Logo Przewdonik Katolicki

Rodzinne wyprawy do sieci

Weronika Frąckiewicz
il. Lidia Piasecka

Rozmowa z Ewą Dziemidowicz o kreatywnym podejściu do korzystania z internetu, zasadach stworzonych nie tylko dla dzieci i potrzebie komentowania rzeczywistości internetowej.

Niektórzy rodzice decydują się na zdecydowane ograniczenie, inni pozwalają na pełen, niczym nielimitowany dostęp dziecka do sieci. I jedna, i druga postawa ma swoich zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Jak znaleźć złoty środek i mądrze towarzyszyć dziecku w świecie internetu?
– Kiedy decydujemy się na udostępnienie dzieciom urządzeń ekranowych z dostępem do sieci, ważne jest towarzyszenie im w tej aktywności oraz rozmawianie o zasadach bezpieczeństwa. W przypadku najmłodszych dzieci musimy zadbać o to, żeby miały dostęp tylko do sprawdzonych, odpowiednich dla ich wieku materiałów i aplikacji i żeby każde urządzenie z dostępem do internetu, z którego korzystają, wyposażone było w kontrolę rodzicielską, która blokuje szkodliwe treści, takie jak na przykład pornografia. Potraktujmy korzystanie z sieci jako wspólną przygodę, w której to my jesteśmy przewodnikiem dziecka. Ze starszymi dziećmi, które samodzielnie korzystają z internetu, potrzebujemy regularnie rozmawiać o bezpieczeństwie w sieci, ustalić odpowiednie do wieku zasady oraz być na bieżąco z tym, co oglądają, w co grają, z kim się komunikują. Kiedy podejmujemy decyzję o udostępnieniu dziecku mediów społecznościowych czy komunikatorów, powinniśmy zadbać o to, żeby dziecko miało odpowiednie ustawienia prywatności, wiedziało, jak się zachować, kiedy zdarzy się coś niepokojącego, np. zaczepi je nieznajoma osoba, oraz miało świadomość, jakich zdjęć i materiałów nie powinno publikować czy jakich informacji na swój temat nie powinno podawać. Regulaminy wielu serwisów jasno podkreślają, że można udostępniać je dzieciom dopiero od 13. roku życia, rodzice jednak często decydują się na taki krok wcześniej. Chociażby na bardzo popularnym wśród młodych ludzi TikToku jest bardzo wiele dzieci poniżej 13 lat. Musimy sobie zdawać sprawę, że dzieci nie mają wystarczającej wiedzy czy kompetencji, żeby zadbać o swoje bezpieczeństwo online, to dorośli są za to odpowiedzialni.

Badania pokazują, że dzieci niechętnie zwracają się do rodziców, kiedy dzieje się coś niedobrego w internecie.
– To duża porażka nas rodziców. Dzieje się tak m.in. dlatego, że dzieci boją się braku zrozumienia, oceny, krytyki, oraz tego, że rodzic będzie zły. Boją się również kary – na przykład utraty dostępu do internetu. Dlatego niesłychanie ważne jest budowanie takiej relacji z dzieckiem, w której będzie ono miało pewność, że gdy dzieje się coś niedobrego czy niepokojącego, zawsze może się do rodzica zwrócić i otrzyma odpowiednie wsparcie – rodzic zaopiekuje się jego emocjami i poszuka rozwiązania trudnej sytuacji.

Jak zatem praktycznie podejść do poruszania się dziecka w świecie internetu?
– Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę prowadzi obecnie kampanię społeczną Domowe Zasady Ekranowe, w której pokazujemy, w jaki sposób nadmiar ekranów może negatywnie wpływać na relacje rodzinne i zdrowie oraz zachęcamy rodziców, aby świadomie decydowali, jaką rolę nowe technologie mają pełnić w ich rodzinie i w jaki sposób mogą to regulować. Korzystanie z urządzeń ekranowych może wzbogacać codzienność, ale jeśli robimy to nieświadomie, to może odbywać się kosztem relacji, innych aktywności czy zainteresowań. Wśród zasad, które rekomendujemy jest np. ustalenie limitów czasu przed ekranem w zależności od wieku dziecka. Zalecamy również, aby telefon nie towarzyszył rodzinie podczas posiłków, żeby to był czas na budowanie relacji, rozmowę, dzielenie się sobą. Zwracamy uwagę także na to, aby godzinę przed snem nie korzystać z urządzeń ekranowych, ze względu na niebieskie światło, które emitują ekrany, a które negatywnie wpływa na sen. Zachęcamy też do wyprowadzenia telefonu z sypialni, bo kiedy dziecko czy nastolatek budzi się w nocy, to często automatycznie sięga po telefon i sprawdza powiadomienia. Kiedy telefonu nie ma pod ręką, nie ma pokusy, żeby po niego sięgnąć. Te zasady dotyczą nie tylko dzieci, ale całej rodziny. Musimy pamiętać, że jako dorośli modelujemy pewne zachowania, a dzieci o wiele więcej uczą się z tego co robimy, niż co mówimy.

Co jeśli po pewnym czasie orientujemy się, że sprawy zaszły za daleko i nasze dziecko już ma niezdrową relację z internetem?
– Potrzebujemy się zatrzymać i zrozumieć, z czego wynika to, że dziecko korzysta z internetu w sposób, który mu nie służy. Potraktujmy problemowe korzystanie z internetu jako sygnał, i spróbujmy odkryć, co się za nim kryje. Powodów może być wiele. Może być tak, że coś trudnego dzieje się w życiu dziecka, i internet pomaga mu regulować emocje z tym związane. Problemy, od których dziecko ucieka do sieci, mogą być związane z jego funkcjonowaniem w grupie rówieśniczej, poczuciem osamotnienia, konfliktami w rodzinie, nieradzeniem sobie z presją szkolną. Dzieci kierują swoją uwagę do internetu również dlatego, że korzystając z sieci, doświadczają różnych przyjemnych uczuć, np. grając w gry czują spełnienie, satysfakcję, poczucie sprawczości, mają poczucie, że coś osiągają czy poczucie przynależności. Nie ma w tym nic złego, chyba że granie stanie się jedyną aktywnością, w której młody człowiek doświadcza tych przyjemnych uczuć. Wtedy potrzebujemy dziecko wesprzeć, w poszukiwaniu aktywności offline, które będą dla niego satysfakcjonujące i będą dawały mu poczucie spełnienia. Tłumaczmy też dzieciom, dlaczego nadmierne korzystanie z sieci jest niekorzystne, i dlaczego nie chcemy, żeby spędzały przed ekranem zbyt dużo czasu. Jeżeli zauważamy, że dziecko ma problem, to warto wspólnie poszukiwać rozwiązań i ustalić, jak będziemy stopniowo ograniczać czas online. Może się okazać, że to jest zbyt trudne i potrzebna jest pomoc psychologa czy pedagoga. Fundacja DDS prowadzi Poradnię Dziecko w Sieci, w ramach której oferowana jest bezpłatna pomoc terapeutyczna.

Znam kilka rodzin, w których rodzice sami nadmiernie korzystają z internetu. Wygląda to naprawdę dziwnie, kiedy ojciec sprzed ekranu komputera przekonuje syna, żeby skończył grać w gry. Co jeśli rodzic sam ma problem z regulacją swojego bycia w sieci?
– Badania pokazują, że rodzicom, którzy sami nadużywają internetu, trudniej jest zadbać w tej kwestii o dzieci. Jeżeli nam dorosłym trudno jest kontrolować czas przed ekranem, to potrzebujemy zatrzymać się i zastanowić, dlaczego tak jest oraz popracować nad sobą. Rodzic zajęty ekranem, nieobecny, cyfrowo rozproszony to problem, o którym coraz częściej opowiadają dzieci. Kiedy tak się dzieje, dziecko może nabrać przekonania, że telefon jest dla rodzica ważniejszy od niego i samo może sięgać po urządzenia ekranowe, żeby poradzić sobie z trudnymi emocjami, które ta sytuacja powoduje. Dlatego warto przyglądać się swoim nawykom i świadomie decydować, czy chcemy je podtrzymywać. Zauważmy moment, w którym sięgamy po telefon, i zastanówmy się, dlaczego to robimy i co powoduje, że w tym momencie mamy na to ochotę, po jakie treści sięgamy, jaka potrzeba za tym stoi. Dopóki nie odkryjemy, co powoduje, że sięgamy po telefon zbyt często, to trudno nam to będzie zmienić. Tak samo działa to w stosunku do dzieci: musimy poznać przyczynę, zanim zajmiemy się zachowaniem.

Zdaję sobie sprawę, że dziś niemożliwe jest ochronienie dziecka przed zetknięciem się z hejtem w sieci. Zastanawiam się jednak, co zrobić, aby wzmocnić jego odporność na różne negatywne komentarze?
– Odpowiedź jest jednocześnie prosta i skomplikowana. Prosta, bo to, co najbardziej chroni dziecko, to dobra i bliska relacja z rodzicem. Dziecko, które czuje się kochane, akceptowane, ważne, które na co dzień czuje obecność, zaangażowanie i wsparcie rodzica, ma inne zasoby, aby radzić sobie z tym, co spotyka je w sieci. To nie znaczy, że nie spotka się w sieci z hejtem, ale będzie miało lepsze zasoby, żeby się z tym uporać. Będzie również potrafiło poprosić rodziców o pomoc, dlatego że czuje się w relacji z nimi bezpieczne, wie, że zostanie potraktowane poważnie.
Z drugiej strony jest to skomplikowane, ponieważ budowanie bliskiej, kochającej relacji z dzieckiem dla wielu osób jest wyzwaniem – brakuje nam wzorców, automatycznie powtarzamy negatywne zachowania, które znamy z własnego dzieciństwa. Jednym z nich jest lekceważenie czy też umniejszanie dziecięcych doświadczeń. W pracy z dziećmi, które doświadczyły hejtu i cyberprzemocy bardzo częsty jest motyw braku reakcji ze strony dorosłych – rodziców i nauczycieli.
Dla dziecka potrafią to być bardzo bolesne przeżycia, które dorośli bagatelizują, mówią: nie przejmuj się, wydawało ci się, to nic takiego, na pewno nie było aż tak źle. W takich sytuacjach dziecko zostaje ze swoim problemem i uczuciami samo, traci też wiarę, że ktoś mu pomoże.

A co z modnymi w ostatnim czasie patotreściami, na które można natrafić ,,przypadkiem”, włączając YouTube czy ze zjawiskiem sekstingu – namawianiem do przesyłania rozbieranych zdjęć? Odnoszę wrażenie, że mało który nastolatek nie miał z tymi zjawiskami w praktyce kontaktu.
– W przypadku szkodliwych treści oraz ryzykownych zachowań również najważniejsza jest rozmowa. Dziecko potrzebuje usłyszeć od nas, że w internecie są dobre, ciekawe treści, ale także szkodliwe materiały, które pokazują różne negatywne zjawiska czy zachowania. Patotreści, pornografia promują negatywne wzorce dotyczące seksualności, seksu, relacji. Jeżeli nie zaproponujemy alternatywy czy komentarza do takich materiałów, mogą stać się dla młodych ludzi punktem odniesienia. Dlatego potrzebujemy z nimi rozmawiać o relacjach, o podmiotowości, szacunku do cielesności, o tym, czym jest seksualność, czym jest seksting, na jakie zachowania w relacjach jest zielone, a na jakie czerwone światło, jak mogą zareagować w sytuacji, gdy ktoś ich poprosi o nagie zdjęcie albo będzie wywierał na nich presję. Potrzebujemy wprost nazywać różne zjawiska. Możemy korzystać z różnych filmów i seriali, które oglądamy razem z dzieckiem, wskazywać konkretne zachowania bohaterów i rozmawiać o nich, komentujmy też to, co wydarza się w kulturze, w której funkcjonują nastolatki. To tak naprawdę nie są rozmowy o internecie, ale o wartościach, które chcemy przekazać naszym dzieciom.

Słucham o tych wszystkich zagrożeniach i zastanawiam się, czy w praktyce korzystanie przez dziecko z internetu ma szansę być pozytywne…
– Oczywiście, że tak! Internet to dostęp do wiedzy, ciekawych ludzi, bliskich osób, rozrywki, to też narzędzie, dzięki któremu możemy realizować swoje pasje czy angażować się społecznie. Wspólnie z dzieckiem poszukujmy tych wartościowych zasobów online, bądźmy proaktywni i proponujmy ciekawe treści. Często dzieci funkcjonują w pewnej bańce, w której popularne są określone treści, pokazujące świat w określony sposób. Potrzebujemy to komentować oraz pokazywać alternatywne źródła wzorców i informacji.
Część nastolatek na przykład obserwuje konta modelek – zdarza się, że zaczynają się z nimi porównywać, krytycznie oceniać swój wygląd i redukować swoją wartość do tego ,jak wyglądają i czy spełniają pewne standardy dotyczące wyglądu. Rozmawiajmy z nimi o różnorodności, ciałopozytywności, pokazujmy, że wartość, siła człowieka nie polegają na tym, jak wygląda. I pokazujmy profile różnych ciekawych osób: sportsmenek, aktywistek, naukowczyń, aby poszerzać kobiecość i rolę kobiety o inne jakości, umiejętności, kompetencje, budować pełniejszy obraz. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki