Logo Przewdonik Katolicki

Autoagresja – wołanie o pomoc

Bogna Białecka
ILUSTRACJA AGNIESZKA SOZAŃSKA

Czy samouszkodzenia to po prostu szkodliwa próba przyciągnięcia uwagi? Jakie są przyczyny zjawiska, które coraz częściej dotyka dzieci i młodzieży?

Gdy rok temu wybuchła w Polsce histeria „Niebieskiego wieloryba”, doniesiono o wielu wypadkach dzieci, które nacinały sobie skórę, twierdząc, że to gra im kazała. Rozpętana w mediach panika miała może jeden pozytywny efekt: skłoniła część rodziców do zauważenia, że ich dzieci się tną. Niestety, w wielu przypadkach mogło skończyć się to zrzuceniem odpowiedzialności na (nieistniejącą przecież) grę zamiast szukania prawdziwych przyczyn samookaleczeń.
 
Traumatyczne przeżycia i trudne emocje
Samouszkodzenia obejmują najczęściej nacinanie skóry lub jej przyżeganie, rzadziej celowe stłuczenia czy nawet łamanie kości. Dzieci i młodzież z reguły starają się to ukryć przed rodzicami, na przykład nosząc niezależnie od pogody ubrania zakrywające całe ręce i nogi.
W większości wypadków autoagresja wydaje się wiązać ze skrajnie trudnymi i stresującymi przeżyciami z okresu dzieciństwa i dojrzewania. Najczęstsze źródła traumy to wykorzystanie seksualne, gwałt, maltretowanie lub strata rodzica – wskutek śmierci, rozwodu, długotrwałego oddzielenia w postaci pracy rodzica za granicą czy hospitalizacji. Inne źródła traum to bolesne, długotrwałe zabiegi medyczne lub hospitalizacja, bycie częstym świadkiem przemocy, znęcanie się i odrzucenie ze strony rówieśników, molestowanie seksualne ze strony rówieśników lub dorosłych poza domem. Samookaleczanie idzie często w parze z anoreksją, może też być elementem towarzyszącym autyzmowi.
Dodatkowym czynnikiem wzmacniającym samookaleczanie jest towarzystwo uznające takie zachowania za właściwe, normalne, czy wręcz je gloryfikujące. Jednym z problemów placówek opiekuńczych jest obecność w wielu z nich swoistej „kultury cięcia się”, zwykle starannie ukrywanej przed dorosłymi, jednak przekazywanej kolejnym rezydentom. Z kolei wszechobecny dostęp dzieci do internetu skutkuje łatwością znalezienia online grup gloryfikujących samouszkodzenia i przekazujących sobie informacje, jak ranić się głębiej, boleśniej, jak lepiej ukrywać to przed dorosłymi. Ważne jest, byśmy wiedzieli, że to nie „złe towarzystwo” spowodowało, że dziecko zaczęło się ciąć, lecz raczej dziecko odnalazło to „złe towarzystwo”, bo czuje, że to ludzi, którzy są mu bliscy, mając ten sam problem.
Emocje, które stoją u podstaw samookaleczenia, to: rozpacz wynikająca z poczucia bezsilności, lęku, zdrady ze strony najbliższego otoczenia; poczucia opuszczenia i przerażającego wrażenia, że świat nie jest bezpiecznym miejscem; trudności z rozpoznaniem, rozumieniem i nazywaniem uczuć. Bywa, że zadawanie sobie ran jest sposobem wyrażenia targających człowiekiem emocji, jak i samego traumatycznego przeżycia. U części osób autoagresja jest związana z nienawiścią do siebie czy swojego ciała, z przekonaniem, że gdyby byli naprawdę wartościowi, dobrzy, godni miłości, to trauma by ich nie spotkała.

