Uczniowie-misjonarze. Posłani, by ewangelizować

Jak przyprowadzać ludzi do Chrystusa, by chcieli przyjąć chrzest i nim żyć?
Czyta się kilka minut
Liturgia Wigilii Paschalnej w Kościele Notre Dame du Travail w Paryżu: symbol przekazywania światła Chrystusa przypomina o misji każdego wierzącego, by być „światłością dla pogan”, 15 kwietnia 2017 r. | fot. Godong/Getty Images
Liturgia Wigilii Paschalnej w Kościele Notre Dame du Travail w Paryżu: symbol przekazywania światła Chrystusa przypomina o misji każdego wierzącego, by być „światłością dla pogan”, 15 kwietnia 2017 r. | fot. Godong/Getty Images

Temat ten zresztą idealnie wpisuje się w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, którą obchodzimy w tę niedzielę. Tuż przed wniebowstąpieniem Jezus powiedział do uczniów: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem i w całej Judei, w Samarii, i aż po krańce świata” (Dz 1, 8), co idealnie odpowiada zapowiedzi proroka Izajasza: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi” (Iz 49, 6). Z tego wynika jasny wniosek, iż zostaliśmy ochrzczeni i bierzmowani nie tylko dla własnego zbawienia (choć to jest najistotniejsze), ale po to, by głosić imię Jezusa, które przecież oznacza „Bóg zbawia”.

Owszem, Kościół jest na tyle zróżnicowanym „organizmem”, że są w nim ludzie bezpośrednio powołani i posłani, by głosić. Kiedy jednak w Wigilię Paschalną do ciemnego kościoła wnoszony jest zapalony paschał, od jego płomienia zapalają świeczki nie tylko księża, ministranci, tudzież osoby związane ze wspólnotami parafialnymi – zapalamy je, i co jeszcze istotniejsze, przekazujemy dalej ich światło – wszyscy. To doskonały obraz tego, że każdy z nas jest posłany, by dbać nie tylko o własne zbawienie. Tak doskonały, że pewien ewangelikalny chrześcijanin z USA, uczestnicząc w katolickim Triduum, bez wcześniejszych podpowiedzi idealnie odczytał ten znak, właśnie w ten sposób: jako pokazanie, że każdy, kto jest chrześcijaninem, ma być ewangelizatorem. A na temat tego, jak to robić, świetną podpowiedź znajdziemy na początku Ewangelii św. Jana.

Lekcja świętego Jana

Synoptycy, jak to mają w zwyczaju, w podobny sposób opowiadają o powołaniu pierwszych apostołów: Jezus przychodzi na brzeg jeziora, gdzie pracują, powołuje ich, a oni rzucają wszystko i wszystkich, aby pójść za Nim (zob. Mt 4, 18–22; Mk 1, 16–20; Łk 5, 4–11). Słyszą więc bezpośrednie wezwanie od Pana. Jan zaś, też jak ma w zwyczaju, opisuje to inaczej. Co najważniejsze, oddaje pewną dynamikę, która we wcześniejszych Ewangeliach nie jest tak oczywista.

Czwarty ewangelista zaczyna od momentu, kiedy Jezus przychodzi do Jana Chrzciciela po chrzest. Wtedy pada, dwukrotnie, stwierdzenie: „Oto Baranek Boży” (J 1, 29.36), które zostaje uzupełnione o świadectwo, że ostatni prorok Starego Testamentu usłyszał od Boga, że Ten, nad którym ujrzy Ducha zstępującego i spoczywającego (!) na Nim, jest Synem Bożym. Uczniowie Jana są posłuszni jego autorytetowi, opuszczają go więc i idą za Jezusem. Jeden z tych dwóch, Andrzej, zanim pozostanie tam, gdzie mieszka Pan, idzie po swojego brata. Składa wobec niego świadectwo: „Znaleźliśmy Mesjasza”, i przyprowadza Szymona do Chrystusa. Następnego dnia spotykają Filipa (imię wskazuje, że pochodził ze zhellenizowanej rodziny żydowskiej). On jest jedynym apostołem, którego na początku tej Ewangelii Jezus powołuje bezpośrednio, ale Jan notuje, że Filip pochodził z miasta Piotra i Andrzeja, więc zapewne to, że zobaczył ich idących za Tym, kto go powoływał, był dodatkową zachętą do przyjęcia wezwania. Zresztą nie tylko je przyjął: przekazał je dalej, bo podzielił się swoim odkryciem („Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i prorocy”; J 1, 45) z Natanaelem. Ten reaguje kpiącym parsknięciem: „Czy może być co dobrego z Nazaretu?” (J 1, 46), ale przyjmuje zachętę, by poszedł i zobaczył.

Różnicą, która uderza w zestawieniu z synoptykami, jest to, jak istotną rolę w powoływaniu kolejnych uczniów pełni autorytet i świadectwo innych ludzi, tych wezwanych już wcześniej. U Jana słowo szerzy się dzięki ludziom, Jezus jest i pozwala się rozpoznać, ale bezpośrednio wzywa tylko tego, który z racji swojego wychowania może mieć trudność z bezpośrednim rozpoznaniem w Nim mesjasza. Chociaż, sądząc po tym, w jakich słowach Filip dzieli się swoim odkryciem, oczekiwanie na Chrystusa musiało być w nim żywe. W Janowej Ewangelii wspólnota uczniów Mistrza z Nazaretu rozrasta się, bo ci, którzy Go rozpoznali, przyprowadzają do niego kolejne osoby. Nie wahają się dzielić swoim odkryciem, ale aby ono było przyjęte, potrzebne są, co też jest obecne w tym tekście, dwie rzeczy.

Fundamentem głoszenia jest relacja

Ci, którzy dzielą się rozpoznaniem Chrystusa, są postrzegani przez swoich odbiorców jako osoby godne zaufania. Na początku jest Jan Chrzciciel, którego duchowy autorytet uznawali nawet przedstawiciele elity jerozolimskiej, bo chrzcił faryzeuszy i kapłanów, a więc tym chętniej jego świadectwo przyjmują jego bezpośredni uczniowie. To, że przyłączyli się do niego na pustyni, z kolei wystawia dobre świadectwo im samym jako gorliwym i noszącym w sobie pragnienie czegoś więcej w sferze relacji z Bogiem. Ich otoczenie z pewnością o tym wiedziało.

Nie dziwi więc to, że kiedy Andrzej idzie do swojego zabieganego wokół połowów i zarządzania brata, ten przyjmuje jego zaproszenie. Z Ewangelii wg św. Łukasza wiemy, że Szymon w pierwszym odruchu przestraszył się Jezusowego powołania (zob. Łk 5, 8), został jednak przy Mistrzu, porzucając dotychczasowe życie. Jak wspomniałam, dla wezwanego następnego dnia Filipa widok tych trzech, a może nawet czterech (Jan Ewangelista nie podaje, kiedy dołączył do tego grona jego brat Jakub) znanych i liczących się w Betanii mężczyzn był dodatkowym potwierdzeniem, że wezwanie, które słyszy, ma swoją wagę. Biegnie więc do Natanaela i przekonuje go, by także poszedł z nimi.

Drugi ważny czynnik to fakt, że powołani świadczą wobec tych, z którymi są związani. Nie stają na głównym placu Betanii i nie wołają, że znaleźli mesjasza – idą do bliskich sobie osób, o których wiedzą, że jest w nich to samo duchowe pragnienie.

Oba te aspekty tak naprawdę da się sprowadzić do wspólnego mianownika: fundamentem głoszenia jest żywa relacja, oparta na prawdzie, z której płynie zaufanie. Ona jest uprzednia wobec przekazu, dlatego w ewangelizacji tak ważna jest wspólnota z drugim, także ta uprzednia wobec Kościoła.

Ciekawy przypadek Natanaela

Interesująca, jeśli chodzi o głoszenie, jest opowieść o Natanaelu. On ceni sobie Filipa, ale do jego rewelacji ma spory dystans, spowodowany głównie uprzedzeniami płynącymi z funkcjonujących w społeczeństwie stereotypów. Filip jednak się nie poddaje, a kiedy jego przyjaciel staje twarzą w twarz z Panem, okazuje się, że ten, kto go przyprowadził do Mistrza z Nazaretu, miał rację. Do tego jednak Natanael musi usłyszeć od Niego słowa, które potwierdzają, że został rozpoznany, przyjęty i Ten, przed którym stoi, zna jego serce.

Dla mnie to lekcja, że ostatecznie to nie świadectwo nawraca, ale spotkanie z Panem. On jest tym, do którego należy ostatnie słowo: mogę podprowadzić osiołka do studni, ale nie zmuszę go, by się napił. Do tego musi go już nakłonić własne pragnienie i zachęcający plusk Żywej Wody. Jak napisał św. Paweł, biada nam, gdybyśmy nie głosili Ewangelii (por. 1 Kor 9, 16b), ale nawrócenie drugiego od nas już nie zależy. To tajemnica, która wydarza się w sercu każdego człowieka, i trzeba ją uszanować, przez co rozumiem to, że nie wolno nikim manipulować w imię ewangelizacji. Wcielone Słowo jest prawdą i tylko w prawdzie może być przekazywane, a więc z poszanowaniem wolności, do której ono zresztą wyzwala (zob. J 8, 32).

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 21/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Uczniowie-misjonarze