Pochwała przeciętności. Zwykłe życie jest w porządku

Skoro do łask wróciło posługiwanie się określeniem „wystarczająco dobry”, to być może jesteśmy już gotowi, aby pójść o krok dalej i odzyskać prawo do przeciętności? Bo zwyczajność to nie porażka.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
il. Agnieszka Sozańska
il. Agnieszka Sozańska

Studentów psychologii, a także wielu przyszłych nauczycieli instruuje się, by słowo „przeciętny” w odniesieniu do wyniku niektórych testów inteligencji lub wiedzy zmieniać na „dobry”, gdyż dla wielu odbiorców przeciętność stanowi synonim nie tyle normalności, co słabości, bylejakości, a nawet intelektualnych niedostatków. Lęk przed przeciętnością wpływa niestety nie tylko na język, jakim operujemy. Niezgoda na zwyczajność odbiera nam możliwość delektowania się naszym wystarczająco – nomen omen – dobrym życiem.

Zwrot ku złudzeniom 

Pozwolę sobie zacząć nieco filozoficznie: otóż sądzę, że obawa przed przeciętnością to współczesna odsłona egzystencjalnego lęku przed śmiercią i unicestwieniem. Wychowywani w kulturze sukcesu domniemaną zwyczajność – czyli brak szczególnych osiągnięć i wybitnych cech osobowości – traktujemy jako sygnał, że nasze życie jest niewiele warte, a tym samym – nic nieznaczące. Ten antropologiczny zwrot, który nakazuje nam gonić za wyjątkowością oraz wydawać niemałe pieniądze (czy, jak chcą niektórzy coache: inwestować) na własny, potwierdzony dyplomami i odznaczeniami rozwój, na dłuższą metę wcale nie czyni nas szczęśliwymi. Nie zgadzając się na przeciętność, zapisujemy się do nieformalnego klubu ludzi wciąż niepewnych własnej wartości, kompulsywnie potwierdzających własne znaczenie dla świata oraz samotnych – bo przecież, jeśli najwyższą wartością jest dla nas własna niezwykłość, to inne osoby traktujemy niejako z urzędu jako rywali. Nasze obawy przed zwyczajnością zręcznie wykorzystuje system kapitalistyczny: osobie, która czuje, że musi być „kimś więcej” łatwo jest sprzedać liczne kursy, warsztaty i szkolenia. Oczywiście, same w sobie chęć rozwoju i pęd ku zdobywaniu nowych umiejętności nie stanowi problemu: wręcz przeciwnie. Idea long life learning oraz odkrywanie nowych obszarów mogących przynosić nam radość to wyraz witalności ludzkiego ducha oraz forma dbałości o zdrowie własnego mózgu (wiemy przecież, co dzieje się z nieużywanymi organami…). Pogoń za niezwykłością przenosi się także na wymiar duchowy życia współczesnego człowieka: „zwykła” msza czy nabożeństwo przestają być wystarczające, więc niejeden współczesny katolik poszukuje silniejszych doznań religijnych. Czasami pcha go to w stronę intensywnych, ale generalnie bezpiecznych wyzwań, takich jak Ekstremalne Drogi Krzyżowe – ale czasami niestety przyczynia się do wejścia w świat podejrzanej pseudomistyki, fascynacji „uzdrowicielami” i niepotwierdzonymi przez medyków cudami. Niekończące się polowanie na sukcesy i pogoń za płochym poczuciem własnej wyjątkowości nie tylko podsycają w nas lęk i niepokój, ale także sprawiają, że nie zauważamy tego, co naprawdę buduje nasz dobrostan. W rzeczywistości – tej w najgłębszym stopniu prawdziwej, niezniekształconej przez media społecznościowe – przeciętne życie to dobre życie, a bycie człowiekiem zwyczajnym nie oznacza ułomności, lecz stanowi prostą konsekwencję przynależności do ludzkiej rodziny. Zdecydowana większość ludzkich cech, takich jak inteligencja, otwartość na doświadczenia czy poziom lęku daje się opisać za pomocą tzw. krzywej Gaussa, czyli linii mającej kształt pagórka. Statystyka wskazuje więc, że największa liczba osób poszczególne cechy posiada w natężeniu średnim (czyli przeciętnym), zaś ludzi posiadających np. wybitnie wysoki bądź niski poziom lęku jest pośród homo sapiens niewielu. Żadne modele statystyczne nie oddają rzecz jasna całej złożoności ludzkiej psychiki – możemy jednak przyjąć, że ludzkość w pewien naturalny sposób ciąży ku zwyczajności. Na pewnym głębokim poziomie wszyscy jesteśmy zwyczajni – a jeśli się czymś wyróżniamy, to jedną czy dwiema cechami lub umiejętnościami. Nie musimy się tego wstydzić – własną przeciętność możemy oswoić i przyjąć z westchnieniem ulgi. 

