Złoty środek sieci

Z dr. Maciejem Dębskim o sposobach korzystania z internetu przez młodzież, korelacjach między światem wirtualnym i realnym i samobójstwach pod wpływem TikToka.
Czyta się kilka minut
fot. Georgijevi/Getty Images, archiwum prywatne
fot. Georgijevi/Getty Images, archiwum prywatne

W jakim momencie społecznej świadomości cyfrowej jesteśmy dziś, w połowie lat 20. XXI wieku w Polsce?

– To, że dziś mamy znacznie więcej technosceptyków niż technoentuzjastów, wynika po części z przekazów docierających do opinii publicznej: informacji o zakazach używania telefonów komórkowych w szkołach, ograniczeniach dotyczących mediów społecznościowych, doniesieniach o pedofilii, patotreściach czy dezinformacji. Mówimy o fonoholizmie, uzależnieniach, braku higieny cyfrowej – w gruncie rzeczy skupiamy się niemal wyłącznie na negatywach. Przeciętny odbiorca mediów informacyjnych i społecznościowych ma poczucie, że w internecie dzieją się rzeczy kompletnie nie do ogarnięcia. Oczywiście, pewne zjawiska rzeczywiście są trudne do opanowania, jednak problem nie leży wyłącznie w negatywnych wynikach badań. Między innymi dlatego nasz najnowszy raport Dobre i złe wiadomości stara się przełamać ten schemat, poszukując pozytywnych aspektów i pokazując, że nie jest tak, że wszyscy są przywiązani do elektroniki, wszyscy kompulsywnie korzystają z nowych technologii, a młodzież funkcjonuje wyłącznie w sieci. Jednak ogólna świadomość rodziców, nauczycieli, a także instytucji publicznych jest dziś znacznie wyższa niż 5–10 lat temu. Sam termin „higiena cyfrowa” został wpisany wprost do podstawowych kierunków polityki oświatowej państwa na lata 2025–2026. Dla niektórych może to wydawać się drobnym gestem, jednak dla mnie jest to istotny przełom – oficjalne uznanie problemu i nadanie mu właściwej rangi. Wzrost świadomości widać również w rosnącym zainteresowaniu szkoleniami. Ostatnie 2–3 lata przyniosły wyraźną zmianę w podejściu szkół, które odchodzą od myślenia, że jedynymi zagrożeniami dla młodzieży są papierosy, alkohol czy narkotyki. Coraz częściej mówi się o uzależnieniach behawioralnych i cyberzaburzeniach. Na szkolenia i debaty otwierają się nie tylko szkoły, lecz także ośrodki pomocy społecznej, instytucje pieczy zastępczej, kuratorzy sądowi czy firmy rodzinne, w których problemem bywa zarówno nadużywanie technologii, jak i relacje międzypokoleniowe.

Jakie są główne stereotypy dotyczące korzystania z internetu przez młodzież?

– Jednym z najczęściej powtarzanych jest przekonanie, że młodzi ludzie już nie wychodzą na zewnątrz i całe dnie spędzają przed komputerem. Funkcjonuje też obraz pokolenia „przyspawanego” do telefonów i internetu, które rzekomo nie prowadzi już żadnego realnego życia. Jest to jednak wyraźne uproszczenie, a wręcz nieprawda. Analizując wyniki raportu Dobre i złe wiadomości, widzimy, że co trzeci uczeń szkół ponadpodstawowych oraz co czwarty uczeń siódmej i ósmej klasy szkoły podstawowej osiąga wysokie wskaźniki kompulsywnego korzystania z internetu. Jednocześnie oznacza to, że zdecydowana większość młodych ludzi korzysta z sieci w sposób mniej lub bardziej kontrolowany, bez cech zachowania zaburzonego. Kolejnym stereotypem jest przekonanie, że wszyscy młodzi korzystają z mediów społecznościowych. Tymczasem istnieje wyraźna grupa – około 10–12 proc. – która w ogóle z nich nie korzysta. Uproszczeniem jest również skupianie się wyłącznie na czasie ekranowym jako kluczowym wskaźniku problemu. Nasze badania pokazują, że oprócz liczby godzin spędzanych w sieci równie istotna jest jakość korzystania z internetu – czyli to, w jaki sposób i w jakim celu młodzi ludzie z niego korzystają. Warto też spojrzeć na stereotypy z drugiej strony. Często osoby z pokolenia dorosłych podkreślają, że nowe technologie mają jednoznacznie negatywny wpływ na zdrowie psychiczne młodzieży. Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona i nie pozwala na tak jednoznaczne wnioski.

