Religia wiecznego spełnienia

Nowoczesne pseudopsychologiczne grupy działalność prowadzą głównie w internecie. Osobami, które sprawują w nich władzę, są „kapłani” nowej, poppsychologicznej religii, którzy sami siebie tytułują specjalistami od rozwoju osobistego, relacji, hipnozy czy alternatywnego dbania o zdrowie.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
Ilustracja: Jan Kałużny
Ilustracja: Jan Kałużny

Dążenie do szczęścia i rozwijania własnego potencjału jest głęboko zakodowaną potrzebą większości z nas. Wiedzieli o tym już twórcy nurtu psychologii humanistycznej – nie bez przyczyny na szczycie piramidy Maslowa znajduje się potrzeba samorealizacji. Niestety, niektórzy samozwańczy specjaliści na bazie tego naturalnego pragnienia tworzą quasireligijne wspólnoty, których działalność może być bardzo niebezpieczna.

Stare mechanizmy, nowe sekty

To, z czym ludziom kojarzy się określenie „sekta”, zależne jest w znacznej mierze od ich wieku. Przekonałam się o tym, prowadząc na uczelni zajęcia między innymi z przeciwdziałania manipulacji i wywierania wpływu na ludzi: starsi studenci (w tym milenialsi), zwykle studiujący zaocznie, sekty kojarzą z zamkniętymi przestrzeniami fizycznymi, w których mieszkają odcięci od świata ludzie oddający się do dyspozycji guru. Przykładem tego typu sekty może być oczywiście znana polska sekta Niebo, na temat której niedawno zrealizowano serial Niebo. Rok w piekle, dostępny na HBO. Obraz ten stanowi zresztą adaptację autobiograficznej opowieści Stanisława Kellera o tytule Niebo. Pięć lat w sekcie. Autor opisuje w niej powolny, ale konsekwentnie prowadzony proces przejmowania kontroli nad członkami ugrupowania przez biegłych w technikach manipulacji liderów. Serial również skupia się na topniejącej jak kra na rzece wolności osobistej członków Nieba, które – choć miało być miejscem uzdrowienia – stawało się grupą czcicieli kierownika zboru. Takie sekty istnieją także dzisiaj, jednak o wiele łatwiej jest obecnie spotkać drugi rodzaj sekt, o którym z kolei częściej wspominają – przynajmniej na moich zajęciach – młodsi studenci: chodzi o nowoczesne, pseudopsychologiczne grupy, które swoją działalność prowadzą głównie w internecie. Osobami, które sprawują w nich władzę, są „kapłani” nowej, poppsychologicznej religii, którzy sami siebie tytułują specjalistami od rozwoju osobistego, relacji, hipnozy czy alternatywnego dbania o zdrowie. Część z nich nie posiada absolutnie żadnego wykształcenia psychologicznego czy pedagogicznego – inni liderzy „psychosekt” mają ukończone tego typu studia, jednak do wiedzy akademickiej odnoszą się z pogardą bądź lekceważeniem. W psychologicznych sektach jako najbardziej wartościowe przedstawia się bowiem nie wnioski z rzetelnie prowadzonych badań i wiedzę z psychologii klinicznej, lecz tajemnicze metody leczenia czy wspierania rozwoju, oparte na przemyśleniach bądź „osobistych doświadczeniach” liderów.

