Święta po odejściu od wiary

Odejście od Kościoła bywa w życiu człowieka prawdziwym przełomem i emocjonalnym „trzęsieniem ziemi” – a święta, mimo że zaadaptował je również świecki konsumpcjonizm, mogą budzić w ekswierzących głębokie, pozornie sprzeczne uczucia.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
Ilustracja: Agnieszka Sozańska
Ilustracja: Agnieszka Sozańska

To, jak przeżywamy święta Bożego Narodzenia, jest zależne od naszego wieku, relacji z rodziną, stanu zdrowia oraz duchowości. Nie tylko osoby głęboko religijne celebrują ostatnie święta w roku kalendarzowym – obchodzą je często również osoby, które niegdyś były wierzące, lecz później odeszły z Kościoła. Niejednokrotnie bywa to dla nich intensywnym i złożonym pod względem emocjonalnym przeżyciem.

Odejścia i święta

Publicystyczne dyskusje na temat laicyzacji polskiego społeczeństwa bardzo często ilustruje się liczbami, które mają ukazać skalę odchodzenia Polaków od religii. Osoby mówiące czy piszące o „dechrystianizacji” posługują się często w swoich wypowiedziach informacjami na temat tego, jak wielu rodaków w danym okresie dokonało apostazji, albo też o ile punktów procentowych spadł odsetek dominicantes (wiernych uczęszczających do kościoła na msze) i communicantes (osób przystępujących do komunii) w poszczególnych diecezjach. Te informacje są istotne – liczby same w sobie nie kłamią, ale też… nie ukazują zagadnienia w całej okazałości i złożoności. Nie wszyscy ekskatolicy dokonują formalnej apostazji. Nie tylko osoby autentycznie religijne bywają (przynajmniej od czasu do czasu) w kościele – i nie każdy, kto stracił wiarę, postanawia poinformować o tym swoje otoczenie. Życia duchowego jednostki nie sposób jest zbadać za pomocą wyłącznie statystyk – jest to bowiem wielowymiarowa, ale i osobista charakterystyka każdego człowieka. Biorąc pod uwagę to, że Boże Narodzenie również w Polsce jest wydarzeniem nie tylko chrześcijańskim, ale obecnie także kulturowo-konsumpcyjnym, możemy przyjąć, że podczas świątecznych koncertów, jarmarków i przyjęć spotykamy zarówno osoby czekające na upamiętnienie narodzin Jezusa, jak i ludzi, którzy tej wiary nigdy nie podzielali bądź ją utracili. Odejście od Kościoła bywa w życiu człowieka prawdziwym przełomem i emocjonalnym „trzęsieniem ziemi” – a święta, mimo że zaadaptował je dla siebie również świecki konsumpcjonizm, mogą budzić w ekswierzących głębokie, pozornie sprzeczne uczucia i stawiać ich przed trudnymi wyborami. W ludzkim umyśle nic nie jest zero-jedynkowe: można być w tym samym czasie człowiekiem „głęboko niewierzącym” i pałać antypatią wobec zinstytucjonalizowanego chrześcijaństwa, a jednoczenie podczas Bożego Narodzenia czy Wielkanocy zazdrościć zaangażowania i nadziei osobom, które przeżywają te wydarzenia w sposób religijny.

Kwestia tolerancji

Odejście od wiary bywa krokiem (a czasem: całą wędrówką), który wywołuje niezrozumienie lub wręcz oburzenie ze strony bliskich. Osoba, która otwarcie przyznaje, że nie jest już wierząca, a święta obchodzi ze względu na tradycję, nierzadko staje się obiektem docinków i ataków ze strony otoczenia – także członków najbliższej rodziny. Często łatwo nam tolerować odmienność wtedy, gdy jej przejawy mają miejsce w abstrakcyjnej, odległej przestrzeni – trudniej jest otworzyć się na tych, którzy się od nas różnią, kiedy zasiadają z nami przy stole. Odejście od religijności można oczywiście ukrywać przed rodziną – jeśli ktoś podejmuje taką decyzję, to zwykle oznacza to, że w rodzinie nie ma przestrzeni na prawdziwą otwartość i rozmowy o różnorodności. Niektóre osoby – zwłaszcza żyjące z dala od domu rodzinnego – gdy „zjeżdżają” na święta, decydują się uczestniczyć w modlitwie, czytaniu Ewangelii, a nawet mszy – obawiają się bowiem, że jeśli otwarcie ogłosiłyby swoją apostazję (również nieformalną), krewni skupiliby się na ich krytyce i szantażach emocjonalnych. Jeden z pacjentów w wspomniał, że dopóki żyła jego babcia, zawsze w święta „stawał się” gorliwym katolikiem – robił to na polecenie rodziców, którzy uważali, że wieść o odejściu ukochanego wnuka od wiary „wpędzi ją do grobu”. Spora część rodziny uczestniczyła więc w „mistyfikacji”, której celem było podtrzymanie status quo – co na dłuższą metę powoduje w systemie napięcie i drażliwość. Jak nietrudno się domyślić, niewierzący członkowie religijnych rodzin czasami słyszą połączone z oskarżeniem pytanie, czemu w ogóle obchodzą święta. Rzecz jasna, motywacja każdej osoby może być inna: czasami jest to kwestia przyzwyczajenia, tradycji, pewnego konformizmu – ale może to być również chęć spędzenia wolnych dni w otoczeniu osób, na których naprawdę nam zależy – i dla których tak często mamy za mało czasu.

Wiara jest drogą

Jednak czasami – nawet w bardzo religijnych rodzinach – osoba, która odchodzi od Kościoła, spotyka się może nie z aprobatą swojego wyboru, ale ze zrozumieniem i szacunkiem. Nawet bardzo gorliwe religijnie rodziny potrafią – jeśli ich członkowie są odpowiednio dojrzali – widzieć w niepraktykującym krewnym przede wszystkim swoje ukochane dziecko, wnuka, brata lub kuzyna. Dobiegający czterdziestki Dariusz jako dziecko i młody dorosły był bardzo zaangażowany religijnie – jako człowiek dorosły zmienił jednak światopogląd. I to właśnie w okresie świątecznym „ogłosił” ten fakt swojej rodzinie – mimo obaw, które miał wcześniej. – Moja rodzina zawsze była bardzo religijna: przodowała w tym mama i babcia – opowiada. – Tata był bardziej katolikiem z przyzwyczajenia, ale często powtarzał, że bez wiary w Boga człowiek zaczyna szukać wiary w cokolwiek innego. Byłem jako chłopiec ministrantem, brałem udział w religijnych konkursach i czytałem z siostrami Pismo Święte. Wydawało mi się, że wiara jest czymś oczywistym. Jeszcze na studiach chodziłem do kościoła. Nie było tak, że nagle obudziłem się i stwierdziłem, że nie wierzę. To trwało długo. Pewne rzeczy przestały mi się zgadzać. Spotkałem się z obłudą w Kościele, z obojętnością na rzeczy, na które ludzie „dobrej woli” nie powinni przyzwalać. Mógłbym mówić o tym bardzo długo… jednak najważniejsze jest chyba to, że nie uważam się za ateistę, ale też nie jestem już katolikiem. W Boże Narodzenie trzy lata temu poszedłem jeszcze z rodzicami do kościoła. Czułem się znużony i miałem poczucie, że oszukuję. Dwa lata temu postawiłem sprawę jasno: powiedziałem, że chętnie spędzę z nimi święta, ale nie będę się modlił ani szedł do kościoła, bo już nie wierzę. Bałem się reakcji, zwłaszcza mamy, która jest bardzo emocjonalna. Ale przyjęła to ze spokojem. Powiedziała, że chce tylko, żebym się w życiu nie pogubił, a tata stwierdził, że może teraz nadrabiam brak buntu w okresie nastoletnim, bo wtedy byłem grzeczny. Babcia za bardzo nie komentowała sytuacji, powiedziała jedynie, że wiara jest drogą i może kiedyś jeszcze do niej wrócę. Święta były jednak piękne, jak zawsze. Mama raz westchnęła, gdy nie zacząłem zbierać się do kościoła z innymi, ale nie było ani awantur, ani łez na pokaz. Moja rodzina jest fajna – mogę to teraz powiedzieć, będąc tego pewnym. Dla nich to poważny błąd, że odcinam się od katolicyzmu, ale i tak wiem, że mnie nie wydziedziczą ani nie przestaną kochać. A ja nie będę krytykował ich pobożności. Jesteśmy wszyscy dorośli, decydujemy za siebie, ale musimy się szanować – stwierdza spokojnie Dariusz.

