Kilkanaście dni temu w mediach pojawiło się nagranie, na którym mężczyzna przemierzał ulice ze stołem na głowie, do którego przytwierdzona była puszka. Okazało się, że chwilę wcześniej dokonał kradzieży w kościele, a że nie mógł oderwać skarbonki od blatu, postanowił wynieść cały stół. Jak się później okazało, skradziona kwota wyniosła 90 zł. Mężczyźnie, zgodnie z art. 279 Kodeksu karnego, za kradzież z włamaniem grozi 10 lat więzienia. Nie mamy problemu z realną oceną faktu kradzieży rzeczy materialnej. Schody pojawiają się, gdy przedmiotem kradzieży jest dzieło, utwór czy też inny wytwór pozamaterialny ludzkiego umysłu. Tu kwestia mienia nie jawi się w aż tak jaskrawy sposób. Wystarczy wejść do internetu i przypatrzyć się zdjęciom na różnorodnych stronach internetowych, wczytać się głębiej w prace magisterskie niektórych studentów, obejrzeć relacje na Instagramie czy TikToku, aby przekonać się że dysponowanie bez pozwolenia czyimś zdjęciem, pomysłem czy artykułem jest dziś wcale rzadką praktyką. O ile znaczna część z przywłaszczeń dokonana została z premedytacją, o tyle wiele z nich wydarzyło się „niechcący”, „przez przypadek”, „z braku wiedzy”. Prawo własności intelektualnej nie zna pojęcia „nie wiedziałem”. Zarówno w pierwszym, jak i drugim wypadku osoba dokonująca przywłaszczenia ponosi odpowiedzialność.
Złożoność
Własność intelektualna nie ma sztywnej definicji zapisanej w którymś z kodeksów. Jest pojęciem mającym umocowanie prawne m.in. w Ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz prawie własności przemysłowej. Z własnością intelektualną w naszej codzienności stykamy się wielokrotnie: słuchając piosenek w radiu (chronionych prawem autorskim), spożywając produkty z logo konkretnej firmy (znak towarowy), korzystając z różnych przedmiotów, które ktoś kiedyś wymyślił (patent). Podobnie jak wiele kwestii prawnych, własność intelektualna jest zagadnieniem złożonym, dającym pole wielu interpretacjom. – Z mojego doświadczenia, zarówno zawodowego, jako adwokata, jak i akademickiego, wynika, że świadomość w tym obszarze stopniowo rośnie. Problemem pozostaje jednak sama złożoność problematyki własności intelektualnej, która jest pojęciem szerokim, regulowanym przez szereg różnych ustaw i pełnym niuansów – wyjaśnia dr Jacek Markowski, adwokat, wykładowca akademicki, specjalizujący się w prawie własności intelektualnej, zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, prawie prasowym oraz ochronie dóbr osobistych. – Pojęcia takie jak plagiat, utwór, wizerunek, znaki towarowe czy patenty na stałe weszły do języka publicznego. Nadal jednak brakuje praktycznej wiedzy dotyczącej tego, jak właściwie podchodzić do tych zagadnień: czy ochrona jest potrzebna już na etapie tworzenia koncepcji, czy dopiero wtedy, gdy działalność nabiera bardziej profesjonalnego, komercyjnego charakteru i wiąże się z budowaniem renomy – dodaje.
