Logo Przewdonik Katolicki

Urealniając ból duszy

Weronika Frąckiewicz
fot. Instants/Getty Images

Rozmowa z Magdaleną Zych o nieumiejętności regulacji emocji, nieoczywistym samookaleczaniu i potrzebie nieobwiniania rodziców

Zachowania autodestrukcyjne to takie, w których ktoś szkodzi sam sobie – fizycznie lub psychicznie. Bywa za nie uznawane na przykład nadmierne robienie tatuaży czy kolczykowanie ciała. Czym zachowania autodestrukcyjne są w rzeczywistości?
– To wszystkie zachowania, które na celu mają uszkodzenie ciała, czego skutkiem ma być zadanie sobie bólu i cierpienia. Jeśli ktoś robi tatuaże, ponieważ mu się podobają, chciałby za ich pomocą coś przekazać światu lub stanowią część jego wyrażania siebie, a ból towarzyszący ich powstawaniu jest tylko elementem dojścia do celu, to nie jest to zachowanie autoagresywne. Jeśli ktoś robi tatuaże, a jego głównym celem jest odczucie bólu podczas zabiegu, to możemy mówić o zachowaniu autoagresywnym. Patrząc na osobę i wyciągając ogólny wniosek, nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić. Warto odkryć podłoże decyzji, aby wiedzieć, gdzie dane zachowanie przyporządkować.
Podłożem zachowań autoagresywnych zawsze będą emocje, i to przeróżne. Czasem dzieci w gabinecie mówią o okropnym cierpieniu, które odczuwają, a którego nie rozumieją. Nie potrafią nazwać tego, co się dzieje, a ból fizyczny, który sobie zadają, w jakiś sposób symbolizuje ból psychiczny, który odczuwają. Osoba krzywdzi swoje ciało, jej ból staje się realny. Warto pamiętać, że samookaleczenia towarzyszą często różnym zaburzeniom psychicznym. Mogą współwystępować m.in. w depresji, zaburzeniach lękowych, zaburzeniach osobowości. Moi mali pacjenci cierpiący na depresję często dzielą się ogarniającym ich uczuciem pustki. Człowiek znajduje się wówczas w pewnym stanie otępienia, a ból fizyczny służy temu, aby coś poczuć, chociażby na ciele. Samookaleczenia często służą redukcji napięcia. Jeśli dziecko ma dużo trudności w szkole, w domu, wśród rówieśników, a napięcia z tym związane narastają, próbuje ono znaleźć różne drogi poradzenia sobie z nim. Uszkodzenia ciała w jakiś sposób te napięcia obniżają, dając poczucie ulgi. Czasami zachowania autoagresywne są formą zwrócenia na siebie uwagi. Rodzice nierzadko wówczas odnoszą wrażenie, jakby dzieci manipulowały samookaleczeniami, epatowały nimi. Zawsze w takich sytuacjach zadaję pytanie – sobie, ale również rodzicom: czego tak bardzo dziecku musi brakować, że sięga ono po tak drastyczny środek? Trudno mi słyszeć stwierdzenia o manipulacjach, ponieważ rozmawiam z dziećmi i wiem, z jakim cierpieniem się mierzą, często same tego nie rozumiejąc. Jeśli w klasie pojawi się osoba, która się okalecza, niektórzy rówieśnicy będą próbowali ją naśladować. Różnica polega na tym, że dzieci, które będą robiły to z ciekawości, zrobią to tylko raz, bo nie przyniesie im to wypełnienia, obniżenia napięcia, gdyż nie jest to ich potrzebą. Problem pojawia się wtedy, kiedy dziecko nie radzi sobie z trudnymi emocjami, spróbuje z ciekawości i padnie to na podatny grunt. Dziecko zda sobie sprawę, że się z czymś fatalnie czuło, ale zrobiło to, co kolega czy koleżanka, i przyniosło mu to ulgę. Taka osoba prawdopodobnie będzie kontynuować samookaleczanie.

