Duszpasterstwa dla obcokrajowców: przestrzeń relacji

Polska zmienia swoją strukturę społeczną. Coraz większa reprezentacja ludzi różnych narodowości i kultur stawia przed polskimi świeckimi i duchownymi nowe wyzwania w budowaniu wspólnoty i otwartości na drugiego człowieka.
Czyta się kilka minut
fot. Iwona Szablewska
fot. Iwona Szablewska

Statystyki z początku 2026 roku podają, że w Polsce mieszka od 2,5 do nawet 3,5–4 mln cudzoziemców. Jakkolwiek liczby te zdają się abstrakcyjnymi, w praktyce to kilka milionów twarzy, historii, wyborów, dylematów, motywacji do opuszczenia kraju urodzenia, tęsknot, smutków i radości, pragnień i nadziei. Szufladkujemy, wkładamy w ramy, podpieramy się stereotypami w ocenach motywacji przyjazdu, ale chociażby nasz wysiłek był ogromny, nigdy nie doświadczymy tego, co czują osoby przybywające do obcej dla nich Polski. Jeśli nie będziemy próbowali wejść z nimi w relację, zawsze pozostaną dla nas tylko statystykami, wykorzystywanymi w walkach politycznych, debatach publicznych czy teoretycznych dyskursach. Historia naszego kraju wyraźnie pokazuje, że wielokrotnie, na skalę masową, to my byliśmy tymi, którzy opuszczali swój kraj i wyruszali za granicę w poszukiwaniu nadziei na lepszą przyszłość. W wielu ośrodkach emigracyjnych to Kościół był – poza pracą – centrum życia naszych rodaków. Niemcy, USA, Wielka Brytania czy Francja to kraje, w których Polonia najliczniej gromadziła się wokół duszpasterstw. Nierzadko kapelanami byli Polacy, co przy ówczesnych statystykach powołań w naszym kraju nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Dziś, dzięki zmianie sytuacji gospodarczo-społecznej, to nasz kraj stanowi destynację dla wielu imigrantów. Kościół w Polsce ma szansę stać się trendsetterem troski o nich i budowania z nimi relacji.

Pod figurą

W ostatnich latach do Świebodzina na ziemi lubuskiej przybywa coraz więcej obcokrajowców szukających pracy. Około 2014 roku byli to głównie Ukraińcy, dziś także Hindusi, Filipińczycy oraz liczna grupa osób z Ameryki Południowej, między innymi z Kolumbii i Gwatemali. To efekt rozwoju wielkich centrów logistycznych i hal produkcyjnych, które potrzebują coraz większej liczby pracowników. – Kilka lat temu, mniej więcej w 2021 roku, była tutaj niewielka grupa osób z Ameryki Południowej. Odprawiłem dla nich kilka mszy świętych, ale później kontakt się urwał. Wielu z nich traktowało Polskę jako przystanek w drodze na Zachód i nawet nie wiedziało wcześniej, że właśnie tutaj trafią – opowiada ks. Dariusz Wołczecki, rezydent z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie i duszpasterz „Misión Latina”. Od października 2024 msze święte dla hiszpańskojęzycznych mieszkańców Świebodzina odprawiał ks. Mirosław Żadziłko, wieloletni misjonarz w Argentynie. – Od lutego 2025 roku zaprosił mnie do współpracy i ostatecznie mieszkając na miejscu, zająłem się tym duszpasterstwem. Na początku przychodziło około dwudziestu osób. Później, po przeniesieniu spotkań z Kościoła Matki Bożej Królowej Polski do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, frekwencja nagle spadła i pewnego razu pojawiły się tylko trzy osoby. Nie wiedziałem wtedy, co się stało – wspomina ks. Wołczecki.

Do skutku

We wrześniu ubiegłego roku ks. Darek spróbował zgromadzić wspólnotę jeszcze raz. – Nie byłem pewien, czy ludzie nadal będą przychodzić, ale ponownie zgromadziło się około trzydziestu osób. Zapytałem ich wtedy, czy chcą spotykać się co dwa miesiące czy co miesiąc. Odpowiedzieli jednogłośnie, że co miesiąc. Wyjaśnili też, że wcześniejsza niska frekwencja wynikała głównie z pracy zmianowej, wielu z nich pracuje w systemie trzyzmianowym i trudno im dopasować terminy. Nie wszyscy orientowali się również, gdzie znajduje się nowy kościół, mimo wcześniejszych ogłoszeń – opowiada ks. Darek. – Od września msze święte odbywają się regularnie raz w miesiącu. W grudniu zorganizowaliśmy wspólną wigilię. Było ponad trzydzieści osób. Spotkanie miało bardzo rodzinny charakter. W lutym zaproponowałem, aby oprócz mszy zrobić także dłuższe spotkanie integracyjne. Wcześniej po liturgii wszyscy szybko wracali do domów, jedni jechali do Zielonej Góry, inni do Szczańca pod Świebodzinem, więc nie było czasu na rozmowę. Ustaliliśmy więc, że 3 maja zorganizujemy wspólną majówkę i grilla, bo tego dnia większość z nich miała wolne od pracy – opowiada.

Ksiądz Darek często jest jedyną osobą, która pomaga hiszpańskojęzycznym mieszkańcom Świebodzina i okolic w skomplikowanych kontaktach z urzędami czy lekarzami. – Załatwianie spraw urzędowych wymaga sporo czasu, ale dzięki temu mogłem ich lepiej poznać. Nie tylko z pozycji bycia po dwóch różnych stronach ołtarza – wyjaśnia duszpasterz. – Rozmawialiśmy o tym, skąd pochodzą, jak długo są w Polsce i dlaczego wybrali właśnie ten kraj. Pytałem ich czasem, dlaczego nie wyjechali do Hiszpanii, skoro znają język. Odpowiadali najczęściej, że Polska wydaje im się krajem bezpiecznym, czystym i przyjaznym dla ludzi. Wiele razy słyszałem podobne odpowiedzi – dodaje.

List do biskupa

– Miesiąc przed spotkaniem majowym zapytałem ich wprost, czy planują zostać tutaj na dłużej i czy chcieliby, aby to duszpasterstwo miało bardziej trwały charakter. Zorientowałem się bowiem, że w naszym województwie jest znacznie więcej osób z Ameryki Łacińskiej, niż wcześniej przypuszczałem. Oczywiście nie wszyscy będą zainteresowani życiem religijnym, ale dla tych, którzy chcą, warto stworzyć coś stałego. Wspólnie przygotowaliśmy list do biskupa diecezjalnego Tadeusza Lityńskiego. Opisaliśmy w nim sytuację tej wspólnoty i poprosiliśmy o ustanowienie stałej misji duszpasterskiej dla Latynosów,  podobnej do tych, które przez lata funkcjonowały dla Polaków na emigracji jako Polskie Misje Katolickie. Założyliśmy również profil na Facebooku Misión Latina Świebodzin. Można tam znaleźć informację o wszystkich aktualnych wydarzeniach, które organizujemy. Może to być także przestrzeń zawiązywania relacji – wyjaśnia ks. Darek.

Różnorodnie

Na majówkę 3 maja przyjechało już ponad siedemdziesiąt osób, czyli dwa razy więcej niż wcześniej. Niektórzy przyjechali nawet z Polkowic czy z okolic Międzychodu. Razem ze świebodzińskimi parafianami zgromadziło się około stu osób. – I właściwie w tym momencie mam poczucie, że to duszpasterstwo zaczyna się realnie rozwijać. Współpracujemy już z Centrami Integracji Cudzoziemców, które mogą pomóc tym ludziom w wielu sprawach, za które wcześniej często musieli płacić pośrednikom czy agencjom pracy. W lipcu przedstawiciele Centrum Integracji oraz Caritasu przyjadą do nas, aby przeprowadzić całodniowe szkolenie dotyczące kultury, integracji i podstawowych spraw ważnych dla cudzoziemców żyjących w Polsce. Mam też pomysł, żeby po wakacjach rozwinąć tę działalność na większą skalę. Trzeba docierać do tych ludzi, odnajdywać ich, informować o możliwości udziału w duszpasterstwie, a być może także dojeżdżać do miejsc, gdzie mieszkają i pracują. Chciałbym, aby każda msza święta była połączona ze spotkaniem z kimś, kto może im realnie pomóc – dodaje ks. Darek.

Zasłyszane dobro

W linii prostej z Kolumbii do Polski jest około 10 tys. km. Taki dystans ponad dwa lata temu pokonali Catalina i Camilo, podróżując motywowani nadzieją na lepszą przyszłość. Za pośrednictwem agencji pracy trafili do Świebodzina, który oprócz tego, że Latynosom może przywodzić na myśl Brazylię ze względu na olbrzymią figurę Chrystusa Króla, słynie z licznych zakładów pracy, dających zatrudnienie nie tylko lokalnym mieszkańcom, ale i obcokrajowcom. – W Kolumbii pracowałam jako pomoc w szpitalu, ale moje zarobki były bardzo niskie. Kiedy Camilo zaproponował mi, żebym wyjechała z nim do innego kraju w poszukiwaniu lepszych możliwości, długo się nie zastanawiałam. Nie wyobrażałam sobie, że mielibyśmy się rozdzielić – opowiada Catalina.

O Polsce słyszeli dobre opinie. – Chciałem przyjechać do kraju, w którym mógłbym legalnie pracować i żyć bez obaw o deportację. Nie chciałem przebywać nielegalnie ani pracować bez odpowiednich dokumentów. Zauważyłem, że w Polsce osoby pracujące legalnie i posiadające wymaganą dokumentację mogą po pewnym czasie rozpocząć proces legalizacji pobytu i ubiegać się o kartę pobytu, zazwyczaj po około 1–3 latach. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się przyjechać do Polski. Na początku przyjechaliśmy do Świebodzina, ale nasza umowa o pracę trwała około 1,5 roku. Po zakończeniu kontraktu przeprowadziliśmy się do Zielonej Góry i rozpoczęliśmy pracę w nowej firmie – opowiada Camilo.

Bariery

W Świebodzinie pracowali głównie z Ukraińcami, dlatego nauka języka polskiego nie była czymś naturalnym. To główna przyczyna tego, dlaczego po polsku znają zaledwie kilka słów i sformułowań. Po przeprowadzce do Zielonej Góry ich współpracownikami są w większości Polacy, więc motywacja do nauki języka zdecydowanie wzrosła. – Ksiądz Darek nawiązał kontakt z Centrum Integracji Cudzoziemców i już wkrótce dzięki temu będziemy rozpoczynać kurs polskiego. Wiążemy z nim duże nadzieje, ponieważ brak znajomości języka w dużej mierze przyczynia się do tego, że trudno nam nawiązywać relacje z ludźmi. Polacy, z którymi pracujemy, są dla nas życzliwi i cierpliwi, ale niestety nie jesteśmy w stanie prowadzić żadnych głębszych rozmów, które pomogłyby zbudować bliskość – wyjaśnia Camilo.

– Dużym problemem są wszelkie wizyty u lekarza. Bardzo się nimi stresuję, bo nie jestem w stanie zrozumieć tego, co lekarz mi chce przekazać, a nie ma tłumaczy. Mimo że mieszkamy w Zielonej Górze, do lekarza rodzinnego jeżdżę do oddalonego 40 km Świebodzina, ponieważ tam jest tłumacz, który pomaga mi podczas wizyt – tłumaczy Catalina.

Po swojemu

Catalina i Camilo są katolikami i w Kolumbii uczestniczyli w życiu Kościoła. Przyjazd do Polski był dużym przeskokiem w ich życiu duchowym. Nie tylko oddalili się od kolumbijskiej wspólnoty, w której sposób przeżywania liturgii różni się w pewnym stopniu od tego, w jaki sposób celebruje się msze w Polsce. Bariera językowa sprawiała, że kontakt z Bogiem w wymiarze wspólnotowym był utrudniony. Msze św. po hiszpańsku odprawiane w Świebodzinie zmieniły dużo w ich codzienności. – Tak jak wspominałam, jesteśmy osobami bardzo wierzącymi, dlatego ważne było dla nas znalezienie miejsca, w którym moglibyśmy ponownie poczuć obecność Boga i duchowe wsparcie. Trudno jest uczestniczyć we mszy lub wspólnocie, kiedy nie rozumie się języka. Człowiek stara się angażować, modlić i śpiewać, ale to nie jest to samo, co możliwość przeżywania wiary w swoim własnym języku.

Możliwość modlitwy, dziękowania Bogu i słuchania słowa Bożego w swoim ojczystym języku daje nam poczucie bliskości i spokoju. Dzięki temu czujemy się bardzo dobrze i odzyskujemy wiele siły oraz energii duchowej – wyjaśnia Catalina.

Bliskość 

– To wspaniałe móc spotykać się z innymi ludźmi, ponieważ na co dzień każdy jest skupiony na swojej pracy, obowiązkach, projektach i własnych celach. Czuję, że podczas spotkań oraz rozmów organizowanych przez ks. Darka po zakończeniu mszy można naprawdę porozmawiać z innymi osobami, nawet z tymi, których wcześniej się nie znało. Możemy rozmawiać na różne tematy, wymieniać się opiniami i pomysłami. To daje poczucie bliskości i wspólnoty. Czujemy się tam bardzo dobrze, ponieważ ludzie z Ameryki Łacińskiej są bardzo zjednoczeni i dla nas niezwykle ważne jest, aby czuć ciepło, wsparcie i więź z innymi ludźmi – wyjaśnia Camilo.

