dla dziecka lub dzieci swojej nowej partnerki? Czy wskazane jest, abym był „nowym” tatą, kumplem od rozmów o życiu, czy może kimś w rodzaju starszego brata?
Ojczym może być najważniejszą postacią męską w życiu dzieci, które wychowuje. Większość mężczyzn wchodzących w tę rolę musi jednak pokonać pewne trudności, które stoją na przeszkodzie do zbudowania relacji z dziećmi ukochanej kobiety oraz ich otoczeniem.
Sklejanie rodziny
Część publicystów, opisując dynamikę życia rodzin rekonstruowanych, rozpoczyna swoje teksty od stwierdzenia, że jest to nowe zjawisko – rzekomo przed laty ludzie żyli w jednym stadle przez całe życie, więc dzieci wychowywali „niezmienni” ojcowie i matki. Fakty, które możemy odkryć między innymi za sprawą takich książek jak Chłopki Joanny Kuciel-Frydryszak, są jednak zupełnie inne: otóż o ile rozwody (przynajmniej formalne) są rzeczywiście stosunkowo nowym „wynalazkiem” w Polsce, o tyle rodziny rekonstruowane absolutnie nie. Śmierć męża, która mogła wydarzyć się nagle na skutek zakaźnej choroby lub wypadku przy pracy, dla naszych prababek często oznaczała z „automatu” konieczność szybkiego ponownego zamążpójścia. A to wiązało się w oczywisty sposób z wprowadzeniem do życia jej dzieci (jeśli kobieta zdążyła je urodzić) właśnie postaci ojczyma. Zmiana, która dokonała się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, polega jednak na tym, że gdy współcześnie w rodzinie pojawia się ojczym, to biologiczny ojciec dzieci zwykle żyje – przyczyną ustania małżeństwa czy związku nie jest śmierć mężczyzny, lecz rozwód lub zakończenie nieformalnej relacji. Jeśli zaś poprzedni partner kobiety żyje, to oznacza, że konieczne staje się ułożenie z nim relacji. Dzieci, jeśli tylko ich ojciec nie jest osobą przemocową lub aktywnie uzależnioną, powinny mieć niezakłócony kontakt z obojgiem rodziców – także wtedy, gdy nie są oni razem. Czasami obecność dwóch mężczyzn w życiu kobiety – jej byłego partnera, ojca jej dzieci, a także nowego ukochanego – wiąże się z rywalizacją między mężczyznami o rolę w życiu potomstwa. Jeśli rozstanie partnerów nie zostało przepracowane, to czasami były mąż lub partner jest również zwyczajnie zazdrosny o nową miłość byłej partnerki, co czasami wyzwala rodzinne konflikty. Dzieci z kolei mogą w takiej sytuacji doświadczać konfliktu lojalności – z jednej strony chcieć szczęścia mamy, ale z drugiej – pragną być „w porządku” wobec własnego ojca. Może to sprawiać, że młodzi ludzie będą mieć np. poczucie winy, jeśli zaczną darzyć ojczyma sympatią. Rolą dorosłych jest wówczas wytłumaczenie im, że mogą kochać swojego tatę, ale jednocześnie mieć bliską relację z nowym partnerem własnej matki.