Funkcje samouszkodzenia
Oczywistym pytaniem, które każdemu przychodzi na myśl, jest: dlaczego ludzie to sobie robią, co im to daje? Czy to po prostu szkodliwa próba przyciągnięcia uwagi? Badania pokazują, że samouszkodzenia pełnią wiele funkcji.
Przede wszystkim są zastępczym, niezdrowym sposobem poradzenia sobie z cierpieniem. Wielu osobom samouszkodzenie służy jako metoda radzenia sobie z problemami i utrzymywania się przy życiu wbrew ogromnemu napięciu psychicznemu. Zadawanie sobie ran może być odczuwane jako ratowanie sobie życia. Gdy uczucia stają się nieznośne, cięcie się może spełnić swą rolę, przynosząc uspokojenie i redukcję napięcia.
Niektórym osobom służyć może jako kara za swe niedostatki i manifestacja nienawiści do samego siebie. Rana odwraca uwagę człowieka od napięcia i lęku, od nieprzyjemnych myśli, daje chwilową ucieczkę od emocjonalnej udręki. Może spełniać funkcję „oczyszczania”, czyli dawać poczucie, że przez kaleczenie się pozbywają się „nieczystości”, „zła” i „skalania”. Wielu osobom samouszkadzanie daje poczucie, że nad czymś mają władzę, że korzystają z autonomii i są panami własnego życia. Czasami ludzie nie czują pełnej styczności z tym, co się dzieje, wydaje im się, że nie przeżywają własnych doświadczeń. Określa się to mianem dysocjacji. Rana wstrząsa organizmem, wyostrzając na powrót odbiór rzeczywistości i pomaga położyć kres epizodowi odcięcia się od własnych przeżyć. W końcu autoagresja może być próbą nawiązania komunikacji z innymi. Człowiek nie potrafi w zdrowy sposób wyrazić swoich problemów i ma wrażenie, że mowa nie ma mocy przekazu i nie jest w stanie unaocznić innym jego wewnętrznych cierpień. Często ludzie, którzy mają trudność ze zwracaniem się do innych z prośbą o pomoc lub opiekę, uciekają się do samookaleczania w celu ich uzyskania.
W sytuacji gdy dana osoba cały czas doświadcza traumy (jest ofiarą przemocy czy wykorzystywania seksualnego), samouszkodzenie może być metodą odpychania od siebie innych, próbą zapewnienia sobie bezpieczeństwa, sposobem zniechęcenia do dalszego wykorzystywania. Jak opisała to pewna pacjentka: „Musiałam trzymać się od nich z daleka. Byłam przekonana, że jeśli zobaczą, jak bardzo cierpię i się okaleczam, to mnie już nie skrzywdzą”.
Bardzo ważne jest, byśmy zrozumieli, że samouszkodzenia to nie efekt wolnej decyzji, a wyraz przerastającego człowieka wewnętrznego cierpienia.

Pomoc: terapia i rady dla rodziców
Niewątpliwie niezbędna jest pomoc doświadczonego psychoterapeuty. Natomiast niezwykle ważne są też zachowania bezpośredniego otoczenia, np. rodziców. Autoagresja jest rodzajem wołania o pomoc, a nie „złym zachowaniem”. Dlatego nie należy karać za samouszkodzenia czy żądać: „żeby mi się to nigdy więcej nie powtórzyło”. Podstawą jest zapewnienie dziecka o bezwarunkowej miłości i powtarzanie tego, nawet jeśli wydaje się tę deklarację odrzucać. Nie warto też zadręczać się wyrzutami sumienia. Pewne traumatyczne rzeczy już się wydarzyły, skupianie się na poczuciu winy nie pomoże. Natomiast jeśli odkryjemy, że dziecko reaguje na aktualnie oddziałującą traumę, musimy podjąć kroki by natychmiast to przerwać. Warto rozważyć terapię rodzinną, która zamiast koncentrowania się na problemie wyłącznie dziecka wspiera całą rodzinę w budowaniu dobrych relacji.
W poradnikach dla psychoterapeutów znajdziemy głównie zalecenie, by edukować rodziców, by wiedzieli, co tak naprawdę się kryje pod samouszkodzeniem, natomiast rola rodzica ogranicza się do dawania dziecku wsparcia i zapewniania o miłości. „Kochaj i pozwól działać specjaliście” to jednak nie jest komunikat, który satysfakcjonowałby te osoby, które w bliższym czy dalszym otoczeniu zetknęły się z tym problemem i szukają konkretnych rozwiązań. Dlatego postanowiłam poszukać zaleceń, co jeszcze możemy zrobić jako rodzice. Najlepsze rady znalazłam w wykładzie wideo (po angielsku) dr Wendy Lader. Oto podstawowe propozycje terapeutki:
Nie próbuj usuwać z zasięgu dziecka wszystkich ostrych przedmiotów. To niemożliwe i nie jesteś w stanie być jego stróżem 24 godziny na dobę. Zamiast tego dziecko musi nauczyć się radzić sobie z napięciem bez sięgania po ostre narzędzia. To praca zarówno wasza jako rodziców, jak i terapeuty (uwaga, mówimy tu o samouszkodzeniach niezagrażających życiu, nie o próbach samobójczych).
Jak rozmawiać o problemie? Głównie słuchaj, unikaj oceniania, jeśli dziecko mówi coś w stylu: „Czuję, że jestem nic nie warta”, nie odpowiadaj pocieszaniem czy pomniejszaniem „przecież to bzdura”, ale wyraź zrozumienie, np.: „Rozumiem, że to musi być bolesne tak się czuć”. Mów dziecku często, że je kochasz, zostawiaj mu też „liściki miłosne”, np. serduszko z odręcznym napisem „Kocham cię córeczko” wsuniętym w opakowanie kanapki.
Często dzieci nie chcą i nie potrafią mówić o problemie. Może sami jako rodzice też macie problem z rozmową na poważne tematy? Jeśli tak jest, możesz udoskonalić swój sposób rozmowy, na przykład korzystając z warsztatów ćwiczących umiejętność słuchania empatycznego i komunikacji – bezpośrednio lub online – albo z poradników doskonalących umiejętność rozmowy. Rozmowa jest potrzebna do pokazania dziecku, że naprawdę jest kochane. Przyda się też we wspieraniu go w wyszukiwaniu „bodźców wyzwalających”, czyli znalezieniu typowych sytuacji i uczyć, w których napięcie staje się tak nieznośne, że dziecko kieruje się samo przeciw sobie.
 