Szlachetna przeciętności!

Większość hollywoodzkich produkcji jest zbudowanych na schemacie utraty dobra, a następnie walki o przywrócenie go. Rodzaj owego dobra i sposoby walki będą zależne od gatunku filmowego: może to być utracone poczucie sprawiedliwości, które pcha bohatera w kierunku krwawej zemsty (jak miało to miejsce w kultowym Gladiatorze), bezpieczeństwo (co stanowi oś fabularną Lśnienia) czy miłość (druga część słynnej sagi Zmierzch). Filmowi protagoniści dążą zatem to przywrócenia „ustawień fabrycznych” swojego życia, a zatem w pewnym sensie – do ponownego zanurzenia się w przeciętności. Jasnym jest, że zwyczajność postaci z filmu fantasy różni się od tej będącej naszym udziałem – jednak z wysiłków scenopisarzy możemy wyciągnąć pewien ważny wniosek: przeciętne dni i niezauważona, bezpieczna zwykłość zasługują na docenienie. Wielu z nas dowartościowuje przeciętność niestety dopiero wtedy, gdy ją tracimy – podobnie zresztą jak słynne „szlachetne zdrowie”. Nie chciałabym, aby w naszej epoce – ani żadnej innej – wydarzyło się coś, co zburzy nasz spokój i niejako wymusi docenienie przeciętnego, spokojnego życia, które większość z nas prowadzi. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że gdybyśmy w istocie musieli zmierzyć się z konfliktem zbrojnym lub nagłą katastrofą naturalną, bylibyśmy w stanie dostrzec wartość tych chwil w życiu, podczas których być może nie w pełni realizujemy swój potencjał, ale jesteśmy względnie pewni tego, co przyniesie jutro i możemy delektować się bezpieczną zwyczajnością. Paniczne próby ucieczki przed przeciętnością są zatem również „produktem ubocznym” dobrobytu, w którym żyjemy – skoro nie musimy walczyć o dostęp do wody pitnej, to rywalizujemy o tytuł najzdolniejszego influencera czy najbardziej oczytanego człowieka w swoim otoczeniu. Można zatem przyjąć, że akceptacja zwyczajności własnego życia i wypisanie się z wyścigu o tytuł jednostki wyjątkowej to rodzaj współczesnego nonkonformizmu. W dodatku z pogonią za wyjątkowością wiąże się paradoks: skoro wszyscy mają być wyjątkowi, to tak naprawdę nikt wyjątkowy nie jest, gdyż to, co powszechne, staje się nowym standardem. Przykładowo, zagraniczne wakacje – kiedyś dostępne dla osób „wyróżniających się” zamożnością – bez wątpienia mogą obciążyć nasze portfele, ale nie są już czymś, co wywołuje zachwyt i niedowierzanie. Podnoszenie poprzeczki nadzwyczajności nie przynosi ukojenia, lecz skutecznie wpędza w kompleksy i dryluje z zasobów – nie tylko finansowych. Dostrzeżenie tego i odzyskanie własnej przeciętności może – co jest kolejnym paradoksem! – uczynić nas bogatszymi materialnie i wewnętrznie.

Powrót do zwyczajności 

Skoro od pewnego czasu do łask wraca posługiwanie się określeniem „wystarczająco dobry” – zwłaszcza w kontekście rodzicielstwa i wypełniania obowiązków zawodowych – to być może jesteśmy już gotowi, aby pójść o krok dalej i odzyskać prawo do przeciętności. Zwyczajność – o czym warto nieustająco przypominać – nie jest obelgą. Osoba przeciętnie inteligentna może prowadzić szczęśliwsze i bardziej autentyczne życie niż ktoś, kto nieustająco goni za efemerycznymi sukcesami; przeciętni uczniowie miewają lepsze wspomnienia ze szkoły niż ci, którzy – często zastraszeni przez przerażonych wizją zwyczajności własnego dziecka rodziców – osiągają najwyższe noty, lecz płacą za nie bezsennymi nocami i zaburzeniami lękowymi. Przeciętna – czyli spokojna i przewidywalna praca – może w dłuższej perspektywie służyć nam bardziej niż zajęcie postrzegane przez innych jako atrakcyjne i fascynujące: powtarzalna praca biurowa czy fizyczna, jeśli tylko zapewnia nam utrzymanie i nie sprawia, że stajemy się kłębkiem nerwów, to naprawdę solidny fundament życiowej aktywności; wreszcie, prosty posiłek może być bardziej odżywczy niż wymyślne, modne danie. Akceptacja przeciętności może także uzdrowić nasze relacje: zwykłe związki, pozbawione dramatycznej „fabuły” i niezapewniające strzałów dopaminy i adrenaliny są budujące i bezpieczne bardziej niż więzi oparte na szalonej namiętności. A propos relacji – to właśnie one stanowią przestrzeń, w której możemy poczuć się kimś wyjątkowym. Bo choć spektakularne osiągnięcia stają się udziałem zaledwie ułamka promila wszystkich ludzi, to większość z nas jest cenna w oczach własnych rodziców, współmałżonka, dzieci i przyjaciół. Każdy z nas stanowi – odwołując się do metafory z Małego Księcia – jedną drobną różę spośród miliardów znajdujących się na świecie. Jednak dla paru osób, z którymi łączą nas więzy krwi, przyjaźni i wzajemnego oddania, stanowimy niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju istoty. Relacyjnego aspektu życia nie warto zatem zaniedbywać ani czynić go mniej ważnym od tryumfów zawodowych. 

Nie jesteśmy przegrani 

Pochwała przeciętności nie jest tożsama ze stwierdzeniem gloria victis. Przeciętność to nie przegrana ani życiowa porażka – wręcz przeciwnie, to czasami zwycięstwo nad obsesją wyjątkowości, jaką zaszczepia w nas kultura sukcesu. Przeciętność to niekiedy warunek oskrzydlania zdrowia, spokoju i autentycznych relacji, w których możemy „zacumować” ze swoimi niedostatkami i słabościami. Pomocą w drodze ku przyjęciu zwyczajności własnego życia może stać się między innymi duchowość, także ta chrześcijańska. Jak wiemy z Ewangelii, Jezus bynajmniej nie gardził „prostaczkami”, lecz walidował ich doświadczenia oraz doceniał wiarę i gesty życzliwości osób, których imion nie znajdziemy w księgach historycznych (uboga wdowa czy chłopiec ofiarujący Mu kilka chlebów i ryb to jedne z wielu przykładów). 

Rzecz jasna, nie tak łatwo jest wyplenić wewnętrzną niezgodę na przeciętność. Pokolenie osób będących dziś w średnim wieku (czyli milenialsów) było wychowywane w kulcie dążenia do nadzwyczajności. Przemiana ustrojowa w roku 1989 sprawiła, że zmienił się paradygmat wychowania: rodzice zaczęli dostrzegać wyjątkowość własnych dzieci i wzmacniać ich poczucie unikatowości, ale także wymagać od nich uczestnictwa w wyścigu o palmę pierwszeństwa. Pod wiarą w możliwości własnego dziecka i wspieraniem go w realizowaniu własnego potencjału nierzadko krył się (i kryje nadal) jednak lęk, że dziecko w istocie okaże się kimś zwyczajnym – a jeśli nie wyprzedzi innych, to nie poradzi sobie w nowej polskiej rzeczywistości. Skutkiem takiego wychowania jest obecna w sposobie myślenia wielu z nas dychotomia: albo jesteśmy wybitni, wyróżniający się i nadzwyczajni, albo przegrywamy – a tym samym zawodzimy naszych bliskich. Warto jednak pamiętać, że tak czarno-biały sposób postrzegania świata to rodzaj rozszczepienia, kolejny występuje zwykle wtedy, gdy człowiek doświadcza szoku – a nasze społeczeństwo niewątpliwie doświadczyło go na początku lat 90. Obecnie nie musimy już gonić za wyjątkowością i obsesyjnie budować własnych pomników, aby utrzymać się na powierzchni. Droga do poczucia spełnienia może dzisiaj wieść nie tylko przez szlak czerwonych pasków i kilku fakultetów na prestiżowych uczelniach, ale przez harmonijne relacje, umiejętność regulowania własnych emocji oraz wdzięczność za własne spokojne życie.

Osobiście odczuwam ją mając świadomość, że właśnie skończyłam pisać całkiem przeciętny – czyli, miejmy nadzieję, wystarczająco dobry – tekst o spokojnym życiu zwykłych ludzi. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Pochwała przeciętności