Zatem jak określić wpływ sieci na dobrostan psychiczny młodych ludzi?

– Nasze badania pokazują, że wpływ nowych technologii na zdrowie psychiczne młodych osób rzeczywiście istnieje, jednak najczęściej jest on niewielki lub umiarkowany. Teza mówiąca o tym, iż nowe technologie rujnują zdrowie psychiczne, może prowadzić do budowania fałszywej i niesprawiedliwej narracji na temat młodego pokolenia. Z takiego uproszczenia łatwo wyciągnąć wniosek, że internet należy ograniczać lub go zakazywać – a przecież nie o to chodzi. Kluczowe jest coś zupełnie innego: odpowiednie przygotowanie dziecka oraz prowadzenie mądrych rozmów z młodymi ludźmi, tak aby potrafili dostrzegać wartość korzystania z internetu i korzystali z niego w sposób bardziej jakościowy. Rzeczywiście widzimy problem związany z jakością korzystania z sieci, ale nie jest tak, że wszyscy jedynie bezrefleksyjnie scrollują treści i niczego nie tworzą. Jednym z ważniejszych wniosków naszego raportu jest silna zależność pomiędzy aktywnością online i offline. Zebraliśmy dane dotyczące działań w sieci oraz działań podejmowanych poza nią, zestawiliśmy je w pary i przeanalizowaliśmy korelacje. Okazało się, że to, co młodzi ludzie robią w internecie, jest bardzo mocno powiązane z tym, jak funkcjonują poza siecią. Być może więc antidotum na poprawę jakości obecności w internecie jest wzmacnianie jakości życia offline – rozwijanie empatii, zaangażowania społecznego, wolontariatu, kreatywności i działań, które są rozwijające i sensowne. Nastolatek, który jest aktywny i odpowiedzialny poza siecią, najprawdopodobniej będzie taki również w świecie online. Raport nazwaliśmy Dobre i złe wiadomości, odnosząc się do świata online i offline, jednak podkreślamy w nim także, że stereotypem jest myślenie o tych dwóch obszarach jako o odrębnych, nieprzenikających się rzeczywistościach. Współczesne badania pokazują, że to, co dzieje się w świecie wirtualnym, jest dla młodych osób realne. Dzieci i młodzież nie funkcjonują w dwóch osobnych światach – one swobodnie przepływają między różnymi formami swojej codzienności. Granicą bywa jedynie moment sięgnięcia po telefon i uruchomienia internetu, podobnie jak dzieje się to u dorosłych.

W raporcie – co stanowi novum wśród badań dotyczących wpływu nowych technologii na dzieci i młodzież – przedstawili Państwo korelację bycia w sieci i zachowań suicydalnych.