Manosfera przeciw ojczymom
Ojczymowie dołączający do rodziny z dzieckiem nie mają zatem łatwego zadania. Czasami mężczyźni ci mają „przeciwko sobie” również rodziny pochodzenia swoich partnerek oraz swoje własne – pewien mężczyzna, który zdecydował się na związek z kobietą wychowującą samotnie dwoje dzieci, usłyszał od swojej matki, że przecież „stać go na kobietę bez problemów i bagażu z przeszłości”. Umiejętność odnalezienia się w takiej sytuacji wymaga asertywności oraz zdecydowania, że właśnie z tą kobietą chce się budować relację na dalsze życie. Niestety, istnieje także pewna grupa osób, która nie tylko nie chce wspierać mężczyzn podejmujących się życia pod jednym dachem z dziećmi partnerki, ale wręcz otwarcie nimi gardzi. Mowa tutaj o przedstawicielach manosfery, czyli seksistowskiej i agresywnej części internetu. Dla osób zaangażowanych w tę specyficzną społeczność ojczym jest emanacją „beciarstwa”, czyli osobą będącą tym gorszym „samcem beta”. W świecie manosfery bowiem nadrzędnym zadaniem mężczyzny jest przekazywanie własnych genów i ostrożne gospodarowanie własnymi pieniędzmi, a wychowanie dziecka, którego biologicznym ojcem jest ktoś inny, to oznaka naiwności i powód do wstydu. Użytkownicy forów dla red pillowców (czyli „przebudzonych” mężczyzn, którzy odrzucają rzekomą kobiecą dominację w społeczeństwie) straszą mężczyzn, którzy rozważają związek z samotną matką, pasmem upokorzeń, wymuszoną rywalizacją z ojcem dziecka oraz sprowadzaniem potencjalnego ojczyma do roli „bankomatu”, którego partnerka tak naprawdę nie szanuje. Na jednym z kanałów o tematyce red pillowskiej z kolei autor tłumaczy, że mężczyzna decydujący się na związek z samotną matką będzie zawsze traktowany przez nią gorzej niż poprzedni partner, który „użył jej” do spłodzenia potomstwa. Trudno powiedzieć, czy na skutek takich „mądrości” wielu mężczyzn wycofuje się z roli ojczymów lub definitywnie zamyka się na bliższą relację z kobietą wychowującą dziecko – widać jednak, że nie ze wszystkich stron mężczyzna wchodzący w szczególną rolę może liczyć na zrozumienie. Wsparcia odmawiają mu te osoby, którym – deklaratywnie – dobro mężczyzn najbardziej leży na sercu. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz okazuje się, że przestrzeń
manosfery skupia się nie tyle na wspieraniu mężczyzn pełniących w swoim życiu różne role, ile na krzewieniu ideologii, zgodnie z którą nasze życie jest i powinno być determinowane głównie przez prawa naiwnie rozumianej biologii.
Najbliższy mężczyzna
Mężczyźni, którzy zostają ojczymami, często zadają sobie pytanie: kim mam właściwie być dla dziecka lub dzieci swojej nowej partnerki? Czy wskazane jest, abym był „nowym” tatą, kumplem od rozmów o życiu, czy może kimś w rodzaju starszego brata? Nie ma oczywiście jednej recepty na udane ojczymostwo, a to, jaką mężczyzna zbuduje relację z dziećmi, będzie zależne między innymi od ich wieku. Jeśli towarzyszy on swojej partnerce już w czasie, gdy jej dziecko jest niemowlęciem, to między nim a maluchem często wytwarza się więź przypominająca tę, która wielu z nas ma z ojcami biologicznymi. W przypadku nastolatka natomiast raczej nie jest to możliwe – dziecko w wieku kilkunastu lat jest już w znacznej mierze zsocjalizowane i raczej nastawione sceptycznie (co nie oznacza: wrogo) do nowych opiekunów. Związek z kobietą, która ma już nastoletnie dzieci, będzie zatem pociągał za sobą konieczność uszanowania częściowej autonomii młodego człowieka, którego nie da się już wychować „od zera”. Niezależnie od wieku dzieci, kluczowym elementem jest ten, że ojczym nie może „podszywać się” pod biologicznego ojca. Owszem, jeśli jest w życiu dzieci od dawna, to mogą nazywać go „tatą” i mieć z nim serdeczną, opartą na miłości relację. Nie można jednak zaprzeczać istnieniu biologicznego ojca, nawet jeśli był on lub jest człowiekiem, którego postępowanie uznajemy za niegodne naśladowania. Jest to ważne dla kształtującej się tożsamości dziecka, której elementem zawsze powinno być posiadanie wiedzy na temat własnego pochodzenia. Uleganie pokusie, by wymazać ojca dzieci z historii rodziny, nie sprawi, że dzieci bardziej pokochają ojczyma, lecz może wywołać w nich uczucie życiowego zagubienia i rozbicia. Bliskość ojczyma może natomiast rozwiązać trudności związane z brakiem obecności w życiu dzieci pozytywnej figury męskiej. Jeśli ojciec dzieci porzucił je, nadużywał alkoholu albo stosował przemoc, to prawdopodobne jest, że młodzi ludzie zaczną przypisywać takie tendencje wszystkim mężczyznom. Zaangażowany i stabilny emocjonalnie ojczym, który dobrze traktuje ich matkę, może natomiast stanowić „wzorzec” mężczyzny, którego warto – przynajmniej pod pewnymi względami – naśladować. Jeśli zaś ojczym ma własne dzieci z poprzedniego związku, młodzi ludzie mogą „zyskać” rodzeństwo. Choć między dziećmi może wtedy toczyć się rywalizacja o pozycję, to jednak w sprzyjających warunkach mogą oni stworzyć zgrany team.
