Duża rodzina – problem, ideał czy luksus?

Stereotypowa rodzina wielodzietna jest uboga, konserwatywna, głęboko religijna i niezbyt zaradna. Jednocześnie, choć może się to wydawać niespójne, w niektórych kręgach wielodzietność uchodzi za rodzaj luksusu, na który mogą pozwolić sobie tylko wybrani dorośli.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
il. Jan Kałużny
il. Jan Kałużny/

W rzeczywistości, choć rodzin wielodzietnych w Polsce jest stosunkowo niewiele, to specyfika ich funkcjonowania jest bardzo zróżnicowana.

Coraz mniej wielodzietnych

To, jak definiujemy rodzinę wielodzietną, zależne jest od epoki i średniej dzietności par w danym kraju. W dwudziestoleciu międzywojennym za rodziny wielodzietne często uważano rodziny wychowujące więcej niż piątkę dzieci – obecnie mianem rodziny wielodzietnej określana jest już taka, w której wychowuje się co najmniej trójka potomków (czyli w której dzieci jest więcej niż rodziców). Socjologowie dzielą także rodziny wielodzietne na różne podgrupy: rodziny z trójką dzieci określa się niekiedy mianem małych rodzin wielodzietnych, takie, które mają od czworga do siedmiorga dzieci – średnich, natomiast te, w których dzieci jest ośmioro lub więcej, bywają nazywane dużymi rodzinami wielodzietnymi albo rodzinami bardzo wielodzietnymi. Niezależnie od tego, które rodziny wielodzietne weźmiemy pod uwagę, nie sposób nie odnotować, że ich liczba w Polsce bardzo spadła – rodziny wychowujące więcej niż dwoje dzieci stanowią obecnie niecałe 11 proc. wszystkich „dzieciatych” rodzin: „W  Polsce zauważany jest spadek liczby rodzin wielodzietnych. Tezę tę potwierdzają dane wskazujące, że w 2021 roku rodzin, które wychowywały trójkę lub więcej dzieci, było 830 734 (o prawie 178 tys. mniej niż w 2011 r.), co stanowiło 10,7% ogółu rodzin z dziećmi" (L. Pietruszka, Rodziny wielodzietne w Polsce – specyfika funkcjonowania i otrzymywane wsparcie, Family Forum 2025).

W obliczu demograficznej zapaści rodziny wielodzietne wydają się szczególnie „cenne” społecznie (choć na szczęście decyzję o powoływaniu do życia kolejnych dzieci rodzice podejmują z innych pobudek niż chęć budowania nieco efemerycznej „potęgi narodu”). Mimo to wiele rodzin wychowujących więcej niż dwoje dzieci doświadcza uprzedzeń, niechęci czy nawet hejtu ze strony innych. W zbiorowym wyobrażeniu pełna rodzina to taka, w której wychowuje się dwoje dzieci – najlepiej chłopiec i dziewczynka. Większa liczba potomstwa bywa postrzegana jako wyraz zacofania, nieodpowiedzialności, egoizmu, a nawet… lenistwa. Tak, tak – niejedna osoba o liberalnych poglądach wierzy, że wielodzietni wybierają „siedzenie” w domu z dziećmi i – ich zdaniem – wygodne oraz bezproblemowe życie z niebotycznie wysokiego „socjalu”. Niechęć skierowana w stronę rodziców wielodzietnych stanowi podniesioną do trzeciej potęgi wrogość, którą wielu Polaków żywi wobec dzieci i matek w ogóle. W społeczeństwie, w którym dzieci bywają traktowane jako uciążliwy i głośny problem, rodziny wielodzietne są niekiedy postrzegane jako upostaciowane porażki i wrogowie ustalonego porządku.

Płodność nie radość?

