Zaplanowanie czynności domowych i dbanie o komfort domowników oraz gości to elementy, bez których trudno mówić o udanych świętach, a które zwykle pozostają niedocenione.
Wysiłek i napięcie
Oczekiwanie na Wielkanoc – choć to ona stanowi najważniejsze święto chrześcijaństwa – jest skomercjalizowane w mniejszym stopniu niż czas poprzedzający Boże Narodzenie. Na wielkanocne zakupy wydajemy zwykle mniej niż na te bożonarodzeniowe, a presja, by przeżyć „idealne święta” przed Wielkanocą, również nie daje o sobie znać tak bardzo, jak przed Wigilią. Niemniej przygotowanie świątecznego śniadania i obiadu, sprzątanie domu (z którym nawet osoby nieobchodzące chrześcijańskich świąt mierzą się zwykle na wiosnę) i zadbanie o odpowiednią atmosferę w domu wymaga wielopłaszczyznowego wysiłku. Efekty niektórych okołoświątecznych starań są widoczne już na pierwszy rzut oka – i mogą spotkać się z aprobatą: okazała, idealnie foremna i pięknie ozdobiona wielkanocna babka często staje się obiektem zachwytu, podobnie jak własnoręcznie wykonane pastelowe dekoracje. Pracy emocjonalnej jednak zwykle nie widać – przynajmniej do czasu, aż sami będziemy zmuszeni ją wykonywać. Bez niej jednak życie domowe – a także ważne rodzinne okazje – nie mogłoby toczyć się harmonijnie. Pozornie drobne elementy, takie jak pamięć o zakupach, odpowiednie usadzenie współbiesiadników przy świątecznym stole czy zaplanowanie sprzątania po zakończonym posiłku nie tylko umożliwiają zaspokojenie potrzeb fizjologicznych, ale także wpływają na budowanie relacji, wspomnień i poczucie bezpieczeństwa. Znaczna część naszych sentymentów z okresu dzieciństwa czy wczesnej młodości mogła zaistnieć właśnie dzięki pracy emocjonalnej wykonanej przez mamy, babcie i ciotki. Ktoś – być może ukochana babcia – musiał pamiętać na przykład o tym, że nie lubimy rzeżuchy na jajkach, więc przygotował je w wersji ze szczypiorkiem, ciotka zadbała o słodki upominek dla nas, a mama zawsze wiedziała, że podczas świątecznych śniadań nie należy w obecności cioci podejmować tematu pieniędzy, gdyż zwyczajnie jej się nie przelewa (a zakup wspomnianych słodyczy dla dzieci z rodziny kilka dekad temu był dla niej sporym obciążeniem). Magia każdych świąt i proza łagodnej codzienności opiera się na tym, że ktoś dba o nasze uczucia, co jednak bywa tak samo trudne jak praca zmianowa, w której nie mamy żadnego zmiennika, prawa do urlopu ani zwolnienia lekarskiego.
Zarządzanie i podwykonawcy sałatek
Niejedna osoba pamiętająca epokę PRL mogłaby powiedzieć, że przecież trzydzieści lat temu przygotowanie świąt było o wiele trudniejsze. Wszystkie potrawy było trzeba ugotować samodzielnie, wielu towarów zwyczajnie brakowało, a sprzątanie domu było czynnością (lub raczej maratonem czynności), w którą mężczyźni angażowali się w mniejszym stopniu niż dzisiejsi panowie – gospodynie często zatem „urabiały się po łokcie”, co przyjmowano jako rzecz zupełnie naturalną. Nie zamierzam z takim opisem rzeczywistości sprzed lat dyskutować ani podważać czyichkolwiek doświadczeń. Prawdą jest, że obecnie możemy zakupić gotowy barszcz, pieczeń czy majonez (a tradycyjna bitwa o to, który z nich jest najlepszy, również dowodzi tego, że żyjemy w epoce dobrobytu, skoro mamy z czego wybierać). Jeśli jednak nawet zdecydujemy się skorzystać z cateringu, kupić gotowe produkty i zlecić komuś porządki, to wciąż – ktoś musi wpaść na ten pomysł, wybrać catering czy złożyć zamówienie w sklepie internetowym. Samo planowanie, pilnowanie jakości wykonania usług również stanowi formę pracy – łudząco zresztą podobną do tej, którą w korporacjach wykonują menedżerowie. Można powiedzieć, że to właśnie w podziale pracy emocjonalnej wyraża się to, na ile w danej rodzinie (czy ogólnie: w społeczeństwie) udało się wprowadzić zasadę równości. Faktem jest, że w wielu rodzinach przed świętami czy innymi ważnymi wydarzeniami wszyscy członkowie wykonują jakieś zadania i dbają o wspólną przestrzeń – zwykle jednak to matka lub babcia jest odpowiedzialna za to, by rozdysponować wszystkim zadania i dopilnować poziomu ich wykonania. Rzadko kiedy owe strażniczki domowej harmonii świadomie decydują się na pełnienie tej roli: podejmowanie się pracy emocjonalnej bardzo często wiąże się odtwarzaniem schematów obecnych w naszych rodzinach od wielu pokoleń.