DNA i zaangażowanie
Ciekawe pod względem kulturowym i językowym jest to, że słowo „ojczym” nie wzbudza tak wielu negatywnych skojarzeń jak „macocha” – w baśniach na próżno szukać postaci złych ojczymów, a frazeologizm „traktować po macoszemu” nie ma odpowiednika odnoszącego się do postaci ojczyma. Może to wynikać z wielu powodów – zapewne między innymi z tego, że wyobrażenia o rolach rodzinnych i silne emocje w kierunku opiekunów zwykle kształtują się we wczesnym dzieciństwie, czyli w okresie życia, gdy pieczę nad dzieckiem w tradycyjnych społecznościach sprawowały kobiety. Macocha, matka, dobra wróżka czy wreszcie groźna czarownica to emanacje ważnych dla dziecka postaci, do których ojciec (jak np. nieobecny tata Królewny Śnieżki) był raczej „dodatkiem”. Dziś wiemy doskonale, że relacja ojca czy ojczyma z dziećmi wcale nie musi tak wyglądać. Przeciwieństwem obrazu nieobecnego i biernego w relacji z potomstwem mężczyzny może być np. postać ojczyma z serialu Netfliksa Ocet jabłkowy – partner Belle nawiązuje z jej synem niezwykle bliską i ciepłą relację, która okazuje się tak silna, że właśnie z uwagi na miłość do chłopca mężczyzna decyduje się pozostać w związku mimo kłamstw i intryg partnerki. Nie chcę bynajmniej powiedzieć, że trwanie w związku wyłącznie „dla dobra dziecka” jest godne naśladowania – wątek ten pokazuje jednak, jak ważną postacią w życiu dziecka może być ojczym i jak głęboko można pokochać dziecko, które biologicznie powołał do życia inny rodzic. Clive, czyli ojczym dziecka Belle, ma z nim nawet silniejszą więź niż matka – co najbardziej dobitnie wskazuje, że nie tylko więzy krwi są w stanie zespolić rodzinę. Główna bohaterka Octu… z uwagi na narcystyczną osobowość nie była w stanie stworzyć bezpiecznej relacji z własnym synem – jeśli jednak matka jest postacią wystarczająco dobrą i dba o swoje pociechy, to jej nowy partner może być dla niej ogromnym wsparciem. Matka, która nie czuje się osamotniona, wie, że jest kochana i rozumiana przez innych dorosłych, na ogół jest w stanie dać swoim dzieciom więcej ciepła i emocjonalnej dostępności – nowy związek może zatem być korzystny dla jej relacji z własnymi dziećmi. Kryzysy pojawiające się w rodzinach rekonstruowanych zaś nie omijają także części rodzin, które tworzone są przez żyjących razem rodziców dzieci. Konflikty lojalności, rywalizacja o uwagę czy okresowe oddalenie się od siebie mogą występować we wszystkich rodzajach rodzin – te patchworkowe, choć mierzą się z charakterystycznymi wyzwaniami, wcale nie są gorszym środowiskiem do wzrostu i rozwoju.
Czasami w budowaniu rodziny kluczowe okazują się nie podobne łańcuchy DNA, ale nici zaangażowania i troski – a te, choć bywają wykuwane w trudzie, mogą stać się najcenniejszym, co posiadamy w życiu.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