– W części raportu dotyczącej zachowań ryzykownych, w tym suicydalnych, opracowanej przez Halszkę Witkowską, widać wyraźnie, że niemal wszyscy badani uczniowie nie wyszukują samodzielnie treści związanych z samookaleczeniem czy samobójstwem, a mimo to 39–45 proc. uczniów siódmych i trzecich klas otrzymuje takie treści w sposób automatyczny. To przekłada się na bardzo konkretne sytuacje – na przykład podczas szkoleń rodzice mówią, że ich dziecko „tylko przegląda TikToka”. Gdy jednak zapytać, czy treści, które dziecko tam widzi, są jego świadomym wyborem, wielu rodziców odpowiada twierdząco. Jest to przejaw pewnego mitycznego myślenia o internecie. Tymczasem wiemy, że algorytmy platform cyfrowych, na podstawie wcześniejszych zachowań użytkowników – takich jak wyszukiwane treści, czas spędzony na danej informacji, reakcje, komentarze czy publikowane materiały – tworzą swoistą „cyfrową wizytówkę” każdego użytkownika. Ta cyfrowa wizytówka ma ogromne znaczenie. Jeśli nawet dziecko bez kryzysu psychicznego regularnie otrzymuje treści romantyzujące samobójstwo czy samookaleczenie, jest to już sygnał ostrzegawczy. Natomiast w sytuacji, gdy młoda osoba znajduje się w kryzysie psychicznym, ma za sobą próbę samobójczą lub myśli o samouszkodzeniu, a takie treści pojawiają się bez jej aktywnego poszukiwania – stanowi to poważne zagrożenie.

Niektórzy rodzice, i nie jest to wcale rzadka praktyka, decydują się na zupełne pozbawienie dziecka dostępu do internetu.

– Funkcjonowanie wyłącznie w trybie offline może prowadzić do wykluczenia cyfrowego. Bardzo często rodzice podczas zajęć, które prowadzimy w ramach naszej fundacji, pytają: „Jestem rodzicem, który zakazuje korzystania z technologii – moje dziecko ich nie ma. Ale kiedy właściwie powinno je dostać? Bo czuję, że zaczyna tracić, bo inni już mają”. Myślę, że skrajności są tu szczególnie niebezpieczne. Jeśli w domu panuje zasada „hulaj dusza” – o każdej porze dnia i nocy można korzystać z technologii, bez zasad i kontroli – to jest jedna skrajność, w którą nie powinniśmy iść. Z drugiej strony mamy cyfrowy „zamordyzm”: „do osiemnastki żadnego smartfona, a jak ci się nie podoba, to możesz się wyprowadzić”. To również skrajność, równie problematyczna. Wszystko, co opiera się wyłącznie na trybie online albo wyłącznie offline, jest – moim zdaniem – zagrożeniem. Odpowiedzialność cyfrowa polega na umiejętności życia w równowadze. Tym bardziej trudno całkowicie wykluczać dzieci i młodzież z sieci, skoro większość usług społecznych i publicznych przenosi się dziś do świata cyfrowego, chociażby w formie nowych wersji aplikacji czy mObywatel Junior. Oczywiście, jeśli w domu występuje poważny problem nadużywania technologii, czasem konieczne są radykalne kroki. To trochę jak w rodzinie z problemem alkoholowym – jeśli w domu alkoholika jest alkohol, problem nigdy nie zostanie rozwiązany. Jednak w większości przypadków kluczowe jest szukanie balansu. Równowaga oznacza na przykład to, że rodzice wspólnie z dziećmi grają w gry cyfrowe albo że role w procesie edukacji się odwracają i to dzieci uczą rodziców nowych technologii. W takiej sytuacji rodzice mogą dowiedzieć się bardzo wiele, a dziecko – gdy staje się nauczycielem i jest uważnie słuchane – zaczyna czuć się ważne i docenione. Przykładem takiego przemocowego rozwiązania może być szkolny statut wprowadzający zakaz korzystania z telefonów komórkowych bez udziału uczniów czy Rady Rodziców w procesie decyzyjnym. Jeśli Rada Pedagogiczna zmienia zasady bez konsultacji z zainteresowanymi, jest to zmiana narzucona, a nie wspólnie wypracowana. Są rodzice, którym najbliższe jest podejście pośrednie. Sam lokuję się właśnie pośrodku, choć jest to zdecydowanie najtrudniejsza droga. Zarządzanie nowymi technologiami w szkole jest znacznie trudniejsze niż wprowadzenie całkowitego zakazu albo pełnej dowolności.