Kraina wiecznego dobrostanu

Dla całkiem sporej grupy osób bycie „poza mainstreamem” wydaje się niezwykle atrakcyjne – niemal każdy człowiek lubi czuć się wyjątkowo i mieć poczucie, że w jakiś sposób „wyrasta” ponad innych. Wiedzą o tym zarówno sprzedawcy towarów luksusowych, jak i osoby promujące „alternatywny” model odżywiania, znajdujący się w opozycji do zaleceń lekarzy i dietetyków; pseudomedycy, którzy zalecają „leczenie” chorób niesprawdzonymi suplementami i podejrzanymi urządzeniami, oraz właśnie dostawcy usług à la psychologicznych, skupiający wokół siebie grupy „wyznawców”. Pseudopsychologowie zapewniają więc swoich klientów (czyli właściwie: ofiary), że za sprawą ich produktów każdy z nich będzie mógł osiągać to, co dla większości śmiertelników pozostaje nieosiągalne. Oczywiście, działalność sekt ma przynosić liderom korzyści. W pierwszej kolejności jest to często zaspokojenie potrzeby bycia kimś, posiadania autorytetu i sprawowania kontroli. Władza, jak pisał Tolkien, jest wszak tym, czego ludzie pożądają najbardziej – dotyczy to nie tylko polityków, ale także osób zajmujących się „uzdrawianiem”. Kiedy lider „psychosekty” zbierze już grupę oddanych mu osób (zwykle za pomocą mediów społecznościowych), zaczyna angażować swoją społeczność w działania, które przynoszą także wymierne korzyści finansowe: sprzedaje kursy, szkolenia, warsztaty, e-booki, a czasami także wyjazdy „rozwojowe”. Za pewną (często niemałą) opłatą można również dołączyć do specjalnych, zamkniętych grup, których członkowie mogą pozostawać z liderem lub jego zastępcami w bliższym kontakcie. Destrukcyjne grupy pseudopsychologiczne posiadają także swoje „dekalogi”, a język, który jest używany przez ich członków, przypomina ten, którym posługują się również prawdziwi terapeuci czy psychiatrzy. Określenia takie jak „dobrostan”, „struktura osobowości” czy „system rodzinny” bardzo często są jednak albo używane w sposób odległy od pierwotnego znaczenia, albo też są „miksowane” z terminami z zakresu astrologii czy ezoteryki. Na stronach „psychosekt” możemy zatem przeczytać o tym, jak zbudować poczucie własnej skuteczności i uzdrowić wewnętrzne dziecko za sprawą uwolnienia energii charakterystycznej dla zodiakalnej panny. Brzmi absurdalnie i nienaukowo? Oczywiście. Ale poczynienie tego typu uwagi w obecności lidera, bądź osoby głęboko zaangażowanej w działalność sekty, najpewniej będzie odebrane jako przejaw zamknięcia umysłu, wrogości bądź toksycznej zazdrości o czyjś rozwój. Każda sekta, aby przyciągać do siebie nowych członków i utrzymywać „starych”, musi z jednej strony ich kontrolować, zaś z drugiej – obiecywać „zbawienie”. To, czym ono będzie, jest zależne od specyfiki danej sekty: w przypadku grup parareligijnych może to być doświadczenie namacalnej bliskości bóstwa lub znalezienie się w wąskiej grupie tych, którzy przeżyją koniec świata, mający wydarzyć się „już za chwilę” (straszenie armagedonem, który ma już określoną datę, stanowi element charakterystyczny dla grup destrukcyjnych). Sekty pseudopsychologiczne natomiast oferują „zbawienie” w wersji doczesnej: ma nim być odcięcie toksycznych relacji, życie w stanie absolutnej zgody z samym sobą, spełnienie wszystkich marzeń dzięki odblokowaniu własnego potencjału oraz wolność od trudnych emocji. Praca nad sobą (oczywiście zgodna z kierunkiem wyznaczonym przez lidera grupy) ma doprowadzić do psychologicznej wersji „oświecenia”, czyli pełnego wglądu w historię własnej rodziny, rozwikłania międzypokoleniowych tajemnic, a nawet zaowocować umiejętnością błyskawicznego „rozszyfrowania” nowo spotkanych osób.

Wolność od bliskości

Nie jest tajemnicą, że grupy destrukcyjne (zarówno „starego”, jak i „nowego” typu) dążą do odcięcia swoich członków od rodziny i przyjaciół. Człowiek samotny jest zdecydowanie bardziej podatny na manipulację i pseudonaukowe praktyki. Przekonał się o tym blisko czterdziestoletni Karol, dziś pedagog pracujący m.in. z osobami, które wyszły z grup destrukcyjnych. Mężczyzna był kiedyś związany z kobietą głęboko zaangażowaną w działalność pseudopsychologicznej sekty. Twierdzi, że jego związek rozpadł się właśnie z uwagi na przekazy, którymi jego ówczesna narzeczona była „karmiona” w grupie. – W mojej byłej narzeczonej zakochałem się jak szalony prawie od pierwszego wejrzenia – opowiada.Miała swoje problemy: jej rodzice byli alkoholikami, a ona miała za sobą bardzo przemocowy związek. Wciąż jednak była dobrą i wrażliwą dziewczyną. Namawiałem ją, żeby podjęła terapię, bo miała różne lęki i niskie poczucie własnej wartości. Znajdowała różne wymówki, aż w końcu powiedziała, że znalazła grupę terapeutyczną w internecie. Nie mówiła o niej dużo, ale zaczęła spędzać coraz więcej czasu na spotkaniach online. Potem zaczęła robić różne kursy, uczestniczyć w warsztatach (niektóre odbywały się stacjonarnie). Po paru miesiącach bycia w tej grupie zaczęła nazywać wszystko toksycznym i odcinać się od znajomych, którzy „blokowali” ją w rozwoju i wnosili złą energię w jej życie. Całe dnie medytowała i wykonywała ćwiczenia „na pogłębienie rozumienia siebie”. Podobno tak zalecali twórcy tej grupy – miało ją to chronić przed rozjątrzaniem „rany ojca”. Ja w końcu stwierdziłem, że wydaje na to za dużo pieniędzy i jak tak dalej pójdzie, to zostaną jej tylko znajomi z nowej grupy. Po paru tygodniach ze mną zerwała – podobno z zawiści hamowałem jej drogę do lepszego życia.

Oczywiście, historia rozstania Karola z narzeczoną jest przedstawiona wyłącznie z jego perspektywy. Opisywane przez niego mechanizmy i sposoby działania są jednak jak najbardziej zgodne z tym, co zwykle charakteryzuje działalność tego typu sekt. Zaangażowanie w pseudopsychologiczne grupy nie tylko nie leczy dolegliwości psychologicznych, ale także prowadzi do „wolności” od bliskości – czyli do przewlekłego i bolesnego osamotnienia.

Uznać swoje ograniczenia

Przyjemnie jest fantazjować o własnym nieograniczonym potencjale i możliwościach. W każdym z nas znajduje się przecież choćby okruszek narcyzmu (a czasami nawet jego spory kawałek). To zupełnie zrozumiałe, że nie sprawia nam radości myślenie o własnych słabych stronach, ułomnościach i o tym, co ogranicza nas ze strony nas samych czy ze strony zewnętrznych okoliczności. Jednak bezkrytyczna wiara w maksymę sky is the limit w większości przypadków nie przybliża nas do spektakularnych sukcesów, a raczej może przyczyniać się do frustracji i zgorzknienia. Współcześni psychologowie – ci pracujący zgodnie z etyką zawodową i mający kontakt z rzeczywistością – nigdy nie będą wmawiać pacjentom, że mogą oni dokonać wszystkiego, o czym tylko zamarzą. Owszem, połączenie talentu, determinacji i sprzyjających okoliczności nierzadko może sprawić, że człowiek osiąga szczyty kariery i zadziwia własne otoczenie oraz siebie samego. Jednak nawet najbardziej ambitne i utalentowane osoby dla własnego zdrowia muszą w pewnym momencie uświadomić sobie fakt, że nawet one nie są wszechmocne i wszechwiedzące. Dla każdego z nas istnieje i będzie istnieć (jak pisała Judith Viorst, autorka ważnej psychologicznej książki To, co musimy utracić) to, co zakazane, i to, co niemożliwe. Jeśli jakakolwiek osoba – influencer, autor kursów i książek czy znany coach – twierdzi, że ograniczenia istnieją tylko w naszym umyśle, to znaczy, że zajmuje się nie tyle realną pomocą w rozwoju osobistym, ile sprzedażą złudzeń. Niespełnionych marzeń nie ma w istocie tylko ten, kto nie marzy w ogóle. Pogodzenie się z własnymi ograniczeniami, a także posiadanie podstawowej wiedzy psychologicznej (pozyskanej np. z książek pisanych przez osoby kompetentne w tej dziedzinie) może pomóc ochronić się przed byciem zwerbowanym do „psychosekty”. Korzystając z narzędzi do rozwoju osobistego, takich jak warsztaty czy treningi interpersonalne (które same w sobie stanowią wspaniałe narzędzia), zwracajmy także uwagę na to, czy osoba je prowadząca jest w stanie powołać się na źródła, z których czerpie wiedzę, a także czy nie próbuje zniechęcać nas do pozostawania w większości relacji, które są dla nas ważne. Owszem, pewne zachowania naszych bliskich bywają irytujące i nieznośne – jednak prawdziwie toksyczne więzy, które dla własnego zdrowia należy uciąć, stają się naszym udziałem dość rzadko. Czasami również – o czym coache wolnomyśliciele nie wspominają – to my zadajemy rany naszym bliskim i nasze zachowania można by określić mianem „toksycznych”.

Praca nad sobą i odkrywanie własnego potencjału może być pasjonującą przygodą. Jednak aby podróż w głąb siebie była bezpieczna, potrzebny jest odpowiedzialny przewodnik. Charyzmatyczny pseudopsycholog czy coach, mamiąc nas obietnicami wolności od cierpienia, może w istocie doprowadzić nas do stanu toksycznej samotności, frustracji i choroby.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 5/2026