Marzenia to nasze wizytówki

Marzenia mogą prowadzić nas zarówno do realizacji siebie w miłości i dobrobycie, jak i do autodestrukcji. Zanurzając się w świecie własnych fantazji, warto zadać sobie pytanie, jakie potrzeby się pod nimi kryją.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
il. Jan Kałużny
il. Jan Kałużny

Odkrycie marzeń, które nam towarzyszą, umożliwia głębokie poznanie samego siebie i wejście na ścieżkę samorealizacji. Nawet te pragnienia, które nigdy się nie spełnią, mogą pełnić ważną rolę w naszym życiu wewnętrznym.

Zwierciadło pragnień 

Kiedy osierocony w dzieciństwie Harry Potter, tytułowy bohater serii książek J. K. Rowling, stanął przed magicznym zwierciadłem Ain Eingarp, ujrzał w jego gładkiej tafli swoich żywych i uśmiechających się do niego rodziców. Ten sam magiczny przedmiot ukazał nauczycielowi Harry'ego, profesorowi Quirrellowi, jego samego, wręczającego Kamień Filozoficzny Lordowi Voldemortowi, potężnemu czarnoksiężnikowi. Ani Harry Potter, ani Kwiryniusz Quirrell nie byli w stanie spełnić swoich najskrytszych pragnień, które miał zdolność ukazywać zaczarowany artefakt: tragicznie zmarłych Potterów nie sposób było wskrzesić, a Quirrell z kretesem przegrał walkę o Kamień dający nieśmiertelność. Poznanie największych marzeń tych dwóch postaci umożliwia jednak najgłębsze zrozumienie ich potrzeb i motywacji działania, co ma oczywiście niebagatelne znaczenie dla rozwoju fabuły powieści: osierocony chłopiec, mimo swojego „wybrania” i otaczającej go sławy tak naprawdę pragnął być kochany i bezwarunkowo przyjęty, co wyraża marzenie o powrocie przedwcześnie zmarłych rodziców; sługa czarnoksiężnika marzył natomiast o uznaniu i władzy, jakie z pewnością otrzymałby ze strony swojego mistrza, gdyby pozyskał dla niego owiany legendą Kamień Filozofów. Dla własnego rozwoju i dobrostanu, który jest nierozerwalnie związany z rozumieniem samego siebie, warto co jakiś czas zadać sobie samemu pytanie: a co ja zobaczyłbym w tafli magicznego zwierciadła? Niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z tego sprawę, nasze marzenia w jakimś stopniu prowadzą nas przez życie: powieściowy czarodziej nie odzyskał swoich rodziców, jednak przez całe szkolne życie dążył do budowania bliskich relacji z przyjaciółmi i rodziną jednego z nich, natomiast Quirrell pozwolił się unicestwić w imię chorej lojalności wobec Voldemorta. Nasze marzenia mogą prowadzić nas zarówno do realizacji siebie w miłości i dobrobycie, jak i do autodestrukcji. Zanurzając się w świecie własnych fantazji, warto zadać samemu sobie pytanie, jakie potrzeby się pod nimi kryją: być może tak naprawdę chodzi nam o bliskość, posiadanie znaczenia w życiu innych, a może o potrzebę uczenia się, twórczości lub celu? Żadna potrzeba sama w sobie nie jest negatywna ani niemoralna – jednak nie wszystkie strategie zaspokajania tych potrzeb, które dają o sobie znać choćby w pod postacią marzeń, warto „implementować” do własnego życia.

