi od (być może tylko mitycznego) przywódcy ruchu Neda Ludda.
Dziś młodzi luddyści nie niszczą maszyn, bo nie widzą w nich samego zła. Jednak zadali sobie pytanie, które jeszcze niedawno uważali za marudzenie „boomersów” nierozumiejących nowych technologii: co rewolucja technologiczna robi z naszym życiem, z naszymi relacjami, z naszą psychiką?
Technologie jak używka
Według danych gromadzonych zarówno w USA, jak w Polsce (np. badania NASK) nastolatki spędzają od sześciu do nawet kilkunastu godzin dziennie przed ekranami. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. W praktyce wiele osób jest online niemal bez przerwy. Nawet gdy nie scrollują, są online: muzyka w słuchawkach jako nieustanny szum tła, film lub podcast puszczony „żeby zabić ciszę”, ekran obecny podczas nauki, jedzenia, odpoczynku. Niektórzy mają wręcz problem, gdy brakuje tego szumu tła i wpadają w panikę skonfrontowani z ciszą. Wielu z nich – szczególnie młodych dorosłych z pokolenia Z, zauważa swoje uwikłanie. I podejmują czasem dość drastyczne próby poradzenia sobie z problemem.
Jednocześnie ogromna część młodych ludzi nie rozumie wpływu technologii na własne funkcjonowanie. Media cyfrowe (społecznościówki, gry, pornografia, a ostatnio też pseudorelacje ze sztuczną inteligencją) stają się mechanizmem radzenia sobie z napięciem, samotnością i lękiem – toksycznym sposobem regulacji nastroju, kolejną używką pozwalającą uciec od trudnej rzeczywistości. Różnica między tym a tradycyjnymi używkami typu alkohol i narkotyki polega na tym, że ten „środek” jest całkowicie znormalizowany i powszechnie dostępny. W skali światowej mówimy o setkach milionów młodych ludzi, którzy używają technologii właśnie jak narkotyku.
Zaczynają widzieć problem
Młodzi sami zaczynają zauważać, że bycie non stop online, z presją, by natychmiast reagować na każde powiadomienie, by być na bieżąco ze wszystkim, niszczy ich.
Kinga, uczennica liceum, z którą rozmawiałam, opisuje technologię jako formę ucieczki od rzeczywistości. Jako sposób, by nie czuć. Jej słowa były proste, a zarazem brutalnie szczere: znieczulasz mózg, nie przetwarzasz emocji, tylko się rozpraszasz. Zamiast przeżywać, zajmujesz się czymkolwiek. Długofalowo oznacza to coraz większą trudność w byciu samemu ze sobą. Nawet przez chwilę.
Kiedy Kinga zdecydowała się zrezygnować z mediów społecznościowych i TikToka, a smartfon zamieniła na „dziadkofon” – telefon z klapką, pierwsze dni były dla niej bardzo trudne. Opisuje intensywną nudę i niepokój, nerwowość, która potem przeszła w ciągłą senność i apatię. To doświadczenie dobrze znane osobom, które nagle rezygnują z ciągłego strumienia bodźców. Cisza, która powinna dać nam odpoczynek, dla mózgu przyzwyczajonego do stałej stymulacji jest czymś obcym. Pojawia się napięcie, potrzeba sięgnięcia po „coś”, co natychmiast przyniesie ulgę.
Wielu nastolatków w tym momencie wraca do smartfona. Dla Kingi ten moment stał się początkiem zmiany. Zaczęła czytać, pisać dziennik, biegać, szyć ubrania i szydełkować. Bardziej zaangażowała się w naukę. Zauważyła, że szkoła przestała być tylko obowiązkiem. Zaczęła ją naprawdę interesować, szczególnie biologia.
Innymi słowy – intuicyjnie odkryła detoks cyfrowy i doświadczyła, jak działa – gdy zabiera się mózgowi szybkie, łatwe nagrody, zaczyna on szukać satysfakcji w działaniach wolniejszych, ale głębszych. Takich, które budują poczucie sensu i sprawczości.
Akcje urlopu od technologii
Opisany na początku Klub Luddystów z Nowego Jorku to przykład trendu, który już dość mocno rozpowszechnił się w USA. Najciekawszą jego cechą jest fakt, że to inicjatywa oddolna samej młodzieży. To oni sami zbuntowali się i chcą doświadczyć życia, jakie było udziałem ich rodziców.
Jednocześnie młodzieńczy sprzeciw bywa radykalny. Ciekawą inicjatywę podjęła influencerka Tiffany Ng – autorka bloga cybercellibate.com („celibat cyfrowy”). Dziewczyna przykuła swój smartfon grubym łańcuchem do ściany, zamieniając go w coś na kształt telefonu stacjonarnego. Potraktowała ten gest jako swoisty eksperyment. Smartfon ciągle noszony w kieszeni czy nawet w ręku uruchamia automatyczne sięganie. Telefon, do którego trzeba podejść, przestaje rządzić uwagą. Sama fizyczna odległość potrafi znacząco zmniejszyć czas spędzany przed ekranem.
Podobną logiką kierują się osoby, które zaczęły tworzyć domowe „landlines” – miejsca, gdzie telefon leży lub wisi i nie towarzyszy właścicielowi przez cały dzień. Badania pokazują, że nawet sama obecność telefonu w zasięgu wzroku obniża zdolność koncentracji. Najlepsze wyniki w zadaniach poznawczych osiągają osoby, których telefon znajduje się w innym pomieszczeniu.
Inny przykład: latem 2025 roku w mediach społecznościowych pojawił się trend „bezsmartfonowych wakacji”. Całkiem sporo influencerów zadeklarowało, że na czas wakacji zamieniają smartfon na prosty telefon z klapką, pozbawiony internetu. Zjawisko to jest warte odnotowania, bo pokazuje, że zmiana jest dla młodych łatwiejsza wtedy, gdy ma formę trendu, daje poczucie tożsamości i wspólnoty. Zakaz narzucony z góry budzi opór. Trend daje poczucie sprawczości i przynależności.
Vintage – więcej niż nostalgia
Drugą, równie ważną warstwą tego zjawiska jest nostalgia, umiłowanie „vintage”. Ponad dwie dekady badań psychologii behawioralnej pokazują, że nostalgia jest realnym zasobem psychicznym. Zwiększa pozytywny nastrój, pogłębia więzi społeczne i wzmacnia poczucie sensu życia. Co istotne, nostalgia nie musi dotyczyć wyłącznie powrotu do i przeżywania na nowo własnych wspomnień. Może przyjmować formę nostalgii historycznej – sentymentu do czasów, których samemu się nie przeżyło.
To właśnie tłumaczy powrót do analogowych doświadczeń: pisania listów, wysyłania kartek, maszyn do pisania, kaligrafii, scrapbookingu czy junk journalingu. Papier wymusza uważność. List nie powstaje w pośpiechu. Trzeba usiąść, pomyśleć, dobrać słowa. Dla wielu osób staje się to formą głębszego kontaktu z drugim człowiekiem i samym sobą – niemal terapeutycznego. A badania pokazują jednocześnie, że pisane odręczne jest autentycznym ratunkiem dla mózgu.
Analizy prowadzone przez zespoły badawcze zajmujące się dobrostanem młodych ludzi wskazują dwa główne motywy tej analogowej fali. Pierwszy dotyczy tożsamości. Młodzi nie kopiują przeszłości, ale ją reinterpretują, mieszają z teraźniejszością, tworząc własny język estetyczny i kulturowy. Drugi dotyczy stabilności. W świecie nieustannej zmiany doświadczenia wolniejsze, namacalne i przewidywalne dają poczucie oparcia, czegoś stałego. W tym kontekście szczególnie wybrzmiewa fakt, że aż 60 proc. przedstawicieli generacji Z deklaruje, iż chciałoby wrócić do czasów sprzed powszechnego „podłączenia do internetu”.
Luddyzm, ale nie do końca
Warto zwrócić uwagę, że nie jest to odrzucenie technologii jako takiej. Ta sama generacja pozostaje otwarta na innowacje. Chodzi raczej o próbę odzyskania równowagi i granic. Co z momentem wkroczenia w nasze życie sztucznej inteligencji jest coraz większym wyzwaniem.
W tym świetle coraz silniejszy sprzeciw budzi idea traktowania sztucznej inteligencji jako „przyjaciela”. Koncepcja technologii, która jest zawsze dostępna, zawsze wspierająca i zawsze potwierdzająca emocje użytkownika, rodzi poważne pytania – jaki to ma na nas wpływ? Relacje międzyludzkie są trudne, wymagają cierpliwości, zdolności do znoszenia różnic, czasem konfliktu i nudy. To właśnie te elementy rozwijają empatię, myślenie krytyczne i zdolność dialogu. Symulowana bliskość nie jest w stanie tego zastąpić. Problem ucieczki od rzeczywistych relacji do relacji z AI stał się przedmiotem badań naukowych, a wyniki są alarmujące, bo pokazują, że „przyjaźń” z AI łatwo staje się kolejnym narzędziem ucieczki od rzeczywistości, pogłębiającym problemy.
Jednak też wśród samej młodzieży pojawia się sprzeciw wobec AI, aczkolwiek dotyczy on pokolenia Z (młodzieży urodzonej między 1995 a 2010), roczników, które zdążyły jeszcze doświadczyć świata sprzed pełnej dominacji algorytmów. Pokolenie Alfa (urodzone po 2010 roku) wchodzi w rzeczywistość ekranową tak wcześnie, że często nie ma języka, by nazwać własny dyskomfort. Są za mali, by zrozumieć problem, wielu z nich cierpi na zaburzenia rozwojowe, a ich rodzice nawet nie dopuszczają do siebie myśli, że być może są one związane z wychowaniem ze smartfonem w ręku od niemowlaka. Dlatego niektórzy badacze określają już pokolenie Alfa pokoleniem straconym.
Jednak dla zetek jest pewna nadzieja. Kluby Luddytów i analogowe trendy nie są, jak ufam, tylko chwilową modą czy ekscentrycznym buntem. Pokazują, że młodzi ludzie nie chcą być bezwolnymi ofiarami technologii. Widzą problem. Czują jego ciężar. I próbują odzyskać kontrolę, czasem nieporadnie, czasem radykalnie, ale coraz bardziej świadomie.
Warto takie trendy nagłaśniać, jednak w inteligentny sposób. Młodzież lubi własne inicjatywy, gdy stają się one elementem jakiegoś programu profilaktycznego, narzucanego na siłę, z którego są rozliczani – tracą zainteresowanie. Dlatego w tym zakresie bardzo liczę na rozsądnych, a zarazem przebojowych młodych ludzi, chcących zainicjować dobre zmiany w swoim otoczeniu. Naprawdę marzy mi się świat, gdzie młodzież z własnej inicjatywy powszechnie spotyka się, by razem poszydełkować, porobić sobie zdjęcia zwykłym aparatem fotograficznym, a smartfony z własnej woli lądują gdzieś głęboko zakopane i zapomniane.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












