Rosnąca popularność manosfery niepokoi wielu z nas dlatego, że radykalizujący się mężczyźni mogą wyrządzić krzywdę kobietom – co zresztą kilkukrotnie już się wydarzyło. Aktywiści określający się jako „promęscy” tworzą i promują treści, które w istocie są szkodliwe także dla samych mężczyzn – zwłaszcza tych, którzy są młodzi, zagubieni i niepewni swojej przyszłości.
Kobieta jako przeciwnik
Trudno byłoby precyzyjnie zdefiniować manosferę i wyznaczyć jej granice – internet jest bowiem rzeczywistością dynamiczną i płynną o wiele bardziej niż tradycyjne media. Można jednak przyjąć, że manosfera (zwana również androsferą) to część internetu, której użytkownicy domagają się przywrócenia twardego patriarchatu i upatrują przyczyn problemów współczesnych mężczyzn w feminizmie, prawach kobiet oraz „roszczeniowości” młodych dziewczyn. „Promęscy” influencerzy wiele uwagi poświęcają miłości i związkom – nie ma w tym niczego dziwnego, skoro to właśnie niepowodzenia na tle relacyjnym skłaniają młodych panów do szukania pomocy u influencerów. Niestety obraz interakcji damsko-męskich zostaje przez manosferę maksymalnie wykrzywiony. „Guru” działający w androsferze wmawiają swoim odbiorcom, że budowanie relacji z kobietami nie odbywa się – i z uwagi na rzekome uwarunkowania ewolucyjne – nie może się odbywać w sposób „demokratyczny”. Mężczyźni i kobiety są przez nich opisywani niemal jako dwa wrogie plemiona, których członkowie walczą o dominację. Satysfakcjonujący dla mężczyzny związek musi oznaczać zatem podporządkowanie sobie kobiety. Taka optyka nie tylko de facto zmniejsza szansę mężczyzn na udany związek (większości współczesnych kobiet zależy na równości i partnerstwie w relacji romantycznej), ale także powoduje u panów ciągłe napięcie i lęk. Użytkownicy manosferycznych forów, zamiast spróbować umówić się z interesującą ich kobietą na spotkanie, sprawdzają i obliczają, czy zgodnie z teorią kobiecej hipergamii (czyli wyszukiwaniu „lepszego” od samej siebie partnera) mają w ogóle szanse na wzbudzenie jej zainteresowania. Niektórzy twórcy z „męskiej bańki” sugerują zaś, by nie skupiać się na poszukiwaniu miłości, lecz na własnym rozwoju – kobiety mają „przyjść same”, gdy mężczyzna osiągnie swoje cele zawodowe i treningowe, bo wówczas będą chciały dać się zdominować atrakcyjnemu przedstawicielowi płci odmiennej. Takie myślenie stanowi jednak pułapkę – skoro związek ma stanowić nagrodę, a partnerka – trofeum, to wielu mężczyzn nigdy nie poczuje się wystarczająco dobrze z samymi sobą, by spróbować stworzyć miłosną relację. Rada, by „skupić się na sobie”, w przypadku manosfery nie prowadzi większości mężczyzn do miłosnych sukcesów, a do zgorzknienia w pogłębiającej się i przesyconej wrogością do kobiet samotności. Efektem izolacji od świata zewnętrznego bywa agresja – skierowana przeciwko kobietom, mężczyznom żyjącym w udanych związkach, ale także przeciwko sobie – niejeden użytkownik manosfery zmaga się wszak z kryzysami psychicznymi, które pogłębiają się w konsekwencji trwania w samotności.
Depresja jako „wybór”
Wielu znanych w manosferze twórców wmawia mężczyznom, że depresja (i niektóre inne zaburzenia psychiczne) tak naprawdę nie istnieją. Przewlekle obniżony nastrój, brak sił do działania i poczucie osamotnienia to, zgodnie z doktryną manosfery, kwestia wyboru (!) – aby wyjść z kryzysu, mężczyzna potrzebuje rzekomo ćwiczeń na siłowni, młodszej partnerki i diety obfitującej w czerwone mięso. Podejście tego typu przypomina dobre rady w zakresie leczenia depresji, których udzielają osoby kompletnie nieznające się na psychopatologii – i które często brzmią: „idź pobiegać”. Aktywiści deklarujący się jako promęscy często jednak swoje teorie wyrażają pewnym głosem, odwołują się do rzekomej własnej przemiany, która miała miejsce dzięki odrzuceniu depresji, oraz powołują się na teorie spiskowe, zgodnie z którymi to koncerny farmaceutyczne wciskają mężczyznom nieskuteczne leki na zaburzenia nastroju, a psychoterapeuci uczą panów, jak być „simpami” (czyli: poddanymi kobiet). Zniechęcanie do leczenia psychiatrycznego i psychologicznego może mieć – dosłownie – śmiertelnie poważne konsekwencje. Niestety cała ideologia manosfery jest w nierozerwalny sposób powiązana z pseudonaukowym redukowaniem funkcjonowania człowieka do niektórych elementów psychologii ewolucyjnej: można zatem bez cienia przesady powiedzieć, że „promęska” część internetu nie poszerza, lecz zawęża horyzonty umysłowe swoich odbiorców‚ oferując im maksymalnie uproszczone wytłumaczenia tego, jak „działają” związki, czym kierują się kobiety (chęcią zdobycia bogatego partnera) i mężczyźni (pragnieniem uwiedzenia dużej liczby atrakcyjnych fizycznie, młodych kobiet). Manosfera regularnie uderza również w mężczyzn, którzy z różnych powodów nie wpisują się w promowany przez nią model męskości: tych podejmujących rolę ojczymów (wychowywanie dziecka, którego ojcem jest ktoś inny, to w tym uniwersum oznaka bycia „beciakiem”, czyli mało wartościowym mężczyzną), mężczyzn homoseksualnych czy wiążących się ze starszymi kobietami. W manosferze panuje zatem skrajny brak tolerancji: jedynym akceptowanym stylem życia mężczyzn jest agresywność, dążenie do bogactwa i intensywnego życia seksualnego oraz kult fizycznej siły. Wrażliwy, pragnący spokojnego, monogamicznego związku mężczyzna, który ceni sobie spokój i szanuje kobiety, staje się ucieleśnieniem „simpa”, czyli kimś, kto przynosi wstyd „prawdziwym” mężczyznom i kto, według doktryny manosfery, psuje rynek matrymonialny poprzez rozpieszczanie kobiet.
Okaleczenie w imię atrakcyjności
Poważne ingerencje w ciało, mające na celu poprawę własnego wyglądu, kojarzone są głównie z kobietami, stanowiącymi zdecydowanie większą część klienteli klinik medycyny estetycznej. Jednak influencerzy działający w obrębie manosfery zachęcają do formowania swoich ciał także mężczyzn. W tym świecie wygląd mężczyzny jest postrzegany jako czynnik, który – obok pieniędzy – ma decydować o jego przyszłości, zwłaszcza tej związkowej. Mężczyzna idealny (w języku manosfery „chad”) musi być wysoki, umięśniony, mieć gęste włosy (zakola to oznaka porażki!) oraz wyraźnie zarysowaną szczękę. Oczywiście nie każdy mężczyzna posiada tego typu „walory” – pomocą w ich osiągnięciu ma być looksmaxing, czyli poprawianie własnego wyglądu za pomocą często niebezpiecznych dla zdrowia metod. Okładanie się młotkiem po szczękach, mające wyostrzyć rysy twarzy, stosowanie specyficznego „sprzętu” mającego pomóc dorosłym mężczyznom urosnąć, powiększanie jąder czy zabiegi mające wywołać efekt umięśnionego ciała zdaniem „promęskich” influencerów zwiększają szanse na matrymonialny sukces. W rzeczywistości jednak mogą one doprowadzić do poważnych powikłań zdrowotnych, takich jak uszkodzenia kości, więzadeł, niepłodność czy zakażenia. Nie należy się spodziewać, że za ewentualną krzywdę chłopców i mężczyzn, którzy skorzystają z tego typu psuedomedycyny, influencerzy poniosą odpowiedzialność. W końcu każdy z ich fanów jest wolny – a oni, twórcy internetowi z gigantycznymi zasięgami, niczego im nie narzucają.