Odwieczna praca kobiet
Większość pracy emocjonalnej spoczywa na barkach kobiet. Z powodów kulturowych to właśnie matki i żony są często od najmłodszych lat socjalizowane w taki sposób, by zwracać uwagę na potrzeby innych osób, dbać o atmosferę w domu, a także przypominać innym domownikom o ich zobowiązaniach. Rzeczywistość tę doskonale obrazuje stary dowcip: Jeśli mężczyzna obiecuje, że coś zrobi, to znaczy, że zrobi – i wcale nie trzeba mu o tym co pół roku przypominać! Ta – w tym przypadku obśmiewana – konieczność przypominania i delegowania zadań, przewidywanie, którego członka rodziny rozbawi, a kogo zezłości podjęcie tematów politycznych przy stole oraz podejmowanie decyzji, kogo w tym roku zaprosić i kogo odwiedzić, bywa co najmniej tak męczące, jak gotowanie dla licznej, wielopokoleniowej rodziny. Autorka książki Praca emocjonalna Rose Hackman zauważa, że kobiety do wykonywania tego rodzaju psychicznego wysiłku przyzwyczajają także… przypadkowe osoby, które oczekują od nich nieustannego okazywania dobrego samopoczucia: „O ile mężczyznom od dzieciństwa ogranicza się zakres dozwolonych emocji, o tyle paradoksalnie mają oni więcej możliwości swobodnego zachowania w miejscach publicznych. Kobiety, traktowane jak emocjonalne termostaty, czy im się to podoba, czy nie, muszą nie tylko stale zarządzać własnymi emocjami, lecz także brać odpowiedzialność za uczucia innych. Kobietom często przypomina o tym zaczepka: „Uśmiechnij się!”, słyszana od obcych na ulicy.
W przeciwieństwie do innych rodzajów pracy wysiłek emocjonalny związany z dbałością o emocje innych osób podejmujemy niekoniecznie na skutek wolnego, przemyślanego wyboru – wiele kobiet po prostu robi to, czego oczekuje od nich otoczenie. W dodatku, mimo ogromnego obciążenia, same nie dostrzegają one, jak wiele cennych zasobów wnoszą w życie rodziny – ich praca jest niewidzialna także dla nich samych. Charakterystyką kobiecej pracy emocjonalnej jest również to, że jest ona zwykle niedoceniona, dopóki jej efekty są zgodne z oczekiwaniami – ale jeśli pojawią się w niej błędy lub niedopatrzenia (np. na świąteczne śniadanie nie zaprosimy jednego z krewnych), konsekwencje mogą być bardzo przykre. Jest to zatem ten rodzaj wysiłku, który rzadko kiedy przynosi społeczną nagrodę i uznanie – bo rzadko która gospodyni otrzymuje „laurkę” za to, że pamiętała o odpowiednim rozdysponowaniu obowiązków i o nieurażeniu nikogo przy posiłku – ale której niesumienne wykonanie wiązać się może z ostrą krytyką, a nawet ostracyzmem. Wizja bycia rozliczanym z niesumiennie wykonanej pracy emocjonalnej – w połączeniu z ogromną ilością tego typu pracy przed ważnymi wydarzeniami – może prowadzić do nerwowości, agresji, a także stanu poświątecznego wyczerpania. Niejedna osoba deklarująca, że nie lubi świąt, tak naprawdę jest przytłoczona „obsługiwaniem” emocji innych osób i krzątaniem się wokół dobrostanu domowników i gości. W istocie jednak – szczególnie przy dobrej woli rodziny – możliwe jest podzielenie ciężaru nawet tej „niewidzialnej” i trudno mierzalnej pracy.