Szukanie przyczyn i sposobów walki z napięciem
Jeżeli budowanie relacji dobrze wam idzie, dziecko może z czasem zacząć przychodzić do ciebie, mówiąc, że ma ochotę się pociąć. Doceń to. To dowód zaufania. To też dobry moment, by zadać pytanie, co takiego się wydarzyło, co czuje, że akurat teraz poczuło chęć zadania sobie bólu. To ogromna pomoc – wyłapywanie czynników popychających do samookaleczania.
Przydatne będzie wypełnienie „Dziennika kontroli impulsów”. W wersji najprostszej wygląda on tak:

Data, godzina

Jakie myśli i uczucia się pojawiły?

Co takiego wydarzyło się wcześniej?

Co mogę zrobić
w zamian?
 

np. 5.02.12018, godz. 16.00

„Boję się, muszę się naciąć, to przestanę się bać”.

„Dostałem kolejną jedynkę ze sprawdzianu i jestem przekonany, że tata się wścieknie”.

„Porozmawiać z mamą”.

 
Myślcie, co dziecko może zrobić w zamian, by rozładować emocje, napięcie. Zrobiłam przegląd aplikacji oferujących pomoc w kontroli niezdrowych impulsów. Nie ma niestety żadnej darmowej aplikacji, którą bym szczerze polecała, jednak w jednej z nich znalazłam całkiem ciekawe pomysły na działania „w zamian”: narysuj coś ładnego pisakiem w miejscu, gdzie chciałeś się przeciąć; napisz wiersz lub narysuj, jak się czujesz; zmień coś w swoim pokoju – przesuń meble albo przearanżuj półkę; posłuchaj muzyki i wyraź, co czujesz w tańcu. Zbudujcie własny zestaw zdrowych sposobów walki z napięciem, w trudnych momentach łatwiej będzie dziecku po któreś z nich sięgnąć.
Oznacza to, że rodzic może więcej, niż tylko słuchać. Może pomóc dziecku zidentyfikować trudne sytuacje i trudne emocje, które pchają je do samouszkodzeń i pomóc wymyślić inne, zdrowe sposoby wyrażenia i rozładowywania napięcia. Gdy dziecko będzie wiedziało, że w trudnej sytuacji może z tobą porozmawiać, to już będzie duży sukces. Oczywiście działanie takie nie zastępuje terapii, jednak ją uzupełnia.
  




Jak wesprzeć rodziców dziecka, które się tnie?
Co robić? Nie bagatelizować. Udzielać rzetelnych informacji – to sugestia do personelu szpitalnego – i nie traktować rodziców jak patologii. Być dyspozycyjnym w razie potrzeby udzielenia jakiejś pomocy. Być, ewentualnie życzliwie, nieosądzająco wysłuchać.
Czego unikać? Nie wypytywać. Osobiście czuję się ogromnie zagubiona w tej sytuacji, nie rozumiem jej. Gdybym mogła napisać, że jestem zaskoczona, że to się naprawdę stało. A ja jestem bezradna i poruszam się po omacku. Nie wiem, co robić, jak pomóc własnemu dziecku.
Ewa, mama córki, która się samookalecza.
 
Kiedy mamy do czynienia z autoagresją?

  1. Jednostka jest zaabsorbowana fizycznym ranieniem siebie, jednak jej działanie pozbawione jest intencji samobójczej.

  2. Osoba ta jest niezdolna do powstrzymywania impulsu prowadzącego do wyrządzenia sobie krzywdy.

  3. Samouszkodzenie poprzedza subiektywne poczucie narastającego napięcia, gniewu, lęku, dystrofii i ogólnego dystresu, niepoddające się kontroli.

  4. Bezpośrednim następstwem samouszkodzenia jest odczucie ulgi, zadowolenia lub/i uwolnienia od stanu depersonalizacji.

  5. Osoba przynajmniej pięć razy podjęła akt samouszkodzenia według ogólnego, powtarzającego się wzorca.

  6. Samouszkodzenia powodują silny dystres bądź znacząco zakłócają funkcjonowanie jednostki w sferze społecznej, zawodowej bądź innej

 
Jak często dochodzi do agresji wobec samego siebie?
W piśmiennictwie amerykańskim liczbę osób, które przynajmniej raz celowo zraniły swoje ciało w populacji nie eczonej psychiatrycznie, szacuje się na około 4 proc. dorosłych i 11-39 proc. adolescentów
 
Źródło: A. Suchańska, J. Wycisk (red.), Samouszkodzenia. Istota, uwarunkowanie, terapia, BWN 2006 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki