Jak być wsparciem w czasie straty? Najważniejsza jest obecność

Co drugi Polak w ostatnim roku doświadczył straty – wynika z raportu Fundacji Gajusz. W obliczu choroby, śmierci czy żałoby najważniejsze okazuje się nie to, co powiemy, lecz czy potrafimy po prostu być obok. Obecność drugiego człowieka staje się dziś jedną z najcenniejszych form wsparcia.
Czyta się kilka minut
fot. Westend61/Getty Images
fot. Westend61/Getty Images

Diagnozę przyjął spokojnie, wręcz optymistycznie. Tłumaczył mamie i lekarce, że współczesna nauka na pewno poradzi sobie z mięsakiem, który zagnieździł się nad jego obojczykiem. Niedawno skończył siedemnaście lat i w marzeniach wybiegał daleko ponad czekającego go wielomiesięczne leczenie. Gdy trafił na oddział onkologiczny, dojmująca, a zarazem nienaturalna, była przepełniająca go złość. – Daniel, przynajmniej na początku, chyba próbował się powstrzymywać. Może nie chciał okazywać tego przede mną. Jednak było to dla niego bardzo trudne. Złość w końcu musiała z niego wyjść. Pojawiały się krzyki. Z czasem zrozumiałam, że to jest normalna reakcja, która występowała u większości dzieci. Bywały bardzo trudne momenty. A już szczególnie ciężko było wtedy, gdy Daniel dowiedział się o wznowie choroby. Powiedział, że właśnie zakończył swoje leczenie. Rozdzierało mi się serce – wspomina Kinga Trzaskowska-Gawęda, mama Daniela.

Bez wyjątków

Pomimo narracji sukcesu i dobrostanu, która opanowała media społecznościowe, strata jest doświadczeniem codziennym każdego człowieka. To, czego dotyka, różni nas między sobą, ale sam jej fakt stanowi jedno z najbardziej wspólnych doświadczeń społecznych. Pokazuje to opublikowany niedawno raport Fundacji Gajusz, wspierającej nieuleczalnie chore dzieci oraz ich rodziny, prowadzącej hospicja domowe, stacjonarne i perinatalne, zapewniającej kompleksową opiekę medyczną, psychologiczną i socjalną, a także udzielającej wsparcia rodzeństwu chorych dzieci oraz dzieciom osamotnionym. Na potrzeby raportu zapytano Polki i Polaków o ich doświadczenia związane ze stratą. Celem było sprawdzenie, jak wielu z nich musiało zmierzyć się ze śmiercią bliskiej osoby, chorobą, stratą materialną lub emocjonalną. Okazało się, że niemal wszyscy badani doświadczyli jakiejś formy straty, a co druga osoba przeżyła ją w roku poprzedzającym badanie. Również co drugi respondent ma w swoim otoczeniu kogoś, kto obecnie doświadcza straty. Wyniki te pokazują, jak wiele osób potrzebuje dziś uważnego wsparcia i empatii. Poprzez przygotowany raport oraz powiązany z nim poradnik autorzy związani z Fundacją Gajusz chcą uczyć, jak być obecnym przy drugim człowieku w najtrudniejszych momentach życia – w obliczu cierpienia, pożegnania i śmierci.

Układanka

– W życiu każdy element pasuje do drugiego i razem tworzą pewien obraz. Strata, która kojarzy mi się z puzzlami, polega na tym, że jeden z tych elementów, czasem dwa, nagle znika. Jeśli zniknie jakiś fragment z brzegu, być może nie będzie to aż tak dotkliwe. Jednak gdy brakuje elementu, który jest ważny dla całości obrazu, wtedy strata potrafi naprawdę zburzyć dotychczasowy porządek – mówi Małgorzata Dębowska, psycholog Fundacji Gajusz. – Strata przede wszystkim burzy życie, przekształca je i zmusza do tego, by budować je na nowo, po swojemu. Ten obraz już nigdy nie będzie taki sam. Będzie zmieniony, ale to wcale nie znaczy, że gorszy. Po prostu będzie inny. Wiele zależy też od tego, jakiej straty doświadczamy i jak bardzo dotyczy ona kluczowych obszarów naszego życia. Na przykład strata dziecka potrafi zachwiać nawet naszą własną tożsamością. Kiedy ktoś był mamą czy tatą, a nagle fizycznie przestaje pełnić tę rolę, całe jego życie ulega zmianie. Oczywiście psychicznie ta relacja nadal istnieje, ale zmienia się sens życia, jego cel i perspektywa – dodaje.

Ogromne znaczenie w przeżywaniu straty mają nasze relacje z innymi ludźmi, poczucie, że jesteśmy rozumiani i że ktoś przy nas jest. – Nawet jeśli mamy bliskich, wiele zależy od tego, jak oni sami radzą sobie z trudnymi emocjami. Czasem mogą być dla nas wsparciem, a czasem sami pogrążają się w swoim bólu. Bywa też tak, że czujemy się odpowiedzialni za ich dobrostan, co dodatkowo utrudnia przeżywanie własnej żałoby – wyjaśnia psycholog. – Dlatego tak ważne są sieci społeczne i relacje – coś, co często w codziennym biegu bywa niedoceniane. Praca, obowiązki i własne sprawy sprawiają, że nie zawsze mamy przestrzeń, by dostrzec, jak istotne są te więzi. Znaczenie ma również społeczne rozumienie żałoby i straty – to, czy istnieje przyzwolenie na przeżywanie ich po swojemu. Czasem pojawia się presja dotycząca tego, jak powinniśmy się zachowywać, jak długo powinniśmy przeżywać żałobę albo kiedy „powinniśmy już sobie poradzić”. Tymczasem bardzo ważne jest, by mieć możliwość przeżywania straty w swoim tempie i na własny sposób – dodaje Małgorzata Dębowska.

Zainteresowani

Dla całej rodziny diagnoza była szokiem. Pełen życia nastolatek przemienił się w chłopca, który słabł wraz z każdym miesiącem mierzenia się z chorobą. Mimo niemałej odległości szpitala od miejsca zamieszkania, pracy na etacie, opieki nad młodszym synem i sceptycznych komentarzy niektórych bliskich osób Kinga chciała towarzyszyć Danielowi we wszystkich procedurach medycznych. W tamtym czasie najbardziej potrzebowała poczuć, że nie jest z chorobą Daniela sama. – Chodziło po prostu o zwykłe wsparcie, o obecność drugiej osoby. Bardzo dużo znaczyły dla mnie choćby telefony z pytaniem co u nas. Opieka nad Danielem pochłaniała ogrom czasu. Poświęciłam się temu całkowicie: woziłam go na wizyty, byłam z nim w szpitalu. Podczas chemioterapii mogłam przy nim przebywać, bo jako że był jeszcze niepełnoletni, matka mogła być z nim na oddziale – wspomina Kinga. – Miałam ogromne wsparcie w moim partnerze, tacie Igora, mojego młodszego syna. Choć nie był biologicznym ojcem Daniela, dał mu naprawdę wszystko i zawsze mogłam na niego liczyć. Bywało tak, że po dwunastu godzinach pracy wracał do domu, a potem wsiadał ze mną do samochodu i jechaliśmy do Łodzi na SOR, bo widział, że coś się dzieje z Danielem. Najbliżej nas była też moja siostra. Przez pewien czas woziła nas do szpitala, ponieważ we mnie było za dużo lęku, aby kierować autem. Moja mama również była obecna, choć mam wrażenie, że nie do końca zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Może dlatego, że stosunkowo niedawno przeżyliśmy też śmierć taty – dodaje.

Pomagali również ludzie spoza rodziny. – Bardzo pomagała mi też sąsiadka, pilnowała różnych spraw, pytała, czy Igor ma klucze, czy dom jest zamknięty, interesowała się, czy wszystko jest w porządku. Pomagały także koleżanki, które znałam jeszcze z przedszkola, do którego chodził Igor. Mówiły: „Kinga, nie martw się, odbiorę Igora ze szkoły, wezmę go do siebie. A kiedy będziesz mogła, to wtedy po niego podjedziesz”. Dzięki temu, kiedy wracałam, często miał już odrobione lekcje. Wiedziałam, że jest pod opieką życzliwych ludzi i że mogę na nich liczyć – wspomina mama Daniela.

Uważność

Różnimy się między sobą w sposobie towarzyszenia osobom przeżywającym stratę. – To, jacy byli wobec nas rodzice, czy byli wrażliwi na nasze potrzeby, czy raczej niewrażliwi, czy nas dostrzegali, czy nie, ma ogromny wpływ na to, jak później reagujemy emocjonalnie. W dużej mierze od tych doświadczeń zależy, jak radzimy sobie z emocjami i jak odnosimy się do uczuć innych ludzi. Niektórzy mają większą łatwość empatyzowania, czyli współodczuwania z drugą osobą, a inni zupełnie nie wiedzą, jak się zachować ani co zrobić w trudnej sytuacji – wyjaśnia Małgorzata Dębowska. – Myślę więc, że nie da się nikogo zmusić do takiego towarzyszenia. Natomiast jeśli ktoś naprawdę tego chce i ma do tego motywację, może nauczyć się wielu rzeczy: uważności, empatii, sposobów bycia przy drugiej osobie w trudnych momentach. Pewnej wrażliwości można się uczyć i ją rozwijać, wiele zależy również od motywacji. Można się tego nauczyć, ale pod warunkiem, że naprawdę się tego chce, że chce się być blisko drugiej osoby. Wymaga to otwarcia się na nią i uważnego sprawdzania, czego w danym momencie potrzebuje. A potrzeby mogą być bardzo różne. Są osoby, które w czasie trudnych doświadczeń potrzebują bliskości i obecności innych, ale są też takie, które tego nie chcą – przekonuje psycholog.

Zdarza się, że ktoś mówi: „Chcę pobyć sama”, „Potrzebuję przestrzeni”, „Nie czuję się komfortowo, kiedy ktoś ciągle przy mnie jest”. – Dla jednych obecność drugiego człowieka jest niezwykle ważna, dla innych – w danym momencie – może być zbyt trudna. Dlatego tak ważna jest uważność, czujność i wrażliwość na potrzeby drugiej osoby – opowiada psycholog. – Warto jednak pamiętać, że osoby, które towarzyszą innym w cierpieniu czy stracie, same również się w tym procesie zmieniają. Być może właśnie dlatego wiele osób nie chce się tym zajmować – bo to wymaga ogromnej emocjonalnej gotowości.

Szarlotka

Daniel umarł po trzech latach od diagnozy, o trzeciej nad ranem, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. – To wszystko, gdy opowiadam, staje się nagle bardzo bliskie, jakby wydarzyło się wczoraj. Pamiętam szarlotkę, którą upiekła w Wigilię dla Daniela moja siostra, jego matka chrzestna. Daniel nie wychodził już wtedy z domu, ale był u siebie, w swoim pokoju i miał przy sobie wszystko, czego potrzebował – opowiada mama Daniela. – Pamiętam moment, kiedy dowiedział się, że zostanie wypisany ze szpitala i że będzie pod opieką hospicjum domowego. Bał się tego. Miał poczucie, że w szpitalu jest bezpieczniej – wszystko było tam pod ręką: lekarze, sprzęt, pomoc. Mimo to zadbano o to, żeby w domu miał naprawdę bardzo dobrą opiekę. Mam wrażenie, że Daniel do samego końca był bardzo obecny, choć jego stan był już bardzo ciężki, miał wodę w płucach i lekarze powiedzieli, że nie będą jej już odciągać, bo po takim zabiegu płyn szybko znowu się zbierał. Myślę, że on bardzo świadomie odchodził. A ta szarlotka i wszystko, co się wtedy działo, sprawia wrażenie, jakby te święta przyszły dla niego trochę wcześniej. To był jego czas – opowiada Kinga.

Niewidzialna

Na początku Kinga poczuła ulgę. Towarzyszyło jej poczucie, że Daniel już nie musi walczyć, może odpocząć. Później głównie przepełniała ją tęsknota. Obecność bliskich była w tamtym okresie równie ważna, jak ta doświadczana w okresie choroby. Nie wszyscy jednak potrafili zmierzyć się z trudnymi emocjami, których doświadczała. – Część moich koleżanek i znajomych po śmierci Daniela po prostu mnie unikała. Przecież to niemożliwe, żeby ktoś mnie nie zauważył, kiedy szłam naprzeciwko. Wcześniej zawsze zamieniało się choć kilka słów, a wtedy przechodziły na ulicy obok, jakby mnie nie widziały. Z czasem zrozumiałam, że one się tego kontaktu bały. Nie wiedziały, jak się zachować, czy powinny o coś zapytać, czy może lepiej nic nie mówić – tłumaczy Kinga. – Najtrudniejsze były jednak te sytuacje, kiedy już dochodziło do  jakiejś rozmowy. Padały wtedy ogólne pytania: „No i co u ciebie?”, „Jak tam?”, takie zwyczajne zdania, jakby nic się nie działo, jakby w ogóle nie było Daniela ani tego wszystkiego, co przeżywaliśmy. Nawet jeśli rozmowa się zaczynała, to często miałam wrażenie, że ktoś celowo omija temat Daniela – jakby najlepiej było w ogóle o nim nie rozmawiać – dodaje.

Dziś, po dziesięciu latach od diagnozy, Kinga chce rozmawiać o Danielu, swoim „synu – bohaterze”, jak go nazywa. – Bardzo dobrze jest, kiedy ktoś powie: „Pamiętasz, jak Daniel zrobił to czy tamto?”. Lubię, kiedy mój syn jest obecny w rozmowach, bo tak naprawdę nie wierzę, że ktoś mógłby o nim zapomnieć – uważa Kinga. – Jest mi bardzo miło, kiedy ktoś wspomni o nim choćby mimochodem, jak chociażby jego nauczyciel wychowania fizycznego. Dziś pracuje już gdzie indziej, ale kiedy tylko natrafił na zdjęcia Daniela, wysyłał mi je wszystkie. To jest dla mnie bardzo ważne – przyznaje mama.

Alarm

Towarzysząc osobie, która doświadcza straty, nierzadko sami doświadczamy trudnych stanów emocjonalnych, niepokojów. Czasem trudno nam zauważyć granicę, czy przeżywanie straty przez osobę, którą wspieramy, mieści się w normie, czy potrzebna jest specjalistyczna interwencja. – Warto zwracać uwagę na to, co dzieje się wokół osoby przeżywającej trudny czas. Kiedy przychodzimy do kogoś w odwiedziny, czasem naturalnym odruchem jest spojrzenie na drobne rzeczy: co jest w lodówce, jak wygląda mieszkanie, czy widać ślady codziennego funkcjonowania. Nie chodzi o wścibstwo, lecz raczej o czujność i troskę – o to, czy ta osoba radzi sobie z podstawowymi sprawami. Czy coś je, czy o siebie dba, czy wychodzi z domu, czy jakoś organizuje swoją codzienność – opowiada psycholog. – Istotna jest także granica funkcjonowania w życiu społecznym i zawodowym. Jeśli ktoś przestaje chodzić do pracy albo do szkoły, może to być sygnał alarmowy. Oczywiście kilka dni czy nawet parę tygodni wycofania może być naturalną reakcją na stratę, czasem jest potrzebne, by uspokoić emocje i dać sobie przestrzeń na przeżywanie tego, co się wydarzyło. Jednak przychodzi moment, kiedy zaczyna się mówić o powrocie do życia, choćby najpierw „ciałem”, bo wiadomo, że emocjonalnie może to być jeszcze bardzo trudne.

Raport o stracie oraz poradnik Jak towarzyszyć osobom doświadczającym straty dostępne są na stronie Fundacji Gajusz gajusz.org.pl.


 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł
Weronika Frąckiewicz
frackiewicz@swietywojciech.pl

Artykuł pochodzi z numeru 15/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Obecność nadrzędną formą wsparcia