Niechęć i antypatia wobec dużych rodzin może sprawiać wielodzietnym mniejszą lub większą przykrość – jednak głęboko bolesne bywają sytuacje, kiedy to najbliższe otoczenie wykazuje się niezrozumieniem wobec rodziców pragnących mieć liczne potomstwo. Niejedna wielodzietna matka (a czasami również ojciec) usłyszała, że zachodząc w kolejną ciążę, marnuje sobie życie, psuje sobie karierę albo „zamyka się w domu”. Raniące komentarze pod adresem wielodzietnych wypowiadają czasami ich rodzice lub rodzeństwo, którzy swoją krytyczną postawę ubierają w szaty troski („jak ty sobie poradzisz z kolejnym dzieciakiem?!”). Niekiedy krewni rodziców wielodzietnych ubolewają nad wyborem „niewłaściwej” ścieżki życiowej przez swoich bliskich – uważają bowiem, że właściwym planem na życie byłaby np. praca w korporacji oraz posiadanie dwójki dzieci. Zdarza się też, że młodzi rodzice słyszą wulgarne komentarze dotyczące ich seksualności i płodności (pewna kobieta dzieląca się na Instagramie pragnieniem kolejnego dziecka została w komentarzach nazwana „rozpłodnicą”) albo bywają obiektami „analizy” samozwańczych psychologów. Postronni nierzadko szukają przyczyn pragnienia posiadania licznego potomstwa w dziecięcych czy młodzieńczych urazach bądź „wypraniu mózgu” przez partnera czy grupę religijną. Oczywiście, czynniki psychologiczne – w tym dzieciństwo i okres dojrzewania – mają wpływ na to, jak planujemy własne życie rodzinne, ale chęć posiadania licznej rodziny nie stanowi żadnej dysfunkcji, a tym samym nie musi wynikać z emocjonalnych deficytów lub jakiegokolwiek przymusu – podobnie jak chęć posiadania jednego lub dwójki dzieci. Niejedna wielodzietna matka wspomina o tym, że doświadczała lęku, a niekiedy wręcz wstydu związanego z „ogłoszeniem światu” kolejnej ciąży. Pragnienie posiadania licznego potomstwa oraz radość związana z oczekiwaniem na narodziny malucha nie wyłącza zdolności do odczuwania psychicznego bólu wywołanego oceniającymi komentarzami znajomych, współpracowników czy nawet własnych rodziców. Pewna matka wychowująca szóstkę dzieci wspominała, że gdy miała poinformować własną mamę i siostrę o piątej ciąży, to ze stresu doznała czegoś na kształt paraliżu całego ciała – mimo zbliżania się do czterdziestych urodzin czuła się jak ciężarna nastolatka, która otrzyma połajankę od własnej rodziny. Inna kobieta, gdy urodziła czwarte dziecko, będące jednocześnie pierwszym synem, usłyszała od położnych, że skoro „w końcu” ma męskiego potomka, to „chyba już jej tych dzieci wystarczy”. Można zaryzykować stwierdzenie, że obecnie matki wielodzietne są zawstydzane częściej niż kobiety, które nie chcą posiadać dzieci w ogóle. Zmiana „wektora zawstydzania” oznacza, że kobiece decyzje dotyczące rodziny i własnej przyszłości wciąż bywają oceniane i podważane. To, co rozumiemy przez szczęśliwe życie i idealną rodzinę ulega zmianie; chęć dyktowania kobietom, jakie decyzje prokreacyjne powinny podejmować, pozostała niezmienna.

