Autoagresja ma wiele twarzy

Zachowania autoagresywne świadczą o tym, że dana osoba cierpi i w jej życiu dzieje się coś, co przekracza jej możliwości adaptacyjne. To jednak nie tylko cięcie się – repertuar zachowań, którymi krzywdzimy samych siebie, jest o wiele bardziej różnorodny.
Czyta się kilka minut
il. Agnieszka Robakowska
il. Agnieszka Robakowska

Wizyta w muzeum tortur skłania wielu odwiedzających do refleksji, jak niezwykle wyrafinowane sposoby na zadawanie cierpienia innym ludzie wymyślili na przestrzeni wieków. Ludzka kreatywność w zakresie okrucieństwa (ale także realizowania swojej seksualności) jest niemal nieograniczona. Tak samo perwersyjnie twórczy potrafimy być, jeśli chodzi o praktykowanie sposobów na krzywdzenie siebie, czyli autoagresję.

Wyobrażona zbrodnia i realna kara
Dlaczego jesteśmy autoagresywni? Z tych samych powodów, dla których bywamy agresywni wobec innych: bo ich nie znosimy, bo kieruje nami żądza odwetu za wcześniejsze krzywdy, bo boimy się danej osoby i czujemy, że musimy się w taki sposób bronić albo uważamy, że inni ludzie zasługują na karę. Dokładnie te same motywacje mogą sprawiać, że niekiedy człowiek agresję kieruje na samego siebie: krzywdzimy siebie, kiedy czujemy się winni i w swoim rozumowaniu zasługujemy na karę, gdy nie możemy wybaczyć sobie błędu z przeszłości, albo gdy nienawidzimy siebie samych i swoich ciał. U podłoża autoagresji leży także bezradność i nieumiejętność rozwiązywania konfliktów wewnętrznych w zdrowszy sposób – podobnie jak agresja wobec innych wiąże się z nieumiejętnością rozwiązywania sporów interpersonalnych. Zachowania autoagresywne często występują zatem u osób, które były wychowywane w bardzo restrykcyjny sposób i były surowo karane za przewinienia, u jednostek, które doświadczyły przemocy i traum, a także u tych, którym zwyczajnie nie wpajano troski o własne ciało i zdrowie. Ktoś, kto w dzieciństwie i okresie dojrzewania był okrutnie traktowany, nierzadko w późniejszych okresach życia sam staje się swoim oprawcą, gdyż internalizuje przekonanie, że „rozwiązaniem” dyskomfortu lub poczucia winy jest zadanie sobie bólu, a przykre odczucia płynące z ciała mogą maskować (oczywiście tylko na chwilę) stan cierpienia emocjonalnego. Czasami – zwłaszcza u nastolatków, którzy z natury bywają bardziej impulsywni – okaleczanie samego siebie staje się wręcz nawykiem. Specyficzne – choć krótkotrwałe – poczucie ukojenia i związany z aktem autoagresji wyrzut dopaminy sprawia, że młoda osoba przyzwyczaja się do takiej formy regulowania swoich emocji. Im dłużej osoba krzywdząca siebie musi czekać na interwencję z zewnątrz, tym bardziej schemat działania się u niej utrwala, a niekiedy – wraz z dojrzewaniem i coraz lepszym rozumieniem społecznych oczekiwań – zachowania autodestrukcyjne zaczynają przybierać bardziej subtelną, trudniejszą do zidentyfikowania formę.

Nieoczywista nienawiść do siebie
Większości z nas autoagresja kojarzy się z fizycznym atakiem na siebie samego. Nie jest to nieuzasadnione: rzeczywiście bardzo często spotykaną formą zachowań autodestrukcyjnych jest uszkadzanie swojej skóry, np. poprzez nacinanie jej (tzw. cięcie się), nakłuwanie lub przypalanie. Jednak repertuar zachowań autoagresywnych u ludzi jest o wiele bardziej różnorodny. Autoagresja może polegać na odmawianiu sobie jedzenia lub nadmiernym objadaniu się, wyrywaniu sobie włosów, impulsywnym tatuowaniu się, niezwykle intensywnych ćwiczeniach fizycznych czy celowej deprywacji snu. Podobnie jak wobec innych osób, tak samo wobec samego siebie człowiek może stosować także inne rodzaje agresji poza tą czysto fizyczną, czyli na przykład psychiczną czy seksualną. Psychiczna autoagresja może polegać na sabotowaniu ważnych dla nas relacji, ciągłym obwinianiu i zawstydzaniu samego siebie (np. z powodu wyglądu), wypowiadaniu się na swój własny temat z pogardą albo przewlekłym deprecjonowaniu własnych osiągnięć i sukcesów. W ponowoczesnych społeczeństwach samookaleczaniem bywa także branie na swoje barki ogromnej liczby obowiązków, z których późniejsze wywiązanie się jest ekstremalnie trudne, albo wręcz niemożliwe. Kiedy zaś osoba z tendencjami do autoagresji „zawali” któreś ze zobowiązań, odczuwa wyrzuty sumienia, które następnie… prowadzą do jeszcze częstszych zachowań autodestrukcyjnych. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że przekraczanie swoich granic bez wyraźnych „wskazań” do takiego działania (np. przygotowań do startu w zawodach sportowych, które siłą rzeczy wymagają mnóstwo wysiłku) zwykle nosi znamiona autoagresji. Niekiedy ludzie w schemacie „nadużywania” siebie potrafią tkwić przez niemal całe życie – jeśli, rzecz jasna, w porę nie otrzymają potrzebnej pomocy. Szczególnie narażone na działanie w tego typu „trybie” są osoby z rodzin dysfunkcyjnych, które musiały przedwcześnie dorosnąć i czują przymus nieustannego udowadniania własnej wartości i przydatności.

Przygoda czy autosabotaż
Niezwykle ciekawym zagadnieniem z punktu widzenia seksuologii jest także autoagresja seksualna. Nie, nie chodzi tutaj wyłącznie o okaleczanie intymnych części swojego ciała – choć one też mogą wskazywać na zaburzenia w rozwoju psychoseksualnym człowieka. Z przeszywającą precyzją działanie tego rodzaju ukazuje powieść Elfriede Jelinek Pianistka (a także jej filmowa adaptacja), której główna bohaterka, żyjąca w patologicznym „związku” z własną matką, uszkadza okolice swoich narządów płciowych. Seksualna autoagresja będzie polegała jednak również na podejmowaniu ryzykownych zachowań seksualnych (np. współżyciu z nieznajomymi pod wpływem alkoholu), wybieraniu na partnerów osób nieszanujących naszych potrzeb i pragnień czy podejmowaniu specyficznych praktyk erotycznych z osobami, którym nie ufamy (np. podduszanie). Oczywiście z perspektywy klinicznej nie każda osoba, która uprawia lub uprawiała seks poza stałym związkiem, jest zaburzona i wymaga leczenia – czasami jednak to, co dana osoba opisuje jako „przygodę”, w istocie stanowi akt potencjalnie autodestrukcyjny.
Inną kategorią autoagresji, którą czasami podczas diagnozy i rozmów z pacjentami pomijają nawet specjaliści, jest bierna autoagresja. Agresja bierna, nazywana czasami „zimną”, jest tą formą krzywdzenia, która polega nie na bezpośrednim działaniu, ale na zaniechaniu działania – w związkach bierna agresja przejawia się zatem np. poprzez „karanie ciszą” (tzw. ciche dni), lekceważenie ważnych dla drugiej osoby dat i świąt, unikanie rozmowy na istotne tematy. Jednak agresję bierną – tak samo jak każdą inną – można stosować również wobec samego siebie. Jej przejawy będą czasami trudne do zaobserwowania (lub do nazwania) z zewnątrz. Bierna autoagresja będzie bowiem polegała na zaniechaniu działań, które uczyniłyby nas zdrowymi lub szczęśliwymi: osoba biernie autoagresywna będzie zatem unikać wizyt u lekarza i aktywności fizycznej, nie będzie w stanie docenić obecności w swoim życiu kochających ją osób, a także podjąć pracy, która mogłaby zwiększyć jej poziom zamożności. Niestety bardzo często taką formę krzywdzenia siebie mylimy z lenistwem, lekkomyślnością lub po prostu społecznym wycofaniem – w istocie jednak za zachowaniami autoagresywnymi kryją się nie tyle niskie potrzeby życiowe, ile podświadome dążenie do frustrowania tych potrzeb. Przyczyny takich zachowań są podobne do tych, które popychają ludzi do innych form zachowań autodestrukcyjnych – jednak będą one zwykle ukryte głębiej oraz często związane z pozornie wysokim poziomem funkcjonowania społecznego danej osoby. „Zimna” autoagresja jest przecież wysumblimowaną, niewidoczną na pierwszy rzut oka formą znęcania się nad sobą. Jednostka, która stosuje ją wobec siebie, nie wierzy lub nie chce uwierzyć, że zasługuje w życiu na troskę i dobrobyt, więc sama się ich pozbawia – choć na jej rękach nie będą widoczne ślady nacięć, drapania się lub przypalania.

Niezbędna nauka wybaczania
Zachowania autoagresywne zawsze świadczą o tym, że dana osoba cierpi i w jej życiu dzieje się coś, co przekracza jej możliwości adaptacyjne (czasami możliwości te z różnych przyczyn są niewielkie). Właśnie z uwagi na przeżywane cierpienie osoby dokonujące samookaleczeń nie powinny być wyśmiewane i odrzucane – zdrowych ludzi nie powinien przecież bawić głęboki ból emocjonalny innych. W tym miejscu warto jednak zauważyć, że niektóre aspekty naszej kultury sprzyjają prześmiewczemu podejściu do autoagresji: dość wspomnieć niewybredne żarty na temat okaleczających się młodych ludzi należących do subkultury „emo” lub… sposób przedstawienia samookaleczeń dokonywanych przez Zgredka w sadze o Harrym Potterze. Biedny skrzat domowy, nad którym znęcała się rodzina Malfoy’ów, kiedy miał poczucie winy, przypalał sobie ręce żelazkiem lub okładał się po głowie – w narracji powieści i jej adaptacji zachowania te były ukazane jako uciążliwe i komiczne, a nie jako coś zasługującego na uwagę. Na szczęście – co jest bez wątpienia niosącą nadzieję wiadomością – większość samookaleczeń nie „zwiastuje” zamachu samobójczego. Owszem, zdarza się, że na przykład ktoś, kto ma myśli samobójcze, okalecza się, aby niejako „przygotować się” do odebrania sobie życia, jednak większość osób podnoszących na siebie rękę chce żyć – nie umie jednak zredukować napięcia towarzyszącego temu życiu w bezpieczny sposób. Z drugiej strony wiemy również, że – niestety! – czasami zachowania autoagresywne, które miały być powierzchowne i niezagrażające życiu, prowadzą do zgonu lub poważnych problemów zdrowotnych. Nacinanie ciała – zwłaszcza pod wpływem środków psychoaktywnych – może skończyć się uszkodzeniem dużych naczyń krwionośnych i krwotokiem, a na przykład wykonywanie tatuaży w garażu kolegi za pomocą niesterylnych narzędzi może doprowadzić do zakażenia wirusem HIV. Co więcej, samookaleczenia na przykład u osób dotkniętych zaburzeniami osobowości lub zespołami urojeniowymi mogą wykazywać tendencję do narastającej gwałtowności – początkowa trzydniowa głodówka „zmienia się” w dążenie do niejedzenia przez dwa tygodnie, a rany zadawane sobie za pomocą cyrkla „przechodzą” w okaleczenia dokonywane za pomocą kuchennych noży. Z tych właśnie powodów w pracy terapeutycznej z pacjentami okaleczającymi się bardzo ważne jest monitorowanie siły i natężenia zachowań autoagresywnych, a każda osoba, która „uszkadza” siebie, jak najszybciej powinna otrzymać pomoc psychoterapeutyczną i psychiatryczną. Dla wyzdrowienia pacjenta niezbędne będzie zrozumienie przyczyn tych zachowań (czasem bardzo złożonych), a także pomoc w nauczeniu się innych, niedestrukcyjnych sposobów regulowania swoich emocji. Wreszcie – ważne jest, by pacjent nauczył się wybaczać sobie błędy, których nie sposób jest w życiu nie popełniać. Nieustanne karanie się za rzeczywiste lub wyobrażone złe uczynki musi ustać, jeśli dana osoba ma wieść zdrowe i satysfakcjonujące życie.
Rozmawiajmy więc z naszymi dziećmi i innymi ważnymi osobami o tym, że owszem, warto od siebie wymagać, ale jednocześnie żaden błąd, upadek czy zła decyzja nie odbiera nam prawa do patrzenia na siebie samego z życzliwością. Obecność tego elementu w wychowaniu zmniejszy ryzyko wystąpienia autoagresywnych zachowań w przyszłości.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2025