Dostrzec niewidzialne
Nie ma w zasadzie możliwości prowadzenia domu i organizacji codzienności (a także przygotowywania większych wydarzeń, takich jak święta, urodziny czy rocznice) bez emocjonalnego zaangażowania. Praca emocjonalna jest w ludzkim życiu nieunikniona – i wcale nie jest tak, że posiada ona wyłącznie ciemne strony. Umiejętność planowania, odczytywania emocji i potrzeb innych osób oraz „gaszenia pożarów” to bardzo wartościowe cechy, które mogą przydać się również w życiu zawodowym. Ponadto, dla wielu osób zadowolenie domowników i gości po udanych świętach, podczas których panowała ciepła atmosfera, a na stole znajdowały się przemyślane i odżywcze potrawy, stanowi powód do dumy i niezwykle atrakcyjną gratyfikację. Prowadzenie domu jest przecież prawdziwą sztuką (nie bez przyczyny panny z „dobrych domów” były jej niegdyś nauczane w szkołach przez sprytne i „obyte” damy). Wziąwszy jednak pod uwagę sposób funkcjonowania dzisiejszych rodzin – na przykład to, że pracę zawodową wykonują nie tylko mężczyźni – cedowanie całej pracy emocjonalnej na barki tylko jednej osoby (kobiety) bywa niszczące i nadmiernie frustrujące. Z pracy emocjonalnej nie sposób byłoby zupełnie zrezygnować – dorosłość i funkcjonowanie w społeczeństwie wiąże się z tym, że musimy (lub przynajmniej powinniśmy) troszczyć się o innych. Możemy jednak uczynić pracę emocjonalną lżejszą i bardziej satysfakcjonującą. Osobom wykonującym ten rodzaj pracy z pewnością ulgę i radość przyniesie docenienie ich starań i zauważenie tego, czego zwykle nawet nie próbujemy dostrzec: elegancko nakrytego stołu, pamięci o upominkach dla dzieci czy też czystych oknach. Rozczulające i inspirujące jednocześnie jest to, że przykład docenienia i uznania pracy emocjonalnej wykonywanej przez panią domu znajdziemy… w biblijnym poemacie o dzielnej niewieście. Ten znany tekst można bowiem odczytać nie tylko jako „pouczenie” czy tekst programowy dla gospodyń, ale także wyraz szacunku dla pracy, która zwykle jest wykonywana w ukryciu – w poemacie wyraża się ona poprzez „wstawanie, gdy jeszcze jest noc”. Innym pomocnym rozwiązaniem problemu przytłoczenia, przed którym wzdryga się część „perfekcyjnych pań domu”, ale które potrafi skutecznie obniżyć przedświąteczne napięcie, jest organizacja imprezy „składkowej”. Proszenie o pomoc to nie słabość – to łamanie schematu, który wielu ciężko pracującym emocjonalnie kobietom utrudnia życie i „gasi” świąteczną radość niczym zinternalizowany Grinch.
Poproszenie własnych dorastających dzieci o przygotowanie zupy, ciotki lub kuzynki o zorganizowanie ciast, a brata lub własnych rodziców o zakup wędlin nie tylko nie straumatyzuje krewnych – ma także szansę zbliżyć do siebie członków rodziny, a tym młodszym dać szansę na poczucie radości płynącej z przygotowań do świętowania.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