Dobra wiara
– Jednym z kluczowych wyzwań, będącym klasycznym przykładem zasady, że nieznajomość prawa szkodzi, jest sposób, w jaki postrzegana bywa odpowiedzialność w obszarze naruszenia własności intelektualnej. Wiele osób, przeciętnych obywateli, błędnie zakłada, że aby ponosić odpowiedzialność, konieczna jest duża skala działania, komercyjny charakter lub wina po stronie sprawcy. Tymczasem w praktyce często tak nie jest. Zasadą jest bowiem odpowiedzialność o charakterze obiektywnym, samo naruszenie już rodzi konsekwencje, niezależnie od tego, czy było zawinione. Innymi słowy, tłumaczenie „nie wiedziałem” lub „nie chciałem” co do zasady nie wyłącza odpowiedzialności i w wyjątkowych przypadkach może ją jedynie ograniczyć – wyjaśnia dr Markowski. – Oczywiście istnieją pewne wyjątki, takie jak dozwolony użytek, w szczególności cytat, użycie cudzego utworu w parodii czy korzystanie z utworu na osobisty użytek, a także sytuacje, w których dana treść w ogóle nie podlega ochronie z mocy ustawy. Jednak to właśnie błędne przekonanie o „dobrej wierze”, czy „niekomercyjności użycia” stanowi jedną z największych pułapek. Przykładem może być tworzenie fanowskich kontynuacji książek, filmów czy gier komputerowych z przekonaniem, że działanie z sympatii do twórców i bez chęci zarobku nie niesie ryzyka. W rzeczywistości jednak rozpowszechnianie takiego opracowania cudzego utworu wymaga zgody uprawnionych. Brak zarobku czy dobre intencje mogą co najwyżej wpłynąć na zakres odpowiedzialności, ale zazwyczaj jej nie wyłączają – dodaje adwokat.
Problemy z AI
Korzystanie ze sztucznej inteligencji w pracy twórczej generuje dziś wiele wątpliwości i pól do interpretacji zarówno etycznej, jak i prawnej. Jeśli dana treść została wygenerowana samodzielnie przez dany model sztucznej inteligencji, w większości przypadków nie będzie on chroniony przez prawo własności intelektualnej, w tym prawo autorskie. Gdy jednak dojdzie do potencjalnego naruszenia prawa, świadomego czy też nie, wszystko sprowadza się do ciężaru dowodu. – Jeśli jestem w stanie udowodnić, że sztuczna inteligencja była jedynie narzędziem użytym na pewnym etapie procesu twórczego, a następnie wprowadziłem własne, twórcze zmiany, np. w programach graficznych, poprzez zmianę kolorystyki, samodzielne dodanie kluczowych dla dzieła elementów czy istotne przeredagowanie tekstu, to mogę co do zasady wykazać wkład twórczy człowieka wymagany dla uzyskania ochrony. Dobrym przykładem jest tworzenie animacji poklatkowej, gdzie pojedyncze klatki zostały wygenerowane przez AI. Same w sobie nie stanowią utworu, ale moment, w którym twórca łączy je, nadaje im ruch i kształtuje całość poprzez własne decyzje, może już mieć charakter twórczy. W efekcie końcowym powstaje utwór chroniony prawem autorskim – wyjaśnia dr Markowski. – Pojawia się też kwestia stylu, czy jest on chroniony i gdzie przebiega granica. Możemy przecież wydać polecenie wygenerowania pracy „w stylu” konkretnego twórcy, np. Andrzeja Mleczki. Styl często stanowi rozpoznawalną cechę artysty, jego swoistą „wizytówkę”, choć sam w sobie nie zawsze podlega ochronie. Jednocześnie prawo autorskie nie ocenia poziomu talentu – nawet prosta, niedoskonała czy estetycznie kontrowersyjna praca może być chroniona, jeśli zawiera indywidualne, twórcze elementy. Problem zaczyna się wtedy, gdy wygenerowana praca zbyt wyraźnie przejmuje konkretne elementy twórczości danego autora – postacie, kompozycje czy charakterystyczne sceny bądź motywy. W takiej sytuacji uprawniony może potencjalnie wykazać, że doszło do naruszenia, nawet jeśli pozostałe elementy zostały zmodyfikowane lub dodano nowe – przekonuje adwokat.