Tęsknota za pasterką

Uczestnictwo w rytuałach religijnych nie jest – i ze względu na cielesno-psychologiczno-duchową naturę człowieka nie może być – czynnością angażującą jedynie sferę ducha. Obchodzenie świąt i przygotowania do nich kształtują nie tylko naszą religijność, ale także pozostawiają ślady w emocjach, pamięci i relacjach. Nawet po odrzuceniu religijnych dogmatów i uznaniu, że Kościół lub inna wspólnota religijna nie są już miejscem dla nas, wspomnienia związane z duchowym zaangażowaniem mogą wywoływać w nas różne trudne emocje. Mówiąc o trudnych uczuciach, nie mam na myśli wyłącznie urazowych flashbacków związanych ze spotkaniem nieuprzejmych duchownych czy katechetów rodem z horroru. Czasami niełatwa do dźwignięcia bywa tęsknota za przeżywaniem świąt w kluczu religijnym. Podczas warsztatów o bezpiecznym wyrażaniu emocji, które niegdyś prowadziłam, jeden z uczestników podzielił się bardzo osobistym przeżyciem: otóż w okresie bożonarodzeniowym szczególnie trapi go niemożność doświadczenia niezwykłej atmosfery, którą wyczuwał całym sobą, gdy był człowiekiem religijnym. Innymi słowy, mężczyzna ten – choć do Kościoła wcale wracać nie planował – tęsknił za „klimatem” rorat, pasterki i takim śpiewaniem kolęd, które stanowi jednocześnie rodzaj modlitwy. Inny uczestnik ze wzruszeniem opowiadał, że jednymi z najpiękniejszych chwil w jego życiu były te, gdy jako nastolatek wraz ze swoją wspólnotą uczestniczył w adwentowych nabożeństwach, a po nich – długo rozmawiał ze znajomymi o Bogu. Czasami odejście od wiary jest na tyle ważną zmianą w życiu człowieka (zwłaszcza jeśli był on wcześniej głęboko zaangażowany religijnie), że wymaga przejścia przez proces żałoby, godzenia się ze stratą ważnej części własnego życia i tożsamości. W okresie Adwentu i Bożego Narodzenia pewne tęsknoty i sentymenty mogą powracać tak samo, jak wracają do nas proste melodie kolęd i pastorałek – nawet jeśli uważamy, że decyzja o zaprzestaniu praktyk religijnych była słuszna.

Jednak obraz świętowania po odejściu od wiary nie jest jednostronny. Czasami wspomnienia religijnie obchodzonych świąt to nie tylko sentymentalne, pełne ciepła momenty. Rodziny uważające się za religijne czasami bywają również przemocowe – osoby pochodzące z takich rodzin, odrzucając wiarę, mają często poczucie, że pozbywają się kolejnego elementu, który został im narzucony przez krewnych, którzy wiarę traktowali instrumentalnie – np. kazali chodzić na roraty, umieszczać poświęcone sianko po białym obrusem i czcić rodziców (tak jak Pan Jezus był poddany Maryi i Józefowi), ale jednocześnie stosowali surowe kary wobec własnych dzieci i nie okazywali im miłości. Świąteczna atmosfera budzi wówczas koszmary, które bywają zapomniane (bądź wyparte) przez większą część roku. Decyzja o wyjściu z Kościoła jawi się wtedy jako krok w stronę wolności, niezależności i autentyczności – a tego w życiu poszukuje każdy dojrzały człowiek. Niektórzy z nas mają poczucie, że znajdują te elementy w życiu przepełnionym wiarą – inni, że odnaleźli je po rozstaniu z religijnością.

Choć może to stanowić wyzwanie, warto przy świątecznym stole przyjmować i jednych, i drugich. Nieidentyczność nie musi indukować wzajemnej pogardy ani odrzucenia.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 51-52/2025