Czy młodzież wchodzi w świat internetu już z określonym nastawieniem i skłonnością do patotreści, czy takie postawy kształtują się dopiero w sieci?

– Wydaje się, że możliwe są oba scenariusze – wszystko zależy od kondycji psychofizycznej młodego człowieka, a przede wszystkim od jakości jego relacji z innymi. Jestem natomiast zdecydowanym przeciwnikiem uproszczonego myślenia, że dziecko spędza dużo czasu w internecie wyłącznie dlatego, że ma złe relacje z rodzicami, czuje się samotne lub „ucieka” do sieci, bo zawiodło je życie offline. Oczywiście takie sytuacje się zdarzają, ale nie wyczerpują one całego obrazu. Nadużywanie nowych technologii może być zarówno przyczyną różnych trudności, jak i ich skutkiem. W naszych badaniach nie próbowaliśmy jednoznacznie określić kierunku tych zależności, ponieważ na podstawie uzyskanych wyników nie da się stwierdzić, co było przyczyną, a co skutkiem. Wiemy natomiast, że korzystanie z internetu i nowych technologii jest wypadkową wielu czynników. Może zależeć od motywacji i intencji nastolatka, wpływu grupy rówieśniczej, wcześniejszych doświadczeń czy poziomu kompetencji cyfrowych. Ogromny wpływ na sposób używania technologii ma również system wartości. Takie cechy jak empatia, altruizm, asertywność, prawdomówność, szczerość, szacunek czy dbałość o kulturę języka wprost przekładają się na to, jak nastolatek funkcjonuje w przestrzeni cyfrowej. I tu pojawia się zasadniczy problem. Jeśli naprawdę chcemy zadbać o zdrowie psychiczne młodzieży, samo mówienie o hejcie czy asertywności nie wystarczy – choć oczywiście jest potrzebne. Tę wiedzę nastolatkowie mogą dziś zdobyć niemal wszędzie. Rolą rodziców jest przede wszystkim budowanie odporności psychicznej dziecka: bycie blisko, rozmowa, uważność i towarzyszenie. Rodzic powinien być dla nastolatka kimś w rodzaju przewodnika czy zaufanego dorosłego, a nawet – w pewnym sensie – przyjacielem, nie zapominając jednak o swojej roli rodzica, o wzajemnym szacunku i jasno określonych granicach w relacji.

Główną myślą raportu Cyfrowe Mosty, który Pana fundacja przygotowała, jest zachęta dla rodziców, aby byli przewodnikami dziecka w sieci. O ile w przypadku małych dzieci jest to możliwe do wyobrażenia, o tyle w przypadku nastolatków wydaje się idee fixe…

