Serial wszech czasów – wszyscy mówią tak o wyjątkowym brytyjskim miniserialu Netflixa, który w połowie marca pojawił się w streamingu. Cztery odcinki, które dobrze jest obejrzeć za jednym zamachem, pozostawiają widza we wstrząsie. Piszą o nim psychologowie i socjologowie, wskazując rodzicom i nauczycielom Dojrzewanie jako lekturę absolutnie obowiązkową. Filmów o dziecku, które ku zaskoczeniu rodziców okazało się zabójcą, nie jest dużo, najczęściej ten motyw spotyka się w thrillerach i horrorach. Tym razem nie mamy do czynienia z tego typu rozrywką, w ogóle nie mamy do czynienia z rozrywką. Jeśli chciałabym przywołać jakieś produkcje podobne do Dojrzewania, od razu przychodzi mi na myśl film z 2011 r. z Tildą Swinton Musimy porozmawiać o Kevinie i dokument Jak wychować nastoletniego mordercę z 2021 r. oraz kontrowersyjny serial Trzynaście powodów. Ale to wciąż nie to. Serial Dojrzewanie porusza nas dlatego, że jest tak oszczędny i tak realistyczny, tak blisko nas, że pozostawia nas z emocjami na wierzchu, zadaje pytania o współczesną kulturę, o odpowiedzialność, o granice ingerowania w życie dzieci i o bliskość.
To musi być pomyłka
Zaczyna się jak zwykły kryminał: dwoje śledczych siedzi w samochodzie i rozmawia o nudnej codzienności. Taki koleżeński small talk, który wydaje się bez znaczenia. Nic nie wskazuje na to, że mają zaraz zacząć akcję. Za chwilę dostają znak do rozpoczęcia, podjeżdżają pod dom wraz z pojazdami pełnymi uzbrojonych i zamaskowanych policjantów, wyważają drzwi i zaskakują zwykłą rodzinę w piżamach. Jest wczesny ranek. Kiedy otwierają drzwi do pokoju i widzimy w łóżku przerażonego chłopczyka, wydaje nam się, że to pomyłka. A kiedy słyszymy z ust śledczych, że to dziecko jest aresztowane za morderstwo, reagujemy tak, jak jego rodzice: to niemożliwe. Tylu zaangażowanych policjantów, tyle siły, żeby złapać delikatnego trzynastolatka we śnie? W jednej chwili życie przeciętnej rodziny wywraca się do góry nogami. Chłopiec zostaje przewieziony do aresztu, rodzice i jego siostra jadą tam za nim i towarzyszą mu w procedurach. Jest podejrzany o zamordowanie swojej koleżanki. Nie przyznaje się, uparcie powtarza ojcu, że to nie on. Moczy się ze strachu, drży, płacze. Wierzymy każdemu jego słowu razem z jego bliskimi. Wszyscy są zszokowani, nie mogą się połapać w tym chaosie, wszystko toczy się tak szybko. Jeszcze godzinę temu po prostu zaczynał się nowy dzień – śniadanie, szkoła, praca, a teraz: policjanci, posterunek, odciski palców, pytania o prawnika, pobranie krwi, przesłuchanie. Miotamy się w tym wszystkim razem z ojcem i matką chłopca, przerażeni i przeświadczeni o jakiejś ogromnej pechowej pomyłce. W drugim odcinku towarzyszymy detektywom podczas ich wizyty w szkole chłopca, kiedy próbują rozmawiać z jego kolegami. I tu już zdajemy sobie sprawę, że nic z tego kryminału nie będzie, bo to żaden kryminał. Co nie znaczy, że napięcie opada, wręcz przeciwnie, ciągle rośnie. Ze ściśniętym żołądkiem oglądamy trzeci odcinek, w całości poświęcony rozmowie chłopaka z psycholożką. Jamie oczekuje na rozprawę w zakładzie poprawczym, a ona ma wydać niezależną opinię dla sądu. Czwarty odcinek kompletnie rozbija nas emocjonalnie, a to zaledwie godzina z życia rodziców i siostry chłopca na kilka dni przed procesem. Każdy odcinek trwa godzinę i to w czasie rzeczywistym.
Zamknięty pokój nastolatka
Nie dowiemy się zbyt wiele o ofierze tej zbrodni, ani nawet o jej przebiegu czy śledztwie, które szybko doprowadziło do wytypowania mordercy. Wszystkie okoliczności, do jakich dopuszczają nas twórcy, mają odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? I: jak to się mogło stać?
Może nas zdziwić, że tak łatwo dajemy się wciągnąć w tę historię, która przecież jest dla nas tak abstrakcyjna. Bo przecież taki fakt w naszym otoczeniu się nie zdarza, umówmy się, kto zna osobiście podobny przypadek? Natomiast wielu z pewnością może zadać sobie pytanie: jak wejść do pokoju nastolatka, kiedy tak przesiaduje przed komputerem albo z komórką w ręku, zapatrzony w świat, który tam się dzieje? Taki widok nikogo przecież nie dziwi, rzeczywistość rozgrywająca się w świecie online to norma, z tego chyba sobie wszyscy zdajemy sprawę. Mniej więcej ogólnie też wiadomo, że dzieci narażone są na cyberprzemoc stosowaną przez rówieśników. Tyle że nie bierzemy tego aż tak bardzo na serio, wymazując ją z listy niebezpieczeństw, jakie mogą zagrażać naszemu dziecku. Charakterystyczna jest postawa detektywa Bascompe’a (Ashely Walters), który jako policjant i jako ojciec nastolatka powinien zdawać sobie sprawę z tego typu zagrożeń. Tymczasem okazuje się, że brak mu podstawowej wiedzy na temat języka, jakim posługują się nastolatki, i całej sfery ciemnych subkultur, która wkrada się do życia dzieci. Nie chodzi o to, że jest złym detektywem, jest też przede wszystkim niedoinformowanym ojcem. Wchodzi do szkoły swojego syna i chłopca oskarżonego o morderstwo i kompletnie tego świata nie rozumie. Nie może wręcz uwierzyć, że w miejscu, w którym dzieci powinny przyswajać wiedzę, rządzi rówieśnicza przemoc. Uświadamia go syn, który mówi, że nie może patrzeć, jak się ośmiesza przed jego kolegami tą niewiedzą o ich świecie. Może dopiero wtedy Bascompe zrozumie, jak niewiele wie o życiu swego syna i o wszystkich niebezpieczeństwach, jakim musi stawiać czoła każdego dnia. Dojrzewanie w dzisiejszych czasach jest brutalne, a niewinność nasze dzieci tracą zbyt wcześnie. Nie dopuszczamy tej myśli do siebie. Syn Bascompe’a nie tylko instruuje ojca, jak odczytuje się zwykłe emotikony, ale też uświadamia mu istnienie manosfery, czarnej sfery blogów, stron internetowych i społeczności, których wspólnym celem jest uprzedmiotowienie kobiet i mizoginia. To problem 13-latków? A jakże. Presja jest ogromna, łatwo ulec wpływom, szczególnie gdy zostaje się publicznie wyśmianym. Warto przy tej okazji dodać, że subkultura inceli należąca do manosfery wciąga zwłaszcza mężczyzn, którzy nie mają partnerki, co odczytują jako upokarzające. Nietrudno przenieść to uczucie na nastolatka, który doświadcza poniżenia w grupie rówieśniczej z powodu odrzucenia przez dziewczynę. Więc te zamknięte drzwi do pokoju to symbol świata, do którego nie mamy dostępu, świata, który szturmem atakuje nasze dzieci, których nikt nie chroni przed niechcianymi wpływami i toksycznymi wzorcami, którym ostatecznie ulegają.
W centrum emocjonalnego napięcia
Ale jak to? Rodzina Jamiego nie jest patologiczna, chłopak ma kochających rodziców, w domu czuje się bezpiecznie, ojciec kocha i szanuje matkę, teren jest czysty od przemocy. To pytanie zadają sobie od początku jego matka i ojciec, szukając błędów, analizując swoje postępowanie i oskarżając się aż do całkowitej bezradności. Całkowicie ich rozumiemy. Każdy z nas kiedyś słyszał (lub mówił) to zdanie: moje dziecko na pewno tego nie zrobiło. Może dlatego tak łatwo dajemy się wciągnąć w wydarzenia każdego odcinka. Bo jak to jest zrobione! Serial napisany przez Jacka Thorna i Stephena Grahama (który gra także rolę ojca Jamiego) wyreżyserował Philip Barantini, znany z filmu Punkt wrzenia (2021), który nakręcił na jednym ujęciu. Technikę one shot movie zastosował także w Dojrzewaniu. Co to oznacza? Każdy odcinek był grany przez aktorów od początku do końca bez żadnych przerw. Barantini wyjaśnia to tak: „naciskamy nagrywanie w kamerze i wyłączamy ją dopiero po godzinie”. Wymaga to nie tylko niebywałego skupienia od aktorów i pracowników planu, ale też wielu prób. Każdy odcinek był nakręcany kilka razy i wybierana była najlepsza jego wersja. Najtrudniejszy pod tym względem wydaje się odcinek drugi, tam, gdzie akcja rozgrywała się w szkole. Zorganizowanie szkolnego chaosu i liczby aktorów oraz statystów biorących udział w tej części było ekstremalnie trudne. Dzięki tej metodzie widz niejako jest wciągnięty w emocje bohaterów, w samo centrum ich emocjonalnego napięcia. Jestem pod wrażeniem gry Owena Coopera, czternastolatka, dla którego ten serial jest absolutnym debiutem. Trzeci odcinek, w którym występuje niemal non stop przez całą godzinę, to aktorski majstersztyk. Niezwykła teatralna scena, w której poznajemy Jamiego z zupełnie innej strony, niż pokazał się w pierwszym odcinku. Świadomość tego, że Owen zagrał tak wspaniale tak bardzo wymagające emocjonalnie sceny, i to na jednym ujęciu, sprawia, że podziw nad jego talentem rośnie. W ogóle aktorstwo jest tu na wysokim poziomie, rozmowę między rodzicami Jamiego (Christine Tremarco i Stephen Graham) w czwartym odcinku również ogląda się na jednym wdechu, niemal nie wypuszczając powietrza. Scena ta dobitnie pokazuje, że ofiar jest wiele.
---
Dojrzewanie
Miniserial, Netflix
2025
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