Biedna i udręczona matka

Czasami wielodzietne matki stają się obiektami współczucia i słyszą pod swoim adresem komentarze wyrażające litość. Część osób jest święcie przekonana o tym, że mająca kilkoro dzieci kobieta musi być wyniszczona licznymi ciążami, porodami i opieką nad maluchami. Rzecz jasna, nie można bagatelizować obciążenia, jakim dla ciała i psychiki kobiety jest macierzyństwo – jednak absolutnie nie każda matka licznej rodziny ma poczucie przeciążenia i „wypruwania sobie żył”. Opieka nad dziećmi – nawet jeśli wiąże się z rezygnacją z pracy poza domem – może być przez kobietę przeżywana jako droga do spełnienia i realizacji siebie. Wizerunek wielodzietności jako krzywdy wyrządzanej kobietom może u części osób być wzmocniony przez lekturę historycznych reportaży o życiu kobiet i dzieci na dawnej polskiej wsi. Książki tego rodzaju są niezwykle cenne, a rosnące zainteresowanie historią opowiadaną z perspektywy innej niż szlachecka to ciekawy i korzystny trend – przez pryzmat trudnej przeszłości naszych babek możemy lepiej zrozumieć dzisiejsze społeczeństwo. Błędem jest jednak proste przekładanie realiów życia naszych przodkiń na współczesność. Tak, nasze prababki bywały wykończone opieką nad licznym potomstwem, częstymi porodami (w niebezpiecznych warunkach), połogami i koniecznością walki o przetrwanie własnej rodziny. Ich jednak często nikt nie pytał o to, czy marzą o licznej rodzinie (i czy chcą zakładać jakąkolwiek rodzinę z mężczyzną, którego na męża wybrał dla nich ojciec). Dziś natomiast wielodzietność bywa wyborem – przemyślanym, świadomym i przynoszącym satysfakcję. Dość powszechny jest także stereotyp, zgodnie z którym dzieci w rodzinach wielodzietnych bywają zaniedbane i właściwie są pozbawione dzieciństwa, gdyż muszą opiekować się młodszym rodzeństwem. Badania psychologiczno-socjologiczne wskazują jednak, że większość spośród tych dzieci bynajmniej nie jest skrzywdzona, lecz że są one bardziej samodzielne i otwarte na potrzeby innych, zaś członkowie licznych rodzin częściej czują się odpowiedzialni za siebie nawzajem – co dotyczy również samych rodziców. Rodziny wielodzietne nie są także uboższe niż rodziny z niewielką liczbą dzieci – statystycznie są one także mniej zadłużone. Ogólnie korzystna sytuacja dzieci z licznych rodzin nie oznacza, że w rodzinach tego typu nie dochodzi do zaniedbań, przemocy czy ubóstwa. W każdym typie rodzin – także tych tworzonych przez rodziców i jedynaka – mogą mieć miejsce dysfunkcje i krzywdy. Nie należy również przyjmować, że tylko dzieci posiadające liczne rodzeństwo mają szansę dobrze rozwijać się pod względem społecznym. Wnioski z badań i obserwacji tego typu sugerują jednak, że część powszechnych wyobrażeń na temat życia rodzin wielodzietnych ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Dzieci, zdrowie i pieniądze

Trudno byłoby przeoczyć fakt, że posiadanie wielodzietnej rodziny rzeczywiście niekiedy stanowi rodzaj przywileju. Po pierwsze, czynnikiem niezbędnym do zrealizowania tego pragnienia – jeśli pojawia się ono u osoby planującej swoje życie rodzinne – jest posiadanie odpowiedniego stanu zdrowia. W chwili obecnej co piąta polska para doświadcza niepłodności; co więcej, urodzenie trójki bądź czwórki dzieci zwyczajnie wymaga czasu. Osoba, która znajduje partnera w okolicach 40. roku życia, ma zatem mniejsze szanse na dużą rodzinę niż ktoś, kto staje na ślubnym kobiercu jako dwudziestolatek. Zdarza się, że w stronę rodzin wielodzietnych z pewną dozą zazdrości spoglądają także te pary, które – choć bardzo by tego pragnęły – nie są w stanie dać rodzeństwa swojemu jedynakowi, albo te osoby, które same marzą o większej liczbie dzieci, lecz ich partner kategorycznie się na to nie zgadza. Wychowanie gromadki dzieci wymaga także nakładów finansowych: łatwiej jest podjąć decyzję o licznej rodzinie, gdy ma się przestronne mieszkanie lub dom, niż wtedy, gdy zamieszkuje się w wynajmowanej mikrokawalerce. Między innymi z uwagi na niestabilność rynku pracy, wysokie koszty nieruchomości i trudność z utrzymaniem rodziny z jednej wypłaty (choćby przez pewien czas) część osób uważa obecnie wielodzietność na nowy luksus, który jest dostępny dla osób zdrowych, młodych, pracujących zdalnie i otrzymujących wysoką wypłatę. Osobom marzącym o dużej rodzinie, ale czującym, że nie mogą sobie na nią pozwolić, posiadanie licznego potomstwa może jawić się jako symbol życiowego i rodzicielskiego spełnienia – a przecież idealizowanie dużych rodzin więcej mówi o osobie, która idealizuje niż o idealizowanym obiekcie, podobnie zresztą jak w przypadku dewaluacji. Można zatem powiedzieć, że współczesne postrzeganie wielodzietności wiąże się z niezwykłą ambiwalencją: z jednej strony w wielodzietnych rodzinach wciąż doszukujemy się biedy i patologii, zaś z drugiej – postrzegamy je jako grupy w szczególny sposób „namaszczone” dobrobytem.

W upraszczającej percepcji umyka nam ogromne zróżnicowanie rodzin „trzy plus”, a także fakt, że większość zachwytów i obciążeń występujących w dużych rodzinach stanowi także codzienność rodzin z jednym bądź dwójką dzieci. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 22/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Wielodzietność – nowy luksus?