– Rzeczywiście badania pokazują, że im starsza młodzież, tym trudniejsze staje się wychowanie cyfrowe. W przypadku 16–17-latków, stojących u progu dorosłości, próby nagłego kształtowania nawyków cyfrowych przez rodziców są często mało skuteczne. Dlatego edukację warto zaczynać jak najwcześniej – nawet jeszcze przed narodzinami dziecka. Już wtedy dzieci funkcjonują w sieci poprzez zdjęcia USG czy pierwsze relacje publikowane przez rodziców. We wczesnym dzieciństwie kluczowe są: naśladowanie dorosłych, uważność rodzicielska oraz budowanie atrakcyjnych alternatyw dla świata cyfrowego. Ograniczenie urządzeń ekranowych w pierwszych latach życia sprzyja prawidłowemu rozwojowi mózgu i jest stosunkowo łatwe, o ile rodzice są świadomi biologicznych mechanizmów oraz własnego wpływu. Problem pojawia się wtedy, gdy dorośli sami nie przestrzegają zasad, które narzucają dzieciom. Z perspektywy lat pracy: najważniejszą rolę w edukacji cyfrowej odgrywa rodzic – szczególnie wtedy, gdy dziecko jest jeszcze małe. W tym okresie możliwe jest realne kształtowanie nawyków i postaw. W przypadku nastolatków sytuacja jest znacznie trudniejsza ze względu na silny wpływ rówieśników, kryzys autorytetu, dojrzewanie, stres szkolny i obniżony nastrój. W takich warunkach rozmowy o higienie cyfrowej bywają odbierane jako dodatkowa presja. Najskuteczniejsze pozostają: własny przykład rodzica oraz wspólne poszukiwanie atrakcyjnych form spędzania czasu poza siecią – najlepiej powiązanych z zainteresowaniami młodej osoby. Wraz z wiekiem sposób korzystania z technologii zwykle się racjonalizuje, na co wpływ mają również szkoła i sensowne projekty realizowane z użyciem narzędzi cyfrowych. Badania pokazują, że przejście od samego zakazywania do wykorzystywania technologii w wartościowy sposób poprawia jakość korzystania z nich. Choć zmiana utrwalonych nawyków jest trudna, praca z młodzieżą jest możliwa – wymaga jednak więcej czasu, cierpliwości i konsekwencji.

Jak nauczyć dzieci i młodzież wydobywać dobry potencjał z wirtualnego świata, jednocześnie chroniąc młode pokolenia przed zasadzkami szkodliwych algorytmów i innych zagrożeń cyfrowych?

– Należy przede wszystkim budować alternatywę i świadomą ścieżkę funkcjonowania wobec dominującego technologicznego mainstreamu. Rozwój nowych technologii i big techów z pewnością nie zwolni – aplikacje będą coraz bardziej zaawansowane, dostępne i absorbujące uwagę, a część osób naturalnie w ten nurt wejdzie. Jednocześnie coraz wyraźniej dostrzegamy zmęczenie ekranowe i potrzebę równowagi. Jeśli chcemy iść alternatywną drogą, musimy zmienić podejście filozoficzne do korzystania z technologii. Pomocna może być koncepcja cyfrowego minimalizmu, opisana m.in. przez Cala Newporta. Nie zakłada ona rezygnacji z nowych technologii, lecz świadome korzystanie z nich – skupienie czasu online na niewielkiej liczbie starannie wybranych działań, które realnie nas wspierają, oraz świadomą, „radosną” rezygnację z reszty. Coraz więcej osób szuka dziś innych form aktywności: kontaktu z naturą, wyjazdów kamperem, bushcraftu czy czasu offline. To wyraźny sygnał, że nie chcemy bezrefleksyjnie poddawać się cyfrowemu nurtowi. Takie przestrzenie trzeba wspierać i rozwijać – zwłaszcza jeśli chcemy, aby dzieci i młodzież spędzały więcej czasu poza siecią. To nie jest tak, że dzieci nie chcą wychodzić z domu – gdy powstają atrakcyjne miejsca i warunki, chętnie z nich korzystają. Dlatego zamiast bezradnie uznawać, że „tak już jest”, warto budować świadomość, zdrowe nawyki i realne alternatywy. Kluczowe znaczenie mają podstawy dobrostanu: sen, odżywianie, odpoczynek – również odpoczynek bez ekranów. Świadome kontrolowanie sposobu korzystania z technologii jest dziś koniecznością, zwłaszcza że wiele narzędzi cyfrowych projektowanych jest tak, by maksymalnie przyciągać i zatrzymywać naszą uwagę.


MACIEJ DĘBSKI

Założyciel i prezes fundacji Dbam o Mój Zasięg, socjolog problemów społecznych, wykładowca akademicki zatrudniony w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego, edukator społeczny, ekspert w realizacji badań naukowych, ekspert Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Weronika Frąckiewicz
frackiewicz@swietywojciech.pl

Artykuł pochodzi z numeru 1/2026