Człowiek wobec mgły

Uznanie, że marzenia się nie spełniają, lecz należy je spełniać samodzielnie, może być dla człowieka cenne i nadające mu sprawczość. To, czy dane marzenie się urzeczywistni, jest oczywiście wypadkową wielu elementów: jednak ambicja i konsekwencja są w tym zakresie istotnymi sprzymierzeńcami, bez których marzenia zwykle pozostają jedynie efemerycznymi fantazjami. Nie należy jednak samego fantazjowania „wylewać z kąpielą”: zatapianie się we własnych marzeniach przynosi nam pewne korzyści psychologiczne. „Bujanie w obłokach” i myślenie o przyjemnych sprawach wspomaga produkcję endorfin i obniża poziom stresu, pobudza kreatywność, daje napęd do działania w wyznaczonym kierunku i motywuje nas do zmian. Regularne snucie marzeń pomaga także budować odporność psychiczną, a w konsekwencji – umożliwia bezpieczne dla psychiki przetrwanie chwil kryzysu. Wspólne snucie marzeń – np. wraz ze współmałżonkiem czy dziećmi – pozwala także lepiej poznać swoje wzajemne potrzeby oraz zbliża do siebie „współmarzycieli”. W gabinecie terapeutycznym sama niekiedy zadaję pytanie parom lub rodzinom pogrążonym w spirali nieporozumień, jak wyglądałby ich wymarzony ogród, dom lub podróż. Wspólne fantazjowanie często sprawia, że osoby, które w codzienności się rozmijają, zaczynają się nawzajem słuchać, być na siebie uważne, a także ze sobą współpracować – omawianie tego, jakie rośliny znalazłyby się w wyśnionym ogrodzie to przecież także rodzaj współdziałania, który może później przenieść się na inne dziedziny życia. Można zatem powiedzieć, że marzenia są tym, co „utrzymuje nas na powierzchni”, nadając naszemu życiu kierunek. Niezależnie od tego, czego dotyczą, marzenia działają jak światła przeciwmgielne: rozpraszają nużącą szarość codzienności i pozwalają odnaleźć się na rozdrożach. Czasami pogrążanie się w fantazjach jest oczywiście rodzajem eskapizmu, jednak co jakiś czas każdy z nas potrzebuje uciec przed przytłaczającą rzeczywistością. Jeśli zaś ktoś w trakcie terapii (albo zwyczajnej rozmowy) deklaruje, że nie posiada żadnych marzeń ani planów, to jest to sygnał alarmowy, którego nie należy lekceważyć. Brak marzeń może być oznaką depresji, a także zwiastunem działań autodestrukcyjnych – tak samo jak brak apetytu, bezsenność czy poczucie wyobcowania. To, że niektóre marzenia w cyklu naszego życia gasną, jest procesem zupełnie naturalnym – dorośli raczej nie marzą już o nowej lalce Barbie czy możliwości skakania po chmurach. Miejsce starych marzeń powinny jednak zajmować te nowe, które niczym wewnętrzny kompas będą prowadziły nas w kierunku życiowej satysfakcji. 

Niebezpieczne bon moty 

Zachęcanie do podążania za marzeniami zwykle wynika z życzliwości i wiary w możliwości bliskiej osoby – czasami jednak zamienia się ono w trudną do udźwignięcia presję. Język popcoachingowy jest pełen stwierdzeń typu „jeśli możesz o tym marzyć, możesz to zrobić”, czy „gdy czegoś naprawdę chcesz, Wszechświat ci sprzyja”. Nurt „samospełnializmu” niekiedy wkrada się także do ludzkiej duchowości, oferując uproszczenia takie jak „Bóg chce spełniać twoje marzenia!”. Nie roszczę sobie prawa do rozstrzygania, czego dla konkretnej osoby chce Stwórca, ani też nie chciałabym kogokolwiek zachęcać do porzucania swoich marzeń i przyjmowania postawy życiowej bierności. Dobrze jednak jest – paradoksalnie – być realistą także w kwestii marzeń. To, czy uda nam się wcielić w życie nasze pragnienie, nie jest zależne tylko od nas samych, a to, że skrycie o czymś śnimy, nie oznacza, że z całą pewnością pokonamy wszelkie przeciwności dzielące nas od sukcesu. Wizualizacje siebie osiągającego szczyty kariery zawodowej mogą pomóc w utrzymaniu motywacji do pracy i zostać odczytane jako wyraz istniejącej w nas potrzeby uznania – jednak to, czy uda nam się zostać CEO ogromnej firmy, zależy nie tylko od naszych umiejętności, ale też sytuacji na rynku i dynamiki procesu grupowego. Mieszkańcy Ukrainy lub Strefy Gazy, w których trwa wyniszczająca wojna, w czasie pokoju również mieli marzenia – a wielu z nich zapewne robiło bardzo wiele, by je urzeczywistnić. Oczywiście odebranie komuś marzeń przez konflikt zbrojny lub katastrofę naturalną to sytuacja skrajna – jednak właśnie tego rodzaju skrajności unaoczniają, że spełnienie własnych planów na życie nie zależy tylko od naszych starań. Co więcej, nadmierna atrybucja wewnętrzna – czyli przypisywanie sobie ogromnego wpływu na rzeczywistość – wywołuje presję i budzi frustrację. Uporczywa myśl, jakoby wszystko było „w naszych rękach” a od realizacji marzeń dzieliła nas wyłącznie odległość decyzji, nie tylko jest odrealniona, ale także na dłuższą metę męcząca. Dziecko, które marzy o lataniu, może podejmować próby unoszenia się w przestworza za pomocą mocowanych do rąk balonów lub wykonanych z tektury skrzydeł. W procesie dorastania człowiek musi jednak zrozumieć, że swobodny lot człowieka jest poza zasięgiem jego możliwości. Jeśli jednak ktoś nie zostawiłby tego marzenia za sobą i nie potraktował go jako wyrazu naturalnego ludzkiego pragnienia swobody (które można zaspokoić również na wiele innych sposobów!), to skończyłby jak Ikar bądź jako zgorzkniały starzec, któremu niemożliwość zrealizowania jednego pragnienia uniemożliwiła czerpanie radości z pozostałych aspektów życia. 

Plastyczność marzeń

Mistrz Eckhart powiedział kiedyś, że dobrze jest mieć w życiu pragnienia – jednak jeszcze lepiej jest nie być do nich przywiązanym. Jest w tym zdaniu głęboka mądrość zarówno duchowa, jak i psychologiczna: marzenia są nam bowiem potrzebne, by nadawać kierunek własnemu życiu i by dążyć do tego, co jest dla nas ważne nawet wtedy, gdy w życiu pojawiają się przeszkody. Nie mniej ważne jest jednak posiadanie na tyle stabilnego poczucia własnej wartości oraz dojrzałości, by rozumieć, że nawet niespełnienie jakiegoś pragnienia nie czyni nas nieudacznikami czy ludźmi bez wartości. Nawet osoby, które zwykliśmy nazywać ludźmi sukcesu, nigdy nie osiągają swoich wszystkich celów życiowych – lub przynajmniej nie dzieje się to za pierwszym podejściem. Zanim uda nam się spełnić marzenie o posiadaniu fascynującej pracy, być może będziemy musieli podjąć się kilku dorywczych zajęć; zbudowanie trwałego małżeństwa i rodziny zwykle poprzedza kilka nieudanych związków i bolesnych rozstań, a osiągnięcie mistrzostwa w sporcie wiąże się z poznaniem również smaku porażek. Siła marzeń (a także wsparcie bliskich osób) pozwala próbować kolejny i kolejny raz – dzięki niej frustracja i żal nie muszą mieć ostatniego słowa. Jeżeli jednak pomimo wysiłku, praktykowania wizualizacji i tworzenia przemyślanych strategii nie osiągamy tego, czego skrycie pragniemy, to nie skazuje nas to na ponurą wegetację. Zdolność do marzeń u zdrowego człowieka charakteryzuje się plastycznością: jeśli jedno marzenie nagle „pryska” lub stopniowo się rozkłada, to oczywiście budzi to smutek i gorycz. Po pewnym czasie jednak miejsce niespełnionego i opłakanego marzenia zajmują nowe pragnienia, które mogą zaprowadzić nas w nieznane wcześniej obszary spełnienia. Z perspektywy egzystencjalnej dorosłe życie to sztuka ciągłego balansowania pomiędzy odpuszczeniem pewnych pragnień a odkrywaniem nowych – i odważnego, ale nie desperackiego podążania za nimi. Być może w przypadającym 8. września Dniu Marzyciela warto dokonać czegoś w rodzaju inwentaryzacji własnych pragnień, czyli podjęcia refleksji nad tym, które marzenia są w nas obecnie żywe i ku czemu nas one popychają, które pragnienia powoli w nas gasną, a także: czego nauczyło nas zarówno dążenie do swoich celów, jak i rezygnacja z nich. Tym, co stanowi klucz do zrozumienia człowieka, jest poznanie jego lęków oraz właśnie marzeń – a samych siebie powinniśmy przecież odkrywać przez całe życie.

Nie wszystkie marzenia, które nosimy w swoich sercach, w ciągu naszego życia uda się spełnić. To, o czym marzymy, mówi jednak bardzo wiele na temat nas samych i może motywować nas do życia pełnego pasji. Wejście w dialog z własnymi marzeniami może stanowić jedną z najciekawszych „rozmów”, które odbędziemy w swoim życiu. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2026