Większości Polakom wigilia i Boże Narodzenie wyraźnie kojarzą się z czasem spędzonym wspólnie z rodziną. W święta kierujemy się więc zwykle do rodziców, dziadków czy wujostwa. W ostatnich latach jednak część z nas wybiera alternatywę dla świętowania w domu – coraz bardziej popularne stają się święta spędzane w hotelu czy na stoku.
Święta bez harówki
Niezależnie od światopoglądu większość Polaków przepada za świętami Bożego Narodzenia – dotyczy to również tych osób, które nie wyznają wiary w to, że około dwóch tysięcy lat temu w Betlejem Bóg przyszedł na świat jako Człowiek. Po części wynika to zapewne z tego, że gdy za oknami panuje ciemność i chłód, naszym naturalnym odruchem jest wspólne gromadzenie się wokół światła. Aby jednak święta miały odpowiednią oprawę, niezbędne są pewne przygotowania, które – jak wiele przyziemnych czynności – bywają męczące i czasochłonne. Współczesność umożliwia nam jednak delegowanie wielu różnych życiowych zadań – nie inaczej jest ze świątecznymi porządkami, zakupami i gotowaniem. Od parunastu lat w Polsce osoby niechcące lub niemogące same przygotować wigilijnej wieczerzy mogą skorzystać z opcji świętowania wyjazdowego. Coraz liczniejsze hotele, restauracje i kurorty oferują pobyt połączony z uczestnictwem w zorganizowanej wigilijnej kolacji i świątecznych przyjęciach. Czasami oferty te obejmują po prostu noclegi z dodatkową uroczystą kolacją w dniu Wigilii – kiedy indziej są to wręcz perfekcyjnie zorganizowane pakiety, w których skład wchodzą takie atrakcje, jak SPA, ogniska, krótkie wycieczki oraz wystawne posiłki w akompaniamencie muzyki na żywo. Z ofert tego typu korzystają różne grupy klientów. Pewna część osób – choć ceni „ideę” grudniowych świąt i wolnych dni – nie przepada za tradycyjną bożonarodzeniową oprawą tego okresu. Nie do każdego przemawia spędzanie kilku godzin przy suto zastawionym stole, słuchanie kolęd w aranżacji Krzysztofa Krawczyka i oglądanie Kevina samego w domu. Osoby bardzo aktywne i ciekawe świata czasami „duszą się” w najbardziej powszechnym w Polsce modelu świętowania, który wiąże się w znacznej mierze z jedzeniem i bezruchem. Dla nich o wiele bardziej ciekawym sposobem na spędzenie wolnych grudniowych dni jest właśnie udanie się w podróż – może to być krótki wypad na narty albo egzotyczna wyprawa, na którą można przeznaczyć przysługujące nam dni urlopu.
W gronie wybranych
Wyjazd na czas Bożego Narodzenia niektórym z nas pozwala uniknąć nie tylko domowej krzątaniny, ale także… spotkań z krewnymi, za którymi nie przepadamy bądź którzy realnie nas krzywdzą. Niepojawienie się przy stole, przy którym zasiadają niedarzone sympatią ciotki i kuzyni, umożliwia oszczędzenie sobie trudnych emocji, wywoływanych chociażby przez nietaktowne pytania i komentarze. Jedna z pacjentek, która korzystała ze wsparcia psychologicznego w związku z niepłodnością, podjęła decyzję o świątecznym wyjeździe tylko w towarzystwie męża, gdyż nie chciała kolejny raz otrzymywać życzeń w stylu „abyśmy w przyszłym roku spotkali się w większym gronie”, połączonych z wymownymi spojrzeniami części rodziny w kierunku jej brzucha. Świadomość, że podczas rodzinnego spotkania kobieta znów będzie słyszała niedyskretne pytania i uwagi, sprawiała, że w związku ze świętami czuła ona głównie napięcie. Grudniowy wyjazd był dla niej formą ochrony własnych granic, a także zadbania o ciało, które było poddawane intensywnemu leczeniu w związku z pragnieniem zajścia w ciążę.
Jakkolwiek zrozumiałe jest, że chcemy w okresie świątecznym chronić swój dobrostan, to warto również wyznaczyć granice wprost, informując, jakich pytań sobie nie życzymy – natarczywi krewni mogą wszak kontynuować swoje dociekania przy innej okazji. Jak nietrudno się domyślić, chęć wyjazdu w okresie świątecznym nie zawsze spotyka się z aprobatą rodziny. Dla przedstawicieli starszego pokolenia, albo po prostu osób mających bardziej tradycyjne poglądy na świąteczną obrzędowość, wyjazd taki jest w najlepszym razie nietaktem, a w najgorszym – potwarzą dla całej rodziny. Czasami wizja niezadowolenia (lub wręcz wściekłości czy teatralnie okazywanej rozpaczy) krewnych skutecznie „zniechęca” niedoszłych podróżników do wyjazdu. Kiedy indziej jednak „decyzyjne wektory” kierują się w drugą stronę: gniew i wyrzuty krewnych pojawiające się tuż po podzieleniu się pomysłem na wyjazd umacniają w przekonaniu, że „opuszczenie” rodziny w święta jest wspaniałą decyzją. Niekiedy wyjazd w tym czasie może stać się również okazją do przemyśleń, co i dlaczego chcemy zmienić w naszych relacjach rodzinnych – pewne elementy wzajemnych więzi lepiej widać „z odległości”.
„Niech dzieci sobie pożyją”
Korzystanie z oferty wyjazdowych świąt nie jest jednak zastrzeżone wyłącznie dla młodych dorosłych – i nie zawsze chęć wyjazdu tego typu powoduje dezaprobatę u ich rodziców. Czasami na świąteczny wyjazd i celebrowanie Wigilii z dala od domu decydują się osoby w średnim wieku i seniorzy, którzy mają już dorosłe dzieci, nieplanujące przyjeżdżać w tym okresie do domu, albo osoby w starszym wieku po prostu niebędące rodzicami. Czasami na świętowanie w hotelu czy wynajętym domku decyduje się zgodnie cała szersza, wielopokoleniowa rodzina – choć zorganizowanie takiego wyjazdu jest trudniejsze logistycznie, to może pozostawić za sobą wspaniałe wspomnienia i… chęć powtórzenia wycieczki w kolejnym roku. Barbara, matka dwójki dorosłych dzieci i babcia dwojga wnucząt, w ubiegłym roku wyjechała z rodziną, aby święta, sylwestra i Nowy Rok spędzić w polskich Tatrach, z czego jest niezmiernie zadowolona. – Nie zgadzam się z tym, że małe dzieci to mały kłopot, a duże dzieci to dopiero prawdziwe problemy – opowiada. – Kiedy miałam małe dzieci – a mam córkę i syna, których dzieli dwa lata różnicy – byłam ciągle urobiona. Na święta musiałam robić wszystko sama. Mąż jeździł na taksówce i ciągle go nie było, mama była chora, a teściowa przychodziła „na gotowe” i jeszcze oceniała, co jest zrobione nie tak. Kiedy dzieci dorosły, zaczęliśmy odpuszczać. Kupowałam gotowe potrawy, a one pomagały w sprzątaniu. Teraz syn mieszka za granicą, a córka ze swoimi synami i mężem niecałe dwadzieścia kilometrów od nas. Rok temu rozmawialiśmy, że może ona albo jej teściowa zrobią wigilię – aż córka podsunęła pomysł, że może wszyscy wyjedziemy w góry. Hotele oferują teraz wigilijną kolację, świąteczny stół, a po wszystkim nie trzeba się martwić o sprzątanie czy przechowywanie reszty jedzenia. Spodobał mi się ten pomysł, teściom mojej córki też. Pomyśleliśmy, że zostaniemy do Nowego Roku – niech te nasze dzieci sobie pożyją i po świętach pójdą na narty czy spacer, a my – babcie – zajmiemy się chłopcami. I wyszło to o wiele lepiej, niż się spodziewaliśmy, choć na początku był problem, bo wnuki chciały spać ze mną w pokoju, a nie było w nim możliwości wstawienia łóżka dziecięcego. Na szczęście obsługa przymknęła oko na to, że młodszy wnuk po prostu spał ze mną w łóżku. Kolację w Wigilię zjedliśmy w hotelowej restauracji – i dania były naprawdę smaczne. Kolejne dni, zgodnie z planem, młodzi spędzili na stoku, a wnuki były z nami. Byliśmy wypoczęci i mogliśmy skupić się na byciu razem, a nie na obowiązkach. Myślę, że takie wyjazdy staną się dla nas stałą tradycją. Na pewno w najbliższych latach z nich nie zrezygnujemy – nic się nie stanie, jeśli nie urobimy się przed świętami po łokcie! – zapowiada kobieta z entuzjazmem.
Ktoś pracuje, by świętować mógł ktoś
Świąteczne oferty wyjazdowe stanowią jednak nie tylko okazję do odpoczynku od przygotowań i możliwość połączenia świętowania z realizacją hobby (np. jazdy na nartach czy snowboardzie). Są one również produktem i kolejnym, charakterystycznym dla kapitalizmu, sposobem na monetyzację potrzeby relaksu. Nie powinna nam umknąć także perspektywa osób, które podczas Wigilii i świąt pracują w hotelach, salach bankietowych i restauracjach po to, by inne osoby mogły „uwolnić się” od gotowania i sprzątania. Wygodnie byłoby wierzyć w to, że osoby, które w tych wyjątkowych dniach pracują, same podjęły decyzję o tym, że akurat wtedy chcą wykonywać zawodowe obowiązki i że będą miały z tego tytułu godną zapłatę. Wiemy jednak, że warunki pracy w hotelarstwie i gastronomii bywają bardzo obciążające, a swoboda decydowania o grafiku istnieje często jedynie na papierze. Praca w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku bywa zaś szczególnie trudna – nie tylko ze względu na możliwą tęsknotę za domem i świętowaniem po swojemu, ale także na wysokie wymagania, które w tych dniach stawiane są pracownikom. Klienci w czasie okołoświątecznym liczą na wyjątkowe przeżycia i obsługę na najwyższym poziomie – w końcu są to niecodzienne okoliczności, a na całość wyjazdu wydali przecież zazwyczaj niemałe pieniądze. Nietrudno wyobrazić sobie świat, w którym świętowanie w hotelach i lokalach gastronomicznych staje się na tyle powszechne, że społeczeństwo zaczyna dzielić się na dwie grupy: jedną uprzywilejowaną i zamożną, która w święta konsumuje wycieczki i stanowiące ich element wystawne kolację, oraz drugą, gorzej uposażoną, która koniec grudnia spędza w pracy. Życzyłabym sobie zatem, aby coraz częściej spotykane dążenie do przeżycia pięknych, wyjazdowych świąt szło w parze z poprawą warunków pracy osób, które w tym czasie kursują między stołami, serwują kolejne posiłki, obsługują wyciągi narciarskie i urocze kąciki z animacjami dla dzieci. Specyfiki pracy w turystyce – między innymi tego, że wymaga ona wykonywania obowiązków wtedy, gdy inni mają wolne – nie da się zmienić. Bycie docenianym i szanowanym w miejscu pracy zmniejsza jednak stres wywołany przez „standardowe” niedogodności.
Jedną z „funkcji” świąt jest czynienie nas osobami łatwiej i chętniej dostrzegającymi potrzeby innych – zwłaszcza tych, którym w życiu powodzi się gorzej niż nam. Wybierając się na wyjazdowe święta, warto wziąć pod uwagę nie tylko komfort naszej rodziny, ale także osób pracujących na naszą rzecz. Złożenie życzeń również obsłudze czy korzystanie z oferty takiego miejsca, w którym pracownicy mają zapewnione godne warunki pracy i płacy, może stanowić piękny i namacalny gest uprzejmości i sprawiedliwości.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