Manosfera jako biznes
Popularni w manosferze influencerzy kreują swój obraz jako tych, którzy w sfeminizowanym świecie stanowią prawdziwych przyjaciół mężczyzn i są rzecznikami ich praw. Starają się oni roztaczać wokół siebie aurę bezkompromisowości oraz oddania „męskiej sprawie”. Jednak pod płaszczem uwodzicielskich wobec młodych chłopaków słów i waloryzujących twierdzeń kryje się wart ogromne pieniądze przemysł, który zarabia na męskich kompleksach i – nierzadko – naiwności. Idole manosfery monetyzują swoją popularność poprzez sprzedaż kursów i poradników w stylu „jak być samcem alfa”, a także wycieczek „tylko dla mężczyzn” czy planów treningowych. Sama sprzedaż produktów nie jest czymś niemoralnym – jednak warto, by młodzi mężczyźni zdawali sobie sprawę z tego, że manosfera stanowi nie tyle darmowe pogotowie emocjonalne, ile zwykły biznes, którego produkty rzadko mają szansę poprawić jakość życia użytkowników. Influencerzy i osoby sprawnie posługujące się nomenklaturą typową dla środowiska „promęskiego”, w przeciwieństwie do na przykład znanych coachów biznesu, swoim targetem czynią nie doskonale zarabiających szefów wielkich korporacji, ale młodych, samotnych i zagubionych mężczyzn, którzy w kursy podrywu lub e-booki o budowaniu swojej pozycji inwestują często ostatnie pieniądze. W filmie dokumentalnym W głębi manosfery autorstwa Louisa Theroux, który od niedawna jest dostępny na Netfliksie, w bardzo sugestywny sposób ukazana jest różnica pomiędzy standardem życia ikon manosfery oraz ich fanów. Idole tysięcy mężczyzn stworzyli ideologię, która wyrasta z licznych traum przedstawicieli młodego pokolenia: porzucenia przez ojców, biedy i przemocy. Oferowanie mężczyznom pozornego rozwiązania ich problemów stanowi stałe źródło dochodu – narastająca męska samotność i poczucie bycia przegranym sprawia, że w świecie Zachodu nie brakuje fanów, czyli potencjalnych klientów manosfery. Na samotności i specyficznie rozumianym buncie przeciwko nierównościom zarabia więc garstka osób, które potrafią oczarować odbiorców obietnicami sukcesu i wielkości – ale za efekty popularyzacji manosfery zapłacimy wszyscy. Za kilkanaście lat tysiące rozczarowanych życiem (i swoimi idolami) mężczyzn będzie potrzebowało systemowej, wielowymiarowej pomocy w powrocie do funkcjonowania w społeczeństwie, które teraz wydaje im się najgorszym wrogiem. „Promęscy” guru prawdopodobnie będą wówczas żyć dostatnio dzięki swoim fanom – jedynie część z nich odpowie przed wymiarem sprawiedliwości za niezgodne z prawem działania, co jednak i tak nie cofnie krzywd wyrządzonych obserwatorom.
Bez używek i ze wsparciem
Nie można jednak pominąć – choć nie jest łatwo o tym pisać, mając na uwadze wysoką toksyczność manosfery – pewnych pozytywnych elementów, które oferują młodym mężczyznom omawiani aktywiści. Niektórzy spośród nich motywują swoich obserwatorów do aktywności fizycznej, dbania o wygląd, poszukiwania i rozwijania swojej pasji, ograniczenia nieprzemyślanych wydatków, a także do rezygnacji z używek. Młodzi mężczyźni są ponadto zachęcani do afirmacji własnej męskości, odkrywania swoich atutów i pokonywania wad. Wdrożenie do swojego życia tych zaleceń może oczywiście sprzyjać zdrowiu i rozwojowi człowieka – choć jednocześnie nie należy zapominać, że sama dieta, ćwiczenia i odstawienie alkoholu nie wyleczą zaburzeń psychicznych i nie sprawią, że ktoś z licznymi traumami stanie się nagle duszą towarzystwa. Tego typu budujące przekazy nie sprawiają również, że manosfera staje się miejscem bezpiecznym i naprawdę przyjaznym mężczyznom – każda grupa destrukcyjna, nawet najbardziej wyniszczająca sekta, posiada bowiem jasne strony, których zresztą często używa do przyciągania kolejnych członków.
Młodzi mężczyźni potrzebują wsparcia i poczucia wspólnoty w świecie, w którym czują się osamotnieni i przegrani. Kluczowe jest jednak to, by szukali oni pomocy tam, gdzie rzeczywiście mogą ją otrzymać, a nie u przedsiębiorców cynicznie wykorzystujących ludzkie słabości.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