Pędząca technologia
Przyspieszenie technologiczne, do którego doszło i wciąż dochodzi, w ostatnich kilku dekadach pozostawia w tyle wiele dziedzin naszego życia społecznego i nauki. Nienadążanie jednak nie zawsze musi być objawem niepożądanym. – W mojej ocenie prawo nie tylko nie nadąża za technologią, ale jest od niej oddalone o znacznie więcej niż „trzy kroki”. To zagadnienie od lat jest szeroko dyskutowane zarówno w doktrynie, jak i w praktyce prawniczej. Co więcej, nawet przy największych staraniach nie jest możliwe, aby prawo dotrzymywało kroku rozwojowi technologicznemu. Wynika to z jego natury, jest ono mało elastyczne, a proces legislacyjny wymaga czasu, często wielu lat pracy nad zmianami. Obecnie obowiązująca ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych powstała w realiach VHS i płyt CD, a mimo to przy właściwym zastosowaniu może skutecznie chronić współczesne formy twórczości. To pokazuje, że kluczowa jest nie tylko sama literalna treść przepisów i ich kontekst historyczny, ale także ich interpretacja i stosowanie w praktyce, szczególnie orzeczniczej – uważa dr Jacek Markowski. – Nie ma więc realnej możliwości, by prawo „dogoniło” technologię i paradoksalnie jest to stan pożądany. Gdyby prawo próbowało przewidywać przyszłe kierunki rozwoju, mogłoby stać się hamulcem innowacji, blokując kreatywność i nowe idee. Zamiast wspierać twórców, wprowadzałoby nadmierne ograniczenia i zakazy, które nie odzwierciedlałyby aktualnych problemów i tak byłyby obchodzone przez osoby mające zamiar działać niezgodnie z prawem. Dlatego prawo warto postrzegać jako narzędzie, które należy stosować w sposób rozważny i „szyty na miarę” dla indywidualnego przypadku, zwłaszcza w obszarze działalności twórczej, a to wymaga ścisłej współpracy na linii twórca – prawnik. Sądy wydają rozstrzygnięcia, które w różnym stopniu, ale jednak próbują dostosować interpretację i stosowanie prawa do nowych realiów. Kluczowa jest więc zdolność adaptacji, a nie próba wyprzedzenia postępu technologicznego. Dobre prawo to takie, które jest wystarczająco elastyczne, by reagować na zmiany, nawet jeśli z samej swej natury wydaje się „skostniałe” – dodaje.
Pali się
Ostrożność w poruszaniu się po internecie jest niezbędna. – Dzisiejsze realia sprawiają, że znacznie łatwiej jest zarówno naruszyć cudze prawa, jak i z roli biernego użytkownika sieci płynnie i spontanicznie przeistoczyć się w twórcę chronionych treści – nie jesteśmy już tylko biernymi odbiorcami treści, coraz częściej sami je tworzymy: od memów, przez krótkie filmy, po bardziej rozbudowane materiały. W takiej sytuacji każdy może nagle i niespodziewanie stać się rozpoznawalny, a wraz z tym pojawiają się pytania o prawa do własnych treści, wizerunku czy innych obszarów ochrony, np. znaków towarowych – uważa dr Jacek Markowski. – Dlatego budowanie świadomości w zakresie własności intelektualnej jest kluczowe i powinno zaczynać się jak najwcześniej, najlepiej już na etapie edukacji szkolnej. Niestety w praktyce najczęściej dzieje się to dopiero wtedy, gdy pojawia się problem – spór, wezwanie przedsądowe czy usunięcie treści przez administratora danego portalu lub dopiero po otrzymaniu pozwu. Wówczas działania mają już charakter „gaszenia pożaru”, a nie zapobiegania. Tymczasem wcześniejsza konsultacja mogłaby wielu problemom zapobiec, a osoba zainteresowana uniknęłaby zdobywania doświadczenia na własnych błędach w obszarze prawa własności intelektualnej – reasumuje.
26 kwietnia jest Światowym Dniem Własności Intelektualnej. Stowarzyszenie Filmowców Polskich pozywające serwis Chomikuj.pl za nielegalne rozprowadzanie filmów, konflikt między Danonem a Bakomą o podobieństwo opakowań jogurtów czy batalia firmy Lego z innymi twórcami klocków o kształty klocka to głośne spory między dużymi organizacjami broniącymi swoich pomysłów i rozwiązań. Tymczasem pobranie, bez oznaczenia twórcy, grafiki do tworzonego na Facebooku posta, wykorzystanie pomysłu współpracownika w pracy bez zgłoszenia tego faktu czy upowszechnianie memów bez podania twórcy to nasza codzienność, która nie mniej niż wielkie koncerny domaga się poszanowania cudzej własności intelektualnej. Nawet jeśli właściciel nigdy głośno się o nią nie upomina.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