„Misión Latina” to dla Cataliny i Camilo nie tylko wsparcie duchowe. – Od czasu naszego przyjazdu do Polski nie spotkaliśmy się z tak dużą pomocą i wsparciem, jakie okazuje nam ks. Darek. Nigdy wcześniej nie czuliśmy takiego zaufania i pewności, że możemy zwrócić się do kogoś z każdym problemem czy potrzebą. Zawsze możemy z nim porozmawiać i poprosić o pomoc, niezależnie od tego, czy chodziło o dokumenty, trudności związane z językiem polskim, czy różne sytuacje życiowe, których doświadczaliśmy. Ksiądz Darek od samego początku był gotowy, aby nas wspierać, słuchać i pomagać nam w każdej sytuacji – opowiada Camilo.

Różnorodni

Obecnie w Polsce działa około trzydziestu duszpasterstw dedykowanych migrantom i uchodźcom. Werbistowskie Centrum Migranta Fu Shenfu wspiera Wietnamczyków, którzy osiedlili się w Polsce. Działania Fu Shenfu to nie tylko opieka duchowa i sprawowane sakramenty, ale również nauka języka polskiego, nauka języka wietnamskiego dla dzieci Wietnamczyków urodzonych w Polsce, katechezy przygotowujące do przyjęcia sakramentów. Wśród osób zaangażowanych w działanie duszpasterstwa są m.in. o. Józef Nguyễn Huy Thêm SVD z Wietnamu i o. Krzysztof Malejko SVD. Werbiści współpracują także ze Stowarzyszeniem Sinicum, wspierając Chińczyków, którzy mieszkają w Polsce. Bardzo aktywną grupę stanowią Filipińczycy, społeczność ludzi wierzących i silnie związanych z wartościami rodzinnymi. Prężnie integrują się między sobą w ramach społeczności Pinoys in Poland, jednocześnie gromadząc się w parafiach, przy których mieszkają, jak chociażby w Szczecinie przy parafii św. Stanisława Kostki.  W Warszawie pod opieką o. Wiesława Dawidowskiego OSA działa duszpasterstwo anglojęzyczne, które zrzesza ludzi różnych narodowości. Większość ośrodków duszpasterskich oraz Eucharystii sprawowanych dla obcokrajowców funkcjonuje w dużych miastach, takich jak Kraków, Wrocław, Poznań, Katowice czy Gdańsk. Coraz więcej migrantów znajduje zatrudnienie jednak poza wielkimi aglomeracjami, czego przykładem jest chociażby Świebodzin. Nieznajomość kraju i względy komunikacyjne bardzo często uniemożliwiają obcokrajowcom poszukiwanie centrów duszpasterskich poza swoim miejscem zamieszkania.

Pewne fragmenty Ewangelii wydają się, jakkolwiek niepoprawnie to zabrzmi, zużyte. Odmieniane przez różne formy i przypadki, używane w rozmaitych sporach ideologicznych. Tak właśnie rzecz ma się z 35 wersetem 25 rozdziału Ewangelii św. Mateusza: „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”. Owo spowszednienie brzmienia tych słów sprawia, że jako chrześcijanie podejmujemy próby ucieczki z dania odpowiedzi na prosty przekaz słów Jezusa: każdy, kto nie urodził się w Polsce, a przebywa w niej, jest przybyszem. To, jak traktujemy go, jest odbiciem lustrzanym naszego traktowania Jezusa. Obok systemowych działań, które oczywiście są istotne, odpowiedzią, która zdaje się mieć kluczowe znaczenie, jest obecność.

– Jeśli mam dalej zajmować się tym duszpasterstwem, to najważniejsze jest dla mnie naprawdę poznać tych ludzi i zrozumieć, czego realnie potrzebują. A ich potrzeby są dziś bardzo podstawowe. Oczywiście msza święta jest dla nich ważna, ta grupa jest dość stała, choć niektórzy przychodzą nieregularnie, ale równie ważne jest to, że mają miejsce, w którym mogą się spotkać. Wielu z nich powiedziało ostatnio, że po raz pierwszy od przyjazdu do Polski poczuli się częścią jakiejś wspólnoty – opowiada ks. Darek Wołczecki.

Galeria zdjęć

Obraz
fot. Iwona Szablewska
Obraz
fot. Iwona Szablewska
Obraz
fot. Iwona Szablewska

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Weronika Frąckiewicz
frackiewicz@swietywojciech.pl

Artykuł pochodzi z numeru 21/2026