Kim jest dziecko lub młody człowiek, który przejawia zachowania autodestrukcyjne?
– Tym, co łączy dzieci i młodzież przejawiające zachowania autodestrukcyjne, są skumulowane trudne emocje i nieumiejętność radzenia sobie z nimi w akceptowany sposób. Te dzieci, które dokonują samouszkodzeń, nie nauczyły się tego, bo albo nie miały od kogo, albo sposoby, które były im podpowiadane, nie działały. Mogło też się wydarzyć coś, na co nie miały wpływu i nie nauczyły się regulacji emocjonalnej w takim stopniu, w jakim jej potrzebowały. Ostatnio w siódmej i ósmej klasie szkoły podstawowej prowadziłam warsztaty o stresie. Zapytałam uczniów, co ich rodzice robią, aby obniżyć napięcie emocjonalne, jak sobie radzą ze stresem w pracy i w domu. Na 35 osób tylko jedna dziewczynka potrafiła powiedzieć, jakie widzi sposoby u mamy. Brakuje w naszym społeczeństwie profilaktyki zdrowia psychicznego. Nie przekazujemy dzieciom informacji, że jeśli ktoś czuje się smutny czy zestresowany, może pójść na spacer, basen, poczytać, spotkać się z kimś. Dzieci potrzebują podpowiedzi, co robić z trudnymi emocjami. Musimy również pozwolić im przeżywać frustrację. Dziś wielu rodziców obawia się zdenerwowania dziecka, odmówienia mu czegoś, narażenia na sytuację, w której musi sobie samo z czymś poradzić. Dziecko, mierząc się z wyzwaniami dnia codziennego, uczy się regulacji emocjonalnej.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę opublikowała raport, który pokazuje, że w ostatnim czasie zachowania autodestrukcyjne wzrosły o 138 proc. Cofam się do swoich nastoletnich czasów i nie przypominam sobie nikogo, kto przejawiałby tego typu zachowania. Dlaczego widzimy w ostatnich latach tak drastyczny wzrost autoagresji wśród dzieci i młodzieży?
– Ulubionym powiedzeniem psychologów jest stwierdzenie „to zależy”. W przypadku każdej osoby przyczyny wystąpienia zachowań autodestrukcyjnych będą inne. Pracuję z młodszymi dziećmi (7-, 8-letnimi) oraz z młodzieżą i z mojej perspektywy ich rzeczywistość jest trudniejsza niż była nasza. Mam wrażenie, że ich świat jest bardziej skomplikowany. Gdy dorastało pokolenie dzisiejszych 30-, 40-latków, relacje w bliższej i dalszej rodzinie były bardziej rozbudowane, otrzymywaliśmy więcej wsparcia z zewnątrz, mieliśmy więcej kolegów i koleżanek. Zajęcia dodatkowe nie były jeszcze tak powszechne, a wolny czas spędzaliśmy z rówieśnikami. Tymczasem patrzę na życie moich pacjentów i oni praktycznie nie mają czasu wolnego. Większość z nich żyje w rodzinach nuklearnych, czyli na co dzień ma kontakt tylko z mamą, tatą i ewentualnie, jeśli jest rodzeństwo, z bratem, siostrą. Dużo rzadszy kontakt jest z dziadkami, nie mówiąc o wujkach, ciociach, kuzynach czy sąsiadach. Dodatkowo dzieci bombardowane są przestrzenią internetu, która kreuje wobec nich mnóstwo nierealnych oczekiwań. Media społecznościowe ukazują ideał życia jako pasmo sukcesów, dlatego współczesne dzieciaki żyją w kulturze porównywania się. Wracając do pani pytania o zwiększoną liczbę zachowań autodestrukcyjnych – myślę, że bezpośrednią przyczyną takiego stanu rzeczy jest trudniejsza rzeczywistość, z którą muszą się mierzyć.

Myśląc o samookaleczaniu, większość z nas ma przed oczyma cięcie się żyletką. Jakie inne formy mogą przybierać zachowania autodestrukcyjne?
– Akurat żyletka jest używana stosunkowo rzadko. Moi młodzi pacjenci częściej używają nożyczek, kapsla od butelki, cyrkla, gdyż są to przedmioty łatwo dostępne i w powszechnej świadomości niekojarzące się z zadawaniem bólu. Warto podkreślić, że zachowania autodestrukcyjne to nie tylko cięcie się, zachowań tych jest całe spektrum. Często są wśród nich takie, których nie postrzegamy jako autoagresji w ogóle, m.in. przygryzanie ust, obgryzanie policzków od środka, obgryzanie skórek od paznokci albo gryzienie paznokci, szczypanie się, uderzanie się, przypalanie się na przykład papierosami, wyrywanie sobie włosów. Mniejsze dzieci, które mają trudność z dostępem do narzędzi, autoagresję przejawiają często w inny sposób, np. prowokując inne osoby do agresji na siebie. Nie mając dostępu do narzędzi, nie wiedzą jak się uszkodzić, lub za bardzo się bojąc, sprowokują mamę, tatę, babcię, brata, żeby ich uderzyli, albo nauczyciela, żeby nakrzyczał. Formą autoagresji jest również mówienie o sobie źle, krytykowanie siebie przy innych, ale również w tym dialogu wewnętrznym, który każdy z nas prowadzi. Kwestią, o której mało się mówi, a która również stanowi autoagresję, jest przejadanie się. Często robią to dorośli, próbując wyregulować emocje: „wiem, że mam alergię na laktozę, ale zjem cały kubełek lodów. Będę odczuwać mdłości, bóle żołądka”. Formą autoagresji jest również niebranie leków, mimo że raczej z tego typu zachowaniami kojarzy nam się nadmierne przyjmowanie środków medycznych. U dorosłych, ale obecnie również u dzieci i młodzieży, formą autoagresji jest przepracowanie i nieprzeznaczanie czasu na odpoczynek czy relaks. Autoagresją mogą być również nadmierne ćwiczenia, np. na siłowni, zwłaszcza w sytuacji, gdy ktoś zmaga się z kontuzją, a mimo to podejmuje aktywność fizyczną.

Po czym najbliższe otoczenie może poznać, że dziecko lub nastolatek się okalecza?
– Jeśli chodzi o rodziców, drogą do zauważenia objawów jest inwestycja w czas z dzieckiem – od momentu, gdy pojawi się ono w rodzinie. Dzieci, które mają silne poczucie relacji i więzi z rodzicami, w którymś momencie się otwierają i są w stanie powiedzieć o swoim problemie lub go pokazać. Tam, gdzie czasu i relacji jest mniej, trudniej będzie dostrzec symptomy. Dziecko będzie zamknięte w sobie i nie będzie chciało się podzielić swoim cierpieniem, ponieważ nie będzie miało przekonania, że uzyska wsparcie. Czasem gdy rodzic dowie się, że dziecko się okalecza, zalewa je falą kontroli. Dzieci tego nie chcą, boją się, że gdy wypłynie temat samookaleczania, nie będą mogły w żadnym stopniu stanowić o sobie. Moi pacjenci mówią o wielu obawach. Fizyczne formy samookaleczenia łatwiej zobaczyć. Zazwyczaj ktoś nosi długie rękawy, długie spodnie w upale 35-stopniowym, nie chce ćwiczyć na wuefie, nie chodzi na basen. Psychiczne formy autodestrukcji trudniej dostrzec. Czasem pierwszy dowiaduje się psycholog szkolny, gdyż dzieci wiedzą, że obowiązuje go tajemnica zawodowa. W rodzinach kładłabym nacisk na relację. Odejdźmy od podejścia, że rodzic mówi, a dziecko zawsze ma słuchać. Potrzebna jest nam wzajemna komunikacja, wtedy dziecko będzie miało poczucie, że jeśli opowie o swoim problemie, to nie nadejdzie koniec świata.

Jak w codzienności powinien zachowywać się rodzic, którego dziecko przejawia zachowania autodestrukcyjne?
– Gdy u dziecka pojawiają się zachowania autoagresywne, rodzic przejawia różne emocje. Niektórzy stają się bardzo zrezygnowani, pojawia się u nich poczucie winy, zastanawiają się, co źle zrobili. Zdarza się, że w ich zachowaniu dominuje złość i agresja. Czasem pojawia się bagatelizowanie czy próba minimalizowania tej trudności. Są też rodzice, którzy będą się nad dzieckiem nadmiernie rozczulać, zaczną mu usługiwać, spełniać wszystkie jego życzenia. Wbrew pozorom będzie to zachowanie wzmacniające autodestrukcję, gdyż dzieci podświadomie się nauczą, że mogą z tego korzystać. Rada, której udzieliłabym rodzicom, to zachowanie względnego spokoju i pewnego rodzaju zdystansowania się. Zdaję sobie sprawę, że łatwo to zalecać, gdy problem nas nie dotyczy, jednak moje doświadczenie pokazuje, że jest to najlepszym lekarstwem na kryzysową sytuację. Mam świadomość, że główną emocją, która towarzyszy rodzicom, jest strach. Przede wszystkim rodzic powinien poszukać pomocy psychologicznej i wsparcia dla siebie, gdyż to również wpłynie na poprawę funkcjonowania dziecka.

W którą stronę mogą prowadzić zignorowane zachowania autodestrukcyjne?
– Z naszego doświadczenia wynika, że zachowania mogą się nasilać aż do stadium, w którym dziecko może podjąć próbę odebrania sobie życia. Jeżeli będziemy bagatelizować to wołanie o pomoc, nie będziemy reagować, dziecko zacznie eskalować zachowania. Ważne jest, aby pamiętać, że ono zawsze chce być uratowane, chce, aby poświęcić mu uwagę, a jeśli to nie zadziała, spróbuje czegoś innego, mocniejszego. Rodzice często mają niepokój, że jeśli dziecko się okalecza, to za rogiem czeka próba samobójcza. To nie zawsze jest takie czarno- białe. Warto, aby każdy przypadek diagnozował specjalista. Samookaleczenia w kontekście samobójstw i prób samobójczych zazwyczaj mają dwa przeciwstawne cele. Niektórzy dokonują samookaleczeń trochę jako „ćwiczeń” przed próbą samobójczą, oswajają ból i cierpienie. Z drugiej strony jest grono dzieci, młodzieży, a także osób dorosłych, którzy okaleczają się właśnie po to, żeby nie odebrać sobie życia. Zachowania autoagresywne pozwalają im regulować emocje do tego stopnia, że myśli samobójcze pojawiają się w mniejszym natężeniu. Dlatego zawieranie kontraktów na ,,nieuszkadzanie” może doprowadzić u takich osób do tego, że chcąc dotrzymać danego na przykład rodzicowi słowa, już więcej tego nie zrobi, ale paradoksalnie dokona próby samobójczej. Napięcie związane z dotrzymaniem słowa osiągnie poziom maksimum, a brak umiejętności właściwej regulacji sprawi wybuch. Do każdej osoby wykazującej zachowania autoagresywne należy podejść bardzo indywidualne. Praca z tymi osobami bywa bardzo często trudna, gdyż one same nie wiedzą, dlaczego to robią. Nieustanne pytania ze strony rodziców czy nauczycieli „po co ty to robisz”, „jaki masz cel” tak naprawdę nic nie dają, a bywają przyczyną ogromnej frustracji. Czasem nawet długi proces terapeutyczny nie da odpowiedzi na pytanie, co jest przyczyną samouszkodzeń, a jedynym rozwiązaniem sytuacji będzie znalezienie nowych sposobów regulacji emocji.

1 marca przypada Dzień Świadomości Autoagresji, tymczasem w naszym społeczeństwie ciągle boimy się podejmować ten temat na szerszą skalę. Jak mądrze zwiększać świadomość społeczną, jednocześnie nie stygmatyzując osób, które się okaleczają?
– Przede wszystkim skupiłabym się na tym, żeby mówić, że zachowania te są dość powszechne i nie są niczym wstydliwym. Jeszcze 15 lat temu depresja była czymś, do czego ludzie publicznie się nie przyznawali. W rodzinach także ukrywaliśmy, gdy ktoś chorował. W którymś momencie zaczęliśmy otwarcie o tym mówić i trochę znormalizowaliśmy temat depresji jako choroby. Nasze społeczeństwo potrzebuje, aby taki sam proces zadział się w przypadku zachowań autodestrukcyjnych. W mówieniu o zaburzeniach autodestrukcyjnych w przestrzeni publicznej warto unikać zrzucania winy na rodziców, gdyż generuje to lęk przed otwartym mówieniem o problemie. Sprawia to, że rodziny zostają z zachowaniami autodestrukcyjnymi same. Prawdą jest, że nigdy za problemami psychicznymi nie stoi jeden czynnik. Spychanie całej odpowiedzialności na rodziców za zaburzenia psychiczne dziecka jest podejściem zero-jedynkowym. Często dzieje się tak, że jedno wydarzenie jest tym, co przechyli czarę goryczy, ale osoba, która tego doświadcza, ma bagaż trudnych doświadczeń, różnego pochodzenia. Przyjęło się powszechnie mówić, że uzyskanie pomocy psychiatrycznej lub psychologicznej, zwłaszcza przez dzieci i młodzież, graniczy z cudem. Pozostaje tylko cierpieć w czterech ścianach domu. Nie do końca jest to prawdą. W ramach NFZ rzeczywiście taka możliwość może być utrudniona. Są jednak różne organizacje pozarządowe, jak choćby nasza fundacja, które działają w sytuacjach kryzysowych. W trudnych sytuacjach jesteśmy w stanie zorganizować spotkanie już następnego dnia. Wszelkie informacje o naszej fundacji, a także o możliwości wsparcia nas np. w formie 1,5 %, dostępne są na naszej stronie: zobaczjestem.pl.

---

MAGDALENA ZYCH
Psycholog, ukończyła szereg kursów z tematyki interwencji kryzysowej oraz zachowań samobójczych i samookaleczeń prowadzonych przez Polskie Towarzystwo Suicydologiczne oraz Dolnośląskie Centrum Psychoterapii. Pracuje z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. W Fundacji ,,Zobacz… Jestem” koordynuje pracę wolontariuszy i stażystów, prowadzi i przygotowuje szkolenia oraz warsztaty


 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki